MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Załamuję się nerwowo



Onanizm zaczął się u mnie bardzo wcześnie, w wieku kilkunastu lat. Są to lata, które chciałbym wymazać z mojej pamięci. Pamiętam tylko jak biegałem od kiosku do kiosku szukając jakiegoś kalendarza z nagimi kobietami. Wtedy robiłem to nawet kilka razy dziennie. Trwało to bardzo długo. Ożeniłem się. Myślałem, że jak będę miał żonę to w końcu nie będę się musiał onanizować. Ale widać musi być inaczej. Moja żona nie lubi seksu. Najlepiej jakby go w ogóle nie było. Nie czuje takiej potrzeby. Kocha się ze mną raz, czasami dwa razy w miesiącu. Onanizując się, oskarżałem ją za to. W tej złości i goryczy dalej to robiłem. Psychika mi powoli siadała. Mój stosunek do żony się zmienił. Nie jestem już na nią taki zły. Prawie się z tym pogodziłem. Może to jest właśnie mój krzyż tu na ziemi. Chyba tak. Bo jest on bardzo ciężki. Czasami naprawdę nie mam siły już by walczyć. Brzydzę się tym grzechem okropnie. Mam straszne wyrzuty sumienia. Przez to załamuję się nerwowo. Przed każdą spowiedzią (kilka dni wcześniej, już na samą myśl o spowiedzi dostaję strasznej nerwicy, boleści brzucha itp). Nie podaję się i idę do spowiedzi prosząc dalej o łaskę uzdrowienia dla mnie i żony.

Rok temu, wytrzymałem przez 6 miesięcy. I teraz widzę, że jest to możliwe. Ale to jest okropny nałóg. Wraca jak bumerang z coraz większą siłą. Jestem bardzo, ale to naprawdę bardzo nerwowy. W zasadzie nie mogę normalnie pracować, czy myśleć. Zaczynam się kłócić. Wszystko mnie drażni. Tylko, dlatego, że nie chcę popełnić onanizmu. I próbuję wytrzymać. I wiem, że już będę za parę chwil z żoną i skończy się ta udręka. Lecz moja żona dalej nie ma ochoty. W tym całym rozgoryczeniu włączam lubieżny film (…). Ale to wcale nie jest przyjemne, gdyż po minucie mam już takie wyrzuty sumienia, że trudno dalej jest mi żyć. Znowu czuję potrzebę spowiedzi, ale znowu się wstydzę, że nie dałem rady, że upadłem.

Jak z tym żyć, jak? Dziś chciałbym pójść na mszę o uzdrowienie chorych. Pójdę do spowiedzi. Tak bardzo jej potrzebuję, a tak bardzo się wstydzę i przez to boję. Dlatego strasznie mnie zło zatrzymuje, abym nie szedł do kościoła, a zwłaszcza do spowiedzi, że wszyscy w kościele usłyszą moje grzechy, mój brud i będę pośmiewiskiem dla nich. Boję się śmierci. Boję się, że gdybym dziś miał stanąć na sądzie przed Panem Bogiem, to nie miałbym nic na swoją obronę. Czasami pocieszam się, że jestem raczej dobrym człowiekiem. W miarę możliwości staram się innym pomóc. Jestem bardzo czuły na krzywdę ludzką. I gdyby nie ten grzech, to na pewno dziś bym był szczęśliwszym człowiekiem. Codziennie odmawiam z rodziną Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Przeczytałem Dzienniczek Siostry Faustyny, Ojca Pio. I czuję, że grzech ten, to jest mój krzyż, który muszę dźwigać, dlatego często proszę Matkę Bożą o to, aby była przy mojej śmierci, abym nie odszedł z tego świata w grzechu, abym mógł przed spotkaniem z Bogiem przyjąć Ciało i Krew Pana Jezusa Chrystusa do swojego serca.
Rafał



Panie Rafale!

Można po masturbacji przystąpić do Komunii św. bez spowiedzi wtedy, gdy człowiek jest w stanie nałogu, uzależnienia, kompulsji, czyli wewnętrznego przymusu. Pan rzeczywiście nie może się opanować. Jest dobra wola, lecz przymus do rozładowania napięcia seksualnego okazuje się silniejszy. Nie popełnia Pan grzechu. Grzechem jest dobrowolność. U Pana tego nie ma. Pan jest wpychany, zmuszany do masturbacji przez przyzwyczajenie. To jest nałóg. W takiej sytuacji na odpowiedzialność moralną patrzymy oceniając stopień dobrowolności człowieka. "Grzech, jest to świadome i dobrowolne przekroczenie przykazania Bożego lub kościelnego".

Dlaczego może Pan przystąpić do Komunii świętej? Ponieważ Panu bardzo zależy na tym, by przyjąć Jezusa w Komunii świętej; bardzo zależy na tym, aby nie popełniać masturbacji. Pan naprawdę kocha Boga i pragnie Komunii świętej. W tej sytuacji masturbacja nie jest motywowana przyjemnością, lecz koniecznością. To jest kolosalna różnica zmieniająca ocenę moralną. Trudno jest być odpowiedzialnym przed Bogiem za takie czyny, których człowiek nie chce, a popełnia. Proszę się nie oskarżać tak surowo. Co można było zrobić wcześniej i teraz? Zgłosić się do seksuologa i poprosić o lek zmniejszający potencję, zmniejszający poziom testosteronu, mający bezpośredni wpływ na potrzeby seksualne. To jest dla Pana konkretne wyjście.

Proszę nie oskarżać ani siebie, ani żony. Zasady moralne w Kościele katolickim nie są po to, aby udręczyć człowieka, lecz pomóc mu być blisko Boga i swojej rodziny, osób bardzo kochanych. Pańskie potrzeby seksualne są większe, szczególne. Stąd domaganie się od żony współżycia było i jest sprawą zrozumiałą. Z drugiej strony, rozumiem Pańską żonę, która nie mając tych potrzeb o takim nasileniu jak Pan, przeżywała dyskomfort psychiczny, kiedy musiała współżyć. Niektóre kobiety zgadzają się dla dobra swoich mężów. Można i tak.

Proszę nie myśleć jeszcze o śmierci. Jest Pan młodym człowiekiem, który ma, dla kogo żyć. Nie należy patrzeć na sąd Boży w chwili śmierci, przez pryzmat masturbacji. U Pana nie jest to grzech ciężki. Bóg widzi staranie, troskę, chęć uwolnienia się. On jest Ojcem Miłosiernym. Trudno mi powiedzieć, jakie czynniki jeszcze mają wpływ na Pańskie potrzeby seksualne. Napięcie psychiczne, życie w stresie i ogromnym poczuciu winy popycha do kolejnych masturbacji. Może warto byłoby skorzystać z pomocy psychologa, w tej właśnie sprawie?

Jest Pan bardzo dobrym człowiekiem, niezwykle wrażliwym. Pańska wrażliwość, życie w bardzo silnym stresie powodowanym ogromnym poczuciem winy przed Bogiem, może być przyczyną tego, że nagromadzenie się wielu przeżyć daje odczucie i konieczność odreagowania napięcia. Organizm zna jedną drogę sprawdzoną, to jest masturbacja.

1. Może Pan spowiadać się raz w miesiącu, (jeśli jest pragnienie, aby spowiedź miała miejsce, co tydzień, proszę iść za takim pragnieniem, czy głosem własnego sumienia)

2. Z całą odpowiedzialnością chcę powiedzieć, że będąc w stanie nałogu masturbacji, nie popełnia Pan grzechu masturbując się

3. Masturbacja nie jest u Pana problemem moralnym, lecz zdrowotnym (kwestia nadmiernej nadpobudliwości seksualnej, wrażliwości uczuciowej)

4. Im mniej będzie się Pan koncentrował na masturbacji w sensie psychicznym, jako największym swoim problemie, ona przestanie być odczuwana, jako potrzebna. Będzie stopniowo zanikała presja, przymus z nią związany.

5. Wskazane jest skorzystanie z porady seksuologa i psychologa. Warto pamiętać, że niektórzy seksuolodzy i psycholodzy w masturbacji nie widzą problemu, lecz wręcz ją zalecają. Zachęcam, jeśli Pan zdecyduje się odwiedzić jednego czy drugiego specjalistę, warto korzystać z porady u człowieka, który generalnie rzecz biorąc, nie traktuje masturbacji jako dozwolonego "sportu", lecz poważnie traktuje jako problem moralny osoby wierzącej.

6. Problem masturbacji jest traktowany w moralności chrześcijańskiej, jako problem czystości. Czystość natomiast nie jest najważniejsza w naszym życiu, lecz miłość Boga i człowieka. Proszę zobaczyć, jak bardzo kocha Pan żonę i swoje dzieci, pomaga ludziom potrzebującym. O tę miłość będzie Bóg pytał.

7. Bóg nie chce, żeby Pan zszarpał swoje nerwy. Jeśli przeżywanie poczucia winy tak Pana wykańcza, wyniszcza nerwowo, oznaczać to może jedno, że Pańskie poczucie winy jest chore, nieuzasadnione, przesadne. Dobre poczucie winy nie niszczy człowieka w jego delikatnej tkance, jaką jest psychika. U Pana nerwy są jakby pod skórą, na wierzchu. Bardzo Pan cierpi. To słychać dokładnie z listu.

8. Jeżeli nie skorzysta Pan ze wskazanych specjalistów, to proszę w aptece kupić leki ziołowe na uspokojenie. Jest to mały środek, ale może, choć trochę będzie pomocny.

Pozdrawiam Pana serdecznie i zapewniam o modlitwie w intencji całej Pańskiej rodziny. Z wyrazami szacunku – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9472830 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC