MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Pustka i samotność serca



Szczęść Boże!
Proszę Księdza, czy grzechy popełnione zawsze będą plamą na duszy? Ślepotą serca na prawdę, na miłość, pogrążające w smutku i nienawiści do innych i do siebie. Zakłamaniem i odchodzeniem wciąż na nowo od Tego, który dał wszystko - cóż ma w zamian jak ciągłe zapieranie się i cofanie. Pustka i samotność serca pełnego i bardziej pełnego, które czego innego pragnie a za czym innym podąża.

Wszystkiego dobrego.
Zosia



Grzechy popełnione nie są czymś trwałym na ludzkiej duszy. Dotknięcie ich Bożym przebaczeniem sprawia, że znikają. Pozostają jednak skłonności, przyzwyczajenia, które w naszym ciele, poprzez zmysły zapamiętujemy. Niekiedy nasza psychika, emocje, namiętności przypominają nam obecność grzechów z bliższej czy dalszej przeszłości. Pamiętasz, jak człowiek chromy, uzdrowiony przez Jezusa, niósł łóżko, na którym leżał. Ono wskazuje, między innymi na to, że człowiek uzdrowiony, czy uwolniony z określonej namiętności lub grzechu, nosi w sobie możliwość powrotu do tego, jak chorował. Jezus mówi do uzdrowionego: "Idź i nie grzesz więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło". Popełniając określone grzechy, będąc oczyszczonymi, nosimy na sobie "zdolność" powrotu to takiego samego sposobu grzeszenia.

To przypominanie w postaci bólu, niepokoju, że możesz powrócić do czynienia tego, co było wcześniej dobrze jest rozpatrywać w kategoriach pozytywnych. To utrzymuje nas w potrzebie wewnętrznego czuwania, bycia uważnym na uczucia i myśli, jakie się w nas pojawiają. Zawsze można powrócić do tego, co czyniliśmy złego. Nie jesteśmy jednak zdeterminowani naszymi grzechami. Nie ma czegoś takiego, jak "konieczność", przymus popełniania grzechów.

Na duszy nie powstają trwałe plamy spowodowane przez grzech. Podchodząc refleksyjnie do życia, rozeznajesz, jakie są przyczyny popełniania określonego grzechu. Zajmujesz się wówczas przyczynami, nie walcząc bezpośrednio z samym grzechem. Jeśli nienawidzisz siebie, to może oznaczać, że z określonym wydarzeniem z własnego życia nie możesz się pogodzić, nie umiesz lub nie chcesz sobie przebaczyć. Tam, gdzie nienawiść, tam również nasza wielka umiejętność okazywania miłości. Ci, którzy nienawidzą, to ludzie z ogromnym potencjałem i pragnieniem miłości. Istnieje bardzo cienka granica między miłością a nienawiścią. Nienawiść jest czymś, co trzyma człowieka, jego miłość na uwięzi. Tym czymś może być podtrzymywany, rozwijany gniew, żal, złość, agresja w myślach i uczuciach, nieustanne wspominanie i rozdrapywanie ran.

Ciągłe zapieranie się i cofanie może być powodowane nie przebaczeniem. Przebaczenie jest procesem. Nie dokonuje się z dnia na dzień. To proces mogący trwać kilka lat. Uwalnianie się od żalu jest tak trudne, ponieważ z jednej strony łączy się z leczeniem ran, z drugiej zaś, ze zbliżaniem się do Boga. Jeśli zbliżymy się do Niego, zamieszkamy w Nim, zostajemy uzdrowienie. Z naszej strony powinniśmy modlić się o pragnienie przebaczenia. Módl się dobrymi pragnieniami, jakie w sobie odkrywasz.

Ucz się wdzięczności, bardzo powoli, za to, co cieszy i za to, co boli, często – bardzo boli. Pomyśl o modlitwie za osoby, które darzysz uczuciem nienawiści. Bardzo ważną sprawą jest okazywanie sobie samej serca, czułości. Wydaje mi się, że jesteś bardzo zmęczona życiem, z racji przeżyć, emocji, jakie od pewnego czasu towarzyszą twojemu życiu. Jeśli możesz płakać – płacz. Doświadczysz dużej ulgi. Jeśli możesz wypowiedzieć się przed kimś bliskim twojemu sercu, do kogo masz zaufanie, wypowiedz się. Kiedy stajesz przed Jezusem, módl się tym wszystkim, co cię rozdziera, zniechęca, frustruje. Aby twoje uczucia mogły zostać uzdrowione, módl się ich treścią. Opowiadaj Bogu, choć On o tym wie. Kiedy mówisz do Boga o sprawach trudnych, oddajesz Jemu całą tę rzeczywistość.

Podziwiamy osoby, które przed innymi potrafią być otwarte i szczere. Przychodzi taka chwila, w której dochodzimy do odczuwania w sobie wielkiej bezradności i bezbronności. To jest dobry czas na uzdrowienie. Nie musimy być w stanie wszystko nazywać, znać pochodzenie określonych nieszczęść, jakie nas dopadły. Bóg je zna. On wie najlepiej.

Podążaj za pragnieniami własnego serca. Myśl o nich, módl się treścią pragnień własnego serca, naucz się cierpliwego czekania na własne uzdrowienie. Zapewne masz swoją ulubioną modlitwę. Może to być medytacja ewangeliczna, czy kontemplacja, może różaniec, lub koronka do Miłosierdzia Bożego. Ważne jest to, abyś nie uciekała przed ciszą. Jest taka skłonność w tych, których w ciszy serca dopadają różne koszmarne wspomnienia i traumatyczne przeżycia. Dlatego wchodząc w ciszę spodziewaj się bólu serca. Nie wchodź sama w stan wewnętrznego wyciszenia. Zabieraj zawsze Jezusa. On będzie powoli wyjaśniał pewne sprawy, jakich doświadczyłaś.

Przebacz osobie, która cię skrzywdziła. Bez przebaczenia nie ma uzdrowienia. Bez takiego twojego pragnienia, nie dajesz Panu Bogu dostępu do siebie. On przychodzi w twoim pragnieniu przebaczenia.

Ucz się zgody na to, co cię spotkało. Nie chciałaś tego, nie planowałaś. Przyszło i do końca nie rozumiesz, dlaczego. Nie jest ci potrzebny sprzeciw, atakowanie tego, co trudne, ale zgodzenie się: "Panie, jeśli nie może ominąć mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie Twoja wola". Na wiele wydarzeń nie mamy wpływu. Mamy odczucie, jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko nam. Spróbuj wyprowadzić choćby małe dobro z tego zła, jakie ciebie spotkało. Pomyśl o tym, zapragnij tego mocno. Jest w tobie ogromy potencjał kochania.

Napisałaś o samotności. Dla mnie jest to zawsze znak upominania się Boga o człowieka. Samotność jest dla ciebie tym środowiskiem, w którym możesz zbliżyć się do Jezusa. Jest ona oczyszczająca, dlatego bolesna. Jezus dramatycznie przeżywał swoją samotność. Pamiętasz to wołanie z krzyża: "Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił". A przecież nie opuścił. Ojciec był tak blisko Syna. Ból wprowadza nas w odczuwanie samotności i myślenie o tym, że wszyscy nas opuścili, włącznie z Bogiem. On nie może ciebie opuścić, ponieważ cię kocha, jesteś JEGO UMIŁOWANĄ.

Zajmij się Jezusem, a On zajmie się tym, co dla ciebie jest nie do przejścia. Nie musisz sobie ze wszystkim w życiu radzić. Nie musisz wiedzieć, dlaczego pewne sprawy tak boleśnie cię dotykają. "Powierz Panu swą drogę, a On sam będzie działał". Zaufaj Mu, zawierz! Pomyśl o codziennym uczestniczeniu we Mszy św. i przystępowaniu do Komunii świętej. Może warto byłoby poprosić kapłana o kierownictwo duchowe? Choćby modlitwa sprawiała ci wielką trudność, nie rezygnuj z niej. Mów z serca do Serca. Zadbaj też o milczenie w modlitwie. Gdy będą przychodziły wspomnienia wyzwalające stan lęku powtarzaj to jedno imię: Jezus, Jezus, Jezus, Jezus, Jezus……

Zapewniam Cię o mojej modlitwie w Twojej intencji – ks. Józef

Liczba wyświetleń strony: 9478015 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC