MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wątpliwości




Mam pewne wątpliwości odnośnie kilku sformułowań zamieszczonych na pierwszej stronie "Przemiany", np. "nic z siebie nie wyrzucam", "nie trzeba usuwać z siebie złych nawyków", itp. Rafał


"Nie chodzi o to, by zniszczyć namiętności, ale aby je oczyścić, abyśmy dzięki emocjom i zmysłowości mogli nawiązać kontakt z naszym najbardziej wewnętrznym jądrem, z naszą duszą", czytamy w książce A. Grüna, "Przemiana" (s.53)

Nie usuwamy z siebie złych nawyków, tego, co nas niepokoi w myślach, odczuciach, pragnieniach i wyobraźni. W nich zawarte są informacje o nas. Bóg mówi do nas przez to, czego się lękamy, jak i przez to, co może nas doprowadzić do grzechu. Trzeba rozpoznawać, dlaczego określone namiętności w nas pracują. Co Bóg mówi przez nie, o czym przypomina, do czego zachęca?

Odrzucając całą tą rzeczywistość pozbawiamy się energii do duchowego wzrastania. Nie chodzi nam o usprawiedliwianie zła, lecz inne nastawienie do tego, czego się lękamy. Zło jest złem. Grzech nadal nazywamy grzechem. To, co przychodzi na nas jest ciemnością. Nie jest naszym zamiarem postawa zmierzająca do tego, aby to, co jest ciemne w nas wyrzucać, lecz przemieniać. W jaki sposób? Zbliżając się do Boga. On jest światłem. Ciemność w nas zostaje przemieniona przez Niego. Wprowadzamy Go w nasze życie. Nie walczymy wprost ze złem, lecz budujemy głęboką, silną więź z Bogiem. On walczy w nas z tym, co złe.

O tym, co jest naszą słabością, namiętnością trzeba rozmawiać z Jezusem. Do człowieka wierzącego nie należy usuwanie z siebie złych nawyków, czy wyrzucanie czegoś, co może doprowadzić do grzechu. Metodą jest nie skupianie się na złu, lecz na dobru, samym Bogu. Mam wejść w relację z Bogiem, a nie skupiać się na wyrzucaniu z siebie zła, którego nie jestem w stanie usunąć. Mój wybór odnosi się do pragnienia tego, czego Bóg pragnie i dążenia do tego, co jest Jego wolą. Podobnie, jak nie dałem sobie życia i nie "załatwiłem" sobie zbawienia, tak samo nie ja odnoszę zwycięstwo nad złem, które usiłuje mnie osaczyć. Moją troską nie jest skierowanie uwagi na zło i próba niejako "ręcznego" usunięcia go z siebie, lecz przyzwolenie Bogu na działanie.

To, co mogę uczynić, jako człowiek wierzący i ufający swojemu Bogu, to dopuszczenie Go do siebie i umożliwienie działania w sobie. Nie zaciskam zębów, nie poddaję się okrutnym i wyczerpującym ascezom, aby zmusić ciało, umysł, serce, uczucia do tego, co jest postawą godną chrześcijanina. To, co złe we mnie, może i powinno zostać przemienione przez miłość Boga do mnie i moją do Niego.

Zajęcie się Bogiem, medytacją Jego słowa sprawia, że powiększa się we mnie obszar pragnień, w których jest moc Bożego Ducha. On oczyszcza, On umacnia, On sprawia, że jest w nas chcenie takie, które nie dopuszcza do odnoszenia zwycięstwa sił ciemności we mnie, w moim sercu.

Usuwaniu z siebie złych nawyków może towarzyszyć świadomość, że to ja powinienem odnosić i odnoszę zwycięstwo nad sobą samym. Dobro jest zawsze z ręki Boga. Łaska jest darem, który Bóg daje każdemu. Do człowieka zaś należy otwarcie się na jego przyjęcie.

Tylko Bóg jest dobry. Wejście w obszar Jego oddziaływania sprawia, że dokonuje się w nas uzdrowienie. To, że zwracam się w stronę Boga, rozmawiam z Nim, mówię o mojej słabości i nieudolności, niemocy w tym, aby poradzić sobie ze nawykami złymi, które we mnie pracują jest oznaką pokory. "Bóg pokornym łaskę daje". Wchodzę w relację z Bogiem, nie zaś z moją słabością, niemocą, z tym, czego nie chcę w sobie. Ja mam się zająć moim Bogiem, a Bóg zajmie się moją słabością. W ten sposób najkrócej wyjaśniam sformułowania zamieszczone na pierwszej stronie "Przemiany", budzące wątpliwości.

Postawa zmierzająca do usuwania z siebie złych nawyków sprawia, że towarzyszy mi świadomość, iż to ja mogę dokonać w sobie przemiany. To, co mnie niepokoi w myślach, odczuciach, pragnieniach, wyobraźni jest w tym celu, abym zbliżył się do Boga, wchodząc z Nim w relację prowadzącą mnie do uzdrowienia. Tylko Bóg ma władzę nad naszym sercem. Kiedy zamykamy się na Niego, w naszym sercu zaczynają dominować różne namiętności, pragnienia, dążenia osłabiające relację z Nim. Nie walczymy z namiętnościami, nawykami, złymi pragnieniami, dążeniami w sobie, lecz odbudowujemy więź, która umożliwi to, aby Jezus na nowo stał się Panem naszego serca. Gdy serce człowieka żyje pełnią, czyli Bogiem, odczuwa w sobie smak życia, jakiego On udziela. Jest wówczas nadzieja, że nie będzie wybierał tego, co budzi niesmak, czyli pragnień prowadzących do grzechu.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 8876004 * Liczba gości online: 19 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-30
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC