MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Mąż mnie zostawi



Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Postanowiłam ze napisze do księdza, ponieważ nie mam możliwości porozmawiania na dręczący mnie temat ( mieszkam za granicą). Jestem matka dwójki dorastających chłopców i zona (jeszcze) męża, który ostatnio stwierdził ze nienawidzi ludzi -powiedział mi ze mam się zmienić -wydorośleć, że zachowuje się jak dziecko. Powiedział wprost ze jak się nie zmienię to w najdogodniejszym czasie (jak dzieci pójdą w swoja stronę)za ok 4,5 lat-zostawi mnie. Wiem ze on nie straszy i tak zrobi-potrafi być bezwzględny. Chodzimy razem do kościoła (on podaje rękę do zgody w trakcie mszy św., uśmiecha się i wydawać by się mogło ze jest to "od serca" gest, ale po wyjściu jakby zapomina wszystko). Nie przyjmuje komunii świętej i ma swoje takie dziwne mniemanie na temat Boga. Np mówi ze niepotrzebnie chodzimy do kościoła, bo Bóg jest wszędzie -Np pod kamieniem. I żeby wierzyć w Boga nie musi być akurat w kościele......My mamy ślub kościelny tylko jednostronny, bo mąż nie chciał przysięgać i zgodzili się tylko, bo go prosiłam. Nie chodzi tez do spowiedzi św. I teraz moje pytanie. Nie wiem jak to będzie czy uda nam się ten kryzys małżeński naprawić. Ja przysięgałam na ołtarzu ze zostanę z tym człowiekiem do końca, ale jeśli on odejdzie ode mnie to, co ja mogę zrobić. Będę miała ten ślub do końca swojego życia i nie będę mogła nigdy być żoną innego, bo to byłoby niezgodne nauka Kościoła i przykazaniami Bożymi. Naprawdę mam takie myśli w momentach takich najgorszych jak każde zachowanie, każdy gest, spojrzenie mojego męża świadczą o tym, że ma mnie dosyć i nawet powiedział mi to wprost, że jak by nie było dzieci to już dawno by mnie zostawił........Mąż żyje dla dzieci i to małżeństwo tak właśnie traktuje - tylko dzieci są dla niego najważniejsze (jesteśmy za granicą 5 lat i uważa ze właśnie strąciliśmy te 5 lat, bo nic nie mamy)-głównie z mojej winy. Wszystko dla dzieci.......tylko - i nasze życie się nie liczy, wg. męża. Przepraszam Księdza ze tak długo i pewno nie na temat podany wyżej w liście, ale musiałam to komuś napisać.............Jestem zmęczona, mam często dosyć, czasami myślę ze może dobrze byłoby skończyć z tym życiem (jesteśmy ubezpieczeni w razie śmierci) może wtedy moja rodzina miałaby dobrze i skończyłyby się wieczne pretensje......Ale wiem ze to grzech i nie mam odwagi..........Naprawdę potrzebuje pomocnej dłoni....Bóg zapłać. (S).


Mąż ukształtował swoje poglądy niezależnie od żony. Jeśli stawia zarzut o niedojrzałości, braku dorosłości, a tym samym potrzebie wydoroślenia, niech będzie tym, który powie, wesprze, towarzyszy. To nie jest tak, że małżonek może zwrócić żonie uwagę i pozostawić ją samej sobie. Jesteście wzajemnie za siebie odpowiedzialni. Nie dojrzewamy, nie dorastamy w małżeństwie, czy kapłaństwie, albo w zakonie - pojedynczo. Jest to zawsze w odniesieniu do drugiego. Dobre, serdeczne, czułe relacje małżeńskie umożliwiają rozwój. Jeśli Pani rzeczywiście ma problem ze sobą, to nie jest to jedynie trudność, którą trzeba nieść w pojedynkę. Z mężem jest się "na dobre i na złe", "w doli i niedoli".

Dlaczego mąż chce Panią zostawić? Co go drażni, denerwuje? Jaką treść mają jego zarzuty? Proszę poprosić męża, aby Pani pomógł. Ważne jest w takiej chwili odwołanie się do tych uczuć, przeżyć, wspólnych doświadczeń na początku drogi RAZEM. Proszę przypomnieć mu o miłości, której doświadczaliście. Być może coś się w mężu wypaliło. Może ta sprawa wiązać się z brakiem systematycznych rozmów o sprawach dotyczących bezpośrednio was, jako małżonków. Przypuszczam, że nie wyjeżdżaliście tylko ze sobą na wypoczynek, wczasy, choćby kilka dni. Również w ciągu roku taki czas jest małżonkom potrzebny.

Mąż jest niesprawiedliwy. To on jest głową rodziny. Oskarżanie Pani, jako żony i matki o to, że nic nie posiadacie, jest usiłowaniem maskowania własnej bezradności. To próba "rozgrzeszenia" samego siebie z braku inicjatywy prowadzącej do znalezienia pracy i sposobu na rozwój materialny rodziny. Wydaje mi się, że mąż przeżywa stan frustracji, rozczarowania tym, że niewiele osiągnął na bazie ekonomicznej, stąd poszukiwanie "kozła ofiarnego". Proszę z dystansem odnosić się do zarzutów formułowanych wprost do Pani. Wydaje mi się, że podstawą kryzysu małżeńskiego nie jest brak dorastania Pani, lecz problemy finansowe rodziny. Mąż chciał osiągnąć więcej niż to, co aktualnie posiada.

Rozumiem Panią w postrzeganiu ślubu kościelnego z mężem, jako "uwięzienia" do końca życia. Ślub kościelny, to zobowiązania. Jakie jest wyjście? Kościół dopuszcza separację małżonków.

Uważam, że mąż zadręcza Panią. Nie wolno w ten sposób. Proszę mu powiedzieć, że takie słowa bardzo bolą w sercu. W małżeństwie na pierwszym miejscu powinno się stawiać dobro małżonków, przyjazne, wypełnione miłością relacje. Najpierw jest żona. Ważne jest to, jak ona się czuje, co przeżywa. Ważne jest jej samopoczucie, pragnienia, marzenia. Ona ma prawo do trudnych dni, niedyspozycji, a także tego, że jest w pewnych dniach czy dłuższym czasie drażliwie oddziaływująca na męża. Oczekuje zrozumienia, czułości, ciepła.

Rozumiem, a przynajmniej staram się wczuć w to, co może Pani odczuwać, będąc marginalizowaną w domu, w rodzinie. To Pani urodziła dzieci, wychowała je. Naraz one stają się centrum uwagi męża. To jest nie w porządku. Miłość powinna być okazywana zarówno żonie, jak i dzieciom. Zachowanie męża jest jakąś brutalną próbą odreagowania własnej frustracji wynikających z niespełnienia się planów, oczekiwań finansowych. Proszę nie wpisywać się we frustracje męża. Jego spojrzenia, gesty, zachowanie wskazują na coś innego, że ma samego siebie dosyć. Nie będąc w stanie utrzymać w sobie uczuć agresji i dyskomfortu wobec siebie samego przerzuca to wszystko na Panią. Nie wolno przejmować jego chorych emocji. One są chore, niesprawiedliwe, a przede wszystkim nie ten adresat.

Proszę nie przejmować od niego złych emocji, które atakują serce i wytwarzają takie ciśnienie w psychice, którego Pani trudno jest znieść. Mąż nie robi Pani żadnej łaski. Osobiście wolałbym, żeby odszedł i Panią nie poniżał. Proszę zatroszczyć się o prawo do szacunku, do tego, żeby mąż Panią szanował. To mąż powinien chronić żonę przed niepotrzebnymi stresami, negatywnymi przeżyciami.

Proszę nie myśleć o śmierci, lecz o życiu. Warto żyć z myślą o tym, jak przeżywać je pięknie. Mąż nie jest panem życia żony, nie może dominować w małżeństwie. Małżeństwo wymaga relacji partnerskiej. Proszę zatroszczyć się o siebie. Pomyśleć o miłym spędzaniu czasu wolnego wraz z dziećmi: chodzenie na spacery, ciekawe wyjazdy relaksujące, spotkania z przyjaciółmi, są właściwym wyrazem troski o siebie. Proszę o siebie "zawalczyć". Niech obudzi się w Pani dobrze rozumiana duma, poczucie kobiecej godności, świadomość tego, że nie jestem osobą, na którą mąż będzie przerzucał własne rozczarowania.

Serdecznie Panią pozdrawiam i zapewniam o modlitwie.
Z wyrazami szacunku - ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9478001 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC