MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Żyje w grzechu ciężkim



Jak pomóc człowiekowi młodemu, który żyje w grzechu ciężkim z drugą osobą i tego nie widzi?
Kasia



Można człowieku pomóc wtedy, kiedy w nim będzie świadomość grzechu. Ważne byłoby zrozumienie, czy dlatego nie widzi grzechu, że nie ma określonej wiedzy religijnej, czy też dlatego nie widzi, że nie chce zobaczyć? Może też nie widzi, ponieważ stan jego wiary, nie pozwala dostrzec grzechu we własnym postępowaniu. Należy wziąć pod uwagę i taką wersję, że nam się wydaje, iż młody człowiek nie widzi swojego grzechu. On wie, że postępuje niezgodnie z Bożym przykazaniem. Sama jednak wiedza, jaką posiada nie jest siłą wystarczającą do wyjścia z uzależnienia przez grzech.

Możemy patrzeć i nie widzieć, ponieważ nasze serce jest zamknięte na Bożą miłość. Jedynie miłość Boga otwiera człowiekowi oczy na siebie samego. Otwarcie na Boga sprawia, że zyskujemy taką świadomość. Im dalej jesteśmy od Boga, tym mniejsza jest w nas świadomość własnej grzeszności. Żeby odczuwać grzech, trzeba być w relacji do Boga. Bóg powinien stać się dla mnie ważny czy wręcz najważniejszy, abym kierował się Jego przykazaniami a tym samym pozwolił się prowadzić w tym życiu.

Grzech, to nie tylko względna niedoskonałość, lecz pęknięcie, nie tylko błąd, lecz odłączenie się od Boga. Jeśli człowiek uznaje istnienie Boga i szatana, to tym samym powinien uznać łaskę i grzech. Ktoś powiedział, że "pełna świadomość grzechu nie istnieje w chrześcijaninie-grzeszniku, nawet właściwie oceniającym samego siebie, lecz jedynie w chrześcijaninie skruszonym". Stosunek człowieka do Boga odsłania przewinienie. Jeśli będzie on słaby lub żaden, nie będzie problemu w kwestiach moralnych, nie będzie miejsca na odczuwanie bólu serca i niepokoju w sumieniu powodowanego grzechem.

Jeśli człowiek nie odkryje, że jest Ktoś (Bóg), kto bardzo cierpi, ponieważ bardzo go kocha, a cierpi, dlatego że osoba kochana czyni to, co jest przeszkodą w ich spotkaniu się, w wolności człowieka, w jego umiejętności odpowiadania miłością na miłość, wówczas pozostanie nadal obojętny. Jednym z ciężkich grzechów człowieka naszego czasu jest grzech obojętności na Boga i Jego przykazania. Człowiek nie będzie chciał wyzwolenia z grzechu dopóty, dopóki nie odkryje, nie poczuje w sobie tego, że grzech czyni go niewolnikiem zła, osobą uzależnioną od własnych namiętności. Co zrobić, żeby poczuć swoją "wielką winę"? Potrzeba spotkać Jezusa osobiście i pozwolić, aby On mówił do mnie. Konieczne jest zainteresowanie słowem Bożym. Ważna jest obecność w "miejscu świętym", w świątyni, w jej ciszy przed Najświętszym Sakramentem.

Nie jestem sam w tym świecie. Są rzeczywistości widzialne i niewidzialne (duchowe). Materia nie jest bytem rozumnym, który dał początek wszystkiemu włącznie z człowiekiem. Żyjemy krótki czas na tej ziemi, a potem sąd Boży. Przed człowiekiem piekło, niebo lub czyściec (stan przejściowy do nieba). Człowiek sam wybiera stan życia w wieczności przez to, jak żyje na ziemi. Mam wrażenie, że nie tyle brakuje młodemu człowiekowi łaski wiary ile nie podejmuje refleksji w podstawowych sprawach. Nie stawia pytań choćby w rodzaju: skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Wierzę w Boga, czy też nie uznaję Jego istnienia? Jeśli zaś wierzę, to On wzywa mnie do określonych postaw, na które to wezwanie zobowiązany jestem, jako człowiek wierzący, dać odpowiedź.

Przykazania Boga nie są ciężkie dla tych, którzy Jego kochają. Podobnie jak pielęgnacja dziecka nie jest ciężka dla matki, która bardzo je miłuje. Żeby człowiek mógł poznać grzech, musi nad nim czynić pokutę. Wówczas, gdy pokutujemy za swoje grzechy, poznajemy je i cały ich dramat, okrucieństwo wobec Boga i samego siebie, a także tych ludzi, z którymi jestem w relacjach, ponieważ mój grzech ma zawsze wymiar społeczny. Żeby odkryć swój grzech muszę poczuć, że on jest dla mnie ciężarem, czymś, co uwiera w sercu, w duszy. Potrzeba poczuć go jako obce ciało, z którym nie można normalnie żyć, cieszyć się codziennością. Konieczne jest poznanie, że grzech wprowadza człowieka w pozory (iluzję) odczuwania szczęścia, radości i przyjemności. Człowieka nie można "do końca" zdeprawować. Mieszka w nim Bóg, choćby człowiek popełniał grzechy ciężkie. Przez grzech odcinamy się od Boga, ale On z nas nie rezygnuje, dlatego szczypanie i gryzienie w sumieniu jest niejednokrotnie naszym doświadczeniem upominania się Jego o nasze życie.

Potrzebna jest modlitwa i pokuta w intencji młodego człowieka, ale i rozmowa. Nie może ona zawierać moralizowania lub straszenia, w sensie: "Powinieneś zerwać z grzechem, ponieważ Bóg cię za to skaże, możesz zostać potępiony". Im mniejsza wrażliwość na Boga, na Jego miłość, tym samym mniejsza wrażliwość na grzech. Tam, gdzie młody człowiek spotyka się z upominaniem w kwestiach wiary, przypomina, że to on, jest "kowalem własnego losu" i sam odpowiada za siebie. Wydaje się, że niekiedy nie ma innej możliwości, jak towarzyszenie modlitwą i pokutą osobie, której pragniemy pomóc, lecz ona nie chce żadnej pomocy od nas. Modlitwa i cierpliwe czekanie.

Człowiek żyjąc w grzechu kieruje się tym, co dla niego teraz wygodne, albo przyjemne. W jakimś momencie życia powinien on dokonać wyboru Boga, jako swojego Boga. To nie jest już Bóg jedynie rodziców, dziadków, mojej rodziny, ale ja w Niego wierzę i ja świadomie i dobrowolnie Jego wybieram. Chcę kierować się przykazaniami, jakie nam dał. Wierzę w życie wieczne, wierzę w miłość Bożą, wierzę, że sakramenty w Kościele są miejscem uświęcenia i zbawienia człowieka.

Mam taką świadomość, że każdy człowiek posiada czas odejścia, ale i powrotu do Chrystusa. Być może ten młody człowiek przeżywa czas buntu, negacji autorytetów i wątpliwe jest to, czy posłucha osoby, która naprawdę chce go ukierunkować na Jezusa Chrystusa. Można mu zaproponować udział w pielgrzymce pieszej na Jasną Górę, udział w rekolekcjach zamkniętych z osobą, z którą żyje w grzechu. Przy wielu parafiach są wspólnoty ludzi wierzących, które pomagają słabym w wierze. Mają miejsce spotkania dyskusyjne, gdzie można uzyskać odpowiedź na wiele pytań z zakresu wiary i moralności.

Nie tyle chodzi w takiej rozmowie z młodym człowiekiem jest nawracanie, lecz dzielenie się tym, czym dla mnie jest wiara w Boga. Być może środowisko, w którym on żyje, nie jest przekonywujące w sprawach wiary. Może być i tak, że nie chce stawiać sobie wymagań, ponieważ inni ich sobie nie postawili. Jest taka tendencja, aby upodabniać się w swoim postępowaniu do innych, swoisty czas "mody na życie w grzechu", jako sprzeciw wobec księży, którzy wprowadzają ograniczenia i dyktują ludziom to, co jest dobre, a co złe. Tymczasem sprawy mają się inaczej. Księża mówią to, czego oczekuje od nas wszystkich Bóg. To Bóg, który pragnie, aby człowiek żył według Jego praw i przykazań, upomina się o to, byśmy chodzili Jego drogami. "Kładę przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybieraj!"

Dokonywania wyborów trzeba człowieka uczyć, ale też młody człowiek powinien chcieć się uczyć tego, co będzie służyło jemu i osobom najbliższym. Gdy lekceważymy Boże przykazania może przyjść czas wstrząsu. Przez pewne bolesne wydarzenia Bóg nie karze człowieka, lecz przypomina o tym, że jest Miłością. Doświadczenie cierpienia nie jest rewanżem Boga, lecz konsekwencją dokonywanych przez człowieka wyborów niezgodnych z zamysłem Boga. Nie żyjąc według przykazań sprowadzamy na siebie określone cierpienie. Dlaczego? Czy to jest "zemsta" Boga? W żadnym wypadku. Bóg stwarzając nas wpisał w naszą naturę prawa, które powinny być przestrzegane. Ta powinność wynika z Miłości. Weźmy takie przykazania: "Nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu". Nie przestrzeganie ich prowadzi człowieka do cierpienia. Przez to cierpienie Bóg przypomina o swoim istnieniu, o miłości, o naruszeniu harmonii aktu stwórczego, o tym, że za człowieka cierpiał, umarł i zmartwychwstał. Obojętność na przykazania jest równoznaczna z lekceważeniem Boga.

Może warto byłoby zaproponować temu człowiekowi przeczytanie książki, która będzie zawierała opisy życia ludzi, którzy przeszli drogę od niewiary do wiary, od życia w grzechu do nawrócenia? Proszę, znając go, szukać w swoim umyśle i sercu takiego sposobu dotarcia do niego, który może okazać się skuteczny. Powierzam go modlitwie wszystkich czytelników "Przemiany", a przede wszystkim opiece Niepokalanej Maryi Dziewicy.

Serdecznie pozdrawiam – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9998569 * Liczba gości online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC