MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Żona nie chce ze mną żyć



Jesteśmy małżeństwem 17 lat. Przysięgę małżeńską złożyliśmy w obliczu Boga przed ołtarzem. Ale od pewnego czasu nasza sytuacja jest niewymownie trudna. W naszym związku zostaliśmy obdarzeni dwójką dzieci syn /15 lat/ i córeczka /6lat/. Przed ślubem byliśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi, byliśmy sobie pomocni i bliscy. Żona wcześniej miała narzeczonego, ale różnica, jaka ich podzieliła polegała na innym spojrzeniu na sprawy wiary. Żona jest osobą głęboko, bardzo głęboko wierzącą. Narzeczony jej był ateistą /oficer WP/. Kiedy się poznali wiedzieli, że są dla siebie przeznaczeni przez Boga jak dwie połówki całości. Złożyli sobie przysięgę i wzięli na świadka Boga, że są małżeństwem. Ale rozstali się i w międzyczasie ja pojawiłem się w jej życiu i byłem w tych chwilach bardzo pomocny. Powiem, że obok przyjaźni, jaka nasz łączyła, we mnie rodziło się uczucie miłości. Po jakimś czasie żona moja zgodziła się wyjść za mnie i tak staliśmy się małżeństwem. Żyliśmy w zgodzie, nie było zdrad ani wielkich kłótni. Ja z czasem wierzyłem, że żona pokocha mnie prawdziwą miłością, ale się łudziłem. Przez swoje zaślepienie i egoizm poprzez całkowite oddanie się życiu rodzinnemu zacząłem ograniczać żonę. Ona jako osoba bardzo niezależna coraz ciężej tą sytuację znosiła. A ja tego nie dostrzegałem. I stało się- odżyło dawne uczucie, które żona żywiła do tego człowieka. Uczucie to wcześniej żona powierzyła Chrystusowi i jak jest przekonana, Chrystus zwrócił jej to.

1 listopada żona oznajmiła, że nie jesteśmy małżeństwem i nigdy nim tak naprawdę nie byliśmy, że w obliczu Boga ona jest poślubiona temu drugiemu. Nawiązali oni ze sobą kontakt poprzez Internet oraz kontakt duchowy. Ten drugi człowiek jest żonaty i również posiada dzieci. Nie wiem, jakie panują relacje między nimi. Nie ma tu mowy o zdradzie cielesnej. Po tym, co powiedziała żona, na początku świat mi się zawalił pod nogami. Tak naprawdę to nie ja uzależniłem żonę od siebie, ale sam uzależniłem się od niej/ona zastąpiła mi Boga/ Teraz minęło trochę czasu. Mogłem wiele przemyśleć, dużo się modliłem. Dzięki Chrystusowi zrozumiałem, że to, co nastąpiło było w planach Najwyższego. Odradzam się jako nowy człowiek, pierwszy raz poszedłem do prawdziwej spowiedzi, pierwszy raz płakałem tak naprawdę. Łzami, które oczyszczają. Pierwszy raz przyjąłem Chrystusa z cała świadomością, co to oznacza. I najważniejsze zobaczyłem to, co Bóg chce mi przekazać, że jedyną odpowiedzią na Miłość skierowaną do człowieka tak niegodnego jak ja-jest moja miłość do Niego i drugiego człowieka. To więź, jaką możemy nawiązać z Bogiem i drugim człowiekiem. Bardzo dużo rozmawialiśmy z żoną o tym, co nas spotkało. Ona zawierzyła się całkowicie Bogu i otrzymała przesłanie, że jest potrzeba nam obu. Jest przekonana, że ja mam miejsce w jej życiu jako przyjaciel i ojciec naszych dzieci. Natomiast Ona nie może żyć dalej ze mną jak żona, ponieważ nie jest to zgodne z wolą Boga jak i jej wolnością. Żona otrzymała tą miłość od Boga, a ja myślę, że jest to prawda, jest to miłość czysta jak w liście do Koryntian. Oboje przebaczyliśmy sobie nasze grzechy względem siebie i Boga. Ja natomiast próbuję odnaleźć się w tej sytuacji, choć nadal nie jest mi lekko, powiedziałbym, że toczę teraz walkę z szatanem zazdrości, egoizmu i pychy /sam się oskarżam i potępiam za brak wiary i miłości /. Zaczynam się nieraz zastanawiać nad postawą Judasza i jego niemożnością całkowitego zawierzenia pokochania Jezusa. Nie wiem, co będzie dalej, Chrystus pokazał mi, co należy zrobić w tej konkretnej sytuacji- zaprzeć się siebie wziąć swój krzyż i kroczyć z miłością i pokorą przez życie.

W moim życiu są dzieci i teraz one są najważniejsze. Wiem, że żona myśli o zamieszkaniu oddzielnie. To znaczy, żebym wyprowadził się z czasem z mieszkania. Widzę, że jest jej trudno, ponieważ myśli, że żyjąc ze mną pod jednym dachem zdradza tamtego człowieka. Okazanie dobrego gestu w moim kierunku to zdrada. Jest jeszcze drugi problem w tej sprawie. Otóż człowiek ten jak twierdzi żona odnalazł w swoim życiu Jezusa i zrozumiał swój błąd. Teraz mają ze sobą duży kontakt duchowy, ale żona wyczuwa wielką zazdrość, jaką ten człowiek posiada. Ta zazdrość go zżera i żona obawia się, aby ten człowiek nie zatracił się w tym grzechu. Ona go kocha i chce mu pomóc, ponieważ nie zostanie zbawiona, jeśli ten drugi również. Nie wiem, co dalej będzie, ale ufam, że Bóg ma już rozwiązanie i objawi je w stosownej chwili. Wiem, że muszę wziąć odpowiedzialność za dzieci i żonę, mimo, że ona już nie odczuwa tej więzi ze mną. Wiem, że musze się opiekować nimi poświęcić swoje życie nie bacząc na siebie, nawet wówczas, gdy żona wybierze drogę życia z tą drugą osobą.

Wiem, że żona w tej chwili myśli o złożeniu sprawy o stwierdzenie nieważności naszego małżeństwa. Ona po prostu chce żyć nawet sama z dziećmi, jeśli tak ma być, w zgodzie ze sobą, z Bogiem i tą drugą osobą. A jeśli chodzi o dzieci to, jeśli będziemy je kochać nic nie będzie stało na drodze do dobrego ich rozwoju nawet jeśli ja zejdę w cień. Odnośnie dzieci decyzje wychowawcze będziemy podejmować wspólnie. Ale to, co się tyczy jej osoby ja już nie mam żadnego wpływu, nie jesteśmy już małżeństwem. To są słowa żony. Nie wiem, co dalej będzie, choć czasami borykam się z różnymi myślami o przyszłości. Walczę, bo już wiem, że szatan znalazł u mnie słabą stronę; myślenie i brak akceptacji tej sytuacji /walcz o swoje!/ Ale również widzę obok Chrystusa, więc jest już lżej. Mogę cierpieć w samotności, ale nie będę przeżywał rozpaczy osamotnienia. W tej chwili zastanawiam się nad wyjazdem na rekolekcje. Po wielu modlitwach dochodzę również do przekonania, że należy uszanować wolność mojej żony i poddać się woli Najwyższego, który w tej chwili kieruje w pełni życiem mojej żony. Musze również i ja sam zastanowić się, czego Chrystus oczekuje ode mnie w tej konkretnej sytuacji i całym moim życiu.
Z Bogiem. Cezary



Odpowiem na Pański list biorąc pod uwagę zdania z niego wyjęte. "Ona nie może żyć dalej ze mną jak żona, ponieważ nie jest to zgodne z wolą Boga jak i jej wolnością. Żona otrzymała tą miłość od Boga, a ja myślę, że jest to prawda, jest to miłość czysta jak w liście do Koryntian".

Żona powinna żyć z Panem jako żona, ponieważ zawarliście sakramentalny związek małżeński. To jest zgodne z wolą Boga a nie to, aby żona od Pana odeszła. Proszę mi powiedzieć, gdzie w decyzji żony jest miejsce na kierowanie się wolą Boga? Gdzie wola Boga tam także wolność człowieka. Żona ma problem sama ze sobą. W niej nie ma wolności w sprawach, o których Pan był łaskaw napisać. Usiłuje swoje potrzeby podpisać wolą Bożą. To jest błędne rozeznanie, że Bóg chce tego, czego chce żona. Bóg uczynił Was małżeństwem na wieki i nikt oraz nic tego zmienić nie może. To, co mówi żona jest chore. Zawarliście sakramentalny związek małżeński i zawsze byliście małżeństwem. Pańska żona szuka pretekstu, tworzy ideologię, aby być z człowiekiem, którego kochała wcześniej. Rozumiem Pańską żonę w tym, że odżyło w niej uczucie do mężczyzny, którego poznała przed zawarciem związku małżeńskiego. Są z tym związane określone marzenia, pragnienia, wyobrażenia, co do tego, jak z nim ułożyłoby się życie. Jednak nie ma żadnych podstaw kwestionowania obecnego związku małżeńskiego. Tamten mężczyzna nigdy nie był mężem Pańskiej żony.

Pańskie oddanie się życiu rodzinnemu jest godne podziwu. Żona wiedziała, kogo i co wybiera. Decydując się na małżeństwo z Panem, wiedząc, że Pana nie kocha, być może liczyła na to, że miłość przyjdzie później. Tak niejednokrotnie jest w małżeństwach. Nie może jednak twierdzić obecnie, że ową miłość do poprzedniego mężczyzny oddała Bogu, a Bóg oddał jej teraz miłość poprzednią. Takie myślenie jest mijaniem się z prawdą. Z takiego podejścia może wynikać jedno, że Bóg chce rozbicia Waszego małżeństwa.

"Próbuję odnaleźć się w tej sytuacji, choć nadal nie jest mi lekko, powiedziałbym, że toczę teraz walkę z szatanem zazdrości, egoizmu i pychy /sam się oskarżam i potępiam za brak wiary i miłości. Zaczynam się nieraz zastanawiać nad postawą Judasza całkowitego jego niemożnością całkowitego zawierzenia pokochania Jezusa".

To jest zrozumiałe, że pojawiła się zazdrość. Postawa żony jest absolutnie nie do przyjęcia. Nie ma przesłanek do tego, żeby Pan się oskarżał. Z Pańskiej strony jest wola życia w związku małżeńskim.

Wiem, że żona myśli o zamieszkaniu oddzielnie. To znaczy, żebym wyprowadził się z czasem z mieszkania. Widzę, że jest jej trudno, ponieważ myśli, że żyjąc ze mną pod jednym dachem zdradza tamtego człowieka. Okazanie dobrego gestu w moim kierunku to zdrada. Jest jeszcze drugi problem w tej sprawie. Otóż człowiek ten jak twierdzi żona odnalazł w swoim życiu Jezusa i zrozumiał swój błąd. Teraz mają ze sobą duży kontakt duchowy, ale żona wyczuwa wielką zazdrość, jaką ten człowiek posiada. Ta zazdrość go zżera i żona obawia się, aby ten człowiek nie zatracił się w tym grzechu. Ona go kocha i chce mu pomóc, ponieważ nie zostanie zbawiona, jeśli ten drugi również.

Żona ma poważny problem z samą sobą. Pan nie powinien wyprowadzać się z mieszkania. Ona jest prawowitą Pana żoną. Jej gesty wobec Pana nie są zdradą. Nie przeczę, że ów mężczyzna mógł odnaleźć Jezusa. Z czasem człowiek jest zdolny do uznania swoich błędów. Nie oznacza to jednak, aby burzył Wasze małżeństwo. Sprawy odnoszące się do Waszego małżeństwa są już nieodwracalne z punktu widzenia naszej wiary. Żona jest zobowiązana do utrzymywania kontaktu duchowego z Panem, swoim mężem, nie zaś z mężczyzną, którego kiedyś kochała. Powinna z nim zerwać relację, nawet wtedy, kiedy twierdziłaby, że jest to tylko relacja przyjaźni.

Dlaczego żona bierze pod uwagę zazdrość tamtego mężczyzny? Czy ona sądzi, że Pan nie ma uczuć i to wszystko, co się dzieje nie budzi w Panu zazdrości? Jej miejsce jest przy mężu. Powinna uczynić wszystko, aby odnowić więź małżeńską. Nie jej sprawą jest pomaganie owemu mężczyźnie. Czy żona pomyślała o tym, że on ma swoją żonę i dzieci i w ten sposób przyczynia się do rozbicia tamtego małżeństwa? Żona, kierując się uczuciami, stworzyła ideologię, że chodzi jej o wyższe cele, czyli pomoc w zabawieniu tamtego mężczyzny. Ona jest zobowiązana do troski o pomoc w zbawieniu własnej rodziny.

Wiem, że żona w tej chwili myśli o złożeniu sprawy o stwierdzenie nieważności naszego małżeństwa. Ona po prostu chce żyć nawet sama z dziećmi, jeśli tak ma być, w zgodzie ze sobą, z Bogiem i tą drugą osobą.

Nie ma żadnych prawnych podstaw do stwierdzenia nieważności Waszego małżeństwa. Czy to, że żona będzie żyła sama z dziećmi, będzie to życie w zgodzie z Bogiem? Czy ona jest świadoma tego, że dzieci potrzebują zarówno matki jak i ojca w wychowaniu, na miejscu, w domu, razem? Jej odejście od Pana, to przede wszystkim wielkie cierpienie Waszych dzieci. Czy jej zależy na samej sobie, na realizacji dziewczęcych marzeń i miłości do chłopca, którego kiedyś spotkała, czy naprawdę na rodzinie, w której żyje? Po zawarciu sakramentu małżeństwa tamten mężczyzna nie powinien być absolutnie brany pod uwagę w sprawach dotyczących życia Pańskiej żony. Bo to życie nie należy już tylko do niej, lecz również do Pana, jako męża, oraz do dzieci, czyli do Waszej rodziny.

Ale to co się tyczy jej osoby ja już nie mam żadnego wpływu, nie jesteśmy już małżeństwem." To są słowa Tereni. Nie wiem, co dalej będzie, choć czasami borykam się z różnymi myślami o przyszłości.

Jesteście Państwo małżeństwem i tak pozostanie, bez względu na to, co żona uczyni.

Po wielu modlitwach dochodzę również do przekonania, że należy uszanować wolność mojej żony i poddać się woli Najwyższego, który w tej chwili kieruje w pełni życiem mojej żony. Musze również i ja sam zastanowić się, czego Chrystus oczekuje ode mnie w tej konkretnej sytuacji i całym moim życiu.

O jakiej wolności żony Pan mówi? Przecież w sposób ewidentny widać, że żona jest człowiekiem zaślepionym i manipulowanym przez własne uczucia. Nie taką jest wola Najwyższego, abyście Państwo rozchodzili się. Proszę nie utożsamiać woli swojej żony z wolą Boga. To są dwie różne "wole". Czego oczekuje od Pana Chrystus? Walki o własne małżeństwo. Nie należy się poddawać. To, jak się zachowuje żona nazywam "kaprysami" kobiety będącej w "połowie życia". Nie należy myślenia żony, ujawnionego w wypowiedziach, rozpatrywać na płaszczyźnie religijnej, lecz podchodzić do tego, jako do jej poważnego osobistego problemu emocjonalno-uczuciowego. Żona nie może uporać się z własnymi uczuciami. Zawierając związek małżeński tak naprawdę nie zostawiła tamtego człowieka. Oczywiście, nie zmusi Pan żony do pozostania ze sobą. Proszę się jednak nie czynić winnym i nie ulegać fałszywej ideologii, jaką głosi żona. Żona nie prezentuje w tym wszystkim myślenia wynikającego z wiary chrześcijańskiej.

Serdecznie Pana pozdrawiam i modlę się o trwanie Waszego małżeństwa.
Z wyrazami szacunku – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 10033077 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC