MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Miłość nie kończy się



Szczęść Boże,

Mój problem dotyczy mojego małżeństwa i trudności, jakie przeżywa. Jestem pełna wiary, że uda mi się je przezwyciężyć, a jednocześnie czuję, że nie jestem w stanie zrobić tego bez pomocy. Jesteśmy wiele lat po ślubie, mamy troje dzieci. Kochaliśmy się bardzo i myślę, że teraz też tak jest. Mój mąż jest osobą, na która mają wpływ różni ludzie, niekoniecznie o dobrym charakterze. Dawniej zdarzało się, że szedł gdzieś z kolegami i nie wrócił na noc. Potem okazało się, że wpadł w szpony hazardu i jest osobą uzależnioną.

W tym czasie powoli zaczęliśmy się coraz bardziej od siebie oddalać, nie znam przyczyny, mój maż twierdził, że go nie szanuję, że źle się do niego odnoszę itp. Teraz myślę, że to była prawda i już przed tym jego popadnięciem w nałóg tak było. Myślę też, że chyba wysoko postawiłam mu poprzeczkę jako mężowi (zarabianie na rodzinę itp.) i za mało chwaliłam. Okazało się, że mąż ma romans w pracy. Domyśliłam się tego z smsów i telefonów. Próbowałam z nim o tym porozmawiać, ale wyparł się.

Moja metoda zaczynania rozmowy polegała na docinkach, a potem na obwinianiu go o wszystko. On się zamykał w sobie. Myśleliśmy o całkowitym rozstaniu. Mieliśmy z mężem kłótnię, po której powiedział mi, że ja go nienawidzę i żebym sobie wniosła pozew o rozwód. Na co odpowiedziałam, że rozwód nie wchodzi grę, bo jest to niezgodne z moimi poglądami i że go nigdy nie nienawidziłam i jest mi go bardzo żal. Taka była prawda, bo widziałam, że się męczy tym wszystkim, ale nic nie robi, żeby to zmienić. Mój mąż wyprowadził się z domu nie mówiąc ani słowa.

Modliłam się codziennie i nie tylko ja, ale mnóstwo moich przyjaciół i nie o to, aby wrócił, ale o przemianę jego duszy. Wiedziałam, że gdy Duch Święty da mu tę mądrość, a Pan Bóg łaskę to wszystko jest możliwe. Próbował kontaktować się z dziećmi, ale one nie chciały z nim rozmawiać. Musiałam z nim porozmawiać. Spotkaliśmy się, rozmawialiśmy, załatwiliśmy, co było potrzebne spokojnie, bez napięcia.

Moja córka powiedziała mu, żeby wrócił do domu-odpowiedział, że mieszka u kogoś a właściwie z kimś. Był to dla nas szok i chociaż się tego spodziewałam, nie mogłam przejść nad tym do porządku dziennego. I pomyślałam, że wszystko stracone a dzieci mi powiedziały, że modlitwy nie są skuteczne. Powiedziałam im wtedy: dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Zadzwoniłam ponownie do męża za tydzień, bo nie był po rzeczy, o co go wcześniej prosiłam. Przyjechał i zaczęliśmy rozmawiać. Po raz pierwszy od chyba 1,5 roku normalnie i szczerze. Nie miałam tego zamiaru, ale gdy go zobaczyłam w drzwiach coś się we mnie załamało. Postanowiłam za wszelką cenę uratować, co jeszcze się da. Rozmawialiśmy też o tej kobiecie, z którą mieszka. Zapytałam, czy jest zakochany i zaraz zaprzeczył i po jego oczach widziałam, że jest bardzo nieszczęśliwy. Powiedziałam mu to, co widzę i aby wrócił do domu, że zapraszam go na Wigilię, że przecież tu ma rodzinę. Był przerażony. Chyba próbował sobie ułożyć jakoś to życie bez nas, a tu taka propozycja. W końcu rozstaliśmy się po trzech godzinach serdecznej rozmowy. Mówiłam o Bogu, o rodzinie i o tym, że żyje w grzechu ciężkim. Wiedział to wszystko i powiedział, że chodzi do Kościoła i czuje, że każde słowa tam wypowiedziane są do niego.

Po kilku dniach była kolejna rozmowa i kolejna aż wreszcie został u nas na noc. Tuliłam go jak dziecko i jak dziecko usnął przykryty przeze mnie po szyję kołdrą. Ja poszłam spać do drugiego pokoju. Potem już przychodził codziennie, tej kobiecie powiedział ze wraca do domu.

Teraz jest dobrze między nami tylko, że mąż nie był jeszcze do spowiedzi i nie wyznał tego wszystkiego, co zrobił. Chciałam Księdza prosić, co ja jeszcze mogę zrobić, aby mąż zaczął wierzyć w to, co nam się przydarzyło jako w drogę prowadzącą do Chrystusa i w to, że trzeba to bardzo pielęgnować, aby to małżeństwo przetrwało. Może komuś się wydawać, że najgorsze mamy za sobą - jest to nieprawda, kiedy minie pierwsza radość i zachwyt z powrotu na łono rodziny i zaczyna się życie z piętnem zdrady. To dotyczy wszystkich członków rodziny. Tylko Bóg może pomóc i pokierować teraz naszym życiem. Proszę o radę. Iwona



Pani Iwono!

Pani list wzruszył mnie głęboko. Jest Pani pięknym człowiekiem, kobietą o pięknym sercu, żoną i matką. Jest w Pani piękna wiara, zaufanie do Boga i miłość do męża i własnych dzieci. Urzekła mnie Pani walka o męża. Co jeszcze zrobić? Proszę zaufać własnej intuicji, swojemu sercu, które kocha, które jest wierne Bogu i mężowi. Dla Pani rodzina jest świętością. W tym jest wiara i miłość. Bez tego nie byłoby nadziei na powrót męża.

Proszę być blisko męża, blisko sercem. Często z nim rozmawiając, dzieląc się tym, co Pani przeżywa, czym się zajmuje, co trzeba załatwić w domu, wprowadzi go Pani w życie rodziny. Będąc zaangażowanym w życie rodziny i małżeństwa, człowiek może wejść w głęboką relację z Bogiem.

Proszę mieć dla męża czas. Obchodzić z nim rocznice ślubu, pierwszego spotkania, może pierwszego pocałunku, zaręczyn. Małżonkowie powinni świętować to, co ich szczególnie łączy, co doprowadziło do spotkania. Proszę we dwoje gdzieś wyjechać na odpoczynek, przynajmniej raz na dwa miesiące. Mąż nie może być tym, który jedynie zarabia na rodzinę. Powinien być wprowadzony w życie dzieci, w ich naukę, sprawy osobiste. One mają prawo przyjść do niego po radę. Mąż nie może jedynie być w pracy, a potem już nic go w domu nie obchodzi. Na równych prawach, jak inni domownicy, powinien wykonywać prace w domu. Musi poczuć bardzo głęboko, bardzo silnie, że to jest jego dom, jego małżeństwo, jego rodzina. To są ci, których kocha i którzy jego bardzo kochają.

Proszę z mężem rozmawiać o tym, co się stało. Małżonkowie odchodzą od siebie emocjonalnie, uczuciowo i duchowo, kiedy przestają rozmawiać ze sobą o tym, czym żyją głęboko w sercu. Jego problemy powinny być Pani znane. Małżeństwo Wasze przejdzie każdą próbę, jeśli nie będziecie mieli przed sobą żadnych tajemnic. Proszę prowadzić męża w tym kierunku, że może on o wszystkim szczerze Pani powiedzieć i dać mu odczuć, że będzie rozumiany.

Bardzo ważny jest czuły stosunek do męża. Mężczyzna, gdy osaczają go problemy (uzależnienie), nie potrzebuje rad, a tym bardziej wymówek, ale obecności kobiety, która go kocha, obecności wspierającej, czyli czułej. Pani to pięknie rozumie. To było niezwykłe, kiedy Pani tuliła swojego męża, jak małe dziecko a potem "ułożyła do snu". Myślę, że ta czułość sprawiła, że mąż odnalazł drogę do domu i siłę do powrotu. To, czego on teraz najbardziej potrzebuje od żony, to właśnie czułości, ogromnego ciepła, poczucia, że jest ważny w tym domu, niezastąpiony. Gdy Pani to wszystko okaże mężowi, będzie dobrze. On Panią bardzo kocha. To, co się wydarzyło, co bolało i nadal w jakiś sposób boli, nie pomniejsza tego, że mąż Panią kocha i bardzo potrzebuje.

Kiedy będzie między Wami silna więź, pojawi się ona również z Chrystusem. Bliskość małżonków, ich prawdziwość w relacjach, szczerość, piękno dzielenia się życiem (myślami, uczuciami, przeżyciami), zbliża do Boga, a właściwie już jest zanurzona w Nim, gdyż On jest Miłością.

Z wyrazami szacunku - ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 8875967 * Liczba gości online: 18 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-30
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC