MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Sex przedmałżeński i antykoncepcja



Dzień dobry!

Zwracam się do księdza z ogromną prośbą odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Proszę potraktować ten list poważnie, gdyż tutaj rzecz dotyczy najważniejszej dla kwestii, kwestii wiary i zbawienia. Proszę także o potraktowanie moich wątpliwości jako poszukiwania prawdy przez człowieka rozumnego.

Jezus jest Drogą, Prawdą i Życiem. Ja chcę kroczyć drogą Jezusa, by żyć wiecznie. Dlatego szukam prawdy. Z wiarą katolicką byłem związany od zawsze. Rodzice tak mnie wychowali, za co jestem im bardzo wdzięczny. Mam 22 lata, zaliczyłem 1 stopień formacji oazowej. Czasami chodzę na spotkania Odnowy w Duchu Świętym i Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego. Tak, więc podstawy chrześcijańskie mam głębokie. Jestem studentem dziennikarstwa. Otaczam się ludźmi o różnych poglądach, bo staram się kochać każdego po równi.

Przechodząc do sedna tematu moje wątpliwości dotyczą seksu przedmałżeńskiego i antykoncepcji i nie są to fanaberie związane z popędami mojego ciała tylko racjonalne podejście do problemu. Moja dobra znajoma też katoliczka bardzo długo starała się żyć z duchem katolickim. Ale nurtowała ją ta sama sprawa, co mnie. Po pierwsze, szukała u źródła, czyli u księży katolickich. Pytanie było proste, proszę wskazać mi słowa Jezusa będące zakazem współżycia przedmałżeńskiego i dotyczące zakazu używania antykoncepcji. Każdy zapytanych duchownych milczał. Ja pytam, dlaczego? Jezus, którego przyjąłem jako Pana i Zbawiciela, czyli najważniejsza osobę w życiu milczy w tej kwestii. Mówi cudzołóstwie, nierządzie i cudzołóstwie, ale zastanówmy się, czym te dwa słowa są. Oto ich definicje. "Cudzołóstwo" - stosunek płciowy z cudzą żoną lub z cudzym mężem rozszerzana na stosunek osoby pozostającej w związku małżeńskim z kimkolwiek oprócz własnego męża/żony. "Nierząd" inaczej "prostytucja" - sprzedaż usług seksualnych (głównie: odbywanie stosunków płciowych za pieniądze lub inny rodzaj zapłaty. Osoba oferująca usługi seksualne nazywana jest *prostytutką* (termin ten odnosi się również do mężczyzn). No, więc o tym mówi Jezus.

Nierząd w moim wypadku w ogóle odpada. Cudzołóstwo tak samo. Seks z przypadkowymi osobami również. W grę wchodzi tylko stosunek płciowy z moją dziewczyną, a wkrótce narzeczoną. Z przyszłości żoną. I nie jest to zaspokojenie żądz, bo gdybym chciał zaspokajać li tylko swoje popędy mógłbym się masturbować i do tego nie potrzebna mi druga osoba. Tu chodzi o okazanie miłości. My nie chcemy się sprawdzać w łóżku, nie chodzi nam o dopasowanie, czy dowód miłości. Chodzi nam tylko o więź duchową, która się wytwarza przez taki stosunek. To po prostu kolejny sposób ukazania tego jak mocno się kochamy. Myślę, że to nie jest zarezerwowane tylko dla małżeństw. Dla małżeństw zarezerwowane jest posiadanie dzieci. To największy wyraz miłości i Jej dowód.

Skoro mój Pan i Zbawiciel nie zabrania, nie chcemy dążyć za uciechami ciała to nie rozumiem, dlaczego mamy czekać. Poza tym, dlaczego narzeczeni na pół roku przed ślubem mogą dostać dyspensę na seks? To nie mój chory wymysł, ale wypowiedź kilku księży. To, że są pół roku przed ślubem, to już mogą? A co, jeśli się ślub przesunie o kilka dni lub miesiąc z różnych powodów? Zresztą, to rzecz względna, ale dziwna. Wracając do słów Jezusa, najważniejszym przykazaniem jest miłowanie bliźniego swego. To przykazanie jest ponad wszystkie inne. No to skoro moja dziewczyna chce mi dać więcej miłości poprzez zbliżenie, a ja jej też to, dlaczego to ma być zabronione?

Ja obrałem Jezusa na Pana i Zbawiciela a nie Kościół. Nie ksiądz mnie zbawi, tylko Jezus. To nie są zarzuty. To są argumenty moich przyjaciół. Wielu z nich jest głęboko wierzących. I ja naprawdę nie rozumiem. Można też przecież założyć, ze Duch Święty kieruje Kościołem w sposób nieomylny. Hmm. Bardzo sporna kwestia. Duch Święty, jako osoba boska jest nieomylna. W stu procentach się z tym zgadzam, ale żeby Kościół był nieomylny? Przytoczę tu kilka przykładów z ust moich mojego profesora z uczelni, który ma dostęp do wielu źródeł naukowych, historycznych i kościelnych. Padły takie słowa. Istniał papież, który miał 63 dzieci, a to byli tylko potomkowie ujawnieni. Istniała kobieta podająca się za papieża.

/…/ Jezus nie uczy do końca tak jak chce tego kościół, a przecież jest jeszcze wiele czarnych kart kościoła, a może Kościół to tacy dzisiejsi faryzeusze? Poza tym grzech istnieje wtedy, kiedy jesteśmy przekonani ze grzeszymy a mimo to robimy to świadomie. Ja w żadnym razie nie jestem przekonany, że to mogłoby być grzeszne.
Edward



Budowanie duchowej jedności między dwojgiem kochających się wzajemnie osób może dokonywać się bez kontaktu seksualnego. Nie wiem, czy w sprawach odnoszących się do ciała i ludzkiej seksualności zawsze ma miejsce racjonalne podejście do problemu. Jeśli jest seks przedmałżeński to dlatego, że dwoje ludzi odczuwa w sobie silną potrzebę bliskości cielesnej. Nie przeczę, że w związku małżeńskim jest to bardzo wyraźny i ważny znak prowadzący do budowania więzi miłości małżeńskiej. Wydaje mmi się, że mówienie o tym, iż chcemy tworzyć więź duchową może być prawdą. Ale czy nie można spojrzeć i tak, że jest to próba wytłumaczenia, a zarazem usprawiedliwienia własnych potrzeb w kontekście tego, co w tej sprawie naucza Kościół katolicki? Na wszystko jest czas pod słońcem: jest czas na współżycie (małżeństwo sakramentalne) i czas na powstrzymywanie się od niego (czas przedmałżeński).

Zrozumiałe jest, iż dwoje młodych, a już dorosłych ludzi, którzy zdecydowali się na wspólne życie, pragnie wzajemnie okazać sobie miłość. Będą czynili to w słowach i gestach, a wyrażana czułość będzie miała wyjątkowy charakter — tak zwracać będą się jedynie do siebie nawzajem, nikogo innego nie obdarzą podobnym spojrzeniem, słowem, pocałunkiem, dotykiem i tym wszystkim, co jest wyrazem ich miłości. Owe gesty, pocałunki, przytulenia są piękne i dobre. Zmieniają jednak swój charakter, gdy zmienia się cel, któremu służą. Gdy zamiast wyrażenia miłości ma miejsce dążenie ku zaspokojeniu własnego pożądania.

Spróbuję odnieść się do poszczególnych kwestii odnotowanych w Pańskim liście. Nie ma słów Jezusa w Ewangelii, które mówiłyby wprost o zakazie współżycia przedmałżeńskiego. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że Jezus nie mówi również o tym: odprawiajcie Mszę świętą, bierzmujcie, spowiadajcie ludzi przynajmniej raz w roku i to, że powinni przystępować do Komunii świętej, nie mówi o święceniach kapłańskich i sakramencie chorych. Z nauki Jezusa Kościół, któremu Jezus Chrystus przekazał mandat wyjaśniania i przekazywania "depozytu wiary", wyprowadza w oparciu o naukę Jezusa konkretne wskazania. Odnieśmy to do pracy Sejmu. Wydaje on ustawy, które następnie są przełożone na konkretne zarządzenia wykonawcze w poszczególnych resortach funkcjonowania państwa.

Chcę zaznaczyć, że wiara nasza opiera się na Piśmie świętym i Tradycji Kościoła. To Pismo święte może tylko i wyłącznie interpretować Papież i biskupi, to jest Magisterium Kościoła, Urząd Nauczycielski. Nie ma interpretacji indywidualnej Pisma świętego, prawd wiary. A zatem Kościół w swoim nauczaniu mówi, że współżycie przedmałżeńskie jest grzechem i z punktu widzenia nauczania Chrystusa jest niedopuszczalne. Nie mam dla Pana żadnych słów Jezusa na potwierdzenie tego oto nauczania w Kościele katolickim.

Wydaje się, że środki antykoncepcyjne, to wprost poprawianie Pana Boga. Czegoś niedopatrzył. Ludzie chcą się kochać przed ślubem, budować jedność duchową, współżyć seksualnie nie ze względu na popęd, ale na miłość, a On tak urządził organizm kobiety, że ona zachodzi w ciążę, na którą teraz nie czas, a może w ogóle nie czas. Może warto byłoby te wszystkie zarzuty skierować wprost do Boga?

Kwestia antykoncepcji, to sprawa światopoglądu chrześcijańskiego. Nowe życie, człowiek, według nauczania Kościoła katolickiego jest od chwili poczęcia, czyli połączenia się komórki męskiej i żeńskiej. Stosowanie środków antykoncepcyjnych uderza bezpośrednio w zamysł Boga. Współżycie seksualne nie może wykluczać poczęcia dziecka. Co zrobić, kiedy małżonkowie już nie chcą mieć dzieci lub pragną, aby te, które się urodziły, zostały odchowane? Znane są metody naturalne regulacji poczęć, a ponadto w ramach życia seksualnego małżonków jest czas i miejsce na okresową wstrzemięźliwość płciową. Rozwiązanie znanym każdej kobiecie jest czas owulacji umożliwiający współżycie z mężczyzną, bez zachodzenia w ciążę. Istnieje wiele sposobów umożliwiających rozwój miłości małżeńskiej i budowanie jedności duchowej. Owa jedność jest rzeczywistością budowaną od środka, a nie przez kontakt seksualny. Stosunek seksualny może być czynnikiem wspomagającym, lecz nie pierwszoplanowym warunkującym duchową jedność kobiety i mężczyzny.

Kard. Karol Wojtyła napisał swego czasu takie słowa: "Człowiek nie może sprawować władzy nad własnym ciałem przy pomocy takich zabiegów czy technik, które równocześnie podważają jego autentyczne panowanie nad sobą, poniekąd nawet to osobowe samoopanowanie unicestwiają. Wówczas, bowiem taki sposób wykonywania władzy nad swoim ciałem, nad jego naturalnymi funkcjami, chociaż dokonuje się metodą wypracowaną przez rozum ludzki na podstawie szczególnej wiedzy o funkcjach somatycznych, o procesach zachodzących w ludzkim organizmie, równocześnie sprzeciwia się głębszemu i "całościowemu" zrozumieniu tego, że człowiek jest sobą, czyli osobą, poprzez samoopanowanie, a owo samoopanowanie wchodzi w integralną definicję jego wolności (...) Jest rzeczą jasną, iż w ustaleniu granic władzy człowieka nad własnym ciałem musimy wnikać w struktury bytu osobowego i na nich się opierać".

Wydaje się, że w niektórych małżeństwach stosowanie technik antykoncepcyjnych przyczynia się do głębokiej degradacji miłości małżeńskiej. Mianowicie może się zdarzyć, że zbliżenie małżeńskie przestanie być nawet wyrazem miłości cząstkowej. "Współżycie płciowe - czytamy w encyklice Humanae vitae - narzucone współmałżonkowi bez liczenia się z jego stanem oraz z jego uzasadnionymi życzeniami nie jest prawdziwym aktem miłości i dlatego sprzeciwia się temu, czego słusznie domaga się ład moralny we wzajemnej więzi między małżonkami. (...) Należy również obawiać się tego, że mężczyźni, przyzwyczaiwszy się do stosowania praktyk antykoncepcyjnych, zatracą szacunek dla kobiety i lekceważąc ich psychofizyczną równowagę, sprowadzą je do roli narzędzia, służącego zaspokajaniu swojej egoistycznej żądzy, a w konsekwencji przestaną je uważać za godne szacunku i miłości towarzyszki życia. (...) Rozumne i wolne kierowanie popędami wymaga ascezy, ażeby znaki miłości, właściwe dla życia małżeńskiego, zgodne były z etycznym porządkiem. (...) Opanowanie to przynosi życiu rodzinnemu obfite owoce w postaci harmonii i pokoju oraz pomaga w przezwyciężaniu innych jeszcze trudności, sprzyja trosce o współmałżonka i budzi dla niego szacunek, pomaga także małżonkom wyzbyć się egoizmu, sprzeciwiającego się prawdziwej miłości oraz wzmacnia w nich poczucie odpowiedzialności. A wreszcie dzięki opanowaniu siebie rodzice uzyskują głębszy i skuteczniejszy wpływ wychowawczy na potomstwo. Wówczas dzieci i młodzież, w trakcie dojrzewania, właściwie oceniają prawdziwe ludzkie wartości i spokojnie oraz prawidłowo rozwijają swoje duchowe i fizyczne siły".

Prawa natury nie da się naruszać bezkarnie. Proszę na przykład zwrócić uwagę na niepokojący wzrost niewierności małżeńskich. Nie chcę prymitywnie tłumaczyć, że małżonkowie dopuszczają się zdrady, bo środki antykoncepcyjne technicznie im to ułatwiają, choć być może i ten wzgląd nie jest praktycznie bez znaczenia. Chodzi mi raczej o to, że poczucie sensu ludzkiej płciowości uległo przerażającemu spłyceniu. Jeśli zapomniało się o związku płciowości z tajemnicą przekazywania życia, to rzecz jasna, że znaczenia pierwszorzędnego zaczyna nabierać sprawa doboru płciowego, poznanie technik erotycznych, osiągnięcie seksualnej satysfakcji itp. Nie mówię, że sprawy te należy zupełnie lekceważyć, niewątpliwie jednak nie są to sprawy pierwszorzędne w miłości małżeńskiej. Kto zaś właśnie na tym postanowi budować swoje małżeństwo, niech zechce liczyć się z tym, że być może buduje na piasku.

Papież Paweł VI mówił, że "prawa biologiczne są częścią osoby ludzkiej". Mentalność antykoncepcyjna nie chce tego przyjąć do wiadomości, dla niej prawa biologiczne są jedynie prawami ciała ludzkiego, mającymi się nijak do praw duchowych, rządzących małżeńską miłością. Ale przecież nasze poglądy nie mają mocy zmieniać rzeczywistości, co najwyżej mogą spowodować, że nasze postawy wobec rzeczywistości będą fałszywe.

Jezus nie milczy w kwestii współżycia przedmałżeńskiego i stosowania środków antykoncepcyjnych, lecz mówi w swoim Kościele przez tych, którym udzielił "władzy kluczy" (papież i biskupi). Zobaczmy, czego naucza w "Katechizmie Kościoła katolickiego" wydanego przez Papieża Jana Pawła II. W nr 2350 z Katechizmu określa: "Narzeczeni są powołani do życia w czystości przez zachowanie wstrzemięźliwości. Poddani w ten sposób próbie, odkryją wzajemny szacunek, będą uczyć się wierności i nadziei na otrzymanie siebie nawzajem od Boga. Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu w czystości." "Akt płciowy — jak naucza Kościół — powinien mieć miejsce wyłącznie w małżeństwie; poza nim stanowi zawsze grzech ciężki i wyklucza z komunii sakramentalnej" (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2390).

Miłość, czułość można okazywać drugiej, ukochanej osobie na wiele sposobów. Pasjonujące jest ich odkrywanie, poznawanie życia, zwyczajów, radości, zachowań, niespodzianek swojej przeszłej żony. Wszystko, co w człowieku jest cielesne, dopiero wtedy będzie prawdziwie ludzkie, kiedy zostanie umieszczone w wymiarze osobowym: w wymiarze wolności i miłości. Miłość ludzka wyraża się w różnych cząstkach naszego człowieczeństwa, a więc w sferze nie tylko seksualnej, również psychicznej, społecznej, ekonomicznej itp., ale jest wobec wszystkich tych sfer transcendentna. Miłość małżeńska na pewno na tym polega, że małżonkowie znoszą swoje wady i odmienności, pomagają sobie wzajemnie i okazują życzliwość, starają się zbudować przestrzeń materialną, psychiczną i duchową, która będzie chroniła i pogłębiała ich wspólnotę. Czy nie jest na to szczególny czas w okresie narzeczeństwa?

Dwoje ludzi, mężczyzna i kobieta, na mocy sakramentu, w Chrystusie i przez Chrystusa "stają się jednym ciałem". Powołanie do jedności duchowej i cielesnej dokonuje się na mocy sakramentu małżeństwa, nie wcześniej. Małżonkowie stają się jednym Ciałem w Chrystusie. On błogosławi ich miłości. Darem, jaki małżonkowie składają sobie nawzajem w dniu ślubu, "czyste serca i ciała". On i ona, faktycznie nie należą teraz do siebie, ale stali się darem dla drugiego. Tym, który ich łączy i błogosławi ich miłości, jest Jezus Chrystus. "Miłość małżeńska - pisze Paweł VI w encyklice Humanae vitae - najlepiej objawia nam swą prawdziwą naturę i godność dopiero wtedy, gdy pamiętamy o tym, że początek swój czerpie ona, jako z najwyższego źródła, z Boga, który jest Miłością (1 J 4,8) i Ojcem, "od którego bierze swe imię wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi" (Ef 3,15)".

Czas przed ślubem, to okres poznawania siebie, planowania, duchowego i psychicznego dorastania jesteśmy dojrzewania do bycia razem. Spotkałem się z taką wypowiedzią dziewczyny: "Uważam, że Kościół podchodzi do sexu bardzo powierzchownie. Nie rozumie chyba, że jest to naturalny, kolejny etap w "byciu" z innym człowiekiem, a to, że rodzi się między ludźmi bliskość fizyczna, pogłębia szalenie bliskość duchową, słowami mojej drugiej koleżanki: "Jeśli nie wstydzę się pokazać przed nim zupełnie nago, to mogę odsłonić przed nim całą moją duszę". Seks jest naturalnym, kolejnym etapem w życiu człowieka, ale we właściwym czasie. Jestem przekonany, że jest to jedno wielkie złudzenie, iż "bliskość fizyczna, pogłębia szalenie bliskość duchową". Bliskość duchowa pogłębia się przez rozmowę, zrozumienie wzajemne, wspólnotę myślenia, przeżywania spraw, które łączą młodych ludzi, życzliwość, dobroć, zgodę na to, czego teraz nie mogę otrzymać, tęsknotę za sobą, będąc tak blisko siebie. Jeszcze przed ślubem trzeba przygotować siebie na straty. Nie możemy otrzymać tego, czego bardzo pragniemy. Czas przedmałżeńskiego życia, jest czasem uczenia się wyrażania miłości bez relacji seksualnej. Łatwo uznać, jakby najpełniejsze oddanie się wzajemne dokonywało się w zjednoczeniu cielesnym. Uważam, że powstrzymanie się od współżycia seksualnego przedmałżeńskiego jest szczególnie ważnym wyznaniem miłości wzajemnej.

Do wszystkiego trzeba dorastać, również do bliskości fizycznej, seksualnej. Owo dorastanie dokonuje się przez to, jakie wartości nami kierują, jakie zasady życia są nam bliskie. Często mam wiele wątpliwości, czy te osoby, które "idą do łóżka" z miłości, naprawdę się kochają. Nie znają tego, co nazywam "cierpliwym czekaniem", dojrzewaniem do dania siebie. Czy po ślubie będą dojrzali? Będą dorastali razem umocnieni życiem w czystości okresu przedmałżeńskiego. To jest wielki trud i niezwykła ofiara. Podziwiam młodych ludzi, którzy decydują się na to, że nie będą współżyli przed ślubem. Oni od siebie wymagają, nie poddając się pragnieniom, które w określonym czasie, jak mówi nam nasza wiara, będą miały swój czas radosnego wypełniania.

Praktycznie każdy stwierdzi, że jego miłość to jest właśnie ta prawdziwa i że jego uczucie jest jedyne i wyjątkowe i będzie trwało zawsze. A czy tak rzeczywiście jest, to się okazuje dopiero w chwili ślubu. Intymne kontakty fizyczne podjęte zbyt wcześnie mogą zniszczyć prawdziwą głęboką miłość, która potrzebuje jeszcze trochę czasu, by stać się w pełni dojrzałą. I wtedy najbardziej żal.

Wiele faktów wskazuje na to, że współżycie seksualne przed małżeństwem utrudnia harmonijne życie seksualne w małżeństwie. Możemy wymienić następujące powody tego stanu rzeczy:

Młodzi spotykają się ze sobą w wybranych przez siebie chwilach. Jeśli dziewczyna czy chłopak czują się źle lub są nie w humorze — to się nie spotykają. Znają się więc od najbardziej korzystnej strony. Gdy dochodzi wówczas do zbliżeń seksualnych, to przeżycia te kojarzą się z takimi właśnie najlepszymi, wybranymi dowolnie chwilami. Ponadto szybko stają się najważniejszą sprawą w ich spotkaniach. Są uważane za ubogacenie tego, co ich łączy, i stopniowo zajmują naczelne miejsce w ich uczuciach i oczekiwaniach. Samo przeżycie jakby zasłania człowieka. Jest to źródłem późniejszego gorzkiego zawodu. W małżeństwie mąż i żona są ze sobą na co dzień: w dobrym i w złym poczuciu, bez możliwości dowolnie wybranych chwil. Współżycie płciowe w małżeństwie nie jest ani jedynym, ani nawet najważniejszym bogactwem ich związku. Wiele innych spraw wysuwa się na pierwszy plan: staranie o dom i o jego utrzymanie, wychowanie dzieci, praca zawodowa, zainteresowania społeczne, problemy religijne. Ważne jest w tych warunkach okazywanie serdeczności, zainteresowania drugą osobą, bezinteresowności. W małżeństwie trzeba umieć dostrzec człowieka z całym jego bogactwem, potrzebami, uczuciami, jego wrażliwością. Skupienie uwagi na jego ciele i na własnych doznaniach uniemożliwia wprost dostrzeżenie tego, kim on jest jako człowiek.

Młodzi uzasadniają swoje współżycie seksualne przed małżeństwem najczęściej tym, że się kochają. O swej miłości mówią, że jest ona tak wielka, że łamie wszelkie bariery i nie liczy się ani z obyczajem społecznym, ani z zasadami moralnymi. Współżycie seksualne uważają za wyraz ich wielkiej miłości, między innymi właśnie dlatego, że potrafią się z niczym nie liczyć, że nie uznają żadnych zasad. W miłości chodzi o coś nieporównanie większego niż łamanie barier. Jeśli zabraknie życzliwości i zrozumienia mówienie o miłości stanowi po prostu zasłonę, za którą kryje się najbardziej pospolity egoizm. Jedynie w małżeństwie może być zachowana jedność (wspólnota życia i miłości) wraz z odpowiedzialnym rodzicielstwem (pełna odpowiedzialność za życie drugiego człowieka, za wspólne dzieci). Małżeństwo nie uwalnia człowieka od możliwości egoizmu. Jednak im więcej go było przed małżeństwem, tym więcej go będzie i potem.

Zmagają się dzisiaj ze sobą dwie koncepcje moralności małżeńskiej, pogańska i chrześcijańska. Koncepcja pogańska w dwóch miejscach umieszcza swoje "absolutnie": współżycie seksualne jest dla nas czymś, z czego absolutnie nie zrezygnujemy, nawet częściowo, oraz jeśli nie chcemy mieć dziecka, to go absolutnie mieć nie będziemy. Koncepcja ta obficie owocuje śmiercią. Przecież w spotkaniu seksualnym z natury rzeczy może począć się dziecko, a zdarzyć się to może również wtedy, kiedy małżonkowie tego nie chcą lub nawet podejmują działania przeciwko poczęciu. Ponieważ małżonkowie absolutnie dziecko wykluczają, a ono jednak zaistniało, więc podejmuje się działania przeciwko jego urodzeniu. Istnieje logiczny związek między dopuszczeniem technik antykoncepcyjnych i zgodą na sztuczne poronienia, jeśli zawiodły działania przeciwko poczęciu, podejmuje się działania przeciwko urodzeniu dziecka. To naprawdę nie przypadek, że zwolennicy środków antykoncepcyjnych niemal powszechnie nie odróżniają ich od środków poronnych.

Nie człowiek decyduje o tym, co jest dobrem, a co złem. Bezpieczniejsza wydaje się refleksja moralna, wypływająca z pragnienia bycia lepszym, aniżeli refleksja, dążąca jedynie do usprawiedliwienia swojego postępowania. Pan, jak mi się wydaje, usiłuje usprawiedliwić decyzję, którą już podjął. Sam fakt używania rozumu nie zapewnia nam automatycznie prawdziwego obrazu rzeczywistości. Niechętnie przystępuję do dyskusji na tematy związane z moralnością seksualną. Boję się, że zbyt często dyskutuje się na te tematy nie po to, żeby dobra szukać, ale raczej żeby je różnymi argumentami zagłuszyć. Czasem też wydaje mi się, że nad argumentami pracują ci zwłaszcza, którzy niewiele pracują nad sobą.


W dalszej części listu używa Pan języka, którym posługują się Świadkowie Jehowy, albo ci wszyscy, którzy ma ją coś na sumieniu i usiłują zrzucić winę na księży i Kościół, że są ograniczeni, ciemni i niemoralni. Jak Pan sobie to wyobraża, żeby papież miał 63 dzieci tych ujawnionych? Proszę samodzielnie pomyśleć bez wpływu Pańskiego profesora z uczelni. Swoją drogą, jak bardzo ludzie potrafią być naiwni i nielogiczni. Kościół ma za sobą historię, w której są bolesne wydarzenia, to prawda. Był w historii Kościoła papież Aleksander VI, to prawda. Nie jest prawdą, że była papieżyca. Taka wiedza może być jedynie publikowana przez "Trybunę" lub Wydawnictwo "Iskry" sprzed lat. Proszę samemu te sprawy zbadać. Temat jest rozległy i nie chcę w niego wchodzić, gdyż i tak odpowiedź na Pański list jest już zbyt obszerna. Jeśli będzie Pańskim życzeniem rozmowa na ten temat, chętnie odpowiem na list odnoszący się do zagadnień, które Pan porusza w drugiej części swoje listu. Obecnie chcę się odnieść do kwestii nieomylności w Kościele. Czy Kościół jest nieomylny?

Jezus, którego Pan przyjął, jako swojego Pana i Zbawiciela mówi, żeby słuchał Pan Kościoła, który On powołał do istnienia i jest niewidzialną Jego Głową. Pozwolę sobie na przypomnienie słów Jezusa skierowanych do Piotra, pierwszego papieża, "Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie" (tzw. władza kluczy). Papież z kolegium biskupów otrzymał władzę głoszenia, wyjaśniania i interpretacji kwestii odnoszących się do wiary i moralności w Kościele katolickim.

Chrystus powiedział Piotrowi, chociaż analogiczną obietnicę otrzymali wszyscy apostołowie (Mt 18,18). Św. Łukasz notuje inne, równie nieprawdopodobnie brzmiące słowa: "Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał" (Łk 10,16). W tym samym tonie przekazuje Zbawiciel swoim uczniom władzę odpuszczania grzechów: "Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20,23). Te pełnomocnictwa są doprawdy niesłychane! Przecież Bóg chyba się nie wiązał ludzkimi decyzjami?! Bóg jest samą sprawiedliwością, a ludzkie wyroki mogą być niesprawiedliwe! On jest samą prawdą, a ludzie są omylni! Czyżby więc Bóg miał wystawiać ludziom carte blanche i firmować ich niesprawiedliwości albo nieprawdę?

Dosłowność tych tekstów w żadnym wypadku nie może oznaczać, jakoby wyroki władzy kościelnej miały wiązać Pana Boga. Bo z całą pewnością jest odwrotnie: władza w Kościele z samej swojej natury winna być podporządkowana słowu Bożemu. Co wobec tego znaczy, że "cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie" -- jeśli te słowa mamy rozumieć dosłownie, a zarazem nie w tym sensie, żeby ludzkie rozstrzygnięcia związywały Pana Boga?

Zatrzymajmy się jeszcze nad tym aksjomatem, że żaden człowiek nie ma i nie może mieć władzy nad Panem Bogiem. Weźmy sakrament pokuty. Pan Jezus powiedział bezwarunkowo: "Komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone". A zarazem w Kościele niezmiennie się naucza, że słowa rozgrzeszenia nie działają automatycznie, że w pewnych okolicznościach rozgrzeszenie może okazać się nieważne, a spowiedź świętokradzka. Sprawą istotną w sakramencie pokuty jest bowiem postawa grzesznika wobec Pana Boga: spowiednika można oszukać pozorem skruchy, Pana Boga oszukać się nie da. Żaden też spowiednik - nawet biskup, nawet papież - nie ma władzy rozgrzeszyć kogoś, kto nie żałuje za swoje grzechy albo, kto nie zamierza porzucić okazji do złego. Władza odpuszczania grzechów, którą otrzymali pasterze Kościoła, została bowiem dana dla naszego zbawienia i byłoby naigrawaniem się ze słowa Bożego używać jej albo korzystać z niej wbrew jej celowi.

Tak samo w Kościele zawsze się pamięta o tym, że nawet papież nie może nikogo zwolnić od jakiegoś przykazania Bożego i nawet papież nie ma mocy unieważnić małżeństwa gdyż, "kogo Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza". Pięknie odpisali biskupi niemieccy Bismarckowi, kiedy ten pienił się, iż dogmat nieomylności uczynił papieża władcą absolutnym: "Nie można stosować do papieża pojęcia monarchy absolutnego nawet w odniesieniu do praw kościelnych, gdyż podlega on prawu Bożemu i zarządzeniom, które Chrystus dał swojemu Kościołowi jako jego Boski założyciel, w przeciwieństwie do prawodawcy świeckiego, mogącego zmienić konstytucję państwową. Ustrój Kościoła opiera się we wszystkich swoich istotnych punktach na ustanowieniu Bożym i nie podlega ludzkiej samowoli". Pius IX oficjalnie podziękował niemieckiemu Episkopatowi za autentyczny wykład nauki katolickiej o prymacie papieża (breve z 2 marca 1875).

Czym jest władza w Kościele? Po prostu Chrystus zaufał ludziom, których uczynił pasterzami swojej owczarni. Zaufał im - mimo że są grzesznikami, tak jak wszyscy - iż władzy odpuszczenia grzechów będą używali tylko w służbie ludzkiego zbawienia, że będą prawdziwie głosili Ewangelię i nie będą jej przykrawali do ludzkich oczekiwań i wyobrażeń, że dyscyplinę kościelną będą starali się budować na prawie Bożym i zasadzie miłości.

Bóg oczywiście okazuje zaufanie w sposób nieskończenie głębszy niż człowiek. Okazując zaufanie, zarazem obdarza mocą, abyśmy mogli temu zaufaniu sprostać. Tą mocą jest sam Duch Święty, który nieustannie ożywia Kościół i nie tylko chroni go przed niewiernością radykalną, ale pozytywnie sprawia, że Kościół głosi prawdziwą Ewangelię Chrystusa i rzeczywiście prowadzi ludzi do zbawienia. Przekazanie władzy odpuszczania grzechów Chrystus zaczął od słów: "Weźmijcie Ducha Świętego". Duch Święty czuwa również nad tym, aby w Kościele Ewangelia była wyznawana i głoszona nieomylnie: "A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, Ten was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem" (J 14,26).

Jak wiadomo, w obietnicy danej Piotrowi - "Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie" - Kościół katolicki odczytuje m.in. zapowiedź nieomylności papieża jako nauczyciela wiary. Celowo przypomniałem, że analogiczną obietnicę otrzymali wszyscy apostołowie. Bo nieomylnie naucza Ewangelii nie tylko papież, ale również złączone z nim kolegium biskupów, nieomylna jest również wiara całego Kościoła, złączonego ze swoimi biskupami i papieżem. Prawdę tę przypomniał - warto o tym wiedzieć - ostatni Sobór. Następca Piotra jest bowiem znakiem jedności Kościoła, przez niego szczególnie ujawnia się nieomylna wiara Kościoła; wszakże jest to nie tylko jego wiara -- wiara, której naucza papież, jest wiarą całego Kościoła.

Oto odnośne teksty Soboru Watykańskiego II: "Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego, nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego Ludu, gdy poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich, ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów" (Konstytucja o Kościele, nr 12); "Choć poszczególni biskupi nie posiadają przywileju nieomylności, to jednak głoszą oni nieomylnie naukę Chrystusową, wówczas, gdy nawet rozproszeni po świecie, ale z zachowaniem więzów łączności między sobą i z Następcą Piotra, nauczając autentycznie o rzeczach wiary i obyczajów, jednomyślnie zgadzają się na jakieś zdanie, jako mające być definitywnie uznane" (tamże, nr 25).

Może nie wszyscy wiedzą, że ostatni Sobór w swojej nauce o papieżu jako szczególnym nauczycielu wiary poszedł dużo dalej niż Sobór Watykański I. Dogmat tamtego Soboru jest sformułowany niesłychanie ostrożnie, mówi tylko o nieomylności papieża, kiedy ten naucza ex cathedra. Sobór Watykański II poucza zaś, że "zbożną uległość woli i rozumu w sposób szczególny okazywać należy autentycznemu urzędowi nauczycielskiemu Biskupa Rzymskiego nawet wtedy, gdy nie przemawia on ex cathedra; trzeba mianowicie ze czcią uznawać jego najwyższy urząd nauczycielski i do orzeczeń przez niego wypowiedzianych stosować się szczerze, zgodnie z jego myślą i wolą, która ujawnia się szczególnie przez charakter dokumentów bądź przez częste podawanie tej samej nauki, bądź przez sam sposób jej wyrażania" (Konstytucja o Kościele, nr 25).

Jeśli bowiem Kościół jest - chce być - wspólnotą miłości, to nie można się targować o to, do jakiego punktu winniśmy posłuszeństwo ustanowionym przez Chrystusa pasterzom. Miłość ze swej natury przekracza prawa, nie łamiąc ich. Ewentualne trudności w osiągnięciu zgody miłość rozwiązuje raczej przez pogłębienie niż przez odwrócenie się albo rozejście.

Nieomylność ludu Bożego bierze się więc stąd, że wspólnotę Kościoła ożywia sam Duch Święty. Kościół nie może utracić swojej nieomylnej wiary, bo nigdy nie utraci Ducha Świętego: nie mogą przecież bramy piekła przemóc kiedykolwiek Kościoła Chrystusowego. Zarazem jednak obecność Ducha Świętego w Kościele jest przyćmiona przez nasze grzechy. Zatem i jedność Kościoła, w tym również jedność naszej nieomylnej wiary, jest zaciemniona naszymi grzechami. Szczególnym znakiem i widzialnym węzłem jedności Kościoła jest biskup Rzymu, następca Piotra. Wokół niego gromadzą się wszyscy biskupi wraz ze swymi owczarniami i wszyscy razem wyznajemy tę samą wiarę, co on. O to zaś, żeby wiara Piotra była prawdziwa, troszczy się sam Chrystus: "Szymonie, Szymonie - mówił do Piotra, zapowiadając jego niedługą apostazję -- oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę. Ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała wiara twoja. Ty więc, kiedy się nawrócisz, utwierdzaj braci swoich" (Łk 22,31); "Tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt 16,19).

To z woli Chrystusa Piotr jest w Kościele pierwszym nauczycielem nieomylnej wiary. Jemu powierzono klucze Królestwa, sam Chrystus nakazał mu utwierdzać braci w wierze. Zatem dar szczególnej nieomylności w nauczaniu wiary otrzymał Piotr ze względu na nas wszystkich: łączność z wiarą Piotra jest znakiem nieomylności wiary każdego z nas, jest świadectwem, że nie popełniamy błędu w rozumieniu bezbłędnego słowa Bożego.

Z wyrazami szacunku – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9998546 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC