MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Bóg i zmysły



Proszę mi , Ojcze, napisać dlaczego tak broniona jest teza, ze Bóg nie podpada pod zmysły? Tak twierdził, m.in. Jan od Krzyża, ale znowu jak się to twierdzenie ma do wyniku ostatecznego, który sobie założył- po nocy zmysłów i ducha? Napiszę to za o. Winfridem Stinissenem ("Noc jest mi światłem" Wyd. Karmelitów Bosych): "Ale tez zmysły są zafascynowanie Bogiem." Do tej części zmysłowej należy ciało ze wszystkimi swymi zmysłami i władzami tak wewnętrznymi i zewnętrznymi, jak również wszystkie uzdolnienia naturalne, tj. cztery namiętności, pożądania naturalne, reszta zasobów duszy. Mówił, ze wszystko to jest zajęte służbą dla Umiłowanego wraz z częścią rozumową, czyli duchową duszy.

Czy oddanie Ukochanemu wraz ze zmysłami, a więc i seksualnością, nie jest tym podporządkowaniem wszystkich zmysłów Panu, o czym pisze Jan od Krzyża? Czy trzeba przejść fazę niepodpadania Boga pod zmysły, czyli fazę nocy zmysłów, żeby poddały się one Panu i wtedy On już podpada pod zmysły, w znaczeniu, że one tez są nakierowane na Niego i biorą udział w kochaniu Go?

Teresa


Zmysłami obejmujemy Boga w Jezusie Chrystusie. Jemu okazujemy naszą czułość. Jan od Krzyża, Teresa z Avila, Mała Teresa, Święty Franciszek z Asyżu brali Jezusa na ręce, żeby Go kołysać i tulić. W Święta Bożego Narodzenia czytamy, że Mędrcy rozpoznają Dziecię po tym, że będzie zawinięte w pieluchy. Patrzymy w czasie Mszy św. gdy Bóg staje się mały, obecny w hostii. Bóg staje się małym, udziela nam siebie na miarę naszego głodu, naszego pragnienia, aby Go przyjąć, dotknąć, kołysać w naszym sercu.

Bóg od zawsze chce nas przygarnąć do serca, chce nas tulić. Jan podczas Ostatniej Wieczerzy położył głowę na Sercu Jezusa. Na skutek grzechu pierworodnego, nasze zmysły zostały zaciemnione. Noc zmysłów, o której mówi św. Jan od Krzyża, jest jednocześnie „nocą sensu”. To jest noc wszelkiego naszego odczuwania na poziomie wzroku, słuchu, smaku, dotyku. Poprzez zmysły dotykamy sensu życia.

W łonie matki bardzo szybko zaczynamy słyszeć, odczuwać, a zwłaszcza dotykać. Ssiemy kciuk. Nasze uszy są zatkane przez wody płodowe, nos także jest zatkany. To doświadczenie wskazuje na fakt, że nowo narodzone dziecko rozpoznaje natychmiast zapach swojej matki i nie myli się. Po narodzeniu czołga się po ciele matki, aż napotyka na pierś i zaczyna ssać. Ta zmysłowość jest istotą dziecka. Dziecko całe jest zmysłowym odczuwaniem. To jest ważne na poziomie duchowości. Istnieje dotyk łona matki, który przekłada się na wrażenia dźwiękowe, które są transmisją drgań, zapachowe, co łączy się ze smakiem, czyli znowu chodzi o dotyk.

Bóg udziela się ludziom za pośrednictwem zmysłów. Najbardziej uprzywilejowanym zmysłem Starego Testamentu jest słuch: „słuchaj Izraelu”. Bóg objawił się jako Głos. Na wzrok oddziałuje symbolicznie, lud widzi słup obłoku. To ważne, ponieważ ten obłok to woda wewnątrz ognia, chmura otoczona ogniem. Te dwa żywioły, woda i ogień są zapowiedzią Chrystusa, Wcielenia. To jakby już Jezus, widać jednak tylko chmurę.

W Nowym Testamencie jest również uderzające miejsce zmysłów. Widzieliśmy Słowo Boże! Jezus mówi: „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca”. Jezus przyszedł w ciele, abyśmy mogli Go dotykać. Poznanie Boga odbywa się drogą zmysłową. Św. Jan (J1,1) mówi: „To, co było na początku”, czyli to, co było w Bożym zamyśle, „cośmy usłyszeli”, „co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce”. Jezus dotyka chorych. Przecież mógł powiedzieć tylko słowo, jak wtedy, gdy uzdrowił sługę setnika. Szokujące jest to, że Jezus splunął na ziemię. Chcielibyśmy uduchowić Boga. Jezus wcierając błoto w oczy niewidomego, wchodzi z nim w kontakt fizyczny. Bóg nas dotyka. I my możemy dotykać Boga. „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa” (Mk 5,28).

Boimy się naszych zmysłów. Nosimy w sobie poczucie winy w związku z naszymi zmysłami. Tradycja żydowska mówi, że węch nie został dotknięty grzechem pierworodnym. Liturgia żydowska używa zapachów, aby przypomnieć sobie szczególne namaszczenie, łaskę, wdycha się zapach wonnych ziół. I zachowuje się tę woń w pamięci.

Boimy się naszych zmysłów jak ognia. Boimy się zmysłowości. Jeśli mówimy o nocy zmysłów, to mamy na uwadze konieczność ich oczyszczenia. A to w tym celu, aby mogły nam służyć. Nasz strach bierze się stąd, że jesteśmy jakby znieczuleni. Piotr mówi do Jezusa: „Nie dotykaj mnie”. Bóg chce nas dotykać. To, co my nazywamy zmysłowością, to są nasze zmysły wypaczone chęcią posiadania. Mamy pragnienie aby coś odczuwać, mieć coś dla siebie. A nie dawać. Spróbujmy sobie wyobrazić, jak Maryja przytula Józefa, jak Jezus tuli się do Matki i do św. Józefa. Mówimy o dotyku czystym. Dotykanie Boga odbywa się dzięki zmysłom, które są oczyszczone. Chodzi zatem o prawdziwą zmysłowość.

Kiedy ktoś mówi, że nie czuje Boga, dobrze byłoby zapytać go o jego dzieciństwo lub dramatyczne doświadczenia późniejszego okresu życia. Jak może dorosły człowiek odczuwać Boga, gdy ojciec nie brał go jako dziecko na kolana, a mama nie głaskała go po głowie i nie całowała? Znieczulenie nie pochodzi od Boga. Jest to oziębłość spowodowana brakiem miłości, poczuciem nicości. To trzeba przezwyciężyć. Bez oczyszczenia naszego w nocy zmysłów, oczyszczenia wiary i inteligencji, możemy czuć się źle. Maryja wielu osobom (choćby w Medziugorje) objawia się przez zapach, ponieważ węch jest najmniej zranionym ze zmysłów. Spróbujmy to sobie wyobrazić, że Maryja chce nas wziąć na kolana, chce nas pieścić. W jednym z Psalmów czytamy: „Gdy w moim sercu mnożą się niepokoje, Twoje pociechy mnie orzeźwiają” (Ps 94,19). Tu chodzi o Boski dotyk, który nie może odnosić się do zmysłów wypaczonych, do tego, co nazywamy zmysłowością. Jeśli Niepokalana nas dotyka, to oczywiście nie czujemy tego poprzez zmysły. Ona ofiaruje nam ten boski dotyk, zastrzeżony swego czasu dla największych mistyków, a teraz udzielany „maluczkim”.

Potrzebujemy życia modlitwy, odnowy przeżywania kontaktu z Bogiem. W kontakt ten włączony jest dotyk, smak, słuch, wzrok. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus przeszła przez oczyszczenie swojej wrażliwości, oczyszczenie przez zmysły. To był ciężki kryzys, to była noc zmysłów. Został on zakończony uśmiechem Najświętszej Maryi Panny. Ten uśmiech Maryi kształtuje i wzmacnia Teresę. My śnież tego potrzebujemy. Potrzebujemy czuć, że nasza Mama w niebie do nas się uśmiecha, potrzebujemy tego rodzaju wrażliwości. Niektórzy powiadają, że uczucia kłamią. Oczywiście, należy być ostrożnym i uczyć się czuć Boga. Nie chodzi o zmysłowość. Cała Tradycja Kościoła mówi o odczuwaniu Boga. Jeśli nie czujemy, może to znaczyć, że jesteśmy chorzy. Istnieją oschłości. Św. Jan od Krzyża w takiej sytuacji mówi o dotyku nocy.

Niemożność odczuwania Boga poprzez zmysły w czasie oschłości pochodzi od nadmiaru światła. Jesteśmy wtedy oślepieni, jakbyśmy patrzyli prosto w słońce. Jeśli nie czujemy Boga jesteśmy upośledzeni. Aby mówić o Bogu trzeba Go znać, trzeba być najpierw przez Niego dotkniętym i trzeba Go samemu dotknąć. Niektórzy ludzie opowiadając o życiu duchowym mówią o tym, co z niego zrozumieli dzięki własnej inteligencji. Nikogo ze słuchających to nie dotyka, nie porusza, nie wprowadza w pragnienie doświadczenia duchowego, w pragnienie, aby samemu dotknąć Boga. Życie mistyczne, to Boski dotyk. Boga trzeba „smakować”. Ci, którzy Go nie „zakosztują”, oni Go nie znają. Jeden ze świętych mówił, że działanie Ducha Świętego można odczuć poprzez ciepło, palenie wewnętrzne, ból serca, światło.

Boga trzeba przeżywać sercem. Jeżeli jest wiele informacji o Bogu, a niewiele lub nic wprowadzania w doświadczanie Go wszystkimi zmysłami, tam nie ma formacji duchowej. Mnóstwo informacji o Bogu nie przemienia człowieka. Musimy nauczyć się dotykać Boga przede wszystkim w Biblii i Sakramentach świętych. Gdy dotyka naszych warg „Biała Hostia”, podczas Komunii świętej, to dzieje się tak, jak serafin, który zbliżył się do proroka Izajasza z rozżarzonym węglem i dotknął jego warg, mówiąc: „Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”. Możemy porównać Hostię z oczyszczającym węglem, z Boskim dotykiem. Ojcowie Kościoła mówią, że materią sakramentu pokuty są łzy. Każdy sakrament ma swoją materię. Materią sakramentu pokuty jest skruszone serce. Przygotowując się do spowiedzi winniśmy tak to czynić, aby odczuć żal za grzechy, a wówczas odczujemy przebaczenie Ojca, który tuli nas w swoich ramionach.

Odczuwamy Boga w Słowie, w Eucharystii, w sakramencie pojednania. One formują na nowo nasze zranione zmysły. Brak uczuć można porównać ze śmiercią, a ślepotę duchową ze ślepotą fizyczną. Śmierć jest brakiem życia i możliwości działania; duchowa ślepota pozbawia nas Bożego światła, które pozwala widzieć i być widzianym. Nie możemy żyć bez Boskiego dotknięcia. Dotknięcia te do tego stopnia wypełniają duszę rozumieniem Boga i miłością, że można je nazwać jakby poczęciem Boga. Jesteśmy w taki sposób wezwani do zapładniania, poczynania dzięki Boskiemu dotknięciu działającemu w nas.

Czymś niezwykłym a zarazem właściwym jest powierzenie siebie Maryi „siadając na Jej kolanach i pijąc mleko Jej pociech. Bez żadnych oporów kładąc swoją głowę na Jej łonie, pozwalając, by nas dotykała, by nas pieściła i kołysała”. W tym jest samo serce modlitwy którą mistrzowie duchowi siedemnastego wieku nazywają modlitwą afektywną. Przypominają oni, że nie można mówić o modlitwie efektywnej, skutecznej, przemieniającej, jeżeli nie jest ona afektywna. Tak jest w życiu uczuciowym.

Przywiązujemy się do ludzi. Mistrzowie duchowi mówią, że pierwszą rzeczą jest wyrzeczenie się stworzeń. Dlaczego? Ponieważ nie jesteśmy w stanie poznać innych stworzeń o ile wcześniej nie doświadczyliśmy bliskości z Bogiem. Jeśli jest inaczej, próbujemy uczepić się stworzeń i upadamy. Jedną z chorób naszych czasów jest niedojrzałość uczuciowa, brak samodzielności. Nie chodzi o niezależność, lecz o nie szukanie w innych tego, czego nam brakuje. Tę rzeczywistość możemy znaleźć tylko w Bogu, a nie w człowieku. W Bogu wypełnia się nasza samotność. To przedziwne, ale tylko w Bogu nigdy nie jesteśmy sami. Gdy w naszej samotności stajemy przed Jego samotnością, samotność w nas znika.

Budujemy swój własny, bezpieczny świat i odnosimy wrażenie, że gdy będziemy musieli czegoś się w nim wyrzec, opuścić go, znajdziemy się w dużym niebezpieczeństwie. Nie będziemy jednak mogli kochać i poznać Boskiego dotyku, poczucia bezpieczeństwa na kolanach Maryi, jeśli nie powierzymy wszystkich naszych dóbr materialnych i duchowych, także naszego ciała. Wszystko należy do tego, który wszystko utracił. Bóg pragnie zjednoczenia z nami, zaślubin.

Gdy regularnie praktykujemy modlitwę to już po kilku miesiącach ilość myśli zmaleje i będziemy doświadczali dużego pokoju i satysfakcję z tego, co robimy. Zażyłość z Jezusem pogłębi się, a poczucie obecności Boga będzie wzmocnione. Możemy otrzymać wiele pociech duchowych takich jak radość, pokój, poczucie bycia kochanym i akceptowanym. Przez te pociechy Jezus chce uleczyć nasze niektóre rany z dzieciństwa, szczególnie te które są skutkiem nieotrzymania odpowiedniej ilości ciepła, czułości, braku poczucia bycia kochanym. Jednak w pewnym momencie przestaniemy odczuwać obecność Boga, będziemy odnosili wrażenie, że Bóg opuścił nas. Doświadczane dotychczas pocieszenia zmysłowe także zanikną. Ilość niepożądanych myśli zwiększy się. Nabiorą one także mocy i uczuciowego natężenia.

To poczucie nieobecności Boga rozszerzy się także na inne wymiary naszego codziennego życia, w rezultacie czego, przestaniemy także odczuwać satysfakcję, czy radość z robienia rzeczy, które dotychczas były dla nas ich źródłem. Możemy się niepokoić, że coś jest nie w porządku, że gdzieś popełniliśmy błąd. Jedynym błędem byłoby zaniechanie praktyki modlitwy głębi. Taka zmiana może być oznaką pogłębienia się naszej więzi z Jezusem, zakończenia okresu przygotowawczego i rozpoczęcia się procesu naszego oczyszczenia, który zwykle nazywany jest nocą zmysłów. Proces ten zmierza do unicestwienia naszego fałszywego ja, do uleczenia naszych ran z wczesnego dzieciństwa. Owocem tego procesu jest pogłębienie naszej pokory (bardziej realistyczne podejście do siebie) oraz wolność w podejmowaniu decyzji o własnych czynach. Ostatecznie prowadzi do pogłębienia naszej relacji z Jezusem i głębszego zjednoczenia z Nim.

Aby stwierdzić, że rzeczywiście zostaliśmy wprowadzeni w noc zmysłów, powinniśmy najpierw sprawdzić, czy nasz stan nie został spowodowany przez jakieś naturalne przyczyny. Stan psychiczny, który bardzo przypomina noc zmysłów może mieć swoje źródło w następujących przeżyciach: wielka strata (rodziny, przyjaciół, pracy, domu); zmiana otoczenia, problemy zdrowotne (np. problemy ze spaniem, jedzeniem); uświadomienie sobie prawdy, że własne życie nie toczy się tak, jak się tego pragnęło; niezaspokajanie prawdziwych potrzeb (np. odpoczynek, zabawa, modlitwa, praca, przyjaźń); nagłe uświadomienie sobie ukrytych w nieświadomości ciężkich przeżyć z dzieciństwa.

Jeśli nasz stan psychiczny nie został wywołany przez żadne z powyższych doświadczeń prawdopodobieństwo tego, że weszliśmy w noc zmysłów jest bardzo duże. Jednym ze znaków tego, że rzeczywiście rozpoczęła się noc zmysłów jest upodobanie w ciszy i samotności, w byciu sam na sam z Bogiem, pomimo tego, że nie znajdujemy w tym żadnej satysfakcji. To odczucie bycia pociąganym przez ciszę wynika z tego, że Bóg kontaktuje się z nami bezpośrednio z pominięciem rozumu, zmysłów, pamięci, czy też wyobraźni. Ponieważ nie widzimy żadnej poprawy w naszym życiu, możemy mieć wrażenie, że zamiast czynienia postępu cofamy się, lub że marnujemy czas. Powinniśmy być bardzo cierpliwi. Całkowite uleczenie zwykle dokonuje się stopniowo, gdyż nie chodzi tylko o zmianę powierzchowną, ale o uleczenie całego człowieka. Nagła zmiana może być tylko powierzchowna i krótkotrwała. Nie staniemy się świętymi w ciągu roku, co najwyżej możemy nauczyć się sprawiania pozorów, czy też naśladowania zachowania kogoś innego.

W tym procesie oczyszczenia, jakim jest noc zmysłów, poznajemy coraz lepiej samych siebie. Zostają ujawnione nasze prawdziwe motywacje, zaczynamy widzieć wyraźnie źródło naszego poczucia bezpieczeństwa, wartości, widzimy także naiwność, wręcz głupotę naszego dotychczasowego sposobu funkcjonowania. Odkrywamy skonstruowany przez nas fikcyjny świat, w którym żyliśmy do tej pory. Wszystko to zostanie wstrząśnięte jak podczas prawdziwego trzęsienia ziemi. Zostajemy otwarci, przygotowani do nowego sposobu widzenia rzeczywistości (proces przypomina uprzątnięcie, przygotowanie placu pod nową budowę). To doświadczenie bardzo nas upokarza. Może nawet doprowadzić do depresji, czy też psychicznego załamania. Jeśli nie jesteśmy wystarczająco przygotowani na to doświadczenie, czyli jeśli nasza ufność i miłość do Jezusa nie jest wystarczająco mocna, istnieje duże niebezpieczeństwo powrotu do starego sposobu życia.

W tym procesie z naszej nieświadomości wypływają nie tylko negatywne energie (myśli, uczucia), ale także pozytywne energie, których wcześniej wcale nie uświadamialiśmy sobie (zamknięte były w naszej nieświadomości). Jeśli pozytywne energie (np. Duchowe, czy też mistyczne przeżycia, parapsychiczne moce, dary charyzmatyczne itd.) ujawnią się zbyt wcześnie, tzn. zanim dokona się nasze oczyszczenie, zanim nabierzemy pokory i wewnętrznej wolności, możemy wpaść w duchową pychę, która jest tak samo niebezpieczna jak psychiczne załamanie. Nie powinniśmy przywiązywać zbyt dużej wagi do tych zjawisk. Najlepiej traktować je jak wszystkie inne myśli. W rzeczywistości są one jedynie produktem ubocznym, a nie celem naszej duchowej wędrówki. Są absolutne nieistotne w modlitwie kontemplacyjnej. Jeśli się pojawią musimy uważać, aby nas nie zatrzymywały lub, co gorsza nie ściągnęły z naszej drogi.

Podczas nocy zmysłów zostaje także zburzony nasz ograniczony obraz Boga, oraz nasz dotychczasowy sposób obcowania z Nim. Bóg czyni to poprzez zredukowanie naszej dotychczasowej koncepcji Boga do ciszy. Może się nam w tym czasie wydawać, że Bóg nas opuścił, albo, że utraciliśmy wiarę. Takie odczucie może być przyczyną porzucenia modlitwy i poszukiwania pociech, czy też ratunku poza Bogiem. Aby uniknąć tych niebezpieczeństw potrzebna jest zdrowa nauka. Wymagane jest także pogłębianie swej zażyłości z Bogiem poprzez życie sakramentalne, a także takie praktyki jak lectio divina, czytanie Pisma św., liturgia, modlitwa oraz poprzez praktykowanie służby innym ludziom (najczęściej oznacza to wierne wypełnianie obowiązków swego stanu).

Ponieważ w tym procesie zostaje zburzony, a przynajmniej mocno wzruszony cały nasz dotychczasowy świat (wszystkie podstawy, na których się on opierał) oraz wszystkie źródła naszej siły i pociechy, pojawia się olbrzymia pokusa zaniechania tej drogi, przerwania tego procesu, odbudowania swego iluzorycznego świata, w którym czuliśmy się bezpiecznie i powrotu do starego sposobu życia. Jednak jeśli wrócimy nasze fałszywe ja pójdzie z nami. Wcześniej czy później będziemy musieli znowu, w innych okolicznościach zmierzyć się z nim. Przed ulegnięciem tej pokusie może nas obronić jedynie całkowita determinacja oddania się budowie relacji z Jezusem. Na tej drodze możemy wytrwać tylko wtedy, gdy widzimy ją jako naszą odpowiedź na wezwanie Jezusa „Pójdź za mną”, jako naszą odpowiedź na Jego zaproszenie do przyjaźni. Jak w każdej przyjaźni niezbędny jest całkowite zaangażowanie (oddanie, poświęcenie) się w budowę głębokiej relacji z Jezusem. „Nie zrezygnuję z tej drogi. Dla miłości Jezusa decyduję się na kontynuowanie tej wędrówki poprzez pustynię oczyszczenia, niezależnie od tego co mnie spotka, co się wydarzy.” Taka determinacja jest warunkiem osiągnięcia celów nocy zmysłów.

Piotr zaparł się Jezusa, pomimo wyrażenia gotowości oddania za Niego swojego życia, ponieważ jego intencje, motywacje nie były jeszcze oczyszczone. To wydarzenie ujawniło jego prawdziwą hierarchię wartości. Obrona własnego życia okazała się ważniejsza, niż dotrzymanie obietnicy danej Jezusowi. Jeśli przyjmiemy te wszystkie wstrząsy i rozbicie naszego starego świata, stopniowo przestajemy identyfikować się z naszym emocjonalnym programem na szczęście i osiągamy nową wolność, zaczniemy żyć w realnym świecie. Przede wszystkim wzrośnie nasze zaufanie do Boga oraz nasza pokora (realistyczne podejście do życia, znajomość siebie). Staniemy się bardziej podobni do Chrystusa. Będziemy także przygotowani do następnego etapu drogi duchowej, który prowadzi nas do przemiany i zjednoczenia.

Mam nadzieję, że ten dłuższy wywód będzie dla Pani pomocny. Serdecznie pozdrawiam – z Bogiem. Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9998546 * Liczba go¶ci online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC