MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Alergia na innych



Czcigodny Ojcze Józefie.
Czy jest możliwe, że normalnie żyjący człowiek wśród innych ma, tak to określę, "alergię na innych"? Przejawia się to w tym, że nie potrafi dogadać się w najbardziej prozaicznych sprawach; prawie zawsze widzi wszystko inaczej pewnie mógłby się przemóc, ale za bardzo nie chce i ma jeszcze jedno, najbardziej denerwuje w innych go dobro (tzn. on nie zaprzecza dobru jakie istnieje w drugim, nie krytykuje ale trudno przyjąć mu dobro z ręki innych). Ojcze czy taki człowiek jest tak totalnie zły? Tak reaguje, no bo to chyba nie jest normalna postawa? Czy można mu jakoś pomóc? Ten człowiek wychował się w normalnej pełnej rodzinie. Ania



Widzenie inaczej jest rzeczą dobrą, lecz w tym powinniśmy pytać, czy widzenie inaczej jest po linii prawdy, czy przekory. Fakt, że widzimy inaczej i dzielimy się innym spojrzeniem z najbliższymi ubogaca postrzeganie sprawy, widzenie problemu szerzej. Widzenie inaczej, nie jest rzeczą złą. Problem jest tam, gdzie człowiek z zasady widzi inaczej i traktuje to, jako rywalizację, przeciwstawienie się innym, w celu dokuczenia.

Myślenie i widzenie podobnie lub wręcz takie samo jest w sytuacji, gdzie między ludźmi pojawiła się więź uczuciowa, duchowa. Możemy mówić o widzeniu tak samo, kiedy łączą nas dobre sprawy, szlachetne intencje. Kiedy nie ma przede wszystkim usiłowania postawienia "na swoim". Jeśli nie potrafimy z kimś się dogadać, to może oznaczać, że któraś ze stron tego nie chce. Porozumienie ma u swoich podstaw pragnienie szukania prawdy i jej znalezienie, nie zaś preferowanie własnych ambicji. Stawianie na swoim może mieć swoje źródło w urazie do tej osoby, której się sprzeciwia, albo też grupy osób, prezentujących pion decyzyjny.

Widzenie wszystkiego inaczej wskazuje na to, że człowiek sam dla siebie jest problemem, a mąc wyraźnie, ma problem z uporządkowaniem swoich emocji. Winno ono zmierzać do ich uzdrowienia przez uświadomienei sobie bólu, krzywdy zadanej przez innych, a następnie jej przebaczenie. Tam, gdzie ludzie są pojednani, tam też występuje zgodność poglądów w wielu kwestiach. A nawet wtedy, gdy się różnimy, to różnienie się nie wywołuje napięcia, złości, agresji wobec drugiej osoby. Niekiedy nie pozwalamy sobie na różnice zdań. Jest to spowodowane odczuwaniem upokorzenia, iż druga osoba nie podziela naszych poglądów.

Widzenie wszystkiego inaczej może być spowodowane próbą dominacji nad innymi. Ujawnia się w ten sposób charakter przywódczy. Może być i tak, że jest to dla wielu osób metoda narzucania innym swoich poglądów.

Dobro czynione przez innych można odbierać jako rzeczywistość upokarzającą. "Skoro ja potrzebuję dobra, to może oznaczać, że sobie z czymś nie radzę. Ten, który świadczy mi dobro, radzi sobie, więc jest lepszy ode mnie". Nie przyjmujemy dobra, gdyż odczuwamy w ten sposób zależność od drugiej osoby. Patrzymy na nią, jakby ona chciała w ten sposób pokazać nam swoją wyższość. Traktujemy w takich sytuacjach drugą osobę, jako rywala, z którym należy współzawodniczyć. "Poradzę sobie, nie potrzebuję twojej pomocy, jestem osobą samodzielną". Dobroć innych może być dla tej osoby formą wyprzedzania. Na dobroć dana osoba może patrzeć, jako na chęć imponowania innym, jako na osobisty sukces, prestiż w środowisku, w którym żyje. "Ona pomogła. Ona jest dobra. Na nią można liczyć. Gdyby nie ona, byłoby bardzo ciężko. Jest taka ofiarna". Wiele osób nastawionych wyłącznie na siebie, skoncentrowanych na sobie, zranionych w uczuciach, będących po trudnych przejściach w relacjach z innymi, postrzega takie stwierdzenia jako degradujące dla siebie. "Nikt nie może być większy ode mnie, lepszy, czy świadczący dobro częściej niż ja". To jest pycha, chora ambicja, a może wołanie o pomoc.

Osoba, o której mówimy nie tylko chce osiągnąć więcej od innych czy odnosić większe sukcesy, ale też chce być wyjątkowa i jedyna.

Kiedy dobro denerwuje, może to oznaczać, że w osobie jest chęć zdyskredytowania tego, który je świadczy. Osoba ta może odczuwać, że ktoś chce ją pokonać. W postawie tej odczytuję lekceważenie innych. Nie przyjmowanie poglądów, jakie inni prezentują, opór przed przyjęciem dobra z ręki drugiego, wydaje się być postawą lekceważenia nie tyle dobra, ile osoby pragnącej świadczyć owo dobro.

Taki człowiek nie jest zły. Nie ma złych ludzi. Każdy bez wyjątku człowiek ma dobre serce. W tym sercu nachyla się do uczuć, jakie przez serce jego przepływają, a są one dobre lub złe.

Jak pomóc? Słuchać tę osobę, szczególną uwagę zwracając nie na to, że jest trudna w relacji, ale na to, że potrzebuje zrozumienia. Przyjąć ją taką, jaka jest, oswoić ją ze sobą na tyle, aby mogła przyjąć stopniowo informację o tym, co jest bolesne dla innych osób z jej otoczenia. Wydaje mi się, że jest to osoba sfrustrowana, której wiele pragnień, marzeń, oczekiwań nie zostało spełnionych. Jest w niej rezygnacja. Może potrzebuje terapii. A może dobrego kierownika duchowego, który by jej towarzyszył. Zawsze przychylam się w większym stopniu do pomocy przez kierownictwo duchowe.

Jak jej pomóc? Trzeba poznać przyczynę takiego zachowania. Pozwolić jej mówić, ale też, uczyć ją tego, żeby ona pozwoliła sobie powiedzieć to, co inni mają jej do powiedzenia. W szczerych rozmowach ujawnia się przyczyna stanu ducha i serca, w jakim człowiek jest.

Pozdrawiam serdecznie - ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 8812480 * Liczba gości online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC