MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zrozumieć mówiącego Boga



Ostatnio jednak w moim życiu zdarzają się bardzo dziwne rzeczy - tajemnicza choroba, równie dziwne jej ustąpienie, nietypowe zbiegi zdarzeń. Mam wrażenie, że to Bóg do mnie mówi, głośno i już niecierpliwie, potrząsa mną mówiąc "obudź się", ale niestety jakimś niezrozumiałym dla mnie językiem. Czuję się jak widz sztuki przedstawianej specjalnie dla mnie, ale której sensu nie pojmuję. Znajomi sądzą, że Pan Bóg ze mną rozmawia, że znam Jego "tajne plany", że cierpienie i wszystko, co się dzieje ma dla mnie inny - duchowy sens, a ja z jakiejś świętej pokory nie mówię im o tym. Ale tak nie jest - ja naprawdę nie mam pojęcia, o co chodzi. Jestem ślepa, zupełnie, mam mętlik w głowie i to przejmujące wrażenie, że powinnam rozumieć, a ja nic. Co w takiej sytuacji powinno się robić? Czy to możliwe nie zrozumieć mówiącego do nas Boga? Przecież On wie, że nie rozumiem. Czy mam krzyczeć "Dominus ut videam", czy może lepiej dać spokój, powierzyć to wszystko Jemu i przestać się zastanawiać? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie i pamiętam w modlitwie.
Ola



Wierzę, że jest tak, jak piszesz. Wszyscy wokół Ciebie wiedzą, że Bóg ingeruje w Twoje życie, coś ważnego mówi, traktują Cię jak osobę uprzywilejowaną, a Ty jesteś w wielkim wewnętrznym zamęcie i nie wiesz, na jakiej podstawie te wnioski wyprowadzają. Co w takiej sytuacji robić? Stawiaj Bogu konkretne pytania, a następnie "wchodź w ciszę". Nasłuchuj odpowiedzi w swoich myślach, odczuciach, uczuciach, jakie mogą się po tym zrodzić. Dopytuj się, jak czynimy to wówczas, gdy z kimś rozmawiamy, a nie jest do końca jasne, co druga osoba mówi. Rozeznawaj na modlitwie, jeśli nie jesteś pewna, czy to, co usłyszałaś faktycznie pochodzi od Boga.

Są tzw. "Reguły o rozeznawaniu duchów". Służą one wg. Św. Ignacego Loyoli do "odczucia i poznania w pewnej mierze różnych poruszeń, jakie występują w duszy: dobrych po to, żeby je przyjąć, a złych, żeby je odrzucić" (Ćwiczenia duchowne, 313). Te "poruszenia", nazywane pocieszeniami lub strapieniami, są miejscami oddziaływania różnych duchów: dobrego i złego.

To, co jest ważne to fakt, że "starasz się żyć blisko Boga". I druga sprawa, że Bóg mówi do Ciebie "głośno, a nawet niecierpliwie". Rozeznawaj, do czego Cię zachęca lub, przed czym usiłuje Cię powstrzymać. Dużą pomocą może okazać się lektura książek: W. Królikowski, "Rozwój duchowy", Kraków 2005; J. Augustyn, "Adamie, gdzie jesteś", Kraków 1996.

Jak rozumieć to, co mówi Bóg? To kwestia porywu serca, to odczucie tego, który się czuje kochany. Dla wielu osób próba poznania tego, co mówi Bóg, jest źródłem prawdziwej udręki. A udręka nie pochodzi od Boga. Nawet w sytuacjach skomplikowanych i trudnych możemy żyć w pokoju serca, bez lęku. Wola Boża jest zawsze prosta i jasna i możliwa przez nas do spełnienia. Kluczowe znaczenie ma osobisty rozwój w wierze. Pragnąć pełnić wolę Bożą oznacza, wypełnić Boże upodobanie, Boże pragnienie. Szukaj w sercu to, co się Bogu podoba. Jego wola jest zamysłem, jaki ma wobec nas, naszego życia. To, czego oczekuje od nas Bóg odnajdujemy w naszych szlachetnych, dobrych pragnieniach i aspiracjach.

Nie można szukać zrozumienia tego, co mówi Bóg, nie podejmując tematu pragnień, jakie rodzą się w nas. Bóg jest twórcą naszych pragnień. On mówi przez wszystkie nasze pragnienia. Ważna jest ich treść, intensywność oddziaływania oraz częstotliwość pojawiania się. Pragnienia mają podstawowe znaczenie w naszym życiu, nie tylko biologicznym, ale i duchowym, w relacjach z innymi.

Gasząc pragnienie, gasimy życie. Nie można zniszczyć, zabronić pragnienia, bo to oznaczałoby śmierć dla życia. Nie możemy też pragnąć byle czego. Pragnienie jako takie nie może zmierzać jedynie do zaspokojenia przyjemności człowieka.

Należy odróżniać potrzeby od pragnień. W potrzebach zawierają się takie sprawy jak jedzenie, spanie, ubieranie się, odpoczynek. Ludzka potrzeba nie jest tylko zjawiskiem biologicznym. Sposób, w jaki je przeżywamy wskazuje na naszą głębię lub płyciznę życia wewnętrznego. Z różnych powodów tłumimy, gasimy, zabijamy nasze pragnienia. Dzieje się tak, gdy wydają się być dla nas niebezpieczne, lub pociągają za sobą zachowania ryzykowne, lub mogą zapanować nad nami. Człowiek boi się podejmowania ryzyka, angażowania uczuciowo, żeby nie cierpieć. Ucieczka od pragnień odnoszących się do człowieka wskazuje na ich niezrozumienie. Każde nasze pragnienie docelowo jest ukierunkowane na Boga, powinno nas do Niego prowadzić.

Niszczenie pragnień odnoszących się do życia codziennego, ludzi, samych siebie skazuje nas na niedorozwój duchowy, ponieważ pragnienia niosą w sobie siłę i prawdę. Traktowanie myśli, uczuć, pragnień (również tych odnoszących się do zaspokojenia potrzeb seksualnych) z lekceważeniem sprawia, że to, co jest lekceważone, obraca się przeciwko nam, staje się siłą i wartością zdeptaną. To, co zdeptane, może stać się koszmarem w naszym życiu.

Wydaje się, że Bóg zabrania pragnień. Niektórzy preferują pogląd, że trzeba pełnić wolę Bożą, nie zwracając uwagi na własne pragnienia. Inni twierdzą, że to, iż są szczęśliwi, jest znakiem nie wypełniania przez nich tego, czego oczekuje Bóg. Za każdym szczęście realizowanym i przeżywanym w prawdzie i miłości jest obecny Bóg. Szczęście, to nie brak problemów, lecz umiejętność odczytywania i pełnienia tego, "co Bogu miłe i co doskonałe".

Żeby nas nie dopadła duchowa ślepota potrzebujemy ćwiczyć się w obcowaniu z Bożymi sprawami, potrzebujemy ćwiczyć się, chcieć każdego dnia systematycznie szukać znaków, które Pan Bóg nam daje. Być może nic nie dostrzeżemy, ale sam wysiłek, sama próba przeanalizowania dnia, tego wszystkiego, co się wydarzyło, właśnie z intencją, żeby wychwycić wszystkie te wskazówki, które Pan Bóg nam dał, Jego język, Jego słowa - to sam ten wysiłek już ćwiczy w nas wrażliwość serca na Boga, który przemawia. Gdy nasza wrażliwość wejdzie przez rozważanie Słowa Bożego, milczenie ze względu na Pana, kontemplację Jego Oblicza, wsłuchiwanie się w to, co mówi w naszym sercu, będziemy zdolni odczytywać Jego mowę.

Trzeba prosić: "Panie, abym przejrzała, usłyszała i Ciebie rozumiała". Proszenie jest metodą otwierania swojego serca na szukanie, poznanie i przyjęcie tego, co mówi Bóg. Gdy starasz się żyć blisko Boga, oznacza to, że żyjesz blisko samej siebie, blisko swoich myśli, pragnień, wspomnień, wyobrażeń. Nie boisz się również tego, co Bóg Tobie pokaże. Jest czas rozumienia i czas niezrozumienia tego, co mówi Bóg. Praktykuj medytację ewangeliczną, posługuj się w niej wyobraźnią, dla zobaczenia zachowań Jezusa. Wówczas możesz zobaczyć więcej obrazów i więcej usłyszeć słów, niż zapisano w Ewangelii. Twoje wejście w teksty Ewangeliczne stopniowo będzie prowadziło do uczenia się odczytywania języka, jakim Bóg się posługuje. Dobrze byłoby, abyś korzystała z kierownictwa duchowego. To z kierownikiem duchowym konfrontujemy to, co jest naszym odczuciem, pragnieniem myślą, która pojawiła się podczas rozeznania. Szukamy wraz z nim tego, co Bóg mówi. Dobrym początkiem może być wyjazd na Ćwiczenia ignacjańskie do Ojców Jezuitów (szczególnie proponuję Częstochowę lub Gdynię). Przytoczę jeszcze ważne słowa św. Augustyna: "Dajcie mi człowieka, który kocha, a on zrozumie, co mówię". Kochając, wiemy, co mówi ten, którego kochamy, nawet wtedy, gdy milczy.

Pozdrawiam serdecznie – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 8812598 * Liczba gości online: 36 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC