MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czy wolno mi zerwać?



Szczęść Boże,
Pomyślałam, że może spróbuję przelać na papier i ubrać w słowa sytuacje, która ostatnio mnie "poraża". Może Ksiądz w wolnej chwili znajdzie chwile, aby napisać do mnie kilka słów. Od roku miałam kolegę - przyjaźniliśmy się. To był kolega. Oboje "zmienialiśmy swoje życia" z pomocą i przede wszystkim dzięki łasce Pana Boga. Rozmawialiśmy przez Internet, czasem spotykaliśmy się, pisaliśmy sms-y. Kontakt był bardzo częsty. Wzmacnialiśmy się wzajemnie w walce z nałogami, w drodze ku Panu Bogu. Niestety pod koniec grudnia - na początku stycznia wydarzyło się coś, co nie pozwala mi już na tak bliską relację z Nim. Kolega zaczął mi zarzucać, że się pozamykałam, ze On mi tak zaufał, a jak ja Go traktuje, ze Go okłamałam i inne. Bardzo mnie zranił swoimi zarzutami. Bardzo. Wyrzuty trwały. I dziś znowu wydarzyło się to samo. Próba dialogu i Jego trudne słowa. Wybaczyłam Mu, ale nie mam ochotę na kontakt z Nim. Boje się, boję się, kiedy pisze i mówi, "że dałam Mu tyle siły i nadziei, ze teraz czuje się bezużyteczny " i inne, wprowadzając mnie w tak wielkie poczucie winy. Lęk o tę Osobę. Strach ze "cos sobie zrobi". Poczucie winy mnie zabija. Chce się za Niego modlić, chcę Mu tak do końca wybaczyć, ale nie chcę już tych rozmów, przyjaźni, takiej przyjaźni. Boję się, że Bogu się to może nie spodobać. "Gniewajcie się, ale nie grzeszcie". Nie wiem, co robić. Ciągłe poczucie winy ze On mi tyle w życiu pomógł. Ciągłe obwinianie i strach przed tym, co z Nim będzie, nie wiem, co Dobry Bóg o tym myśli, nie wiem, co mam robić, jeśli znajdzie Ksiądz czas, aby odpisać, bardzo się ucieszę.... Nie wiem czy wolno mi zerwać ten kontakt, czy spotka mnie za to kara?
Z Panem Bogiem. Jezu ufam Tobie. Maryjo prowadź... (E).



Rozmowa powinna wiele wyjaśnić, jeśli jest dobra wola i brak zacietrzewienia. Nie wiem, co między Wami zaistniało, wpływając na jednostronny dystans? Jestem przekonany, że przebywając ze sobą, zaczęliście się poznawać. Zobaczyłaś w koledze to coś, co Ciebie do niego zniechęciło, uprzedziło, na niego zamknęło. Czy można tak? Oczywiście, że masz prawo nie chcieć mieć z nim kontaktu, uzasadniając jednak, dlaczego taka jest Twoja decyzja, czym ją uzasadniasz. W relacji wzajemnej istotna jest jasność, mówienie prawdy, odsłonięcie autentycznej motywacji, która skłoniła Cię do zerwania z nim kontaktów.

Wydaje mi się, że za szybko, bez wystarczającego poznania się, staliście się przyjaciółmi. Z przyjaźnią łączy się zaufanie. Potrzeba człowieka poznać na tyle, na ile on na to pozwala, aby wejść w relację zaufania, co może prowadzić do przyjaźni. Skoro on się narzuca, powinnaś do niego się zdystansować równocześnie informując go, dlaczego w ten sposób się zachowujesz.

Wydaje mi się, że skorzystałaś ze swojej kobiecej intuicji i przestałaś go informować o pewnych sprawach. Utraciłaś w relacji z nim poczucie bezpieczeństwa, dlatego się zamknęłaś na niego. Czy słusznie uczyniłaś? To Ty decydujesz o tym, na kogo się otwierasz i w jakich sprawach dopuszczasz drugą osobę do poznania Twoich tajemnic. Zaufanie jego, to za mało, aby mogła zaistnieć głębsza relacja między wami, która nazywa się przyjaźnią. Wydaje mi się, że Ty jemu nie ufasz. Być może kolega zaangażował się uczuciowo i trudno mu się pogodzić z tym, że Wasza relacja się kończy.

Jeśli nie ma żadnych podstaw do takich zarzutów, powiedz mu o tym. Jeśli nie uwzględnia Twoich wyjaśnień, coś niepokojącego dzieje się z nim. Skro Ciebie zranił, to był dla Ciebie kimś obojętnym. Traktowałaś go poważnie, angażując w tę relację swoje uczucia i zaufanie. To bardzo ważne, że rozmawiałaś. Zwróciłem uwagę na to, że z Twojej strony zaistniała "próba dialogu".

Nie byłoby dobrym pomysłem utrzymywanie z nim kontaktu. Jeśli nie przemawiają do niego Twoje argumenty, należy sprawę pozostawić. Nie obawiaj się słów, które do Ciebie napisał. Odnoszę wrażenie, że usiłuje Tobą manipulować, próbując wpędzić Cię w chore poczucie winy. Wasza relacja nie zawierała zobowiązań mówiących o tym, że będziecie ze sobą na zawsze. Zobacz w takich słowach: "dałam mu tyle siły i nadziei, że teraz czuje się bezużyteczny" klasyczny przykład manipulacji Twoimi uczuciami, Twoją wrażliwością. On chce, żebyś się o niego lękała i po drugie, żeby zrodziło się w Tobie silne poczucie winy. Czy tak postępuje przyjaciel? Jego relacja z Tobą jest relacją małego dziecka, niedojrzałego mężczyzny, który dostrzegając, że osoba, która pochylała się z troską i życzliwością nad nim i jego problemami, odchodzi, pozostawiając go, wpadł w popłoch, panikę.

On chce wywołać w Tobie lęk, a co z tego wynika - poczucie winy. Masz prawo być z człowiekiem, ale także masz prawo od niego odejść z racji sobie wiadomych. Twoim atutem jest to, że usiłujesz z nim prowadzić dialog. Żeby utrzymać relację koleżeńską, nie mówiąc już o przyjacielskiej, niezbędne jest wzajemne zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Z Twojego listu wynika, że nie ma w Tobie zarówno jednego jak i drugiego.

Kiedy zostałabyś z nim, uzależniłabyś się od niego. Teraz jest dobry czas na odejście. Jesteś osobą dorosłą, samodzielną i masz prawo decydowania o własnym życiu, o tym, z kim chcesz się przyjaźnić, a z kim taka relacja nie może zaistnieć. Nie jesteś osobą, która będzie z mężczyzną tylko, dlatego, że dajesz mu siłę, nadzieję i poczucie przydatności. Czy on bierze pod uwagę to, że jest męczący i przebywanie z nim może wykańczać? On stosuje terroryzm psychiczny. Nie pozwól na to. Nie odpowiadaj na maile i smsy, oraz nie spotykaj się z nim. Z klimatu listu wynika, że traktuje Ciebie jako własną podporę psychiczną. Na Tobie zbudował swoje iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa i własnej użyteczności. Niedojrzałą osobą jest ta, która nie ma oparcia w sobie. To w sobie powinien on odkryć siłę, nadzieję i poczucie własnej wartości i przydatności dla innych.

Czytając Twój list odniosłem wrażenie, że on traktuje Ciebie przedmiotowo. Włożę w usta Twojemu koledze następujące słowa: "Zapewniasz mi mój spokój wewnętrzny, dajesz siłę, nadzieję i poczucie przydatności, więc musisz ze mną zostać. Nie możesz mnie opuścić. Co się ze mną stanie? Nie odnajdę się w tym życiu bez Ciebie". Albo on gra określoną rolę, albo ma poważne zaburzenia emocjonalne. Wydaje mi się, że sprawa dotyczy kwestii drugiej - zaburzeń emocjonalnych.

On nie oczekuje, abyś mu wybaczyła, lecz z nim pozostała. Nie powinnaś tego zrobić. Nie wolno ci się nad nim litować. On nie potrzebuje litości, lecz dobrego specjalisty i systematycznego leczenia.

Między wami nie było przyjaźni. Zachęcam Cię do przeczytania niewielkiej książki Anzelma Grüna - "Życzę Ci przyjaciela" (Częstochowa 2003). I druga pozycja książkowa jest tego samego autora "Przebacz samemu sobie" (Kraków 2000).

Skąd taka wątpliwość, że to, co chcesz zrobić, rozstać się z kolegą, może nie podobać się Bogu? Jemu zależy na Twoim szczęściu, dobrym samopoczuciu, nie zaś na udręce, ciągłym napięciu, trwaniu w obawie, że on może sobie coś złego zrobić. Nic złego nie może sobie zrobić. To jest kolejny chwyt, przez który usiłuje manipulować Tobą. Odchodząc od niego możesz doprowadzić do sytuacji, w której będzie musiał korzystać z pomocy psychologa czy psychiatry. Czy to byłoby dla niego złe? Czy odchodząc od niego, nie czynisz mu wielkiego dobra? Jak długo chcesz być nianią dla dorosłego mężczyzny? Każde wydłużanie czasu trwania waszej relacji prowadzi do jego głębokiego, nieuporządkowanego, chorego związku z Tobą.

Odchodząc od kolegi, nie popełniasz grzechu. Przyjmuję, że on Ci wiele w życiu pomógł. Czy obiecałaś mu cokolwiek, choćby to, że zawsze będziecie razem? Jeśli nawet taka sytuacja miałaby miejsce, to poznając go i źle się z nim czując, wręcz męcząc się jego obecnością, masz prawo zmienić wcześniejsze deklaracje, zapewnienia czy zobowiązania. Masz prawo zwolnić się z jakichkolwiek zapewnień, ponieważ były one składane wobec osoby, co, do której nie miałaś pełnej wiedzy, pełnego obrazu jego psychiki, która umożliwiłaby podjęcie odpowiedzialnej decyzji.

Nie możesz winić siebie za to, że on Ci pomógł, a Ty chcesz od niego odejść. Pomagając, nie kupił Ciebie, nie należysz do niego, nie byłaś i nie jesteś jego własnością. W przyjaźni, w koleżeństwie nie istnieje taka zależność, że skoro ja ci pomogłem, to Ty teraz wszystko powinnaś dla mnie zrobić, włącznie z pozostaniem ze mną, bo ja tego potrzebuję.

Odradzam ci w tej sytuacji praktykowanie heroizmu czy też postawy męczennicy, która dla dobra drugiej osoby byłaby w stanie zapomnieć o własnym szczęściu ze względu na nią. Bóg nie oczekuje od Ciebie zachowań heroicznych. Skoro on Tobą manipuluje i jak widzę, jest to działanie skuteczne, utwierdzam się w przekonaniu, że jest to wpływ chorego człowieka usiłującego całkowicie zdominować Twoje życie.

Co z nim będzie? A co z nim dotychczas się działo, zanim się spotkaliście? Zapewne ma rodziców, rodzeństwo, środowisko tych, których zna od wielu lat. Nie tylko wolno Ci zerwać z nim kontakt, ale powinnaś to zrobić jak najszybciej. Nie spotka Cię z tego powodu żadna kara. Nie widzę żadnych podstaw. A z czyjej strony miałaby być ta kara? Ze strony Boga? Czy Bo istnieje w tym celu, aby ludzi karać, czy też w tym, aby ich kochać, chronić od złego i prowadzić do zbawienia? Bóg Cię kocha i chroni. Napisałaś do mnie. Zadbaj o siebie, o własną przyszłość. Pozwól, aby zajęły się nim osoby, z którymi mieszka, jest w codziennych relacjach i które zapewne znają jego problemy.

Napisz do mnie, w jaki sposób radzisz sobie z tą sprawą.

Zapewniam o modlitwie - ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 10033073 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC