MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Dlaczego on tak robi?



Mam pewien problem, z którym jest mi niesamowicie ciężko. Od pewnego czasu zauważyłem w sobie bardzo niepokojące zachowanie. Nie mogę sobie poradzić z moim kolegą. Jesteśmy ,,dobrymi" kumplami, ale między nami dochodzi do niezdrowej i chorej rywalizacji. Jeżeli chodzi o nasze charaktery, to są bardzo zbliżone. On próbuje na każdym kroku pokazać mi, że jest ode mnie lepszy i postawą lizusostwa i służalczości zdobywa nowych ,,kumpli". Ja nie potrafię żyć nie sobą i unikam działań podobnych do Jego. Uważam, że zdobywanie sympatii innych nie może być budowane na mówieniu innym tego, co chcą usłyszeć, ale na swojej naturalności i autentyczności. I choć widzę, że ja jestem w tej materii czysty, to jednak odczuwam do Niego złość i żal jednocześnie, bo czy warto kosztem swoich przekonań zdobywać sympatię innych? Czy przytakiwanie innym, choć ma się całkowicie odwrotne stanowisko w jakiejś sprawie, nie jest lizusostwem? I robi to tylko dlatego, aby pokazać mi że jest bardziej lubiany. Ja też przez pewien czas robiłem podobnie, ale się zreflektowałem, bo nie chcę stracić SIEBIE!!! Nie chcę być oszustem i kłamcą. Dlaczego On tak robi? I robi to tylko w stosunku do mnie. Nie rozumiem. Płaszczący się przed innymi i jestem pewien, że doskonale wie, iż to jest zwykłym lizusostwem. I myślę, że to może być odwet za to, że do mnie ludzie po prostu lgną.


Twój kolega goni za wielkością. Szuka jej w akceptacji przez innych. Nie dostrzega jej w sobie samym. Twój kolega nie ma szacunku do samego siebie. Nie zdobędzie go w taki sposób, w jaki to czyni. Szacunek do samego siebie jest głównym składnikiem pewności siebie. Jest konieczny, aby się rozwijać, wchodzić w zdrowe relacje z innymi. Ponieważ on nie szanuje samego siebie może to oznaczać, że nosi w sobie złe zdanie o własnym życiu, własnej przeszłości. Usiłuje coś osiągnąć na siłę, zdobyć szacunek w sposób brutalny, kreując się na człowieka życzliwego wobec wszystkich.

Szacunek do samego siebie nie żywi się jedynie pozytywnymi opiniami, które otrzymujemy o nas z zewnątrz i tym, co myślą o nas inni, lecz także i przede wszystkim tym, co sami myślimy i czujemy o sobie. Dzięki szacunkowi do samego siebie łatwiej można znieść odrzucenie innych, posiadając siłę wewnętrzną, która nas chroni.

Brak szacunku do samego siebie tworzy stałą potrzebę zewnętrznego oparcia, potrzebę bycia szanowanym przez innych. Samo jednak oparcie, jakie przychodzi z zewnątrz nie przyczyni się do wzrostu i poczucia własnej wartości.

Człowiek pięknie wzrasta duchowo i psychicznie, gdy przekracza siebie dzięki swej naturze, a nie ambicji lub pokrętnym zamiarom kupowania sobie akceptacji innych. Stosunek do samego siebie nie jest nigdy czymś gotowym, ale czymś, co budujemy dzień po dniu. W szacunku do samego siebie mamy prawo przechodzić od niezadowolenia po bezsensowność, od nerwowości do lęku, od zmęczenia do napięcia, od kruchości w kontaktach międzyludzkich do słabości woli, niemożności podjęcia decyzji, poczucia winy itp.

Niezbędne jest wejście w doświadczenie szacunku do samego siebie połączone z otwieraniem się na piękno własnego istnienia i wartości przyjaźni i wiary. Brak szacunku do samego siebie jest pomijaniem, a właściwie brakiem przeżywania piękna własnego istnienia jako daru Boga. Jest także nieumiejętnością wchodzenia w relacje przyjaźni, w których odsłaniamy nie tylko własną moc, ale i słabość, własną niedojrzałość z ogromnym zaufaniem, że jesteśmy przyjęci w naszej złożoności życia. Człowiek szukający sympatii u innych nie dostrzega tej podstawowej prawdy, że jest UMIŁOWANYM przez Jezusa.

Prawdziwy szacunek dla samego siebie nie jest owocem wielkich rzeczy, których możemy dokonać, dóbr, jakie możemy posiadać, drogi, którą przeszliśmy, lecz po prostu szanowaniem siebie za to, kim jestem naprawdę - dzieckiem Boga.

Być może twój kolega czuje się wyobcowany, nikomu nie potrzebny. Może sam sobie tego nie uświadamia. Jego czyny mogą na to wskazywać. Dlatego szuka kogoś, kogo mógłby się uchwycić, kto by go lubił, szanował, zwrócił na niego uwagę. Wygląda na to, jakby nie miał poczucia własnej tożsamości, tego, kim jest, jaka jest jego wartość. Dlatego jego zachowanie wskazuje na to, że chce być kimś znaczącym dla samego siebie, pragnie uzyskać poczucie siły i znaczenia.

Odnoszę wrażenie, że idealizuje on siebie samego, a równocześnie gloryfikuje. W ten sposób daje samemu sobie poczucie znaczenia, którego bardzo potrzebuje i wyższości nad tobą. Trzyma się konkretnych osób, jak tonący brzytwy. Co się jednak stanie, jeśli go odrzucą, gdy poznają jego grę i krętactwa? Może przeżyć dramat.

Idealizowanie siebie, które praktykuje jest jego pogonią za wielkością, za tym, aby był postrzegany jako ktoś wyjątkowy, niezwykły, nadzwyczajny, niepowtarzalny. Nazwę to pychą. Pogoń za własną wielkością, jest pychą.

Jest w nim chora ambicja, polegająca na dążeniu do osiągania widocznych sukcesów, przez relacje, w które wchodzi. Nie sposób też nie wyrazić myśli, iż jest on człowiekiem mającym kompleks niższości. Za wszelką cenę usiłuje zyskać na znaczeniu własnej osoby posuwając się do granic śmieszności. Chce być wielki w sposób chory. Tak naprawdę, to nie troszczy się o własne dobro, o prawdę. On siebie nie zna, nie wie, kim jest, co znaczą zachowania, którymi się chlubi. Albo zna prawdę o sobie samym i prowadzi grę obliczoną na zyskanie przychylności osób do własnych celów. W pogoni za wielkością dostrzegalne jest jego nienasycenie. Jest dumny ze swoich osiągnięć wchodzenia w relacje z innymi, gdy tymczasem jest człowiekiem żałosnym i godnym największego współczucia.

Błędem jego jest to, że porównuje się z innymi. Nie ma takiej potrzeby. Każdy jest wielki w oczach Boga. Nie tworzymy siebie na obraz i podobieństwo innego człowieka, lecz powołani zostaliśmy do wpatrywania się w Oblicze Pana. Przykre jest to, że on współzawodniczy z tobą, usiłuje cię "wyprzedzić" w ilości tzw. znaczących kontaktów. To jest chore!!! Dla niego liczy się to, że ciebie wyprzedza. Jest człowiekiem zaburzonym emocjonalnie. Nie interesuje go fakt, co z tych relacji może wziąć, czego się nauczyć. Jakby one, same z siebie, czyniły go lepszym, bardziej znaczącym od innych. On chce być wyjątkowy, niepowtarzalny. Być może usiłuje udowodnić sobie swoją wartość.

Rozumiem Twoje emocje w stosunku do niego. Rodzi się gniew, złość, żal. Masz prawo tak odczuwać. Równocześnie spójrz na to w ten sposób, że człowiek ten jest chory i potrzebuje fachowej pomocy, terapii, a może dobrego kierownika duchowego, którego wprowadzi w swój świat wewnętrznych zmagań, lęków, a może nawet ukrytej rozpaczy.

Przytakiwanie innym jest lizusostwem. Lecz, jak się wydaje, on ma w tym swój cel. Może chce tych ludzi zdobyć dla siebie. Lizusostwo, przymilanie się, "kadzenie" jest szczególnym rodzajem usypiania człowieka w celu manipulowania nim dla własnych korzyści i potrzeb.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9105838 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-05-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC