MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Brak matki



Jeśli brak ojca uwidacznia się w dorosłym życiu człowieka w postaci przylgnięcia ślepego i bezdusznego do norm, jak będzie się objawiać brak matki?


Dobre pytanie. Jak objawia się brak matki w życiu człowieka który dorasta? Brakiem matki nazywam sytuację, w której matka jest w domu, ale nie wypełnia swojej funkcji lub postępuje w sposób bardzo nieodpowiedzialny. Matka nie zajmuje się dzieckiem, nie rozmawia z nim, nie interesują ją zwierzenia dziecka, szczególnie w okresie dorastania i dojrzewania, nie interesują ją jego poglądy, karze dziecko przez brak komunikacji werbalnej. Za wszelką cenę usiłuje narzucić własny punkt widzenia. Nie traktuje dziecka poważnie, lecz podchodzi do niego infantylnie jako tego, które nic nie umie, nie myśli, jest gorsze od innych, trzeba je trzymać „pod spódnicą”. Jest osobą która dzieckiem manipuluje. Takie i podobne postawy nazywam brakiem matki w życiu dziecka. Z tego wynikają określone konsekwencje w jego dorosłym życiu.

Kobieta, która, która nie znalazła u swojej matki bezpieczeństwa, chociaż bardzo za nim tęskniła, przez całe życie będzie się rozglądać za matką zastępczą. Będzie się mocno trzymać tej, która ją pokocha, aby nie stracić jej wsparcia. Odda się Matce Kościołowi, instytucji szkoły, firmy, „matce” wspólnocie zakonnej, by doświadczyć wreszcie miłości za którą jako dziecko tęskniła. Taką postawą może zmęczyć siebie oraz innych, a także popaść w głębokie doświadczenie samotności. Nigdy nie otrzyma oczekiwanego wsparcia. Wciąż będzie zawiedziona w swej tęsknocie.

Nawet jeśli matka chce dobrze dla swojego dziecka, to jednak przenosi na nie własne doświadczenia z dzieciństwa. Jeśli matka jako dziecko cierpiała dlatego, że jej siostra była ładniejsza i faworyzowana, to może zazdrośnie kontrolować i degradować swoją córkę. Nie może znieść że dziewczynka ma to, za czym ona sama tak bardzo tęskniła. Wypomina dziecku: „ty masz to, czego ja nie miałam i nie jesteś mi za to wdzięczna”. Nie widzi w niej córki tylko swoją siostrę, z którą przecież całe życie rywalizowała. W ten sposób córka staje się rywalką.

Małe dziecko podświadomie odczuwa, że matka nie jest zdolna być z nim, ponieważ za bardzo jest zajęta sobą. Jeśli matka próbuje nawiązać kontakt z dzieckiem reaguje ono w sposób obronny. Nie chce jeść. Broni się przed matką. Podświadomie karze ją, ponieważ nie daje mu ona tego, czego ono potrzebuje. Gdy dziecko stanie się kobietą, musi sobie uświadomić tę ranę. Bolesna droga zaczyna się od nawiązania kontaktu z sobą, a potem z bezradną matką.

Kiedy dziecko czuje, że nie jest kochane, jest zaniedbywane, kiedy pojawia się na świecie tylko dlatego, że matka chciała w ten sposób zatrzymać przy sobie określonego mężczyznę, że zostało użyte do realizacji celów, które były celami matki, takie dziecko będzie się chroniło przed innymi, nie nawiązując z nikim emocjonalnej więzi. „Używane” dziecko tęskni za człowiekiem, który wreszcie pokocha je bezwarunkowo.

Nieobecność matki to taka postawa, w której ona nie przekazuje tych uczuć, które dziecku powinna przekazać. Z jednej strony niektóre z matek chcą być kochające, z drugiej zaś strony boją się dużej bliskości własnego dziecka. Gdy dziewczynka dorośnie zobaczy, że taką jest wobec kobiet i mężczyzn, jaką była matka wobec niej. Staje się osobą nie potrafiącą okazać innym ciepła, ponieważ ma liczne zahamowania i jest niezdolna do wyrażania uczuć z tej przyczyny, że nigdy nie doświadczyła bliskości matki. Tęskni ona za bliskością, będąc dorosłą kobietą, ale nie potrafi jej dawać, lub na nią pozwolić. Wszystkim, którzy się do niej zbliżają daje jasno do zrozumienia: „Nigdy się do mnie nie zbliżaj”.

Matki niekiedy rozpieszczają swoich synów i faworyzują, utrudniając tym samym wejście w dorosłość. Gdy ojciec opuszcza rodzinę lub relacje między rodzicami są złe, synowie zajmują miejsce partnera. Stają się królewiczami, którym wszystko wolno, i nie muszą przestrzegać żadnych zasad. Gdy matka traktuje syna jako zastępcę męża, przywiązany jest on do matki i nie ma możliwości przeżycia swojej męskości. Matka śpi ze swoim trzynastoletnim synem w łóżku małżeńskim i nie zauważa, jak rozbudziła w nim seksualność. Jednocześnie jednak czuwa nad tym, aby chłopiec tłumił swoje seksualne fantazje i zainteresowania. Jest zazdrosna, gdy syn zakocha się w jakiejś dziewczynie. Przenosi na niego swój strach przed seksualnością. Z jednej strony gloryfikuje go jako mężczyznę, z drugiej zaś narzuca mu obraz mężczyzny, zagłuszającego swoją seksualność i w końcu pozwala mu być „wiecznym chłopcem”.

Mężczyźni tak wychowani unikają odpowiedzialności, wykorzystują matkę i nigdy nie biorą życia we własne ręce. Wielu mężczyzn w wieku 40 lat mieszka z matką. Przeważnie są bezrobotni, ponieważ nie umieją poświęcić się żadnej pracy. Utrzymują się z pieniędzy matki, bezwstydnie ją wykorzystując i mają problemy z alkoholem. Matka jest tak wewnętrznie do syna przywiązana, że nie ma odwagi wyrzucić go z ciepłego gniazdka, by wreszcie dorósł. Ponieważ matka boi się konfrontacji z płcią przeciwną, ośmiesza męskość chłopca. Może doprowadzić do tego, że będzie się on czuł bardzo niepewnie w roli mężczyzny. Tacy synowie bywają rozrywani między tęsknotą za kobietą i lękiem przed nią. Jeśli zainteresuje się nim jakaś kobieta, wycofuje się, ponieważ się boi, że mógłby się przed nią ośmieszyć w swojej męskości.

Pewna matka samotnie wychowująca dziecko, wciąż groziła, że się zabije, gdy ono nie będzie grzeczne. Synowi nie pozostało nic innego, jak dopasowanie się. Wciąż musiał żyć w strachu, że matka odbierze sobie życie i on pozostanie sam. Musiał tłumić swoją agresję. Nie mógł być dzieckiem, lecz wciąż troszczył się o matkę.

Niektórzy twierdzą, że jakiekolwiek uzależnienie się człowieka jest zawsze próbą zastąpienia matki. Nie oznacza to, że matki ponoszą winę za uzależnienia. Uzależnienie może być spowodowane brakiem poczucia bezpieczeństwa, które jest swoistą luką w duszy człowieka. Ale czasem uzależnienie przychodzi jako konsekwencja rozpieszczania dziecka przez matkę. Rozpieszczanie, to zastępowanie normalnych, pełnych miłości relacji z dzieckiem. Matka rozpieszcza dziecko, ponieważ chce urzeczywistnić w nim to, czego jej samej nie było wolno. Rozpieszczone dzieci popadają nie tylko w takie nałogi jak alkoholizm, narkomania czy lekomania, lecz również w hazard, pracoholizm, uzależnienie od kontaktów z innymi. Również anoreksja, gdy dziewczyna nie chce jeść i protestuje przeciwko roli kobiety, może wynikać z chorych relacji z matką. Podobnie obżarstwo, często połączone z bulimią świadczy o tym, że młoda kobieta zastępuje brak poczucia bezpieczeństwa jedzeniem, by już nie czuć się samotnie.

Matka źle wychowując swoje dziecko, tym samym nie wychowując go, jest nieobecna w życiu dziecka tak, jak powinna. Taka postawa matki owocuje zranieniami psychicznymi dziecka. Ono całe życie za nią tęskni. Nieustannie potrzebuje pomocy i uznania. Niektóre osoby dorosłe mówią o tym kogo znają, z kim się spotykają, w jakich niezwykłych warunkach mieszkają, gdzie spędzają wakacje. Przez mówienie o spotykaniu się z profesorem, o byciu na Karaibach, o posiadaniu mieszkania 300 m kwadratowych, choć nie jest to prawdą, osoba usiłuje siebie samą dowartościować.

Osoby te bardzo często projektują na otoczenie własne skrzywdzenie zadane przez matkę w dzieciństwie. W słowach skierowanych do nich przez osoby im życzliwe, słyszą krytykę. W każdym zatroskanym spojrzeniu widzą niezadowolenie innych. Wszystko odnoszą do siebie i wciąż boją się, że zostaną odrzuceni. Nigdy nie mają dosyć czułości i gdy ktoś się nimi zainteresuje, lgną do niego. Ale im bardziej chcieliby kogoś zatrzymać, tym gwałtowniej się on wyrywa. Swoją przesadną potrzebą zwracania na siebie uwagi wywołują w innych lęk. Kontrolują każdego odpowiedzialnego za grupę, firmę, lub wspólnotę zakonną czy rozmawia z nimi dokładnie tyle samo, co z innymi. Wciąż szukają jego bliskości i podlizują się mu. Starają się ze wszystkich sił zwrócić na siebie uwagę. Kto dużo daje, dużo też potrzebuje. Niektórzy dają wszystko, ponieważ są nienasyceni w swoim pragnieniu miłości.

Jeśli ktoś kieruje zespołem ludzi, musi liczyć się z tym, że członkowie tego zespołu mogą nosić w sobie konsekwencje związane z brakiem matki. Gdy zostali przez matkę poranieni, będą dokładnie obserwować swojego szefa (w zakładzie pracy, we wspólnocie zakonnej, we wspólnocie przyparafialnej), jak długo rozmawia z tą lub z tamtą osobą. Zazdrośnie będą czekać na to, by byli traktowani dokładnie tak samo jak inni. Zrobią też wszystko, by skupić na sobie uwagę. Dostrzegają w firmie, wspólnocie zakonnej, rodzinie, zastępczą matkę. Nie dopuszczają myśli o jakichkolwiek konfliktach. Kłótnia jest dla nich zawsze zagrożeniem, ponieważ pozbawia ich poczucia bycia w domu. A jeśli animator grupy, kierownik w pracy, proboszcz, przełożona wspólnoty zakonnej sami cierpią z powodu zranień zadanych przez matkę i nie uświadomią sobie tego, będą mieli problemy z właściwym kierowaniem grupą, wspólnotą, własną rodziną. Zadanie kierownicze wykorzysta w tym celu, by zdobyć sympatię wszystkich. Potrzebuje takiej funkcji, urzędu, by zaspokoić własne potrzeby bycia wspieranym. Z tym jednak balastem nie jest na tyle wolny, by dobrze kierować ludźmi i budzić w nich nadzieję, animować do bycia twórczymi. Człowiek, który doświadczył braku matki w dzieciństwie używa ludzi dla siebie.

Pogodzenie się z tym, że matka nie była obecna tak, jak powinna być w życiu dziecka, nie rozwiąże jeszcze wszystkich jego problemów. Taka sytuacja może nauczyć mądrego życia, ale może też być zagrożeniem dla niego i osób z którymi się zwiąże w związku małżeńskim, w zakładzie pracy, we wspólnocie przyparafialnej czy zakonnej. Jeśli ktoś nie doświadczył dobrej obecności matki nosi w sobie również, oprócz negatywnych, dobre pragnienia, projekty postępowania z ludźmi. Może dobrze wczuć się w sytuację pokrzywdzonych jak on, zrozumieć ich i im pomóc. Taka osoba powinna również być świadoma niebezpieczeństwa, polegającego na bezgranicznym poświęceniu się dla innych i zbyt małej trosce o siebie.

Krzywda uczyniona nam przez matkę może stać się dla nas podstawą daru wyrażającego się w tym, że innym potrafimy stworzyć dom. Równocześnie nie wolno nam zapomnieć, gdzie jest nasz dom. Sam u siebie muszę być w domu. Może bowiem zaistnieć taka sytuacja, że z miłością i wyobraźnią tworzę dom dla innych, a sam coraz bardziej popadam w samotność. W tym, co mi matka dała i nie dała ważne jest to, abym zobaczył jednocześnie szansę i niebezpieczeństwo.

Z serdecznym pozdrowieniem i pamięcią w modlitwie –
Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 10645190 * Liczba go¶ci online: 34 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC