MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Upomina się o serce




Tak bardzo pragnę kochać Jezusa, ale nie potrafię! Widzę to w każdej mojej postawie, gdy tylko pozostawiona jestem sama sobie. Całe moje serce do Niego należy i tak też całe wyrywa się do Niego, do serca Jego, do Tego, za którym tęskni. Po cóż wciąż oszukuję serce swoje ucieczką w chwilowe przyjemności, które nie potrafią wypełnić tej mojej tęsknoty; tęsknota ta sprawia, że serce moje ściska ból różnego rodzaju, bo i żalu za popełniane grzechy i smutku, że zraniłam przez to mojego Boga i poczucia bezsilności swojej we wszystkim a wreszcie ból duszy pragnącej tak bardzo Jezusa - czasem już nie rozumiem tego.

Jak rozumieć to, że On sam przychodzi, z ranami swoimi i upomina się o serce? Ja nie rozumiem, a może tak trudno uwierzyć mi, że On wciąż kocha, kocha nieustannie dla samego człowieka i pomimo zranień, które człowiek zadaje. Jak może kochać gdy jestem jak ten faryzeusz goniący za wieloma sprawami - dla ludzi; z poranionym sercem którego rany ukrywa pod wieloma maskami tak bardzo obcymi a jednocześnie tak bardzo przywierającymi do niego ze są nim samym? Groby pobielane - obłudnicy - ślepcy- pogubieni. Jak bardzo chciałabym Go kochać! Jednak boję się tego - dlaczego? Czy z powodu małej ufności? Mój kochany Jezu, cały poraniony przeze mnie. Zosia



Najważniejsze jest to, że Twoje serce należy do Boga. Cóż więcej potrzeba? Rozumienia, odczuwania, jasności. Jesteś dla Niego cała i to musi Ci wystarczyć. Podtrzymuj ten stan, pielęgnuj swoje oddanie wyrażając je słowami, odruchami serca, myślą, pragnieniami. Tęsknota jest wyrazem Twojej miłości, Twojej więzi. Musi wystarczyć tęsknota. To przecież tak wiele.

Ucieczka w przyjemności może być czasem oczyszczania serca, dochodzenia do stanu porzucenia tych, które ranią serce Pana i Twoje serce. Dochodzimy do czystości serca i pełni oddania się Jemu przez doświadczenie przyjemności, których nie chcemy. Oddajesz się przyjemnościom, które nie chcesz, gdyż one opuszczają Ciebie. Coraz większą zyskujesz dla nich niechęć w sobie, nabierasz dystansu do takich przyjemności, uświadamiasz sobie, że możesz żyć bez nich i być szczęśliwą. Więcej jeszcze. Dorastasz do zrozumienia, że wszelka przyjemność godna uwagi i zawierająca głębię spełnienia się człowieka jest w Chrystusie.

Nie może wypełnić serca to, co nie jest wyrazem, znamieniem miłości do Pana. Nie może zaspokoić tęsknoty Twojego serca to, czego Bóg Ci nie daje. Zaspokaja nas dar Boga, Jego łaska, Jego dotknięcie. Są przyjemności, których Jezus nie chce dla człowieka, ponieważ one zakłócają porozumienie z Nim, szczególnie wyrażające się w modlitwie.

Przez uleganie przyjemnościom, których nie chcesz dojrzewasz w bólu, żalu, smutku i poczuciu bezsilności. Lecz to wszystko jest już wielbieniem Jezusa. To Twoja ekspiacja. Jezus przygotowuje sobie Ciebie dla siebie. Niekiedy potrzebne jest tzw. Przesilenie. Człowiek dostrzega, że to, co kiedyś sprowadzało na jego serce radość, teraz sprowadza smutek. Ten smutek, który się pojawia, jest z Boga. To jest smutek prowadzący do Niego.

Poczucie bezsilności przed Bogiem jest błogosławione. Doświadczanie siły, możliwości radzenia sobie wprowadza nas niekiedy w zapominanie o Panu, o Jego pierwszeństwie we wszystkim, o czym myślimy, co czynimy, planujemy, zamierzamy. Nie zbędny jest bólu duszy i siła tęsknoty, aby nie wybierać pragnień, które oddalają Cię od Jezusa. Ból duszy i tęsknota za Panem sprawiają, że dokonujemy wyborów, które są równocześnie przyjmowaniem Jego życia w siebie. On Cię w ten sposób oczyszcza, oświeca i jednoczy ze sobą.

Jezus pokazując rany swoje, pokazuje miłość swoją, odsłania serce, to, kim jest dla Ciebie. Swoimi ranami Jezus najbardziej jest przekonywujący. Te rany są miejscem dawania życia z miłości. Jego rany można rozumieć, a może bardziej trafne będzie określenie – odczuwać, w kontekście Jego ran. Trzeba swoje rany przykładać do Jego ran. Wchodzimy wówczas w odczuwanie Jego miłości do nas. Tak dokonuje się również uzdrawianie naszych pragnień, ich porządkowanie w nas. Kiedy doświadczymy dotknięcia przez Jezusa, zmienia się w nas to, czego pragniemy. Ten, który nas uzdrawia równocześnie udziela nam mocy swoich pragnień, dzięki którym odnosimy zwycięstwo nad pragnieniami mogącymi być krokiem w stronę niewierności Jemu. Uzdrowienie jest zrodzeniem pragnień. Uzdrawiani jesteśmy tylko i wyłącznie miłością Boga. Ona objawia się w nas w innego rodzaju pragnieniach, tęsknotach, marzeniach i dążeniach. Ten, który nas uzdrawia, zamieszkuje w nas.

Jezus sam przychodzi do nas. Kocha, więc nie może nie przychodzić, nie może się zamknąć. Jedną z niezwykłych cech Pana Boga, jest Jego otwartość. Taka jest miłość. Miłość jest otwarta, szczera, serdeczna, wrażliwa, zatroskana, ufna. Przychodząc do Ciebie, upomina się o Twoje serce, ponieważ ono woła Jego. Ludzkie serce przyzywa Boga, jest niespokojne, dopóki w Nim nie spocznie (por. św. Augustyn). Z Twojego serca wychodzi to wszystko, czego nie chcesz w sobie. To musi się ujawnić, wyjść. Potrzeba, aby wzrastała w Tobie niechęć do pragnień, które Bogu się nie podobają. Kiedy Bóg Cię dotyka, ujawnia się w Tobie to wszystko, co jest niepodobieństwem do Niego.

Bóg nie może przestać kochać. On jest Miłością. Istniejesz, ponieważ On Cię kocha. Zostaliśmy zrodzeni z Jego miłości. Ten, kto za względu na Ciebie cierpi, w ten sposób upomina się o Twoje serce, o dostęp do niego, o możliwość przyjęcia w nim. On dał nam swoje życie. W Nim żyjemy. Zadając Mu rany, stajemy się Mu szczególnie bliscy.

Już Go kochasz. Twoje pragnienie kochania już jest miłością. Troska o wiele spraw dla dobra innych, jest również miłością Jego Osoby. Mam jedno serce. Tym samym sercem kochamy Boga i człowieka. Nic nie odbieramy Bogu z naszej miłości, gdy bardzo zaangażowani jesteśmy w troskę, będącą wyrazem kochania człowieka.

Oczekujesz wolności od bycia grobem pobielanym, człowiekiem, obłudnym, ślepym i pogubionym. Dlaczego? Przecież tacy jesteśmy wszyscy. Ale też tacy jesteśmy przez Jezusa kochani. Odnoszę wrażenie, że chciałabyś zostać pozbawioną tego wszystkiego, co negatywnie opisuje człowieka, aby zasługiwać na Jego miłość. Jezus pragnie Cię taką, jaka teraz jesteś.

Boisz się Go kochać, ponieważ czujesz się winna. Poczucie winy jest dobre. Jednak przesadne, a może nawet chore poczucie winy prowadzi do tego, że na nim się skupiamy, a nie na miłości przebaczającej Jezusa. Uwaga nasza powinna koncentrować się na Panu, Jego miłosierdziu, nie zaś na własnej nędzy, upadkach, brakach, namiętnościach. On jest poraniony w Tobie i Ty jesteś poraniona. Wasze rany umożliwiają spotkanie najgłębsze, jakie jest możliwe między Bogiem a człowiekiem. Patrz na Niego, idź w Jego stronę, nie tyle myśl o własnych grzechach, ale o Jego miłości. To, co kontemplujemy, pociąga nas. Patrz w Jego Oblicze. On czeka na Ciebie. Powiedz Mu teraz o swojej miłości.

Serdecznie pozdrawiam – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9998546 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC