MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Są we mnie dwie osoby



Witam Księdza serdecznie.
Piszę do Księdza, bo jestem trochę zagubiona a zaglądam czasem do portalu Przemiana i bardzo dotyczy mnie ta tematyka i chęć przemiany, ale jednocześnie, nie wiem, co robię źle skoro wciąż popełniam "gafy". Może zacznę od dnia dzisiejszego. Dzisiaj byłam u spowiedzi świętej i czuję się po niej źle, byłam przygotowana i chciałam spotkać się z Jezusem w prawdzie i tak się stało tylko nie do końca zrozumiałam księdza, który spowiadał i za wcześnie odeszłam od konfesjonału, jak zadał mi pokutę i coś jeszcze powiedział, no to ja przeżegnałam się i odeszłam. Dopiero po chwili zorientowałam się, ale już nie wróciłam. Ale myślę, że ta spowiedź była ważna, byłam potem na Mszy św. i przyjęłam Jezusa. Pozostał jednak ten niepokój w sercu, może tez wstyd, bo widzieli to inni, którzy byli w kościele. Nie wiem, dlaczego tak się stało, może skupiłam się za bardzo na sobie i nie słuchałam dokładnie, byłam trochę zmęczona. Potem, gdy sobie to uświadomiłam, przypomniałam też sobie, że ksiądz wstał jak odeszłam, ale nic mi nie mówił ja byłam taka zamyślona, uklękłam obok. Może tak się stało, dlatego że wydawało mi się, że ksiądz mnie nie słucha, skupiłam się nie na tym, na czym powinnam. Jestem trochę nerwowa i może stąd to wszystko. Tylko trudno mi żyć z tym, są we mnie jakby 2 osoby jedna radosna, tak, na co dzień w pracy w domu, a w kościele chciałabym się gdzieś schować i przepełnia mnie smutek, za bardzo skupiam się na sobie. Ale kiedy wydaje mi się, że już jest inaczej, że mam więcej pewności to znowu jakaś "gafa" przypomina mi, że za bardzo zaufałam sobie, chociaż staram się ufać nie sobie tylko Bogu. Może nie jest to dobra nazwa "gafa", to może jakaś nieuwaga, lęk. Ale naprawdę jest to dla mnie trudne do wytłumaczenia, taka biała plama w pamięci. Nie pierwszy raz mi się to zdarzyło, kiedyś już miałam taki przypadek i inne np. pominęłam przy odmawianiu w kościele w Ojcze nasz odmówiłam Ojcze nasz, który jesteś w niebie bądź wola Twoja... i w ogóle się nie zorientowałam, tylko w domu mi potem powiedzieli. Może zbyt szczegółowo to Księdzu opisuję, ale takie zdarzenia powodują pewny zamęt w moim życiu duchowym, a może są mi potrzebne. Wiem, że to, co zewnętrzne, nie jest najważniejsze, ale tez jest przecież ważne. Wiem, że zależy mi na akceptacji przez innych, na życiu w wolności, bez lęku, w prawdzie. Widzę tez jak wiele Jezus dał mi już łask, jak poprawiły się moje relacje w rodzinie, ze mam przyjaciół, pracę, spotykam się w grupie modlitewnej. Staram się codziennie czytać Pismo Święte, jak najczęściej być na Eucharystii. Wciąż jednak nie ma w moim życiu wolności i pokoju, no i za wiele radości też nie ma, tzn. chyba nie ma normalności, harmonii, tylko jest huśtawka. Czuję się bardzo zmęczona, też fizycznie, to wina pewnie kiepskiej organizacji. Skończyłam 31lat, ale chyba jestem niedojrzała, wciąż nie wiem, czego tak naprawdę chcę w życiu, czego chce Jezus dla mnie. Na pewno chce mojego szczęścia. Spodobały mi się słowa, które kiedyś przeczytałam: Chwałą Boga człowiek żyjący pełnią życia. Chciałabym tak żyć. Może Ksiądz coś mi odpisze na ten bałagan myśli i słów? Musiałam się wygadać, dziękuję, że mogłam napisać do Księdza serdecznie pozdrawiam.
Agnieszka



Być może poczułaś się źle po spowiedzi, ponieważ nie pojawiły się uczucia, klimaty, na które czekałaś. Nawet negatywne odczucia nie muszą odnosić się wprost do spowiedzi, lecz są zależne od uczuć, jakie w danym dniu czy też od pewnego czasu w Tobie pracują.

Błędy są rzeczywistością dnia codziennego. Nie ma człowieka bezbłędnego. Nie chodzi o to w naszym życiu, aby nie popełniać błędów, lecz o to, aby postępować prawdziwie. Przystąpiłaś do spowiedzi z otwartym sercem. Uczyniłaś tak, jak odczuwałaś, aby stanąć przed Bogiem w prawdzie i miłości. Niekiedy towarzyszy nam zamyślenie podczas spowiedzi, które powoduje, że nie słyszymy do końca tego, co ksiądz mówi. Dobrze jest, gdy jesteśmy skupieni. Nie dzieje się jednak coś złego, gdy tego skupienia jesteśmy pozbawieni. Często nie jest to od nas zależne, lecz od problemów, z którymi się zmagamy, stając się przez to zamyślonymi. Jesteśmy w kościele na modlitwie, modlitwie myślami w domu, w którym doświadczamy smutku z powodu różnorakich nieporozumień.

Twoja spowiedź była ważna, choć nie zwróciłaś uwagi na wszystkie słowa, które wypowiedział spowiednik. Wydaje ci się, że Twój brak skupienia i nie słuchania spowiednika do końca zobaczyli obecni w kościele. Będąc przewrażliwionymi na punkcie własnej osoby wyobrażamy sobie, że nasze gafy są dostrzegane przez innych. Niejako wmawiamy innym, że widzą błędy, które popełniamy. Ludzie obecni w kościele są skupieni na tym, co przed nimi: Jezus w Najświętszym Sakramencie, modlitwa, z którą stają przed Nim. Człowiek lęku może widzieć, wyobrażać sobie, przypuszczać, podejrzewać coś, czego rzeczywiście nie ma, co się nie dzieje naprawdę.

W każdym z nas jest człowiek doświadczający radości i przeżywający smutek. To jest właściwe, poprawne i piękne. Smutek jest równie ważnym doświadczeniem człowieka, jak radość. Jest on równocześnie informacją przesyłaną przez serce, które przeżywa określone sprawy. Dlaczego obecność w kościele wywołuje w Tobie smutek? Dlaczego chcesz się chować, przed kim? Co chciałabyś ukryć? Czy jest coś, czego się wstydzisz przed sobą samą? Co jest źródłem Twojego smutku; co z nim robisz?

Zaufanie sobie jest dobrą postawą. Ufamy sobie, a głębiej patrząc, mamy oparcie w Bogu. Ponieważ ufasz Bogu, jesteś zdolna zaufać sobie samej. Utarło się błędne przekonanie w kręgach ludzi wierzących, że nie trzeba ufać sobie, lecz Bogu. To jest tak, jakby ktoś powiedział, nie powinnaś kochać siebie, lecz tylko Boga.

Masz prawo do zaufania sobie samej. To jest wyraz Twojej dojrzałości. Nie ufając sobie, pozbawiasz się wewnętrznej siły, pewności siebie. Przypomnij sobie słowa św. Pawła: "Mocny jestem w tym, który mnie umacnia". Jesteśmy mocni Jego mocą. On nam ufa, Jezus Chrystus, dlatego my, którzy w Niego wierzymy, mamy zaufanie do siebie. To zaufanie bazuje na tym, że siebie kochamy.

Twoje pomyłki nie wypływają z tego, że za bardzo zaufałaś sobie. Porażki są wpisane w nasze dorastanie, w uczenie się samych siebie, poznawanie. Bez porażek nie można zbliżyć się do Boga. Bez porażek nie poznasz ani siebie, ani Boga. Chcąc, aby one Ciebie nie zniszczyły, potrzeba zwrócenia się do Niego. Droga porażek powinna Cię zbliżać do Jezusa i pogłębiać zaufanie do Niego. Nie lękaj się gaf życiowych. Możesz się niepokoić o siebie, kiedy o tych gafach nie rozmawiasz z Bogiem. One muszą wyjść z Ciebie przez szczerą, prawdziwą rozmowę z Twoim Panem.

Nie wyobrażam sobie życia bez nieuwagi, lęku, pomyłek, rozproszeń. Usiłujesz wmówić sobie samej, że możliwe jest życie doskonałe. Nie ma takiego życia. Jesteśmy grzesznikami. Ciągle jesteśmy w drodze nie do doskonałości moralnej. Tym nie powinnaś się zajmować. Twoją troską winna być Osoba Jezusa Chrystusa. Nim się zajmuj, z Nim rozmawiaj, przed Nim się ciesz i płacz, przeżywaj ból i rozdarcia. Zawsze zrozumie. Nie chodzi o to, żebyś była bez skazy. Nie ma takich ludzi. Bądź prawdziwa, przyjmująca to wszystko, co się dzieje w Twoim życiu i staraj się, aby wszystko wpływało na Twoje wewnętrzne piękno serca, duszy.

Nie można powiedzieć, że to, co zewnętrzne, to nie najważniejsze. Ważne jest to co jest w Tobie i co na zewnątrz. Cała jesteś ważna. To tak, jakbyś powiedziała, że ważna jest Twoja dusza, a nie ważne jest Twoje ciało. Jedno i drugie jest ważne, jest dziełem Boga, jest tym, co Ciebie opisuje jako człowieka.

To piękne, że wiesz, na czym Tobie zależy. Bardzo dużo wiesz. Kiedy napisałaś, że zależy Ci na akceptacji przez innych, to zrozumiałem, że pragniesz miłości. Dobrze, że tęsknisz za wolnością. Kiedy będziesz stawała się wolną, nie będziesz uzależniona od opinii innych, ich ocen, nastrojów, postrzegania Ciebie. Twoja wartość, piękno jako człowieka, kobiety, chrześcijanki nie zależy od tego, co ludzie powiedzą, ale opiera się na świadomym przeżywaniu prawdy o byciu UMIŁOWANĄ przez Boga. Bóg Ciebie kocha bez względu na to, czy popełniasz gafy czy też nie. Żyj prawdziwe. Żyj powoli, smakując życie. Nie spiesz się, nie sądź, ani nie oceniaj od razu własnego postępowania. Patrz na Jezusa i idź w jego stronę.

Dlaczego nie ma w Twoim sercu pokoju, wolności, normalności? Kogo Ty kochasz, o kogo się troszczysz, codziennie myślisz? Dla kogo żyjesz? Kto porusza Twoje serce? Może jest tak, że Twoje pragnienie wolności i radości i prawdziwości wymaga poukładania relacji z ludźmi. A może nie ma w Twoim życiu kogoś, na kim bardzo by Tobie zależało? Nikt o Ciebie tak naprawdę się nie troszczy? To może być samotność, w której się nie odnajdujesz?

Szukaj odpowiedzi na pytanie, czego chcesz naprawdę. Co najczęściej wprowadza Cię w doświadczenie radości? Co jest dla Ciebie źródłem pokoju, a co źródłem niepokoju? Co musiałoby się stać, abyś poczuła się naprawdę człowiekiem szczęśliwym? Zachęcam Cię, żebyś korzystała z kierownika duchowego, pomocy kapłana, który towarzyszyłby Twojemu życiu, rozwojowi relacji z Bogiem i ludźmi.

Pozdrawiam Cię serdecznie - ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 10715937 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC