MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Jak się nie bać cierpienia i umierania?



Jak się nie bać cierpienia i umierania? Nie radzę sobie. Nie pomaga modlitwa. Strach paraliżuje. Zosia


Nie można uwolnić się całkowicie od lęku przed cierpieniem i śmiercią. Nie usiłuj osiągnąć coś, co dla człowieka nie jest możliwe. Życie jest, między innymi, wypełnione doświadczeniem walki, cierpienia, męki i samotności. Jest też radością tworzenia, doświadczaniem miłości i przyjaźni, odkrywaniem Boga i poznawaniem siebie. Znaczna część sensu naszego życia leży w wewnętrznej motywacji naszych ludzkich ograniczeń. Niemiecki filozof Nietsche napisał, "Kto posiada "dlaczego" życia, potrafi poradzić sobie z wszystkimi "jak" życia".

Może jest tak, że doświadczasz nerwicy lękowej. W niej pojawia się często jedna lub więcej fobii: są to nieudane próby obrony przeciwko lękom. Pojawić się może tzw. "nozofobia" lub lęk przed chorobą, która będąc czymś pośrednim pomiędzy nerwicą lękową a fobijną, jest swego rodzaju nerwicą hipochondryczną. Być może występuje u ciebie również "patofobia", czyli lęk przed cierpieniem. Generalnie na patofobię cierpią osoby, które poza swoim lękiem ukrywają wielki życiowy niepokój. Utożsamia się on z wyrzutem sumienia, porównywalnym do tego, który obserwuje się u osób nie umiejących zrealizować możliwości ofiarowanych im przez życie. To może zostać wyleczone i zaniknie. Najlepszym wyjściem jest zwrócenie się do psychiatry.

Lęk przed cierpieniem sprawia, że cofamy się wobec trudności i koniecznych walk. Podcina on skrzydła, paraliżuje nasze wielkoduszne zamiary albo sprawia, że zaniedbujemy nasze obowiązki i nie wykonujemy naszych zadań. Co robić? Uczyć się z ufnością i odwagą patrzeć bólowi w twarz. Niektórzy czynią to nawet z radością.

Cierpienie jest nieuniknionym elementem naszego życia, dlatego odrzucenie bólu nie prowadzi do wychowania koniecznego dla równowagi umysłowej, konsekwencją jest patofobia.

Pierwszym krokiem wychowawczym do życia w rzeczywistości jest uczenie się współpracy z tym, co nieuniknione. Co zrobić? Próbować osiągnąć to wszystko, co dobre w danej sytuacji. Zaakceptowanie rzeczywistości, a więc i cierpienia, które nie jest daremnym poddaniem się czy też biernym podporządkowaniem, lecz uznaniem tego, co nie może być zmienione, jest wyrzeczeniem się dziecinnych roszczeń, irracjonalnych lęków. Jest to wejście w bolesny kontakt z tym, co nieuniknione w ludzkiej rzeczywistości.

Rzeczywistość, w której żyjemy jest lecząca również wtedy, kiedy jest nieprzyjemna, a nawet tragiczna. Co to znaczy, że rzeczywistość jest lecząca? To znaczy, że coś ważnego nam objawia i o czymś ważnym informuje, czegoś uczy. Objawia i uczy, kim jesteśmy. Tylko pójście w to, co nieuniknione, powierzenie się cierpieniu, oznacza wychowanie siebie i poznawanie siebie.

Nasze cierpienie tylko wtedy ma sens, gdy bierzemy je na siebie wspólnie z Chrystusem. Cierpienie przerasta nasze ludzkie siły, aby je znosić, przeżyć z godnością. Modlitwa może nas umocnić, byśmy byli w stanie poradzić sobie z cierpieniem. Nie można nie bać się cierpienia i umierania. To jest normalna reakcja człowieka, lęk przed cierpieniem i umieraniem.

Jezus w Ogrójcu odczuł, że droga na krzyż przerasta Jego ludzkie siły. Stanął oko w oko ze swym lękiem. On też się bał, podobnie jak i my. Wola Ojca budzi w Jezusie lęk i pogrąża Go w smutku. Przyjmuje wolę Bożą. W lęku przed cierpieniem i śmiercią Jezus szuka schronienia u Ojca. Bez modlitwy jesteśmy wydani na żer naszym lękom. Modlitwie zawdzięczamy naszą siłę i odwagę w sercu.

Prawdziwe cierpienie polega na lęku. Trzeba je ofiarować Bogu. Ofiarować lęk przed cierpieniem i umieraniem. Co to znaczy ofiarować cierpienie? To włączyć je w ruch miłości, w tajemnicę, która nas przerasta i która należy do porządku zbawienia, zdolna sprawić, że zło będzie służyło dobru, cierpienie radości. Są chorzy, którzy cierpią jak Chrystus, promieniujący przez swe cierpienie, przyjęte i ofiarowane, miłością, która wydaje się bezgraniczna.

Cierpienie ma moc uświęcającą. Nie samo cierpienie, które jako takie pozostaje złem, ale cierpienie połączone z ofiarą. Święty proboszcz a Ars powiedział, że "Cierpienie znoszone w spokoju nie jest już cierpieniem". Uśmiechał się on nawet w chwili śmierci, gdyż jego serce było w Bogu. Dla osób patrzących z zewnątrz dopuszczone przez Boga cierpienia wydają się przekraczać wytrzymałość człowieka. Zaskoczeni jesteśmy, że ktoś przechodząc przez nie stracił rozumu z bólu, a ktoś inny, niebędący przykładem odporności nerwowej zniósł wielkie cierpienie przez pięćdziesiąt lat.

Cierpienie ofiarowane daje człowiekowi oparcie w Bogu. Szczęście należenia do Boga, bycia w Jego rękach i przeżywania razem z Nim wszystkiego, chroni nas przez zniechęceniem się i załamaniem. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówi bardzo mocno, że "Miłość jest to radość cierpienia". A w innym miejscu - "Jezu, moją radością jest cierpieć". Mistyczka Marta Robimy powiedziała, że "Trzeba, aby ziemia była rozdarta, by mogła być zapłodniona".

Niektórzy ludzie odrzucając cierpienie nie spostrzegają, że jest ono składnikiem prawdziwej radości. Chrześcijaństwo nie broni się przed cierpieniem, lecz przeciwnie, szuka go wszędzie, aby zdjąć jego ciężar z najbardziej doświadczanych i mocuje się z nim, aby je przemienić mocą miłości. Niektórzy powiadają (Brat Efraim), że za lękiem przed cierpieniem kryje się lęk przed Bogiem. Miłość nie tylko usuwa lęk, ale szuka okazji by cierpieć przez umiłowanie Miłości.

Lęk przed śmiercią jest czymś, przez co większość ludzi przejść musi. Czy można nie bać się cierpienia i śmierci? Niektórym się to udaje. Lękamy się śmierci, ponieważ gniewamy się na innych. Lęk przed śmiercią może zostać zniesiony przez uwolnienie od gniewu, od braku pojednania z kimś drugim. "Miłość, prawdziwa miłość, płynąca ze mnie lub do mnie, uzdalnia mnie do umierania" (H. Nouwen).

Żeby przestać się bać śmierci, a przynajmniej zmniejszyć w sobie natężenie, intensywność lęku, potrzeb przebaczyć i otrzymać przebaczenie, uwolnić się od wszystkich ocen i opinii, uwolnić się od ciężaru osądów temat. Dlaczego się boimy? Ponieważ ciężko się nam żyje z niewypowiedzianymi słowami i niewykonanymi gestami. To one pogłębiają w nas ciemność i obciążają nas poczuciem winy.

Serdecznie pozdrawiam - ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 10077526 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC