MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Dręczą mnie wspomnienia




Proszę księdza. Mam duży problem i nie wiem, co robić. Przez wiele lat miałam problemy z masturbacją. To się zaczęło już w dzieciństwie i przerodziło w okropny nałóg. Gdy byłam młodsza nie zdawałam sobie sprawy z tego, co robię, ale zawsze czułam silny niepokój z tego powodu. Nigdy podczas spowiedzi nie potrafiłam się przyznać, że robię takie rzeczy, zresztą wtedy nie umiałam nawet ubrać tego w słowa, ja po prostu nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Kilka lat później, gdy dotarło do mnie, że masturbacja jest grzechem ciężkim wielokrotnie próbowałam z tym skończyć, lecz niestety bezskutecznie. Obiecywałam sobie, że nie zrobię tego nigdy więcej, ale w momencie, gdy przychodziła na to ochota nie potrafiłam się powstrzymać. Dopiero po fakcie uświadamiałam sobie, co znowu zrobiłam i przeżywałam bardzo silne poczucie winy. I tak w kółko do popełnienia kolejnej masturbacji. Nie wiedziałam, co robić, bałam się komukolwiek o tym powiedzieć. Teraz mam 23 lata i udało mi się pokonać ten okropny nałóg. Od prawie 3 lat żyje w czystości. Lecz na tym mój problem się nie skończył. Kilkakrotnie zdobyłam się na odwagę i poszłam do spowiedzi. Lecz za każdym razem nachodziły mnie wątpliwości czy aby dobrze się wyspowiadałam. Rok temu miałam bardzo ważną spowiedź w swoim życiu. Wyznałam swoje grzechy, a ksiądz powiedział, że to nie była do końca moja wina i że powinnam to raz na zawsze wyrzucić z pamięci. Później byłam taka szczęśliwa, że mam to już za sobą, ale to nie trwało długo. Po jakimś czasie zaczęły mnie dręczyć myśli czy dobrze się wyspowiadałam, czy o czymś nie zapomniałam. Zaczęłam grzebać w przeszłości. Poszłam do spowiedzi drugi raz. Trafiłam do innego księdza, który również powiedział, że mam już nie powracać do tego grzechu nawet jak mi się coś przypomni. Wytrzymałam jakiś miesiąc, przystępowałam do komunii świętej, ale znowu wróciły wyrzuty sumienia. Nie wiem, co mam robić. Tak się meczę. Przypominam sobie rzeczy, o których nie powiedziałam na spowiedzi, bo ich wówczas nie pamiętałam (jakieś szczegóły, jednorazowe okoliczności z przed wielu lat). Z jednej strony mówię sobie, że to nic, że muszę o tym zapomnieć i już do tego nie powracać (to było tak dawno i nie miałam wówczas takiej świadomości jak teraz). A za chwilę pojawiają się wątpliwości. Boję się, że mogłabym przyjąć komunię mając na sumieniu grzech ciężki. Wmawiam sobie, że skoro to mnie tak męczy to jakiś znak i powinnam do tego wracać podczas spowiedzi. Dręczą mnie wspomnienia, to jest jak jakaś obsesja. Trwa to już wiele miesięcy i oddala mnie od Boga. Nie mam już na nic ochoty, rozmyślam o tym całymi dniami, właściwie nie pozwala mi to normalnie funkcjonować. Ciągle płaczę i się obwiniam. Nie potrafię zrozumieć jak mogłam robić takie obrzydliwe rzeczy. Nie mam siły iść do spowiedzi, nie znam dobrze żadnego księdza, za każdym razem spowiadałam się u innego i sprawiało mi ogromny ból wprowadzanie ich w moją sytuację. Podczas Mszy św. w kościele ledwo powstrzymuję się od płaczu, gdy widzę jak inni przystępują do komunii św. a ja czuję, że nie mogę. Nie wiem, co robić. Wykańcza mnie to wszystko nerwowo. Odkryłam księdza stronę i postanowiłam napisać. Nie wiem, co mam robić. Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie. Magda


Jako kapłan, spowiednik i kierownik duchowy twój problem określiłbym następująco – trudność w przebaczeniu samej sobie. Nie przebaczyłaś sobie aktów masturbacji, które były Twoim wieloletnim doświadczeniem. Bóg Tobie przebaczył, lecz Ty jeszcze tego nie dokonałaś. Rozstanie się z tą rzeczywistością, jaką była masturbacja, nie dokonuje się na poziomie umysłu, lecz serca. Możemy o przykrych wydarzeniach pamiętać, ponieważ przebaczenie nie oznacza zapomnienia. Przebaczyć sobie, to nie odczuwać bólu w związku z tym, co czyniłaś.

Każdy, kto ma na sumieniu coś wielkiego lub jest bardzo wrażliwy na grzeszność w swym życiu, będzie miał kłopoty z przebaczaniem samemu sobie. Nie jest to ani powód do dumy, ani żadna ułomność, że z jednej strony akceptujemy Boże przebaczenie, a z drugiej zamykamy się w postawie braku litości wobec siebie. To nadwrażliwość zatrzymuje cię w połowi drogi.

Uderzyły mnie, między innymi, takie słowa w liście: "Nie potrafię zrozumieć jak mogłam robić takie obrzydliwe rzeczy". Kim jesteś, że nie możesz robić obrzydliwe rzeczy? Czy są ludzie, których stać na obrzydliwość i tacy, których różne obrzydliwości się nie trzymają? Jesteśmy grzesznikami. Każdy człowiek jest "zdolny" do czynienia tego, co obrzydliwe.

Co zrobić? Konieczne jest zgodzenie się z tymi wydarzeniami, (czyli z masturbacją) w historii własnego życia. Droga twojego życia przebiegała tak, jak przebiegała. Trzeba przetrzymać ból związany z tym, że ciebie było na to stać. Poniosłaś kilka razy klęskę, ale ona przygotowała fundament pod twoje zwycięstwo. Już nie dokonujesz masturbacji. Podjęłaś walkę i zwyciężyłaś. Nie ma zwycięstw, bez wcześniejszych porażek. One często mobilizują nas do zwycięstw. Nosimy w sobie nadzieję, że zmieni się to, co dla nas jest nie do przyjęcia.

W naszym wnętrzu jest miejsce na światłość, ale i na ciemność. Dążąc do określonego dobra, musimy spotkać się z przeciwnościami, utrudniającymi nam osiągnięcie celu. Boga możemy spotkać wszędzie, również w naszych porażkach. Nie odniosłabyś zwycięstwa, gdyby On nie był z tobą. Akceptacja porażek, zgoda na niepokój, jaki w sobie odkrywasz, będący twoją wielką udręką, możesz przemienić w drogę swojej duchowej odnowy. Zgoda na porażkę, to równocześnie zgoda na uczenie się tego, że w życiu człowieka przychodzi czas na czystość i na nieczystość, na rzeczy obrzydliwe i piękne, "na udrękę i na ekstazę". Bóg przywołuje nas do siebie również przez porażkę, przez klęskę życiową. On mógł zesłać na ciebie doświadczenie porażki, abyś mogła na tej drodze "trudnego oczyszczenia" zbliżyć się do Niego.

Będąc całkowicie poniżonymi, odczuwając własną niezaradność, pustkę i przerażającą słabość moralną i duchową, ale w tym zamęcie jesteśmy zdolni do otwarcia się na doświadczenie Boga.

Ogromnie ważne w przezwyciężaniu własnej porażki, jest odpowiednie postępowanie z wyrzutami sumienia. Wyrzuty sumienia mogą zniechęcać do działania i wywoływać w nas ciągłą, ostrą krytykę siebie. Wyrzuty sumienia pokazują nam, że nie jest możliwe pozostanie niewinnym przez całe życie. Wyobrażamy sobie, że jakiś warunek (codzienna modlitwa, pragnienie życia w czystości, kochanie Pana Boga) daje nam gwarancję życia w czystości. Nie mamy żadnych gwarancji, że przez całe nasze życie będziemy postępowali według Jego woli. O to zabiegamy, pragniemy, prosimy modląc się, ale nie mamy gwarancji, że według naszych modlitw nam się stanie.

Wyrzuty sumienia przypominają potrzebę codziennego nawracania się. Jako ludzie, nigdy nie "jesteśmy porządku". Nie ma sposobu na całkowite pozbycie się wyrzutów sumienia. Będą się w nas ciągle pojawiać. Ważne jest to, abyśmy się na nich nie zatrzymywali. Nie należy wiele myśleć o wyrzutach sumienia. One są po to, by przypominać nam potrzebę przemiany, nawrócenia i konieczności otwierania serca na Boga. Wówczas wyrzuty sumienia nie paraliżują, lecz budzą naszą czujność w drodze do Boga. Wyrzuty sumienia uwalniają nas od zarozumiałości. Trzeba się z nimi zaprzyjaźnić. Nie traktować ich jako wrogów, ale sprzymierzeńców naszego wzrastania.

To ważne, że w swoich doświadczeniach przechodzisz przez smutek, ból, bezsilność. Dopuszczaj ból, ale przeżywaj go z Jezusem. Nic nie czyń sama. W żadną rzeczywistość, która dotychczas bardzo wiele cię kosztowała, nie wchodź sama. Zapraszaj Jezusa. Czas, jaki przeżywasz jest okresem kształtowania się w tobie "nowej drogi".

Twój nałóg związany z masturbacją pozostawił swój owoc w postaci silnego, nadmiernego lęku przed grzechem. Obawiasz się, że nie wszystko wyznałaś podczas Spowiedzi, że może masz jeszcze na sumieniu grzech, którego nie pamiętasz. Jeśli cię to męczy, to wcale nie oznacza, że powinnaś do tego powracać. Dręczy cię twoja przeszłość, ponieważ myślisz o niej w kategoriach negacji, niesmaku, oburzenia na samą siebie. Uważasz ją za czas stracony, niepotrzebny, czas pomyłek, które mogły się nie zdarzyć. Tak zachowują się perfekcjoniści, którzy sądzą, że ze wszystkim powinni sobie dać radę. Nie mogą, nie powinni wchodzić w określone, przykre przeżycia. Nie przebaczyłaś sobie samej. Odczuwasz dyskomfort duchowy, psychiczny, ponieważ sądzisz, że ciebie to nie powinno spotkać. Patrz na to, co jest twoją udręką. A skoro jest, to może służyć twojemu dobru, rozwojowi duchowemu. Lęki, niepokoje możemy włączyć w nasz proces duchowej odnowy.

To, co teraz napiszę jest w tej odpowiedzi na list, szczególnie ważne. Nie jestem psychologiem. Zechciej skorzystać z konsultacji u specjalisty. Mnie się wydaje, że to, o czym napisałaś jest neurotycznym poczuciem winy. Łączy się ono u ciebie ze sprawą masturbacji. Przy neurotycznym poczuciu winy czujesz się permanentnie winna. Oskarżenia siebie samej są przesadzone. Dostrzegam w tobie silny lęk przed ewentualną winą. Bronisz się, żeby nie być winną. Wina boli, ponieważ ona była twoją silną udręką w czasie, gdy byłaś uzależniona od masturbacji. Już nie popełniasz masturbacji, więc nie ma podstaw do lęku. To jest skutek, pozostałość po tamtym okresie. Ponieważ przeżywanie masturbacji stanowiło dla ciebie duży wstrząs, mogła pojawić się nerwica. Powinnaś leczyć nerwicę!

Odnoszę wrażenie, że tam, gdzie jest twoje poczucie winy, jest w znacznym stopniu lęk lub obrona przed lękiem. Maskujesz lęk poczuciem winy. Wydaje mi się, że poziom twojego lęku w nerwicy jest bardzo wysoki. Poczucie winy jest skutkiem lęku. Dostrzegam u ciebie pewną formę pogardy dla siebie za słabość, której doświadczałaś. Jest to też forma agresji w stosunku do własnej osoby.

Napisz, jaka jest twoja dalsza droga. Kapłan może ci pomóc w wymiarze moralnym i duchowym. Twój problem nie ma takiego charakteru. Niektóre osoby o dużej wrażliwości psychicznej, popełniając onanizm, wpadają w nerwicę. Może w tej sytuacji skutecznie pomóc psycholog. Mamy w Polsce wysokiej klasy specjalistów w tej dziedzinie. Nie przerażaj się takimi sugestiami księdza. Tobie potrzebna jest profesjonalna pomoc. Zapewniam cię o mojej modlitwie.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 10664014 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC