MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Dlaczego depresja nie może być Bożą pedagogią?



(W pierwszym liście do Pani Kingi napisałem słowa, które poniżej przytaczam):

Choroba, ból, cierpienie są złem. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Doświadczając ich, człowiek może się uczyć i nauczyć wielu spraw ważnych, zyskując tym samym określoną mądrość życia Poznaje przede wszystkim siebie, swoją wytrzymałość na cierpienie, lub całkowity jej brak. Osoba chora doświadczająca depresji zostaje rzucona w świat zupełnie jej nieznany. Nie jest to jej winą. Od strony genetycznej można byłoby zapewne przewidywać pojawienie się depresji. Jesteśmy ludźmi wrażliwymi, przeżywającymi wiele spraw trudnych, osobiście dla nas ważnych, których jakość przeżywania ma wpływ na to, co się będzie działo z naszą psychiką, uczuciowością.

Jest wiele sentencji i mądrych myśli mówiących o pozytywnej stronie cierpienia: że hartuje człowieka, otwiera go na innych, zwiększa empatię, przyspiesza dojrzewanie, pozwala dostrzec rzeczywistość duchową, toruje drogę do Boga. Kiedy jednak tkwimy w cierpieniu, trudno uwierzyć i zobaczyć te ewentualne przyszłe korzyści. Natomiast zawsze warto zadać sobie pytanie: jaka wieść, jakie przesłanie dla mnie wiąże się z tym cierpieniem? Czego się dowiedziałem? Czego się nauczyłem? Również cierpienie może czemuś służyć, mieć swój ukryty cel czy też nieprzewidywalny skutek.

Odpowiedź na pytanie, które Pani postawiła jest dla mnie bardzo trudna. Bardzo trudno zdobyć mi się na odpowiedź, że cierpienie kogokolwiek, a w tym przypadku, cierpienie Pani, było darem Bożym. To, co Bóg daje, dar Boży, kojarzy mi się zawsze z dobrem, zdrowiem, światłem umysłu, pojednaniem człowieka z człowiekiem, przebaczeniem. Bóg jest dobry. Nie może On dawać człowiekowi to, co jest złem. Choroba, cierpienie jest złem. Niektórzy ludzie wychodzą z depresji ubogaceni, mocni, doświadczeni, mądrzy. Odkryli coś czego wcześniej w sobie nie dostrzegali. Dotarli do swoich granic możliwości i wyrazili na nie swoją zgodę. Depresja może człowieka uczynić bardzo dojrzałym. Jest jednak i tak, że niektórych doprowadza ona do samobójstwa, negacji Boga, odrzucenia wartości, jakie dotychczas w swoim życiu uznawali za fundamentalne. Niezwykłe jest to, że spotkała Pani na swojej drodze mądrego spowiednika, kierownika duchowego. Jego towarzyszenie było słuszne, właściwe. To był dar Boga dla Pani na ten szczególny czas.

Czy choroba jest Bożym darem dla konkretnego człowieka, może stwierdzić jedynie ta osoba, która choruje, czy też przeżyła czas uciążliwej choroby. Dary Boga rozeznajemy we wspólnocie Kościoła, ale też w pewnych sytuacjach owo rozeznanie wydaje się być ograniczone jedynie do osoby zainteresowanej. Podam przykład. Kiedy młody człowiek pyta mnie, czy on ma powołanie do życia kapłańskiego lub zakonnego, to wówczas odpowiadam mu, że nie wiem. To jemu Bóg mówi. Mogę jedynie wskazać, w jaki sposób może rozeznać, co Bóg mówi. Niektórzy usiłują powiedzieć młodemu człowiekowi: ty masz powołanie do kapłaństwa. Czy to jest postawa odpowiedzialna? Podobnie ktoś mówi dziewczynie: ty powinnaś zostać Siostrą zakonną. Co ona powinna, to wie Bóg i osoba zainteresowana. To, że ktoś lubi się modlić nie jest znakiem wskazującym na fakt posiadania daru powołania kapłańskiego czy zakonnego.

Kilkanaście lat temu przeżywałem określone trudności. Było to znaczne cierpienie. Obecnie, po kilkunastu latach z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że było ono darem Bożym dla mnie. Jak to wygląda w sytuacji, którą Pani przeszła, nie umiem powiedzieć. Proszę pytać Boga. On odpowiada przez myśli i odczucia jakie w nas pojawiają się podczas modlitwy i nie tylko w czasie modlitwy. Pomocą może być odpowiednia lektura, artykuł prasowy, rozmowa z kierownikiem duchowym, spowiednikiem, usłyszane w kościele kazanie, doświadczenie ciszy w górach).


+
Drogi Ojcze,

Nie miałam wczoraj czasu pisać, ale dzisiaj jeszcze raz ponownie przeanalizowałam Ojca list i coś mi się nie zgadza. Otworzyłam chociażby przed chwilą Ojca stronę i już Strona główna mówi co innego. Jeżeli wszystko, co się dzieje w naszym życiu czemuś służy, to dlaczego depresja nie może być elementem Bożej pedagogiki? Wiele na ten temat czytałam. O ile sobie przypominam były to m.in. "Przełom połowy wieku" A. Grüna, "Świat ludzkich kryzysów" Z. Płużek, "Depresja a życie duchowe", "Szaleńcy Boży" Brata Efreima, "Noc jest mi światłem" W. Stinissena. Jest jeszcze cała teoria "nocy ducha "św. Jana od Krzyża, która w jakimś wymiarze też zahacza o depresję, bo trzeba pamiętać, że we jego czasach nie była ona dokładnie zdiagnozowana i podział na "noc ducha" oraz "melancholię" jest sztuczny. Jeżeli Bóg chce dla nas tylko dobrze, to czy nie zsyła też depresji, żeby do nas trafić? Przemawia do mnie opinia Junga na temat podziału życia na okresy-po czterdziestym roku życia następuje wyhamowanie aktywności życiowej i czas zdejmowania masek społecznych. Czasami Bóg musi posłużyć się depresją, żebyśmy zaczęli być sobą, czyli doszli do swojego prawdziwego "ja".

Co Ojciec o tym sądzi?
Kinga




Pani Kingo!

Depresja może być elementem Bożej pedagogiki. Według Junga jest ona „nie tylko nieprzyjemnym symptomem, ale jest również okrężną drogą energii skierowaną ku temu fragmentowi rzeczywistości, którą dotąd dana osoba zaniedbywała”.

Na pierwszej stronie „Przemiany” napisałem: „Wszystko to, co pojawia się w życiu człowieka, ma określony i przewidziany przez Boga sens i cel. Dobrze jest tak właśnie spojrzeć na własne namiętności, choroby, konflikty, problemy”. Kto może, kto powinien stwierdzić że depresja konkretnej osoby jest darem Pana Boga? Pani zrozumiała depresję jako dar. To wielka wartość i wyraz wiary dostrzeżenie w niej „palca Bożego działania”. Nie czuję się jednak upoważniony do tego, aby powiedzieć człowiekowi, który przeszedł dramat depresji i jego skutki może odczuwać w swoim życiu przez wiele lat: „To był dar Pana Boga dla ciebie”.

Mój znajomy zachorował na depresję wiele lat temu. W jakimś okresie towarzyszyłem mu w zmaganiu się z nią. Wydawać by się mogło że już z niej wyszedł. Boi się nadal podejmowania decyzji. Wycofuje się z tego co byłoby dla niego społecznym awansem, nobilitacją w środowisku, podnoszeniem kwalifikacji zawodowych. Lęk, obawa przed koniecznością rozwiązywania problemów pojawiających się w ludzkich zespołach pracowniczych, które mogłyby na nowo jego życie uczynić koszmarem.

Inny kolega, przez wiele lat pracował jako fachowiec w swojej branży, z bardzo dobrymi wynikami. Energiczny, lubiany, skuteczny. Doświadcza depresji. Wiele razy z nim się spotkałem. Stan przerażający. Lekarze są bezradni. Nie wiedzą już jak mu pomóc, gdyż zupełnie z nimi nie współpracuje. Nie na miejscu byłoby powiedzenie: „To jest dar Pana Boga”. Czy wyjdzie z tego? Być może. Patrzę na to, co z nim się dzieje i czasem wątpię. Powinienem wierzyć a nie czepiać się rzeczywistości, która tak a nie inaczej się objawia? Modlę się każdego dnia w jego intencji. Jest w rękach specjalistów, a przede wszystkim w ręku Pana Boga.

Rozumiem Panią. Oczekuje Pani ode mnie jednoznacznej odpowiedzi. Udzieliłbym takiej, gdy miałem kilka lat kapłaństwa, ale nie teraz. Jestem kapłanem który wierzy Bogu, lecz zła nie nazywa Jego darem. Mogę nazwać darem Pana Boga coś, co wydarzyło się w moim życiu. Nie mogę jednak uczynić tego za kogoś innego. Jeśli ktoś dostrzega w swoim cierpieniu element Bożej pedagogii, skłaniam przed nim czoło dla jego wiary. Ale nie mogę oczekiwać, by wszyscy dostrzegali w cierpieniu dar Boga. Jako kapłan wierzę w dojrzewanie człowieka do przyjęcia i uznania za dobre tego, co wydawało się być niegdyś jego koszmarem.

Jeszcze inaczej. Może spójrzmy na sprawę choroby trochę szerzej, nie obejmując jedynie rzeczywistości depresji. Oglądałem reportaż emitowany przez telewizję. Pokazano dwoje dzieci w domu dziecka. Odebrano je rodzicom. Jest to rodzeństwo: brat i siostra. Urodzili dzieci z kazirodczego związku. Gdy dorosną czeka je wiele chorób, wiele cierpienia. Jak na to spojrzeć? Czy one w przyszłości powinny Bogu dziękować za dar życia, za cierpienia, które będą musiały znosić? Czy doświadczanie przez człowieka różnych chorób, patologii jest również po to żeby Bóg mógł trafić do człowieka? Czy nie wydaje się Pani taka wersja wyjaśnień niezwykle okrutna? Moi bracia kapłani od razu podsunęliby mi obraz Jezusa niosącego krzyż i umierającego na nim. Jednym to wyjaśnienie wystarcza, a w innych powstają nowe wątpliwości i pytania. I tak już pozostanie.

Myślę o dzieciach z Sudanu. Bezsensowne walki. Wyniszczanie ludności tego kraju przez bojówki islamistów. Dzieci głodują, umierają. Mocarstwa nie są zainteresowane ich problemem. Może dlatego, że nie ma tam ropy naftowej. Czy te dzieci powinny Bogu dziękować za dar urodzenia się w tym kraju, w takim czasie, za dar głodu, dar cierpienia? Moje pytania są okrutne, ale proszę spróbować na nie odpowiedzieć. Czy jest jednoznaczna odpowiedź, jasna z punktu widzenia naszej wiary? Dlatego moja myśl jest również taka, że w chrześcijaństwie więcej nie wiemy niż wiemy. Na większość pytań ostrych, konkretnych, jakie stawiam sobie, jakie są mi stawiane przez innych, nie posiadam odpowiedzi. Mówię jedynie: „Wierzę w Ciebie Boże.. Ufam Tobie…, Kocham Ciebie…Żałuję za me złości…”

Powracając do zagadnienia depresji można powiedzieć, iż „służy ona” wielu ludziom do zanurzenia się bardziej w życiu, w jego sensie i bezsensie. U jednych, przez depresję zmienia się spojrzenie na życie, inni zaś nie doczekają się takiego skutku wykańczając siebie i swoją rodzinę, nie szukając pomocy u specjalistów. Są tacy, którzy „przez nią” przejrzeli na oczy, posiedli wiedzę. Stali się skromnymi, pokornymi, spokojniejszymi i cichymi ludźmi. Pani tego doświadczyła. Cieszę się również z tego i Bogu dziękuję za Pani wyjście z depresji. Zawsze jest jednak druga strona, ci, którzy z niej nie wychodzą.

Henri Nouwen (kapłan, profesor psychologii, autor wielu książek z zakresu życia duchowego), który również przeszedł przez depresję wspominał, że przeżycia z nią zawiązane przypominają doświadczenie narodzin Boga w człowieku, które opisał mistrz Eckhart. Jest to doświadczenie śmierci własnego „ja”, totalnego wyniszczenia, w którym „opuszczając siebie samego”, umierając dla siebie, w Bogu znajduje się właściwe oparcie. Nouwen w swoim dzienniku pt. ”Nocą rozpoczyna się dzień” cytuje pisarkę Iris Murdoch, aby dosadnie wyrazić doświadczenie spadania w przepaść, w nicość, które wiąże się z depresją: „Największym bólem i paradoksem jest to, że w pewnym określonym momencie moje „ja” musi ulec zniszczeniu. Wtedy pozostaje tylko ciemność, milczenie i pustka. I Bóg w niej właśnie jest. Gdzie kończą się obrazy, tam wpada się w otchłań; lecz jest to otchłań wiary”. Jest to doświadczenie porównywalne z doświadczeniem „ciemnej nocy”.

Rozumiem taką sytuację, że wiele osób w połowie życia (wiek średni) wpada w ogromny kryzys. Brak trwałości określonych związków staje przed człowiekiem z ogromną wyrazistością. Sukces życiowy okazuje się być sprawą względną. Związek małżeński w którym dana osoba żyje utracił swoją pierwotną dynamikę, a ciało wysyła pierwsze oznaki starzenia się. Wielu nie może sobie poradzić ze świadomością utraty sił psychicznych i fizycznych. Kryzys lat przejściowych jest też często naznaczony poczuciem, że zawiodło się w przeszłości. Dominuje obawa, że nie zdąży się wykorzystać chwili obecnej i lat, które jeszcze pozostały, oraz uczucie, że żyło się jakby „obok” we własnym życiu i nie można, choćby się chciało, niczego przeżyć jeszcze raz, inaczej, lepiej.

Zapewne wiele osób jest w stanie z pomocą psychoterapeuty, lub doświadczonego kierownika duchowego, albo przyjaciela przejść mądrze przez czas depresji. Co dzieje się z ludźmi którzy nie wiedzą co z tym zrobić, nie spotykają kogoś, kto byłby im w stanie pomóc, ponazywać wraz z nimi określonych odczuć, przeżyć, stanów, których się bardzo boją? Otoczenie strofuje ich, nieustannie upominając: przestań krzyczeć, przestań płakać, nie można z tobą wytrzymać. Co z nimi? Nie jest prostą sprawą w sytuacji polskiej dotrzeć do kierownika duchowego, który nie będzie się dziwił, gorszył, nie będzie szukał „dziury w całym”, będzie posiadał określoną wiedzę, będzie człowiekiem głębokiej wiary i modlitwy, żeby chciał się zająć człowiekiem w jego stanie ducha. To ważne by w osobie doświadczającej depresji zobaczyć człowieka, który niesie w sobie określony ciężar, a nie próbować go zaszeregować do nie zachowanego przykazania, przepisu, normy moralnej. Wielu księży spowiada, lecz niewielu chce podjąć się towarzyszenia duchowego, czy inaczej mówiąc kierownictwa duchowego.

Jest czas w którym Bóg zdejmuje z naszych twarzy maski społeczne, abyśmy zaczęli być sobą, doszli do poznania samych siebie. Niewątpliwie tak jest. W wielu wypadkach jest to przedsięwzięcie skuteczne, błogosławione, ludzie się przemieniają, pogłębia się ich wiara w Boga, oczyszczają się relacje z innymi, stają się bardziej dojrzałe. A co z tymi, z których owych masek społecznych ściągnąć nie można? Bronią się skutecznie. Nie można im wytłumaczyć, że chodzi o ich dobro, życie w prawdzie. Zamknęli się, niszczeją, pochłania ich rozpacz, odrzucają każdy rodzaj pomocy. Depresja może być i faktycznie jest elementem Bożej pedagogii dla określonej grupy ludzi. Czy Bóg zsyłając depresję na człowieka trafia w ten sposób do wszystkich ze swoim przesłaniem czy przebudzeniem, oświeceniem? Jedni się odradzają ku życiu, inni zaś … O tych ostatnich chodzi mi coraz częściej. Nie chcę aby ktokolwiek żył w rozpaczy, zagubieniu, zamknięciu wewnętrznym, poczuciu przegranego, straconego życia, w wypatrywaniu dla siebie promyka nadziei.

Obawiam się zatem twierdzić, że Bóg zsyła depresję. Natomiast do przyjęcia jest dla mnie myślenie następujące: Bóg szanuje wolną wolę człowieka bez względu na to, w jaki sposób człowiek z niej korzysta. Stają przed nami różni ludzie, dobrzy ale i ci, których czyny są złe. Bóg nie chce byśmy cierpieli, lecz to co wynika z życia w środowiskach patologicznych, nadwrażliwości emocjonalnej jednostek, obciążenia genetycznego przejętego od rodziców i innych czynników powoduje, że owo cierpienie się pojawi. Bóg chce byśmy podjęli się tego co nieuchronne, i przemienili tę rzeczywistość na naszą korzyć, z pomocą jego łaski; ona ma pomóc człowiekowi stawać się przyjacielem Boga. Żyjąc w rodzinie, w zakładzie pracy, w określonej grupie, nie mam wpływu na fakt, że niektóre osoby mówią kłamliwie o mnie, oskarżają o sprawy, których nie uczyniłem, kpią z mojej religijności, patriotyzmu, uczciwości. Mogę walczyć z nimi. To ich będzie jeszcze bardziej „napędzać”. Mogę i powinienem wyjaśniać, że sprawy mają się inaczej niż jestem oskarżany. Nie pomaga. Wchodzę w milczenie. Cierpię lecz nie sam, ale z Jezusem. „Panie, Ty wiesz, że jestem niewinny”.

Może być i tak, że przemiany chemiczne dokonujące się w organizmie człowieka, zmęczenie życiem, brak wymiernego sukcesu, porażki w życiu małżeńskim, w wychowaniu dzieci, czy sprawach zawodowych powodują takie wyczerpanie organizmu, że popada on w depresję. Bóg nie chce jej dla mnie. On nie daje mi depresji, lecz pojawia się ona jako rzeczywistość wynikająca z takiej a nie innej mojej kondycji psychiczno fizycznej. Często o nią człowiek się nie troszczy. Mam na uwadze higienę psychiczną. Człowiek przez lata nie chciał zrezygnować z określonego stylu myślenia, postrzegania siebie oraz innych. Jak myślę, tak przeżywam i interpretuję moje życie. To są ludzkie wybory, świat jego decyzji, często chybionych, nieprzemyślanych, niespójnych z wyznawaną wiarą i światem wartości. To moje nieodpowiednie czy nieodpowiedzialne korzystanie z daru wolności, brak właściwego jej zagospodarowania może wpływać, takie jest moje subiektywne rozumienie problemu, na zaistnienie stanu depresyjnego.


Bardzo serdecznie Panią pozdrawiam – ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 8812535 * Liczba go¶ci online: 20 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC