MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czy powinnam czekać?



Ogólnie rzecz biorąc chcę poświęcić moje życie Bogu, chcę wstąpić do klasztoru. Jestem teraz dopiero na 3 roku studiów i zostały mi jeszcze 2 lata. Nie zawsze byłam dobra i grzeczna. Nie zawsze ułożona. Jednak mimo to budziło się we mnie pragnienie służenia Bogu właśnie w ten sposób, mimo wszystkich niepowodzeń i moich upadków. Niestety moje zachowanie wcześniejsze wpłynęło na to ze ludzie nie mają do mnie pełnego zaufania mimo moich czystych intencji i chęci, ale zdaję sobie sprawę z tego i wiem ze to są konsekwencje moich czynów. Niestety nie mogę funkcjonować w mojej wspólnocie tak jakbym chciała, a może moja pycha pozwala mi sądzić ze tak może być. Nie wiem. W każdym bądź razie nawrócenie moje do Boga nastąpiło dopiero w czerwcu tego roku. Oczywiście wcześniej wierzyłam, brałam udział we Mszy św., ale to było dla mnie takie "normalne" wiedziałam ze musze to "odbębnić" i będzie spokój. Mimo mojej postawy, myśli o życiu zakonnym powracały. W wakacje nastąpił zupełny zwrot w stronę Pana Boga.

Kiedyś jeden ksiądz powiedział mi, że oczywiście takie nawrócenia się zdarzają 1 na 1mln., ale on w takie nawrócenia nie wierzy. Więc nie uwierzy też w moje. Sądzę, że jest to konsekwencja mojego zachowania i nie mogę mieć pretensji do nikogo. Jeszcze do niedawna byłam pewna, iż moje wstąpienie do klasztoru nastąpi już we wrześniu 2006r., jednak każdy radzi mi skończyć studia. Być może to będzie dla mnie czas do zastanowienia się nad tym, czy to oby napewno jest moja droga. Ale wie ksiądz niczego w życiu nie byłam pewniejsza. Chciałabym wiedzieć czy Pan Jezus ma takie zamiary wobec mnie, czy chce żebym była jego? Bo nie my Go wybieramy, lecz On wybiera nas! Proszę o radę czy mam czekać? Proszę też o modlitwę.
Pozdrawiam i czekam na odpowiedź. Kasia



Każdy z nas ma taką przeszłość, jaką ma. Młodość charakteryzuje się tym, że nie wszystkie decyzje są właściwe. Bez względu na to, jak wyglądała Twoja sytuacja kilka lat temu wstecz, najważniejsze jest to, co teraz. Istotne jest to, że pragniesz być Siostrą zakonną. Idź za tym pragnieniem, które jest w Tobie silne. Nie zostało ono zagłuszone i zniwelowane przez to, że nie zawsze byś "grzeczna i ułożona". Skoro pragnienie życia zakonnego przetrwało, to może ten stan wskazywać na fakt, że jesteś powołana przez Boga do życia we wspólnocie zakonnej.

Nie zrażaj się tym, iż ludzie nie mają do Ciebie zaufania. Najważniejsze jest to, co Ty myślisz o sobie i swoim pomyśle na życie. Czy chcesz odpowiedzieć na to, co jawi się w Twoim sercu z dużą siłą? Człowiek ma prawo do zmiany swojego życia. Niektórzy nie przebaczają innym ich "grzechów" przeszłości, być może, dlatego, że sami sobie nie radzą z własną grzesznością, lub nie godzą się na fakt bycia grzesznikami. To nie ci ludzie, którzy Ciebie znają są odpowiedzialnymi za Twoje życie, lecz Ty. Ty wiesz, co w Tobie jest. Miałaś czas zagubienia się, błądzenia, ale też masz czas na opamiętanie się i powrót do życia tymi wartościami, jakich odczekuje Bóg od ludzi wierzących. Bóg Tobie przebaczył. Z ludźmi w tym względzie jest o wiele trudniej. Oni powoli przebaczają, albo wcale. Człowieka często utożsamia się z jego grzesznym postępowaniem, dlatego wtedy, gdy on rzeczywiście się zmienia wielu nie wspomaga procesu jego przemiany, lecz mu ją utrudnia swoim patrzeniem wstecz.

Niech nie obciąża Cię to, co inni o Tobie sądzą. Można i trzeba siebie kochać. Jest w Tobie moc i jest słabość. Takim jest każdy człowiek. Nie ma ludzi doskonałych. Każdy błądzi, tylko nie każdy ma odwagę do tego się przyznać. Najważniejsze jest to, że się odnalazłaś i wiesz, czego naprawdę chcesz tym życiu robić. Możesz funkcjonować w Twojej wspólnocie według tych reguł, jakie wnosi w Twoje życie wewnętrzna przemiana. Zwróć uwagę na to, że Jezus jest za Tobą, On Ci przebaczył, więcej, jak zrozumiałem Twój list – On Ciebie powołuje do życia zakonnego. Do życia zakonnego Bóg powołuje grzeszników. Nie ma ludzi doskonałych, lecz są ci, którzy uczą się być dobrymi, wierzącymi i odpowiedzialnymi. Na wszystko jest czas: na zagubienie się i na odnalezienie. Potrzebne jest zaufanie i szacunek do siebie samej. Oprzyj się duchowo, psychicznie i moralnie na tym, że Jezus darzy Cię zaufaniem i On nie zrezygnował z miłości do Ciebie.

Cieszy mnie Twój zwrot w stronę Boga. Wraz z nawróceniem bardzo wielu ludzi odkrywa swoje powołanie, swoją drogę. Jest to przedziwne działanie Pana Boga. Wydawałoby się, że ludzie po określonych przejściach nie zostaną powołani do służby Bożej. Dzieje się inaczej. Bóg patrzy inaczej niż człowiek, ocenia inaczej nasze życie. Wielu ludzi za błędy, upadek moralny potępia konkretną osobę. Bóg widzi jej słabość, piękne pragnienia, wewnętrzne wołanie o miłosierdzie. Tego ludzie obok nie widzą, nie wiedzą, nie czują, jak bardzo ktoś cierpi w swoim zagubieniu. Postrzegają jedynie to, że nie daje dobrego przykładu. Jak dobrze, że Bóg myśli inaczej niż człowiek. Oczekiwanie na doskonałość, na przyzwoitość jest niekiedy tak bezwzględnie rozumiana, że wielu ludzi nie ma szansy w swoim "katolickim" środowisku na powrót do "normalności". Bóg nam przebacza, lecz nie środowisko, w którym żyjemy. Mnie osobiście bardzo to zasmuca. Ale tak jest.

Nie sugeruj się ty, co powiedział Ci ksiądz. Jego wypowiedź nie jest niczym udokumentowana, żadnymi badaniami statystycznymi. Jest to odpowiedź na tzw. "wyczucie". To nie jest ważne, czy ten ksiądz, z którym rozmawiałaś wierzy w nawrócenia takie jak Twoje, czy nie wierzy. Nie jest istotna jego wiara, gdyż nie ona jest podstawą Twojego zaufania Bogu, lecz to, co Ty nosisz w sercu. A Twoje doświadczenie jest takie, że Bóg udzielił Ci łaski powrotu do Niego. Raduj się tym. Ja wierzę w Twoją przemianę.

Swoją postawą zmienisz w świadomości ludzi obraz samej siebie. Będziesz postrzegana jako ktoś, kto się zmienił, żyje innymi wartościami od dotychczasowych. Żyjąc, nie usiłuj nikomu udowadniać własnej przemiany i tego, że jesteś dobrym człowiekiem. Raduj się "dotknięciem łaski", dotknięciem Boga". Ucz się Eucharystii, pokochaj uczestniczenie we Mszy św., przystępuj do Komunii św., rozważaj codziennie słowo Boże, kończ dzień rachunkiem sumienia, spowiadaj się raz w miesiącu. To są propozycje. Sama dokonaj wyboru, co na obecny czas chcesz praktykować. Może dobrze byłoby gdybyś skorzystała z rekolekcji Pierwszego Tygodnia "Ćwiczeń ignacjańskich" u Ojców Jezuitów (Częstochowa, Czechowice-Dziedzice, Gdynia). Tam mogłabyś z pomocą kierownika duchowego podąć ostateczną decyzję, co do wyboru drogi życia. Taką decyzję trzeba rozeznać na modlitwie. Najlepszym czasem ku temu są rekolekcje. A ponieważ jestem wewnętrznie przekonany do Ćwiczeń ignacjańskich, Tobie również je proponuję.

Osobiście zachęcam Cię do ukończenia studiów. Bywa i tak, że niektórzy nie ukończyli studiów i wstąpili do zakonu. To jedno z możliwych rozwiązań. To Ty wybierasz. Moja opcja jest taka: najpierw ukończenie studiów. Byłby to czas na dojrzewanie w wierze, uczenie się modlitwy, poznawanie Jezusa Chrystusa przez Ewangelię. Mnie przekonywuje to, co mówisz, że nigdy niczego nie byłaś w życiu tak pewna, jak tego, że chcesz być siostrą zakonną. Zapewniam Cię o mojej modlitwie.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 8876002 * Liczba gości online: 20 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-30
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC