MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Jak zmienić własne życie?



Marnuję czas, jaki mam do dyspozycji. Odczuwam, jakbym była wolna od winy. Martwię się tym, że nie ma we mnie poczucia winy. Dlaczego nie odczuwam żalu za grzechy? Pisząc ten list muszę zdobyć się na dość znaczny wysiłek, choć jestem chora. Jest to grzech przeciwko piątemu przykazaniu. Będąc chorą, nie daję sobie żadnej szansy na zmianę tej sytuacji. Zastanawiam się nad zbytnią koncentracją na sobie samej. Jestem świadoma miłości Boga, lecz zarazem bezradna wobec niej. Co mam z nią zrobić, jak się zachować? Wiem, że moje serce należy do Niego w sferze uczuć i pragnień. Jednak codzienne życie nie potwierdza tej przynależności. Jak zmienić ten stan rzeczy? Krysia.


To, co nazywasz nędzą, może Cię doprowadzić do Boga. Wszystko, włącznie z grzechem może doprowadzić do Boga. Jest to zależne od sposobu przeżywania, sposobu podejścia, interpretacji tego, co się w naszym życiu wydarza. Nędza nie jest dla naszej udręki, ale oczyszczenia wiary i miłości. Dlaczego się tak czujesz, jak opisujesz? Może nie ma zgody na coś, co wydarzyło się w Twoim życiu, a postrzegasz nadal, jako swoją porażkę życiową? Może nie ma zgody na to, co odczuwasz w swoich namiętnościach - żal, gniew, złość. Może jest ktoś, komu czegoś jeszcze nie przebaczyłaś? A może sama sobie czegoś nie przebaczyłaś?

Marnujesz wiele czasu może z tego względu, że jesteś bardzo zmęczona. Często nie męczy nas praca, ale to, co przeżywamy i jak to przeżywamy. Dlaczego uważasz, że marnujesz swoje życie? Może nie ma w Tobie zgody na to, jak ułożyło się Twoje życie? Słowo "marnuję", może być odpowiednim śladem naprowadzającym na odpowiedź, co się dzieje z Twoim życiem?

Odczuwanie, jakbyś nie miała żadnych win, może wskazywać (nie musi) na to, że coś w sobie stłumiłaś, jakieś poczucie winy, jakiś ból, któremu nakazałaś milczenie. Może jest w Tobie żal do Boga z tego powodu, jak kształtowało się Twoje życie?

Widzę, że niepotrzebnie oskarżasz się tam, gdzie nie trzeba, nie ma podstaw. Jesteś chora, rozumiem. Ale było w Tobie pragnienie napisania listu. Trzeba iść za pięknymi pragnieniami. Coś w Tobie mówiło i mówi, że źle zrobiłaś, ponieważ w ten sposób występujesz przeciwko piątemu przykazaniu. A może chodzi o coś zupełnie innego. Przecież jesteś w stanie wewnętrznej udręki. Chciałaś ją wyprowadzić na światło dzienne dzieląc się tym, co przeżywasz. Komu może zależeć na tym żebyś milczała, żebyś podchodziła z dystansem i nieufnością do innych? Odpowiedź dla mnie jest jedna - Złemu duchowi. Nie popełniłaś grzechu przeciwko piątemu przykazaniu. Dlaczego ulegasz pokusie sądzenia siebie samej? Do czego to prowadzi? Jakie masz ku temu podstawy?

Odczuwam, jakbyś w swoim dotychczasowym życiu nie pozwoliła się ujawnić pewnym pragnieniom. Trzymałaś je na uwięzi uznając, że są albo grzeszne, albo nie możliwe do realizacji, albo niepodchodzące od Boga.

Dlaczego jesteś chora? Czy Twoja choroba nie ma powiązania z Twoimi przeżyciami? Jeśli tak to, jakie są to przeżycia? Skupiasz się na sobie. To jest w jakimś stopniu potrzebne. Należy dbać o siebie, ale w sposób dobry, będący odpowiadaniem na dobre pragnienia, jakie odczytujesz w sercu. Jakie potrzeby skłaniają Cię, a może przymuszają do koncentrowania się na sobie?

Czy chcesz być zdrowa? Brzmi to być może absurdalnie, ale powiedziałaś - "nie daję sobie żadnej szansy". Co byłoby dla Ciebie szansą na wyzdrowienie?

Nie czujesz żalu za grzechy. Kiedy on się pojawia w człowieku? Wtedy, kiedy relacja z Bogiem jest prawdziwa. Na czym polega owa prawdziwość? Na słuchaniu Boga i odpowiadaniu Jemu; na świadomości i przeżywaniu prawdy o tym, że "Jestem Jego UMIŁOWANĄ". Wówczas, gdy człowiek jest dobrze wrażliwy na Boga, odczuwa grzech, jako ból, niesprawiedliwość uczynioną temu, który go kocha. Odczuwanie grzechu jest tam, gdzie jest odczuwanie, zanurzenie, radowanie się łaską, darami Boga. Grzech widzimy jako pewien dysonans pojawiający się w kontekście doświadczenia miłości, dobroci, przebaczenia Pana Boga.

Nie wiesz, co zrobić z miłością Boga. Przyjmij ją. Dobre dary przyjmujemy. Od Boga możesz przyjmować wszystko, co daje. On wie, że to jest dobre dla nas. Jeśli Twoje serce należy do Boga, to jest dobrze. Tak rozumiemy miłość. Cieszę się tym wyjaśnieniem, że Twoje serce należy do Boga przez pragnienia i uczucia. Tak powinno być. Czasem jednak między pięknymi pragnieniami a codziennym życiem, jego jakością jest wielka, niezagospodarowana przestrzeń.

Co marnotrawisz i dlaczego? Co jest źródłem Twojego marnotrawstwa? Zobacz, że możesz modlić się pragnieniami. Powierzaj je Bogu, mów o nich. Pragnij. Jest takie błędne powiedzenie, "Dobrymi pragnieniami jest piekło wybrukowane". Pragnienia powierzane Bogu, stają się siłą, odwagą wolnością człowieka. Przecież one są złożone w Twoim sercu przez Jezusa. To On budzi w nas dobre, piękne, często szalone pragnienia i tęsknoty. Czyż jakość naszego życia, w jakiejś mierze, nie jest zależna od pięknych pragnień i uczuć mocno pracujących w sercu? Czy one nie są podstawą dobrych myśli i słów? W pragnieniach zawarte są idee, dążenia. W nich wybiegamy w przyszłość. One są znakami miłości, wiary i nadziei, która drzemie w nas oczekując uwolnienia.

Jak to zmienić?
Módl się, aby Bóg postawił na Twojej drodze człowieka, któremu będziesz mogła zaufać, poczuć się przy nim bezpiecznie.
Bądź dobra dla siebie.
W ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie osądzaj siebie, nie oceniaj tego, co robisz.
Żyj pełnią serca, żyj radością z tego, co choćby małe, ale warte jest radowania się i okazywania za to wdzięczności Bogu.
Zechciej znaleźć odpowiedź na pytania, które postawiłem w tym liście i prześlij je do mnie.
Proś Boga, abyś chciała wyzdrowieć.
Jakie nosisz w sobie marzenia, tęsknoty, pragnienia? Wypisz na kartce wszystkie swoje pragnienia i stawaj z nimi przed Bogiem, na modlitwie.
Wypisz na kartce to, czego się lękasz, czego unikasz. Również z tym stawaj przed Bogiem. Wszystko to, co budzi w Tobie radość i ból, niech stanie się treścią modlitwy.
Napisz na kartce papieru to, co uważasz w swoim życiu jako wyraz miłości Boga do Ciebie. Co z tym zrobiłaś? Co teraz jeszcze możesz z tym zrobić?

Serdecznie Cię pozdrawiam - ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 8875967 * Liczba gości online: 18 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-30
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC