MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czy potrzebne są nowe kościoły?



Wczoraj wieczorem widziałam w telewizji reportaż. Pojawiło się coś co zwie się tak : wolny kościół reformowany, liderem tej grupy jest jakiś pastor Ernest Ivanovs, pracuje w tzw. podziemiu i daje błogosławieństwo osobom tym wszystkim homo niewiadomo, ale oprócz tego skupia ludzi którzy odłączyli się od kościoła rzymskokatolickiego, wydaje mi się, że tym osobom chyba wszystko jedno gdzie należą, chyba chodzi im o jakaś akceptacje ( pomijam w tym osoby o innych orientacjach seksualnych ) taka refleksja mnie naszła.. czego ludzie szukają, co jest najważniejsze?. I właśnie chyba najważniejsze jest dla nich poczucie jakiegoś bezpieczeństwa, miłości, bliskości i taka grupa spełnia te oczekiwania, są sobie wzajemnie potrzebni. Przecież w naszym kościele chodzi o to samo, ale kościół nasz przegrywa niestety na tym polu, bo jest wielki dystans między kapłanami a wiernymi, brak porozumienia, brak poczucia wspólnoty i to przyczyna ucieczki ludzi i szukania czegoś autentycznego.. bo takie grupy są bardziej autentyczne. Jak tak patrzyłam na ten reportaż to takie spotkania tej grupy przypominają trochę spotkania Odnowy w Duchu Świętym co do której mam mieszane uczucia, bo bardzo działa nie tyle na ducha co na psychikę mniej odpornych ludzi.

Jestem ciekawa co sądzisz o tym wolnym kościele reformowanym, nie jest on nigdzie zarejestrowany jako mniejszość wyznaniowa ale z tego co usłyszałam działa w Warszawie i Krakowie , a przyszło do nas to ze strony wschodniej. Zawsze jak słyszę o takich grupach to pojawia się we mnie jakaś tęsknota, nie wiem za czym, może po prostu za normalnością i nigdy nie wiem czy to sekta, czy po prostu ludzie szukają czegoś co daje im ta normalność zdegustowani i sfrustrowani zimnym kościołem naszym, no bo jest zimny z bólem to stwierdzam ale jest zimny.

Marta



Marto!

W naszym Kościele chodzi o to samo (poczucie bezpieczeństwa, miłości, bliskości), ale tu tego nie znajdują. To przykre. Może nie wytrwale szukają. Podobnie jak świeccy w małżeństwie w rodzinie tak i my kapłani różni jesteśmy w tym względzie. Nie potrafimy, niekiedy wydaje się, że niektórzy boją się wyrażać wobec świeckich wiernych tę zasadniczą prawdę, że jesteśmy braćmi siostrami w Kościele. Bliskość innych niekiedy kapłanów usztywnia, wchodzą w ton oficjalny, pouczający. Uważają na to, że trzeba będzie teraz wobec tych osób dać świadectwo o Chrystusie. To prawda, że potrzebne świadectwo, lecz nie w sposób wymuszony, sztuczny, oficjalny. Tam gdzie jest miłość do człowieka, tam nie jest potrzebna super kontrola własnych zachowań: czy nie powiem za wiele, czy ten gest nie wywoła niepotrzebnych skojarzeń i tak dalej.

Cóż z Tego, że w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, czy jakimś małym miasteczku lub wiosce znajdzie się kapłan dający to, czego większość ludzi szuka: bezpieczeństwa, miłości, bliskości, zrozumienia? Ludzie szukają u kapłana tego, co chcą otrzymać od Chrystusa. Kapłani żyjący tym, w co uwierzyli, są przekonywujący do Jezusa i Kościoła. Trzeba modlić się za kapłanów. Sami kapłani winni szukać nowych sposobów docierania do wiernych, przede wszystkim komunikatywne kazania, przygotowane, mówiące o życiu a nie o doskonałości nie możliwej do wzięcia na ramiona i poniesienia jej. Istnieje rzeczywiście brak porozumienia między kapłanami a świeckimi. Trudno jest księżom słuchać świeckich, wczuwać się w ich argumentację wypowiedzi, pretensje jakie w sobie noszą, zranienia prze duchownych, które latami w nich krwawią.

Kościół, który skupia osoby homoseksualne pojawił się w Polsce. Te osoby, o takiej orientacji szukają swojego miejsca także w wymiarze religijnym. Mają do tego pełne prawo. To jest ich potrzeba i prawo realizowania tej potrzeby. Słuchałem wypowiedzi młodego człowieka, któremu prawdopodobnie ksiądz powiedział tak: ponieważ jesteś homoseksualistą, nie ma dla ciebie miejsca w Kościele katolickim. To jest zupełne nieporozumienie. Rozumiem księży, podobnie jak określoną grupę świeckich, którzy na słowo homoseksualizm reagują agresją. Nie ma to nic wspólnego z wymiarem religijnym, czy stanowiskiem Kościoła katolickiego. W 1986 roku Kongregacja Nauki Wiary wydała „List do Biskupów Kościoła Katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych”. Nie mam orientacji co dalej się dzieje z tą sprawą, jakie ów list znajduje przełożenie na życie w Kościele.

Nie sądzę że taki Kościół jest potrzebny. Co on wnosi nowego? Tolerancję? To znaczy, że w Kościele katolickim jej nie ma? Należy przyznać, że każdy z księży ma swój punkt widzenia na wiele spraw i ma do tego prawo. Rzecz jednak polega na tym, że najpierw człowieka trzeba przyjąć, wysłuchać, potraktować go jak bliźniego, wczuć się w jego wypowiedzi, odniesienia krytyczne do spraw w Kościele, a potem powoli, z pokorą, bez atakowania świeckich i obrony duchownych wyjaśniać. Równocześnie uwiadamiam sobie, że zarzuty są kierowane do duchownych. Czy słusznie? Przecież Kościół tworzą również świeccy. Jest tyle ruchów w Kościele katolickim. Czy ci, którzy mówią o drętwocie, chłodzie emocjonalnym w Kościele nie mogliby zainteresować się życiem ruchów: Odnowa w Duchu Świętym, Oazy Neokatechumenat, Akcja Katolicka itd.?

Wszyscy tęsknimy za normalnością, a równocześnie niektórzy się bronią przed nią dostrzegając właśnie w niej jakieś nadużycie, niestosowność. Ludzie w takich Kościołach to osoby należące do ruchów antyklerykalnych. Słuchałem audycji w Trójce i wypowiadały się osoby właśnie z tego ruchu czy partii. To nie są osoby występujące przeciwko Bogu, ale takim a nie innym księżom, przez których zostały zranione. Rodzi się pytanie, dlaczego jeden ksiądz pozbawiony dobrego wychowania, mówiąc bardzo delikatnie, będzie decydował o tym, że odchodzę z Kościoła katolickiego i wstępuję do nowo tworzonego. A może ja, z grupą przyjaciół, spróbujemy w naszej parafii stworzyć taki klimat, bez wpędu na to, jaki ksiądz czy księża pracują, aby ludzie szukający ciepła, poczucia bezpieczeństwa, życzliwości znaleźli ją u Chrystusa czekającego na nich w kościele parafialnym. Najprościej to obrazić się, wziąć nogi za pas i odejść.

Jeśli Kościół jest zimny, jak napisałaś, to co zrobić, żeby uczynić go ciepłym, a nawet gorącym? Wydaje mmi się, że nie można oczekiwać tego, że księża to zrobią sami. Są ci, którzy są otwarci na współpracę, na propozycje, ale i ci pozamykani w sobie, sprawujący sakramenty a potem nieobecni wśród ludzi. Tego nie unikniemy. Tworzące się Kościoły w znacznej mierze bazują na tym. Dla każdego człowieka, bez względu na to jak myśli, jaką ma orientację seksualną, czy jest zadowolony z kazań czy też nie – jest miejsce w Kościele Katolickim. Nie wolno się zrażać! Zobacz, że Świadkowie Jehowy bazują na ludzkiej awersji do księży. Zawsze chodzi o pieniądze, brak kultury, brak wczucia się w sytuację człowieka, który mówi, że nie mógł zachować się inaczej, a ksiądz tylko egzekwuje prawo. Takie są fakty, ale to chwyty poniżej pasa.

Nie ma potrzeby nowych Kościołów, ale naprawdę potrzebujemy odnowy naszego Kościoła Katolickiego. Ta odnowa jest zależna od kapłanów. Kościół jest taki, jacy są księża. To jest moje zdanie. Ksiądz niekiedy się cieszy, że nie pozwolił na jakieś wybryki, hałasowanie, stanie młodzieży przed kościołem podczas Mszy św. To takie łatwe zabronić albo rozpędzić. O wiele trudniej pójść do tych młodych zbuntowanych, często niekochanych w swoim środowisku osób, przepędzanych z miejsca na miejsce i wysłuchanie ich. Potrzeba w Kościele Katolickim kapłanów z żywą wiarą. Wtedy nie będą powstawały nowe kościoły gdyż nie będzie ludzi, którzy chcieliby ich tworzyć. Słyszałem głosy, że to obecna rozwiązłość, rozwody, materializm, myślenie liberalne, „wszystko im wolno”, pornografia, supermarkety prowadzą do tego, że ludzie odchodzą od Kościoła. Odchodzą, ponieważ nie znajdują tego, czego w Nim szukają – Boga żywego i prawdziwego. Nie znajdują osób, o których można byłoby powiedzieć to, co powiedział jeden z francuskich dziennikarzy który odwiedził wioskę Ars, by ośmieszyć proboszcza miejscowego kościoła – „spotkałem Boga w człowieku”. Szuka się kapłanów oddanych Bogu i człowiekowi, nie szukających siebie, mających czas dla człowieka, nie patrzących przede wszystkim na przepisy prawa, ale na duchowe dobro osoby. Szuka się kapłanów, którzy okazują szacunek wiernym, uczą wierzyć, modlić się, z nadzieją szukać wyjścia z wielu bardzo trudnych problemów. Szuka się kapłanów, którzy będą dla ludzi: nie przestraszą się ich słów krytycznych, odmiennych poglądów, niesłusznych pomówień. Szuka się kapłanów, którzy będą walczyć o człowieka, o jego zbawienie, mających dla nich czas w konfesjonale, nie uważających się za tych, którzy za ten świat umarli na krzyżu.

Jest tak wielu prawdziwych kapłanów, pasterzy w Kościele Katolickim. Oni kochają Kościół i człowieka zmęczonego grzechami. Jest wielu kapłanów którzy mają dobrą świadomość własnej grzeszności. Jezus przez ich grzeszność uczy ich pokory i prostoty, szacunku do podobnych sobie. Nie zniechęcają się, że ktoś nie przychodzi do kościoła niedzielę. Szukają ludzi, a po kolędzie będąc, zapraszają życzliwie, bez atakowania i straszenia grzechem ciężkim. Straszenie, mówienie o tym, że nie będzie pogrzebu katolickiego jest wielkim nieporozumieniem. Trzeba znaleźć sposób dotarcia do umysłu, serca człowieka, nie zaś „zamykanie” tego, który z różnych racji stał się uprzedzonym, wątpiącym, przesadnie krytycznym, poranionym.

Proszę – módl się za kapłanów. Ta intencja wydaje mi się być najważniejsza w sytuacji, w której mówimy o odnowie w Kościele Katolickim.

Serdecznie Cię pozdrawiam – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9472870 * Liczba go¶ci online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC