MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Ciężko zwrócić się do Boga



Często czytam te listy i przychodzi mi do głowy wiele pytań. Ja zgrzeszyłam i zawiodłam Boga – teraz się nawróciłam mimo, że myślałam, że zawsze będę żyć w grzechu. Świadomie się na to zdecydowałam ( na życie w grzechu ), nadal kochałam Boga tylko nie byłam z nim do końca. Powiedziałam mu to, że go kocham, ale nie potrafię zmienić swojego życia. Wtedy dziwnym splotem wypadków wróciłam do Niego i trwam w wierze, chodzę do spowiedzi, na mszę świętą... Jednak mam takie wrażenie, że to jak wtedy żyłam doprowadziło kary. Zrujnowałam sobie życie w pewnym sensie sama, teraz ponoszę tego konsekwencje. Staram się odnaleźć Boga, modliłam się o pomoc ale chyba nic z tego nie wyszło. Boje się modlitwy której Bóg nie wysłucha, boję się, że zawiodę się na Bogu, że mnie nie wysłucha i zostawi samej sobie. Dlatego modlę się po prostu, bo się modlę. Potrzebuję pomocy Boga i jego wsparcia, potrzebuję „tamto” naprawić, ale jest mi ciężko zwrócić się do Boga. Jak przestać się bać, że Bóg mnie odrzuci, może lepiej nie czekać na niego....
Ewelina



Pani Ewelino!

To, jak człowiek żyje „teraz”, wpływa na jego życie „później”. Pani nazywa karą to, co jest skutkiem nieodpowiednich, czy nieodpowiedzialnych ludzkich decyzji. Życie układa się nam według naszych wyborów. Jak człowiek w życiu decyduje tak w przyszłości cierpi lub się raduje. Bóg stwarzając człowieka, określił pewne prawa dla jego natury i porządek we wszechświecie. Jeśli człowiek tych praw przestrzega, żyje rozumnie, sprawiedliwie i pobożnie; życie jest lżejsze, co nie oznacza, że pozbawione problemów. Jeśli natomiast człowiek wzbrania się przed stosowaniem zasad ustanowionych przez Boga: dobrych, mądrych, służących jego wzrastaniu i szczęściu, występuje przeciw sobie, sam siebie karze. Bóg tego nie chce, ale człowiek wraz z określonymi czynami, decyzjami pociąga za sobą konsekwencje przykre dla własnego życia.

Nie oznacza to, że Bóg nie może naprawić tego, co człowiek w swojej bezmyślności czy krótkowzroczności nie przewidział. Pani modlitwa jest bardzo istotna. Ona wskazuje na fakt, że Pani wierzy Bogu. To On odwraca nieszczęścia od człowieka, jakie ten ściąga na siebie. Proszę jednak próbować odróżnić zwykłą prośbę kierowaną do Boga, od modlitwy błagalnej. Prosząc Boga o cokolwiek sprowadzamy Go niejako do swojego poziomu problemów, proponując Mu, aby spojrzał na naszą prośbę z naszego punktu widzenia. Natomiast wtedy, gdy zanosimy do Boga modlitwę błagalną decydujemy się na Boży porządek taki, jaki on będzie. W modlitwie błagalnej mamy do czynienia z tajemnicą zjednoczenia człowieka z Bogiem, a tym samym jego woli z wolą Bożą. Jezus w Ogrodzie Oliwnym prosił: „Oddal ode mnie ten kielich”. To była Jego prośba modlitewna do Ojca. Dodał jednak bardzo istotne zdanie: „Ojcze, nie jako ja chcę, ale jako Ty”. To jest modlitwa błagalna, w której zależy Jemu na pełnieniu woli Ojca.

W takiej modlitwie Boga uznaję za mojego Boga, któremu wszystko podporządkowuję. On wie co jest dla mnie dobre, bo „przenika mnie i zna całego”. Modlitwa błagalna umiejscawia człowieka na poziomie zgody z wolą Boga. Co więcej, przystaję na Jego wolę nie pod wpływem przymusu, lecz na mocy miłości do Niego, z tym samym zaufania, że On wie, co czyni, co jest lepsze, gdyż jest Ojcem, Dobrym Pasterzem, samą Miłością. Gdy mówię Panu Bogu w modlitwie co ma dla mnie uczynić, to jest to mój zestaw życzeń i próśb. Nie wychodzę w tej modlitwie poza siebie samego. Posługuję się w niej Bogiem, bo moje możliwości okazały się za małe, by określony problem rozwiązać.

Bóg zawsze wysłuchuje dobrej modlitwy. Dobrą modlitwą jest ta, która dotyczy dobra. Bóg nie daje człowiekowi tego, o co prosi, lecz doskonałość tego. Nie wiemy co jest dla nas lepsze, gdyż oczy nasze bywają na uwięzi, spodziewając się, że nasze prośby tak naprawdę odnoszą się do tej rzeczywistości, którą również Bóg postrzega. Dobra modlitwa człowieka nie zmienia Boga, Jego nastawienia, gdyż ono jest zawsze pełne troski. Dobra modlitwa zmienia człowieka w takim znaczeniu, że prosi on Boga i pokornie czeka na łaskę przemiany. Bóg widzi moje wysiłki, braki, pragnienia. Wie co powinien czynić. W naszej modlitwie powinna dokonywać się przemiana z modlitwy prośby, w której sugeruję (podpowiadam) Bogu, co powinien zrobić, w modlitwę błagalną, w której chcę tego, czego On chce. Ojciec nie pozbawił krzyża swojego Syna. Został wysłuchany przez Ojca dzięki swej uległości. Jego uległość doprowadziła Go do krzyża. Modlitwa Jezusa wypełniła się przez zmartwychwstanie, a nie przez uniknięcie cierpienia i śmierci.

Prosimy Boga chcąc uniknąć nieprzyjemnego i niekorzystnego dla nas obrotu spraw. Chcemy oddalić cierpienie, którego się lękamy. Tymczasem każda przemiana, każde dobro można osiągnąć przez cierpienie i stratę czegoś, czego nie chcielibyśmy utracić. Bóg niekiedy nie wysłuchuje moich próśb, w moim rozumieniu ich spełnienia, okazując w ten sposób swoje miłosierdzie. Człowiek często nie wie o co Boga prosi. Jezus zapytał matkę i synów Zebedeusza: „Czy wiecie, o co prosicie? Czy możecie pić kielich, który ja mam pić?” A przecież matka tych młodzieńców chciała jedynie szczęścia synów, by zasiadali oni w królestwie Bożym, jeden po prawej a drugi po lewej stroni Chrystusa.

Bóg chroni mnie, człowieka, przed niektórymi moimi modlitwami, nie wysłuchując ich tak, jak o to proszę. Ja bowiem nie wiem tego, co z wysłuchaniem mojej prośby będzie się łączyło, co z tego dla mnie i osób najbliższych mogłoby wyniknąć. Pewien człowiek powiedział, że Bóg ukarałby go, gdyby spełnił każdą jego prośbę. Ale tego nie widzimy w danej chwili, gdy Boga prosimy, a może zobaczymy później i będziemy przeżywali zachwyt miłością i mądrością Boga. Może być i tak, że modlitwa nie zostaje wysłuchana, ponieważ człowiekowi brakuje wytrwałości w proszeniu. Za mało zależy nam na dobru, o które prosimy.

Pisze Pani o swojej obawie, że może zawieść się na Bogu? Bóg nie zawodzi. Ten z Ewangelii nie zawodzi nigdy i nikogo. Zawodzi ten, którego człowiek sobie wymyślił. Zawodzi Bóg „stworzony” przez człowieka na jego wyobrażenie, według odczuć opartych na lęku. Potrzeba poznać Boga jakim jest w Piśmie świętym. A jest On Bogiem miłości i miłosierdzia, kochającym człowieka, szukającym grzeszników, dla nich przyszedł na ziemię „aby szukać i zbawić to, co zginęło”. Gdy pisze Pani o tym, że boi się, iż Bóg może Panią zostawić, to przypominam sobie tekst Biblii, w którym czytamy: „Choćby wszyscy o tobie zapomnieli, ja nigdy o tobie nie zapomnę”. Bóg jest jak Ojciec i Matka, który podnosi człowieka jak dziecko, tuląc do swego policzka. Towarzyszy temu doświadczenie Jego łagodności, ciepła, czułości, dobroci. Pani się boi Boga, nie znając Go. Poznanie Boga uwalnia od lęku przed Nim. On nie chce, abyśmy się Go bali, lecz byśmy Go kochali.

Bóg nie zostawia człowieka samemu sobie. Nie może zostawić swoje stworzenie ten, który „ulepił” je na swój obraz i podobieństwo. Nie zostawia Ten który cierpiał, umarł i zmartwychwstał aby przed człowiekiem otworzyć niebo. Proszę w swoją modlitwę wprowadzić osobisty, serdeczny, bezpośredni dialog z Jezusem Chrystusem. Proszę się z Nim zaprzyjaźnić. „Nie nazwę was sługami, ale przyjaciółmi” – tak mówi Pan. W modlitwę proszę „włożyć” swoje serce czyli uczucia, emocje, potrzebę, pragnienie, tęsknotę za miłością. Gdy uczymy się kochać, z serca naszego ustępuje lęk. Nie można poznać Boga odnosząc się do niego chłodno, oficjalnie, formalnie. To co mówimy do Jezusa powinniśmy pragnąć w sobie odczuwać. Trzeba być w słowach do Niego kierowanych. Modlitwę uczymy się rozumieć jako przywilej, nie zaś w kategoriach obowiązku. „Mogę się modlić. Mogę mówić do Boga. On mnie słucha. Jest ze mną, jest dla mnie, jest we mnie”.

Potrzebować pomocy Boga, to brzmi tak, jakbyśmy tylko tego od Niego oczekiwali, co On nam daje. On rzeczywiście chce sam siebie dać. Jezus chce być ważny, najważniejszy w Pani życiu. Istotne jest zatem to, aby do Boga się zbliżyć, mówiąc do Niego, wyrażając przed Nim swoje uczucia, pragnienia, tęsknoty, marzenia, dążenia, plany. Prośba nie jest pierwszą sprawą o której trzeba pamiętać w odniesieniu do Boga, lecz bliskość z Nim. Być może aby coś naprawić, trzeba komuś wybaczyć, może sobie wybaczyć, a także pogodzić się w sobie z doznaną stratą. Proszę zacząć żyć w Jego obecności z tą świadomością, że On jest, słucha mnie, patrzy na mnie, mówi do mnie. Otrzyma Pani wówczas światło, a tym samym zrozumienie dla swojej sprawy w jaki sposób postępować. Żeby coś naprawić, to trzeba się pojednać z Bogiem, ludźmi i ze sobą; pozwolić się Bogu przemienić w myśleniu, w patrzeniu na przeszłość i w patrzeniu w przyszłość. Może niezbędne jest spojrzenie wiary na to co było. Gdy przeżyliśmy jakieś wydarzenia które nas bardzo bolały i ciągną się za nami wielkim niepokojem, potrzeba wprowadzenia Jezusa w ich przeżywanie, potrzeba spojrzenia człowieka, który wierzy Bogu.

Wierzymy w Bożą Opatrzność. Człowiek wierzący nie uznaje przypadków. W każdej sprawie jest jakiś zamysł Boga, który trzeba odczytać. Ta zdolność jest nam dana gdy idziemy drogą wiary i miłości. Jest Pani ciężko zwrócić się do Boga. Jest to podobne do sytuacji w której chcemy prosić o pomoc człowieka, któremu nie ufamy. Grzech jest dramatem człowieka. Bóg daje zawsze każdemu szansę powrotu. Proszę mi uwierzyć, że Bóg nikogo nie odrzuca. To ważne, by komuś w życiu wierzyć. Pani lęk może być spowodowany grzechami. Nasze życie w grzechu sprowadza wiele trudnego napięcia, niepewności, lęku, poczucia małej swojej wartości, nieprzydatności. Może została Pani przez pewnych ludzi, czy określonego człowieka odrzucona i będąc w takim klimacie przeżyć, a tym samym niepokoju jest przekonana, że Bóg może się zachować podobnie.

Proszę powoli starać się zmieniać swoje myślenie o Bogu, czytając Nowy Testament. Poznając Jezusa, nie można się Go bać. On nigdy nikomu nie zaszkodził. Proszę powiedzieć Jezusowi, że Pani się Go boi. Trzeba mówić o swoich choćby najczarniejszych odczuciach, obawach, strachu. O będzie Pani modlitwa na teraz, która jest bardzo potrzebna. Modlić się możemy, a nawet powinniśmy tym, co odczuwamy i jak myślimy. Jest to sposób na oddawanie Bogu tego, co człowieka nadmiernie obciąża i odczuwa on osaczenie przez problemy z których nie widzi wyjścia. Proszę Jezusowi opowiadać. Jeśli Pani potrafi, jest w stanie, proszę płakać. Można wziąć do ręki krzyż, większy krzyż i przytulić się do niego. Pobyć w ten sposób czas jakiś. Niedawno świat cały obiegło zdjęcie papieża Jana Pawła II, który w swojej kaplicy, w Wielki Piątek, przytulił krzyż do siebie. Proszę wyrazić swoje uczucia przed Bogiem, trzymając krzyż, mówiąc wprost do Jezusa Ukrzyżowanego.

Trzeba „zaryzykować” otwarcie się na Jezusa. To pomaga. Jakie jest inne wyjście? Powierzenie się temu, o którym tak wielu ludzi mówi, że On nie zawodzi. Jedyny, któremu można zaufać do końca. Będę się modlił o dar odwagi dla Pani, o pójście w stronę Jezusa mimo obecnego lęku, pomimo odczuwanej niepewności. Proszę iść naprzód, iść w Jego stronę, w stronę Boga.

Serdecznie Panią pozdrawiam – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9998546 * Liczba go¶ci online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC