MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Nieustannie myślę o śmierci



Długo nie mogłam zabrać się do pisania, bo nie wiem jak ubrać w słowa ten problem, z którym chodzę. To jest SMIERĆ. Nieustannie o niej myślę i boję się. Nie umiem cieszyć się życiem. Nie mam motywacji do podejmowania nowych wyzwań, do realizacji swoich marzeń. Bo wciąż mam w sobie świadomość śmierci, umierania, odchodzenia. Wszystko jest szare, koszmarne, beznadziejne. Takie bytowanie z dnia na dzień. Właśnie minęły ferie, a ja nigdzie nie wyjechałam. Mogłam i chciałam, a jednak uznałam, że to bez sensu, podobnie jak wszystko inne. Nie starcza mi czasu i siły, by tłumaczyć sobie sens życia. Pomocy!!!!!!!!!!!!!!!! Nie mam uzasadnienia dla optymizmu - w niczym. W wierze przede wszystkim. Moja wiara jest skrajnie indywidualistyczna - moja. Nie kroję sobie Boga na własne potrzeby, ale... dostosowuję go do siebie ... Prawie to samo? Nie będę już wierzyć tak jak kiedyś. Jednak wiara jest mi potrzebna. Czuję, że się oszukuję. Ale do starych uzasadnień swojej religijności wrócić nie mogę. A nowe nie dają mi sensu. To jest zawieszenie w NIEPEWNOŚCI. Trudno tak żyć. Gdzie w tym sens?
Ola



Chcąc wierzyć w Boga, konieczne jest odejście od tego, co jest sprzeczne z postępowaniem w wierze. Trzeba coś stracić, żeby odzyskać wiarę. Czy jest inne wyjście? Wydaje mi się, że nie ma, a przynajmniej ja takiego nie znam. Przyjmij zasady Pana Boga. Pozwól Mu być twoim Bogiem. Nie musisz Go stwarzać na swoje potrzeby. On już jest i chce być przyjętym takim, jaki jest. Może, dlatego, że nie wybierasz, tak bardzo się męczysz ze sobą i własnym życiem. Wiele spraw cię drażni, wyprowadza z równowagi, przypomina o czasie, który przemija, dlatego, że gryzie cię sumienie. Ty dobrze wiesz, co powinnaś zrobić. Więc to zrób! Stać cię na to! Nie chodzi o to, żebyś wierzyła jak kiedyś. Nikt z nas nie wierzy, jak dawniej. Doświadczenia zmieniają nas, również w stylu wyznawania wiary, myślenia o Bogu. Trzeba, tak mi się wydaje, pewne zasady wiary i moralności uznać za najlepsze dla siebie. Potraktować je, nie jako nakaz, lecz przywilej.

Nie wracaj do starych uzasadnień religijności. "Nowe wino należy lać do nowych bukłaków". Jesteś po przejściach, bolesnych doświadczeniach, rozczarowaniach a nawet frustracjach. To wszystko sprawia, że patrzysz inaczej na Boga, praktyki religijne, na samą siebie. Spróbuj te rzeczywistości połączyć. Swoje nowe myślenie, a także radość i ból doświadczeń dalekich i bliskich wlej w "bukłak" tego, że Bóg nie zrezygnował z miłości do ciebie. Okazuje się, że ty nie możesz żyć bez Boga. Życie cię męczy, wiele spraw wykańcza, nie znajdujesz odpowiedniej motywacji za życiem. Obudź się! Trzeba wybrać i na coś postawić. Wybór jest między pierwszeństwem miłości a pierwszeństwem namiętności; dominacją namiętności a dominacją życia duchowego; pierwszeństwem Boga a pierwszeństwem człowieka. Nie rzecz w tym, abyś rezygnowała z namiętności i człowieka, ale wybrała to, co pozwoli ci żyć, a nie przechodzić przez koszmar nieustannego szarpania się ze sobą. Te niepokoje, zdegustowanie wewnętrzne, to sumienie. Pan Bóg upomina się o ciebie. Nie pozwoli ci odejść, ponieważ pogrążyłabyś się w rozpaczy.

Pamiętam w modlitwie – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9105739 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-05-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC