MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Namiętności i cielesność



Czy może mi ksiądz wyjaśnić na czym polega właściwe odnoszenie się do namiętności i cielesności. Mam czasem wątpliwości czy właściwie te sprawy rozumiem. Właściwe postrzeganie, odkrywanie swojej seksualności, które są jedną z ważniejszych sfer życia człowieka, mam wrażenie, że łatwo się w tym zagubić, a nieumiejętne pojmowanie tych spraw czasem może prowadzić do nerwic seksualnych, czasem też prowadzą do takich blokad w psychice, które uniemożliwiają zajście w ciążę w małżeństwach, które budowane były na miłości i szacunku. Natura kobiet jest bardziej skomplikowana niż mężczyzn. Chciałabym wiedzieć, co ksiądz myśli na ten temat.
Serdecznie pozdrawiam - Magda



Właściwe odnoszenie się do namiętności i cielesności polega na podporządkowaniu ich duchowi. Chodzi o to, żeby wszystkie, rozbrykane w różnych kierunkach siły człowieka - cielesne, psychiczne, duchowe - skupiać ku jednemu: na służbę prawdzie, dobru, ludzkiej godności, jednym słowem - w kierunku Boga, bo On jest Źródłem tego wszystkiego, co naprawdę ma sens. Chodzi o to, żeby nie cofać się nawet przed dużą ofiarą, nawet przed trudną walką, jeśli alternatywą miałaby być niewierność dobru. Chodzi również o to, żeby również w naszym ciele wyrastały te ziarna, które zasiał w nim Prawdziwy Rolnik, żeby nasze ciało nie było ugorem, na którym działa siewca nocy. Św. Ambroży pisał, "Jeśli ciało sprzeciwia się duchowi i nie jest podległe jego kierownictwu i rozkazom rozumu, to jest ono ziemią obcą, nie opanowaną przez Tego, kto ją powinien uprawiać, toteż nie może wydawać owoców: miłości, cierpliwości, pokoju".

Tam, gdzie są namiętności i cielesność, myślimy o przyjemności. Przyjemność sama z siebie jest czymś pożytecznym. Jeśli jednak nie jest kontrolowana, może prowadzić człowieka do zapomnienia o jego zadaniach i zobowiązaniach, aż do zniszczenia jego ducha. Namiętności i cielesność prowadzą człowieka do zaspokojenia określonej jego potrzeby. Potrzeba stwarza stan napięcia, który, gdy jest rozładowany przez zaspokojenie. Wytwarza pewnego rodzaju przyjemne poczucie ulgi. Przyjemność płynącą z namiętności i cielesności nie można uważać za cel, ani też następstwo prowadzące do osiągnięcia celu.

Jeśli z obszaru przeżywania namiętności i cielesności eliminujemy obiektywne wartości i zaczyna brakować hierarchii wartości i nie wykraczamy w tych doświadczeniach (doznaniach) poza cielesny wymiar życia, nie zauważając wymiaru duchowego, to przyjemność jest pozbawiona właściwego znaczenia. Namiętności, cielesność powinny być przeżywane "z powodu kogoś i czegoś". Nie szukamy w cielesności przyjemności dla niej samej. Przyjemności doświadczamy, gdy osiągamy zamierzony cel. Jest ona konsekwencją czy efektem czegoś, ale nie może być celem życia. Człowiek szukając przyjemności dla samej przyjemności zniszczy w sobie jej odczuwanie. Zatem, dążymy do wartości, które następnie prowadzą nas do przyjemności. Przyjemność bez odniesienia do wartości nie ma znaczenia.

Zaspokajając namiętności i potrzeby cielesne w sposób czysto fizyczny pozbawiamy naszą ludzką naturę energii miłości. Relacja seksualna nie oparta na wartościach, lecz jedynie na kontakcie seksualnym rodzi odczucie głębokiego niezadowolenia. Gdy kobieta stawia pytanie mężczyźnie: "Czy mnie kochasz?", chce bardzo wyraźnie zaznaczyć "Pragniesz mnie czy mojego ciała?"

Nie można w intymnych relacjach dwojga osób widzieć tylko stronę cielesną, oddzielając ją od strony emocjonalnej, umysłowej i duchowej. Relacja wyłącznie cielesna między osobami jest zachowaniem chorobliwym, ponieważ seksualność jest przeżywana jak narkotyk prowadzący do samozadowolenia, pozbawiony jakiejkolwiek wymiany uczuciowej.

Szczęście nie polega na zaspokajaniu pragnienia cielesnego, ponieważ to nie uwalnia nas od niego, lecz sprowadza nowe pragnienie, dla powtórzenia przyjemności. Konieczna dawka przyjemność jest większa z dnia na dzień, dlatego, że każda przyjemność cielesna jest podporządkowana prawu zmniejszania się zainteresowania. Korzystając z uroku namiętności i cielesności wchodzi niepostrzeżenie w doświadczenie frustracji i nudy.

Asceza w odniesieniu do namiętności i ludzkiego ciała jest konieczna. Może ona jednak prowadzić do wzrostu niepokoju i braku spontaniczności. Nie można uznać sfery cielesnej i zmysłowej za zbędną i niepotrzebną, czy też przeszkadzającą w duchowym wzrastaniu. Nieprawidłowa asceza może wygasić w człowieku jego dynamizm i doprowadzić do nienaturalnych zachowań. Niektórzy podając dłoń, obawiają się, żeby ktoś jej dłużej nie zatrzymał w swojej, więc podają ją w sposób beznamiętny, bez wyrazu, bez jakiegokolwiek dobrego zaangażowania w przywitanie, któremu towarzyszą zawsze określone namiętności.

Nadmierne akcentowanie tego, co dotyczy seksualności, oznacza równocześnie, że grzechy seksualne są odczuwane jako "cięższe" od tych przeciwko sprawiedliwości, dokonane w sposób rozmyślny.

Nie należy bać się instynktu, ponieważ lęk czyni nas słabszymi i bardziej uległymi w konfrontacji z tym instynktem. Należy praktykować ascezę miłości dla ciała, a nie nienawiści względem niego. Energie ciała nie powinny być tłumione, lecz rozwijane; należy pozwolić nieść się ciału, a nie bić go. Barbarzyństwem wobec ciała, jest postawa człowieka, który otrzymał talent i zakopał go - zachował się on w sposób poprawny, nikogo nie oszukał ani niczego nie roztrwonił, prowadził życie człowieka poczciwego, unikał niebezpieczeństw i przeciwności. Ważną rzeczą dla niego była bojaźń Boża. Jest to dostatecznie jasne, ponieważ ten, kto postrzega rzeczywistość cielesną przede wszystkim jako niebezpieczeństwo, musi w sposób szczególny postrzegać namiętności i cielesność jako zagrożenie. Nie namiętności i cielesność są złą rzeczą, lecz ich złe używanie w relacji duchowej. Nie należy też namiętności i cielesności mieszać z diabłem.

Bardzo ważną sporawą jest harmonia między namiętnościami, cielesnością a duchem, ponieważ celem życia chrześcijańskiego nie jest "uduchowienie", lecz taki sposób życia, który uznaje wartość cielesności i namiętności, pamiętając, że ciało, podobnie jak duch, jest przeznaczone do zmartwychwstania.

Namiętności, naszą cielesność nie tyle trzeba opanować, lecz ją przemienić. Należy odkrywać, jakie tęsknoty są przyczyną określonych moi namiętności. Za wieloma namiętnościami, jest pragnienie odczuwania radości. Trzeba, zatem uczyć się cieszyć z drobnych, prozaicznych spraw, a także pozwolić sobie na dobre, dozwolone przyjemności. Celem życia duchowego jest umiejętność czerpania przyjemności, jaką daje nam relacja z Bogiem. Kto odmawia sobie każdej przyjemności, nie doświadczy Boga takiego, jakim On chce się objawić. "Prawdziwa asceza nie polega na rezygnacji, lecz na ćwiczeniach w stawaniu się człowiekiem oraz na nauce odczuwania przyjemności" (A. Grün). Podobnie jest z naszym popędem seksualnym, potrzebami cielesnymi. Zamykamy go w sobie, obawiając się, że zagraża naszemu życiu i relacjom z innymi. Pozbawiamy się w ten sposób siły, obecnej w ludzkiej seksualności, koniecznej dla umocnienia duchowego, entuzjazmu i radości. Religijność nie każe nam tłumić nasze namiętności i naszą cielesność. Tłumienie, bowiem mogłoby doprowadzić do ciągłej obawy, że prędzej czy później zostaniemy opanowani przez żyjące w nas żądze seksualne.

Nie jest właściwym myślenie, że popęd seksualny jest czymś, co należy opanowywać. Przecież jest on ważnym źródłem naszej życia duchowego. Jeśli mamy do naszych namiętności i cielesności relację przyjazną, w naszej seksualności odkryjemy siłę do kochania, zarówno Boga jak i człowieka. Lekceważenie namiętności i cielesności lub lękowe odniesienie do seksualności sprawia, że nieustannie szarpiemy się nieuzasadnionym poczuciem winy i pragnieniem życia bez poruszeń cielesnych. Takie pragnienie jest już pokusą.

Nasz popęd często jest silniejszy od nas. Doświadczamy jego panowania. Wielu ludzi cierpi z powodu onanizmu. Bardzo często ich walka kończy się niepowodzeniem. Człowiek nie planuje własnych porażek. Należy walczyć, lecz gdy przychodzi upadek, zamiast zadręczać się wyrzutami sumienia, powinniśmy uznać, że nie byliśmy w stanie zapanować nad potrzebami seksualnymi we własnym ciele.

Istnieje konieczność pokornego stwierdzenia, że jesteśmy ludźmi, nie zaś istotami duchowymi, niemającymi z seksualnością żadnych problemów. Potrzeba cierpliwego czekania, a równocześnie czynienia tego, co jest dla człowieka możliwe, dla zachowania czystości. Bóg uwolni nas od dominacji cielesności, gdy staniemy przed Nim bezradni, bezsilni, całkowicie Jemu oddani. Możność panowania nad popędem seksualnym nie jest w zakresie ludzkich możliwości. Taką siłę daje Bóg. Człowiek powinien mieć swój wkład w postaci silnego pragnienia panowania nad popędem. Dochodzimy do Boga przez odczuwanie niemocy wobec własnej cielesności. Uznanie własnej niemocy w panowaniu nad potrzebami cielesnymi, a tym samym powierzenie jej Bogu, prowadzi do tego, że poruszenia seksualne zostają ukierunkowane do "wytworzenia" duchowej mocy. Wówczas popęd seksualny jest przeżywany jako duchowa siła prowadząca nas do Boga.

Namiętności i cielesność przyjmujemy z wdzięcznością, jako dar Boga. Wielu ludzi w chrześcijaństwie traktuje popęd seksualny negatywnie, jako namiętność, która oddziela od boga. Może się tak zdarzyć, że cielesność zamknie nas na Jezusa. Warto jednak pamiętać i o tym, że seksualność przypomina o pragnieniu naszym najgłębszym, jakim jest pragnienie zjednoczenia z Bogiem przez naszą namiętność i miłość.

Boga możemy odnaleźć mimo smutku, jaki niekiedy powoduje w nas brak opanowania potrzeb seksualnych. Nie wolno nastawiać się, że będziemy wieść życie spokojne i pełne zadowolenia, zawsze zgodne z przykazaniami i wskazaniami Kościoła. Odczuwanie namiętności i cielesności uświadamia nam ciężar i tajemnicę życia.

Należy poważnie traktować swoje uczucia, nieosądzać się za swoje emocje i namiętności. Przez namiętności i cielesność mówi do nas Bóg. Chcemy być ludźmi opanowanymi i spokojnymi. Warto sobie uświadomić, że droga do Boga prowadzi zawsze poprzez doświadczenie własnej niemocy, również w obszarze namiętności i cielesności. Doświadczenie Boga nie wynika z ludzkiego wysiłku, życia w cnocie, w ładzie moralnym, lecz owo doświadczenie jest odpowiedzią na ludzką niemoc przez Bogiem. Czasem Bóg nie widzi żadnej innej możliwości doprowadzenia człowieka do odczucia swojej słabości, jak tylko sprowadzenie na niego grzechu. Izaak z Niniwy mówi, "Jeśli Bóg nie ma już żadnego innego wybiegu, to dopuszcza grzech. Dopuszcza On grzech, aby wprowadzić człowieka w jego najgłębszą słabość". Niekiedy dopiero w grzechu jest szansa całkowitego poddania się Bogu.

Mam nadzieję, że ta refleksja będzie dla Pani pomocną. Serdecznie cię pozdrawiam – Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9477946 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC