MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Nie lubię świąt



Jakoś mi tak smutno ostatnio.. nie lubię świąt, nie lubię tego całego zabiegania, tej całej komercji, kupowania prezentów na siłę.. no bo coś wypada kupić przecież , a jak tu cokolwiek kupić jak wszyscy juz wszystko mają , a na bardzo drogie prezenty mnie poprostu nie stać , a w ogóle jest to smutne , jak człowiek tak biega po tych sklepach i wymyśla jakieś dziwne rzeczy podczas gdy ktoś inny ucieszyłby się z ciepłych skarpet , sweterka lub też maskotki, które są takie słodkie ! zdegustowana jestem sama sobą, bo nienawidzę tej konsumpcji świątecznej, a też mimo wszystko jestem wciągnięta w ten wir bieganiny świątecznej by poprostu nie było mi głupio, że dadzą mi prezenty a ja nic .. a jeszcze inna sprawa ten czas świąteczny z którym potem niewiadomo co zrobić, bo trzeba siedzieć z rodziną i konsumować te placki, szynki, kotlety, sałatki i tak od stołu na fotele i tak na okrągło ! nie cierpię w ogóle tak długo siedzieć w gronie rodzinnym ! ja ich bardzo lubię wszystkich , ale najlepiej mi patrzy się na nich na zdjęciu.. bo wkurzają mnie swoim plotkarstwem i w ogóle takim mało refleksyjnym podejściem do wszystkiego , a ja lepiej wole się nie odzywać by nie wyjść na większe dziwadło niż jestem, mnie się w ogóle ten świat nie podoba i wcale nie chce tu być, a musze, za karę tu pewnie jestem.
Iwona



Przed świętami jest wiele pracy w domu. Gdy przychodzi czas na świętowanie, jesteśmy tak bardzo zmęczeni, że nie odczuwamy radosnego klimatu jaki towarzyszy Bożemu Narodzeniu. Mamy duży problem z tym, aby cieszyć się drobiazgami. Stąd usiłowanie: „postaw się a zastaw się”. Chcemy pokazać siebie z jak najlepszej strony. Święta u nas nie muszą być gorsze jak u tych, którzy przynoszą do domu dwa tysiące złotych pensji.

Podchodzimy do wielu spraw bardzo krytycznie. Jesteśmy niezadowoleni że ktoś nam coś daje, bo nie jest to takie, jakie byśmy chcieli otrzymać. Gdy zaś nic nie otrzymamy, to rozglądamy się, aby poznać chciwców i sknery i dusigroszów, którzy nie zdobyli się na miły gest ofiarowania nam choćby małego drobiazgu.

W tym „nie lubię” o którym napisałaś jest jakaś nuta odnosząca się do całości życia, do ludzi, wydarzeń szczególnie tych, które w wielu budzą radość i sprowadzają nadzieję. Życie traktujemy jako bardzo wymagające, a ludzi z którymi żyjemy za tych, którzy nie posiadają odrobiny wyobraźni, aby nas nie drażnić. Przykre jest to, że większości z nas nie stać na okazałe prezenty. Nie chodzi jednak o to co człowiek daje, ale o sam fakt, że daje i jak daje. To może być kartka, mały słonik, w którym zawarta jest symbolika szczęścia. Powiedz dobre słowo. Ono więcej się liczy, oczywiście dla ludzi mądrych, niż niejeden prezent.

Wydaje mi się, że każdy lubi otrzymywać prezenty, nie tylko dzieci. Drobiazgi mogą i powinni sprawiać radość. Nie chodzi o to, aby prezenty były drogie, lecz by mówiły o pięknych uczuciach jakie są w nas wobec osoby, której dajemy upominek. Rzecz nie w tym, żeby spełniać wszystkie życzenia i pragnienia. Dzisiaj wielu ludzi popada w prezentowy stres. Nie dają prezentów dlatego, że ktoś czegoś potrzebuje albo ucieszy się, lecz żeby zrobić dobre wrażenie. Prezenty stały się wzajemnym obowiązkiem. Jesteśmy pod nieustanną presją, by naszym prezentem przewyższyć innych. Gdy ktoś podarował nam więcej, mamy niespokojne sumienie. Zupełnie niepotrzebnie. Obdarowywanie prezentami powinno sprawiać radość, nie zaś lęk. Niektórzy mówią, że już wszystko mają, przyprawiając tych, którzy chcą ich uszczęśliwić, o zawrót głowy.

Nie biegaj za prezentami. Daj to, na co Cię stać. Dlaczego masz zachowywać się tak, jak czyni to większość przed świętami. Krytyka innych na Twoją postawę może wynikać z zazdrości, że stać cię na pójście własną drogą, z pominięciem krytycznych spojrzeń i uwag tych, którzy „porządnie” przygotowali się do świąt. Kup ciepłe skarpety, maskotę która komuś przypomni, że jesteś i potrzebujesz większego ciepła, niż maskotka. Nie dając innym czujemy się upokorzeni. Kiedy zaś dajemy drobiazgi, których cena nie przekracza dziesięciu złotych odczuwamy zawstydzenie i z niepokojem patrzymy, czy ktoś z wyrzutem nie spojrzy na nas. Zachowujemy się tak jakbyśmy zapomnieli, że najcenniejszym „prezentem” jest nasza obecność przy innych podczas świąt; możliwość mówienia i słuchania; dzielenia się tym, co nie koniecznie wiąże się z brutalną codziennością polityki, korupcji, wyzysku czy ludzkiego chamstwa. Czy pomyślałaś, że nie każdego człowieka stać na to, aby drugiego wysłuchać? Ludzie lubią się dzielić tym, co przeżywają, ale nie lubią innych słuchać. Ten zakres aktywności pozostawiają tym, „którzy nie mają nic do powiedzenia”.

Niektórzy przy świątecznym stole stają się ekspertami w każdej dziedzinie życia rodzinnego, religijnego, społecznego komentując wiele jego przejawów w taki sposób, jakby rzeczywiście mieli wiele do powiedzenia. Tam ujawniają się najczęściej „moraliści”, „sędziowie” i „lekarze”. Odnoszę wrażenie, że każde środowisko skupia w większości takie osoby, które bez chwili zastanowienia się wiedzą jak żyć, co jest dobre a co złe i to, że „innych” stać na różne draństwa. Najwięcej jest w naszych domach, wbrew obiegowej opinii, ludzi wydających wyroki. Podstawową grupę społeczeństwa stanowią „sędziowie”, którzy oceniają dostępny im materiał dowodowy i najczęściej wydają wyrok skazujący. Przeraża mnie fakt z jaką łatwością jedni sądzą i skazują drugich. Życie człowieka nie toczy się pomiędzy czernią i bielą. I to wszystko dokonuje się w klimacie najpiękniejszych świąt, jakim jest Boże Narodzenie. Spotkamy wielu przy świątecznym stole, którzy przez umoralniające pouczenia czynią wielką niestrawność u tych, którzy z radością postanowili się oddać „twórczości konsumpcyjnej”.

W święta ujawniają się nasze charaktery, przyzwyczajenia, kaprysy, nastroje i namiętności, z których nie zamierzamy rezygnować. Wielu chce być biernymi odbiorcami tego co inni mówią, co telewizja pokaże. Istnieje wszechobecna niechęć do poruszania się na świeżym powietrzu. Nie musisz siedzieć w święta przy stole i wszystko konsumować. Wśród gości jacy przychodzą do Twojego domu znajdzie się niejedna osoba, która podziela Twoje poglądy w kwestii przeżywania czasu świąt, lecz czeka na hasło umożliwiające wyjście na spacer.

Taki jest zwyczaj w wielu domach, że czas świat i spotkań rodzinnych sprowadza się do jedzenia, picia i narzekania. Może to daleko niesprawiedliwe, lecz taki obraz naszych domów pokazują media. Problem w tym, że „aktywny odpoczynek” jest pasją niewielu. Nie umiemy odpoczywać. Nie mamy ochoty na poruszanie się. Postawa bierności z przeznaczeniem czasu na szczególną aktywność przy suto zastawionych stołach jest nazywana świętowaniem. W wielu rodzinach nie śpiewa się kolęd. Nie wiem dlaczego? Może jest i tak, że ktoś chce oglądać telewizję, inny chce wypić, ponieważ spotyka się w gronie rodziny raz do roku.

Różne biedy ujawniają się przy świątecznym stole. Co z tego wynika? Niewiele, albo nic. Poinformowanie o własnych frustracjach nie uwalnia od ich niszczącego charakteru. Istnieje przedziwna awersja do krytycznego spojrzenia na swoje dotychczasowe myślenie. Warto chcąc w życiu do czegoś sensownego dojść, zanegować swój dotychczasowy sposób rozumienia Boga, Kościoła, księży, rodziny, samego siebie. Odnoszę wrażenie jakby człowieka przerażała sama myśl o tym, że może nie mieć racji w konkretnej sprawie, że jego myślenie okaże się bezpodstawne i kompromitujące.

Czas świąt jest okresem wymiany różnych wieści wśród których dominującą staje się plotka. Trudno słuchać takich wynurzeń bez obrzydzenia, co jedni mówią o drugich z wypiekami na twarzy, bez odrobiny własnego zawstydzenia. Jakby chcieli pokazać, że oni sobie świetnie radzą, zaś sąsiadom i znajomym życie, oczywiście z winy ich samych, bardzo się skomplikowało.

To, co jest trudne w przebywaniu z innymi, to stosowanie daleko idących uproszczeń w ocenie drugiego człowieka. Istnieje skłonność do analizowania życia innych i jego naprawiania. Stąd pojawiają się dociekania w stylu: dlaczego jemu się nie powiodło, czym jest spowodowany rozpad życia małżeńskiego pary z sąsiedztwa, dlaczego sąsiad z parteru stał się alkoholikiem? Dlaczego niektórzy mają zamiłowanie do życia życiem innych, a nie własnym?

Powierzchowność patrzenia sprowadza równie powierzchowną ocenę sytuacji. Wydaje się, że wielu osób z ożywieniem prowadząc dialog nie chce się zastanawiać nad przyczynami wielu niepokojących zjawisk, zarówno we własnych rodzinach jak i u znajomych, lecz odreagowuje frustracje które narosły w nich w ostatnim czasie. Słowa są nośnikami emocji, namiętności. Wypowiadając mnóstwo różnych słów człowiek usiłuje w sposób nieuświadomiony uwolnić się od tego, co go wewnętrznie gryzie, a tym samym stanowi źródło niepokoju. Nie mówimy podczas spotkań z innymi tylko dlatego, że mamy coś do powiedzenia, lecz w tym celu, aby zaistnieć w towarzystwie, wykazać się wątpliwym profesjonalizmem w ocenie analizowanych zjawisk. Wielu podkreśla, że gdyby byli na miejscu tej lub tego, nigdy by się tak nie zachowali. „Promocja” własnej osoby wydaje się być zachowaniem stosownym, gdzie jedni bez żenady prześcigają drugich, przy znudzonych i obojętnych minach pozostałych uczestników męczących nasiadówek. Gdyby brak poczucia wstydu był cnotą, większość ludzi chodziłaby w jej blasku.

To jest ta strona przeżywania świąt, która zarówno dla Ciebie jak i dla wielu osób samodzielnie myślących i poszukujących czegoś więcej w tym okresie, bywa zniechęcająca. Przyznaj jednak, że istnieje również druga, bardzo pozytywna strona tego czasu. Nie chcę teraz o tym pisać. Kończąc chciałbym Cię zachęcić do zaproponowania własnego modelu świętowania. Napisz o tym. Przyłączę się do Twojej refleksji. Mam nadzieję, że czytelnicy „Przemiany” włączą się w podpowiadanie tego, jak w sposób radosny i twórczy, w domu rodzinnym, z najbliższymi i przyjaciółmi, w duchu chrześcijańskim przeżywać Święta Bożego Narodzenia.

Serdecznie Cię pozdrawiam – z Bogiem.
ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9998565 * Liczba go¶ci online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC