MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wybór pomiędzy miłością a Miłością



Czy miłość człowieka do człowieka może rywalizować z miłością człowieka do Boga? Czy miłując drugiego człowieka nie pogłębiamy miłości do Boga? Czy owa miłość nie jest tym samym? Dlaczego oddając się w służbę miłości człowiekowi i spalając się dla niego zawsze brakuje nam czegoś? Czy miłość do człowieka ma granice? Dlaczego ta miłość nam nie wystarcza? Czy gdy poszukujemy większej miłości musimy wybrać poświęcenie swojego życia Bogu? Czy możliwe jest pełnienie Jego woli wbrew temu, co odczuwa człowiek i wybierając miłość do człowieka? Czy to jest ucieczka? Dlaczego człowiek miałaby być nieszczęśliwy korzystając z własnej woli i poświęcając się miłości do człowieka skoro miłość jest zgodna z naturą Boga? Dlaczego człowiek musi WYBIERAĆ pomiędzy miłością i Miłością? Jaki to ma sens? Jak się w tym rozeznać?
Aśka



Dziękuję za list. Spróbuję na niego odpowiedzieć według porządku pytań, jakie w nim postawiłaś.

• Czy miłość człowieka do człowieka może rywalizować z miłością człowieka do Boga?

Miłość człowieka do człowieka nie rywalizuje z miłością człowieka do Boga. Bo i po co? Bóg nie jest dla nas przeszkodą w miłowaniu człowieka. On chce byśmy drugiego kochali. To nie jest tak, że gdy dziewczyna zakocha się w chłopcu, Bóg chce za wszelką cenę odwieść ją od niego i zbliżyć do siebie, aby pokochała tylko Jego. Kochając chłopca miłością odpowiedzialną, kocha Boga. Miłość jest z Boga. Nie możemy kochać człowieka, nie kochając Boga. Znakiem naszej miłości Boga jest miłość do drugiego człowieka. Może być taki ewentualny kazus, że chłopiec zauważył, iż dziewczyna, którą kocha, zamierza wstąpić do zakonu. Postanawia walczyć o nią, o jej miłość, z samym Bogiem. Bez sensu. Ważne jest to, co w niej jest. Jeśli ją kocha będzie chciał, aby ona była szczęśliwa, uszanuje jej wybór, choćby wewnętrznie z nim się nie zgadzał. Jeśli dziewczyna „chodzi” z chłopcem i on pewnego dnia mówi jej, iż za rok zamierza wstąpić do seminarium duchownego, to nie powinna walczyć o niego wszelkimi dostępnymi środkami, lecz uszanować jego wybór, a tym samym jego samego. To będzie bolało. Każdy powinien wybrać tak, jak odczuwa w sercu. W miłości jest powołanie do określonej formy życia, do podjęcia tym samym określonych decyzji. Bóg stwarzając człowieka wpisał w jego życie określone pragnienia i z tym związane powołanie. Człowiek może powiedzieć Bogu „Tak”, ale może też powiedzieć „Nie”. Chcę czegoś zupełnie innego i Bóg uszanuje taką decyzję człowieka, ponieważ stworzył go wolnym.

• Czy miłując drugiego człowieka nie pogłębiamy miłości do Boga?

Miłując drugiego człowieka pogłębiamy miłość do Boga. Równocześnie, o czym warto pamiętać, nieświadomie oczekujemy od człowieka miłości doskonałej i pełnej ochrony. Żaden człowiek nie jest w stanie obdarować nas miłością doskonałą. A jednak takiej miłości najczęściej oczekujemy. Wygórowanymi, nadmiernymi oczekiwaniami przeciążamy drugiego człowieka, co prowadzi do różnych rozczarować, nieporozumień, kłótni. W miłości do człowieka odkrywamy ograniczenia. Czujemy dystans pomimo bliskości. Czujemy się wyobcowani pomimo wzajemnego zrozumienia. Niektórzy reagują tak, iż przenoszą swoje pragnienia z partnera czy partnerki, którzy ich nie spełnili, na inną osobę, która, jak się wydaje, może je zaspokoić. Jednak szybko przekonują się, że nie jest to możliwe.

• Czy owa miłość nie jest tym samym?

Miłość do człowieka nie jest tym samym, co miłość do Boga. Człowiek jest stworzeniem, a Bóg jest Stwórcą. Człowiek jest tym, który kocha miłością otrzymaną od Boga. Bóg jest samą Miłością, jej źródłem. Jest doskonały w miłowaniu. Miłość człowieka jest ludzką. Ma swój początek w miłości Boga, ale nie jest tożsama z miłością Boga. Miłość człowieka ma swoje ograniczenia, miłość Boga jest bez granic.

Na miłość człowieka ma wpływ wiele czynników: doznane urazy, zazdrość, brak wzajemności sprawiają, że miłość w nas słabnie lub całkowicie zanika. Bóg kocha nas bez względu na to czy odwzajemniamy Mu

Jego miłość czy też nie. My grzeszymy, popełniając również grzechy ciężkie, a On kocha nas miłością nieskończoną, nie obraża się za nas z powodu ludzkiej niewierności.

Nie wolno popełniać błędu rozgrywania przeciw sobie ludzkiej i Bożej miłości. Boża miłość udziela się nam przez pośrednictwo ludzi. Nie znaczy to jednak, że ci, którzy odczuwali w dzieciństwie czy odczuwają teraz niedobór w okazywanej im miłości, nie są w stanie ani kochać Boga, ani doświadczyć Jego miłości. Poczucie niedostatku miłości będzie nas wiele razy napełniało bólem, to jednak zamiast narzekać, powinniśmy zwrócić się do źródła miłości, które w nas płynie. „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”.

• Dlaczego oddając się w służbę miłości człowiekowi i spalając się dla niego zawsze brakuje nam czegoś?

Ponieważ kochając człowieka szukamy w nim, dostrzegamy wręcz fundament naszego życia. W taki sposób uzależniamy się od niego. Tam gdzie uzależnienie, tam wielka siła przywiązania do niego. Każde zawiedzenie się na nim w miłości wywołuje agresję. Jest w nas ogromne pragnienie wolności. Często nasza miłość do innych, a także innych do nas, nie posiada tego wymiaru wolności, za jakim tęsknimy, który jest naszym marzeniem i oczekiwaniem. Każda forma uzależniania nas przez innych oraz innych przez nas wywołuje skutek, który boli. Często nasze poczucie istnienia jest uzależnione od tego, czy drugi człowiek mnie kocha. Fundament mojego życia powinienem budować na Bogu, nie zaś na człowieku. Tylko wówczas mogę cieszyć się miłością, jaką obdarowuje mnie drugi człowiek. Dopiero wówczas cieszę się oparciem takim, jakiego mi udziela, na jakie jego, jako człowieka jest stać.

Gdy oddajemy się na służbę miłości człowiekowi i spalamy się dla niego, a równocześnie pielęgnujemy w sobie miłość do Boga, niczego nie będzie nam brakowało. Mówiąc o miłości należy zawsze mieć na uwadze miłość Boga i człowieka. Usiłowanie miłowania człowieka z pominięciem pierwszeństwa w miłowaniu Boga będziemy odczuwali stanem niedosytu i niespełnienia. Dlaczego? Miłując człowieka niezbędna jest nasza „nieustanna obecność” przy Źródle Miłości. W pierwszym Liście św. Jana czytamy: „Miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością” (1J 4,7n).

• Czy miłość do człowieka ma granice?

Miłość człowieka ma swoje granice. Uwarunkowane są one, między innymi, jego myśleniem, wrażliwością, wychowaniem, osobistą kulturą, otwarciem na świat wartości wyższych, poglądami, stosunkiem do Boga, własnym rozwojem duchowym, moralnym, emocjonalnym, oczekiwaniami lub żądaniami, pragnieniami. Rozczarowanie należy do istoty ludzkiej miłości. Rozczarowania człowiekiem w miłości uwalniają nas z oczarowania, którym ciągle ulegamy. Oczekujemy od człowieka, którego kochamy tego, czego on nam dać nie może, nie posiada. My zaś widzimy w nim te wartości, ponieważ chcemy je widzieć. Wmawiamy sobie i jemu, że on to coś posiada. Przychodzi czas, kiedy musimy zostać pozbawionymi złudzeń w miłości do człowieka, że on jest w stanie obdarować nas miłością doskonałą i być dla nas doskonałym oparciem w tym związku.

Nie można człowiekowi w miłości ofiarować tego, co jest niezgodne z moim osobistym światem wartości, z moim sumieniem, z wyznawaną przeze mnie wiarą. Nie wolno uzależnić się od człowieka, którego kochamy tak, że wszystko to, co on chce, jesteśmy w stanie mu ofiarować. Gdy w miłości zabraknie wolności, czyli możliwości podejmowania decyzji w zgodzie z wyznawaną przeze mnie wiarą, sumieniem, wewnętrzną wrażliwości, można utracić tę miłość, można ją zniszczyć.

Miłość powinna być aktem rozumnym, odpowiedzialnym, przewidującym konsekwencje zachowań zarówno jednej jak i drugiej strony. Granicą w miłości może być nadmierny ludzki egoizm, myślenie wyłącznie o sobie, własnej przyjemności, o własnych potrzebach. Granicą w ludzkiej miłości jest odpowiedzialność za siebie i za osobę, którą kocham.

• Dlaczego ta miłość nam nie wystarcza?

Czekamy na miłość doskonałą. Coś doskonałego dać może tylko Bóg. Miłość ludzka może dawać radość, wystarczać, gdy nie traktujemy jej jako coś absolutnie doskonałego, lecz jedynie jako obszar pośrednictwa Bożej miłości. Gdy przychodzą rozczarowania zwracamy się wówczas do Boga u niego szukając odpowiedzi, umocnienia i miłości doskonałej, bez której nie możemy się odnaleźć w naszym przeżywaniu codzienności. Człowiek nie może nam gwarantować stałości w uczuciach, choćby ślubował nam dozgonną wierność. Jeśli ktoś całkowicie pokładają swą ufność w człowieku, obawiając się jego utraty, bardzo szybko stanie się zazdrosny lub przerażony.

Miłość Boża, w której przeczuwam nasz najgłębszy fundament życia, uwalnia nas od wygórowanych oczekiwań od innych umożliwiając powodzenie w miłości ludzkiej. Nie będę się nad sobą użalał z powodu rozczarowania, jakie mnie spotkało, lecz pozwolę, aby rozczarowania za każdym razem kierowały mnie w stronę miłości Bożej, która nie jest tak krucha, jak ludzka i może stanowić mocny fundament, na którym będę mógł wybudować miłość do drugiego człowieka.

Proszę przypomnieć sobie wydarzenie w Kanie Galilejskiej. Weselne wino symbolizujące ludzkie wysiłki w urzeczywistnianiu miłości czysto ludzkiej, bardzo szybko się skończy. Nie możemy dać gwarancji trwałości naszych miłosnych uczuć. W jakimś momencie mogą się one ulotnić. Gdy to nastąpi, zaczynamy odnosić wrażenie, że niemożliwe jest, abyśmy drugiego człowieka nadal obdarowywali miłością. Wydaje się nam, że przestajemy kochać. Takie doświadczenie jest udziałem wielu małżonków stojących w obliczu wysychania źródła ich miłości. Po trzech dniach, w Kanie Galilejskiej, kończy się weselne wino, a więc usycha, kończy się miłość. W tym momencie Jezus przemienia sześć stągwi wody w wino, dzięki czemu nigdy go już nie zabraknie. Liczba sześć symbolizuje niedoskonałość. Kamienne stągwie to jest to, co w nas zatwardziałe i skamieniałe. Pośrodku niezdolności nowożeńców do tego, by się prawdziwie kochać oraz krępujących ich więzów starych przyzwyczajeń jak i wielu wewnętrznych zahamowań, Jezus wskazuje na inne źródło miłości, Boże źródło, które nigdy nie przestaje tryskać. Jezus wkłada słowo miłości w to, co w nas zwietrzałe i nieczułe. Zaufanie Jemu doprowadza do tego, że wszystko może zostać przemienione w miłość. Okaże się, że pomimo naszych mocnych i stron, niedoskonałości i wad, będziemy umieli kochać.

• Czy gdy poszukujemy większej miłości musimy wybrać poświęcenie swojego życia Bogu?

Poszukiwanie „większej miłości” dokonuje się na każdej drodze powołania. Poświęcając swoje życie rodzinie: mężowi, dzieciom, będąc dla nich dobrą żoną i matką, wychowując ich według chrześcijańskich wartości, oddajesz w ten sposób swoje życie „większej miłości”. Nie trzeba być kapłanem czy siostrą zakonną, choć tak jest to postrzegane, że pragnąc się oddać miłości Boga, trzeba pójść do seminarium lub do zakonu, żeby żyć dla „większej miłości”. Życie w małżeństwie i rodzinie, życie w kapłaństwie i zakonie jest takim samym poświęceniem swojego życia Bogu i ludziom. Nie ma drogi lepszej i gorszej w poświęceniu się Bogu. Są jedynie inne charyzmaty, które realizujemy, a tym samym zadania. Nie oznacza to, że droga kapłańska i zakonna, to droga życia doskonałego, poświęcenia doskonałego i heroizmu. Taką samą bez wątpienia drogą życia doskonałego jest droga w małżeństwie i rodzinie. Tam jest również miejsce na szczególną służbę i miłość, jaką okazują małżonkowie Bogu i człowiekowi.

• Czy możliwe jest pełnienie Jego woli wbrew temu, co odczuwa człowiek i wybierając miłość do człowieka? Czy to jest ucieczka?

Jezus powiedział o tych, których powołuje do swojej służby, „Jeśli chcesz, pójdź za Mną”. Można, zatem wybrać inaczej, skoro sam Jezus tak sprawę ustawia. Jeśli jednak człowiek jest powołany do życia zakonnego czy kapłańskiego, to świadomie i dobrowolnie nie powie Bogu NIE! Wraz z powołaniem przychodzi Boża miłość, która jest przekonywująca. Podobnie, gdy kochasz chłopca i odczuwasz, że jesteś kochana z wzajemnością, traktujesz tę miłość jako wezwanie do bycia razem „na zawsze” w związku małżeńskim. Wraz z miłością przychodzi „wewnętrzne przynaglenie” to bycia z tym, który mnie kocha i którego ja bardzo kocham. Można, kochając człowieka nie zawrzeć związku małżeńskiego, ponieważ miłość do Boga jest większa w tobie od miłości do chłopca. Takie rozeznania mają miejsce. Idziemy za tym, co w nas „silniejsze”, a tym samy bardziej „pociągające”, „przekonywujące”.

Czy wybór jest ucieczką? Mówimy o wyborze, a nie o jego unikaniu. Unikanie wyboru jest ucieczką. Skoro mam możliwość przyjęcia propozycji Boga, ale też mam możliwość jej nie przyjęcia, decydując – nie uciekam.

• Dlaczego człowiek miałaby być nieszczęśliwy korzystając z własnej woli i poświęcając się miłości do człowieka skoro miłość jest zgodna z naturą Boga?

Kto powiedział, że człowiek będzie nieszczęśliwy wybierając miłość do człowieka, zawierając sakrament małżeństwa? Możesz pójść za powołaniem, ale też wiedząc, do czego Bóg ciebie wzywa, możesz wybrać inaczej. Powołanie to jedno, a akceptacja dla takiego pomysłu Boga na twoje życie, to drugie. Ty ostatecznie decydujesz, a nie Bóg za ciebie. Bóg chce byś kochała. Gdzie będziesz realizowała powołanie do miłości, to od ciebie zależy.

• Dlaczego człowiek musi WYBIERAĆ pomiędzy miłością i Miłością? Jaki to ma sens? Jak się w tym rozeznać?

Decydując się na życie zakonne czy kapłańskie, nie wybieram między miłością do Boga a miłością do człowieka. Utarło się, że ksiądz czy siostra zakonna to ludzie, którzy całkowicie kochają tylko Boga. Oni też kochają ludzi. Nie zakładają rodziny, nie mają dzieci, ale służą człowiekowi z miłością nie tylko mając na uwadze sprawy wieczności, zbawienia, ale przez pomoc w wychowaniu: przedszkola, szkoły, świetlice, domu dziecka, szpitale, ochronki, katechezę, grupy przyparafialne, wyrażają swoją miłość do człowieka i do Boga. Miłością swoją obejmują nie tylko tych, którzy byliby członkami rodziny, (jaką ewentualnie mogliby powołać do istnienia), lecz wszyscy ci, dla których mają swój czas, swoje talenty, całych siebie dla ich rozwoju zarówno do życia w doczesności jak i w ich dorastaniu do życia w niebie. Nie można oddzielać miłości do Boga od miłości do człowieka i odwrotnie, nie można oddzielać miłości do człowieka, od miłości do Boga.

Idziemy w naszym życiu za „miłością”, która w nas silniej nalega, przynagla. Każdemu kapłanowi i siostrze zakonnej bliską jest sprawa rodziny. Powołanie, to jest przynaglenie do wypełnienia określonej misji, zarówno miłości do Jezusa Chrystusa jak i konkretnych ludzi, których spotykamy „w drodze”. Boli dokonywanie wyborów. Gdy wybieramy jedno boli nas, że nie możemy mieć drugiego. Trzeba się z tym zgodzić. Jezus udziela się zarówno kapłanom i siostrom zakonnym, jak i tym, którzy zawarli związek małżeński. Miłość do Boga i miłość do ludzi można rozwijać, wypełniać, rozkoszować się nią w sakramentalnym związku małżeńskim.

Nie można nie wybierać. Człowieka poznajemy przez to, jakich dokonuje wyborów. Dla mnie swój wielki heroizm pokazuje matka w rodzinie i ojciec, a także siostra zakonna i kapłan. Wybieramy to, co jest miłością, co jest służbą. Nie licytujemy w chrześcijaństwie, która miłość jest większa, które oddanie piękniejsze. Powołanie do życia w małżeństwie nie jest gorszym, czy niżej postawionym od powołania kapłańskiego czy zakonnego. Niesłusznie utarło się, że powołanie do życia zakonnego czy kapłańskiego jest powołaniem do życia doskonałego, że trzeba większej miłości do Boga i ludzi niż w małżeństwie. Ogromne nieporozumienie. Życie w małżeńskie jest również powołaniem do doskonałości. Nasze wybory, to życie, to rozwój, to słuchanie „głosu serca”, to słuchanie Jezusa, który mówi w nas (przez myśli, pragnienia), mówi przez ludzi, mówi w swoim Słowie, w modlitwie.

Wybierając małżeństwo, wybieramy Boga i człowieka, życie z Panem i ludźmi. Podobnie jest, gdy decydujemy się na życie małżeńskie i rodzinne. Wybrać powinniśmy to, co mam rozum i serce, na co wskazuje sumienie, jak tę rzeczywistość rozeznaliśmy, trwając na modlitwie.

Trudny jest wybór między miłością a Miłością. Jakiegokolwiek dokonamy, będzie bolesny. Miłość boli. W bólu dojrzewa miłość. My dojrzewamy do bycia blisko, bycia razem z Bogiem i człowiekiem, gdy godzimy się na miłość, która boli. Ta, która nie boli, nie jest prawdziwa.

Mam nadzieję, że znalazłaś odpowiedź przynajmniej na niektóre ze swoich pytań. Pozdrawiam Cię serdecznie i zapewniam o modlitwie – Szczęść Boże.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wyświetleń strony: 9998569 * Liczba gości online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC