MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czy to, co się wydarzyło w Tajlandii było z woli Boga?



Szczęść Boże,
Jak ksiądz myśli? Czy to, co się wydarzyło w Tajlandii było z woli Boga?
Pozdrawiam - Marek



Pańskie pytanie jest szukaniem odpowiedzi, a może szukaniem winnego? Wolą Boga jest zawsze dobro, a nie zło. Wolą Boga nie jest niszczenie człowieka, lecz jego nieustanne stwarzanie, udzielanie pokoju. Odpowiedź na Pańskie pytanie jest dla mnie bardzo trudna. Boga zawsze można oskarżyć. Jeśli powiem, że to była wola Boża można stwierdzić, że Bóg jest okrutny, pozbawiony wrażliwości, Bogiem o kamiennym sercu. Jeśli powiem, że to, co się wydarzyło w Azji nie jest wolą Bożą, można wówczas postawić Bogu zarzut, że stworzył ten świat, ale kierowanie nim wymknęło Mu się spod kontroli, nie ma na niego żadnego wpływu.

Na wiele pytań w naszej wierze nie mamy odpowiedzi. Wiemy to co Bóg nam objawił w Jezusie Chrystusie. Osobiście nie wierzę, że Bóg chce tego, co ludziom wyciska łzy, prowadzi do depresji, do załamania psychicznego. Nawet gdyby mógł człowieka doprowadzić do skruchy serca i nawrócenia, to nie w taki sposób. Bóg jest dla mnie czułą Matką i czułym Ojcem. To wszystko jest w Nim. On jest samą czułością i dobrocią.

Proszę przypomnieć sobie jak Jezus płakał nad grobem swojego przyjaciela Łazarza. Cierpiał z tego powodu, że on umarł. Proszę przywołać na pamięć scenę z Kalwarii: „Boże mój, Boże. Czemuś mnie opuścił?” Ojciec opuścił Syna? Syn „skamle” o litość? Jezus tak wybrał, aby cierpieć za tych, których chciał zbawić. Wielka tajemnica nieprawości w którą „musiał” wejść nawet ON, aby człowieka spośród tej nieprawości wyprowadzić. Nie mógł inaczej „odzyskać” człowieka, jak tylko przez własne cierpienie. Bóg nie jest mściwy. Nie szuka rewanżu na człowieku z powodu jego grzeszności. Nie niszczy On człowieka za jego niewierności, lecz bierze na siebie cierpienie człowieka, cierpiąc razem z nim.

Wydajemy często tak wiele pieniędzy na lekarzy, aby pomogli osobom najbliższym, kochanym przez nas. Lekarstwa, prywatne wizyty, modlitwy nieustannie zanoszone do Boga, zamawiane Msze św., a osoba ta umiera. Nie można odwrócić tego, co nieuchronne. Wielu oskarża Boga, że był proszony, a pozostał „głuchy” na ludzkie wołanie. Każdy człowiek kiedyś umiera. W Azji, w tym niezwykle dramatycznym wydarzeniu rozgrywanym na oczach całego świata wymiar, skala wydarzenia, ilość ludzi, którzy zginęli, bezradność człowieka budzi wielkie przerażenie. Ludzie umierają, choć Boga prosimy o życie dla nich. Ci, dla których pragniemy zdrowia chorują, choć często rodziny materialnie „rujnują się”, nie będąc w stanie im pomóc. Rodzi się pytanie o zasadność modlitwy. Skoro Bóg powiedział: „Proście, a będzie wam dane”. Często nie tak Bóg daje, jak człowiek sobie to wyobraża. Patrzymy na życie tu na ziemi, jako na największy nasz dar. Czy jakość życia, które przeżywamy nie jest ważniejsza od długości lat, jakie dane jest niektórym z ludzi przeżyć? Życie nasze jest ulotne. Rodzimy się i każdego dnia zbliżamy się do chwili naszej śmierci.

Ten ogrom ludzkich ofiar jest dla mnie znakiem zbliżającego się końca czasu. Śmierć jest przypomnieniem Boga o tym, jak kruchą rzeczywistością jest życie człowieka. W tym wydarzeniu sprawdza się w całej pełni to, co mówi Biblia, że „śmierć przychodzi ja złodziej”. Wraz ze śmiercią człowiek traci wszystko to, co doczesne. Nasza nadzieja i wiara dojrzewają i oczyszczają się w trudnościach. Nie mamy żadnych gwarancji, że zostaniemy uchronieni przed wojną czy katastrofą ekologiczną lub zniszczeniem w postaci wichru, powodzi, trzęsienia ziemi. Są ludzie, którzy koncentrują się wyłącznie na katastrofie. To, co się w nas rodzi w takich sytuacjach kiedy jesteśmy bezradni, to wściekłość i oskarżanie Boga. Ta wściekłość jest zrozumiała. Uświadamiamy sobie, że tak niewiele w tym świecie zależy od nas. Dostrzegamy, że Bóg jest Panem świata. Mimo wszystkich klęsk, Bóg nas prowadzi ku czemuś lepszemu. Jednak moja osobista wiara nie zawsze daje mi możliwość zdystansowania się do tego, co tragiczne. Los tego świata nie zależy ode mnie. Zawsze były wojny. Nie mamy żadnej gwarancji, że znowu nie będą kolejne konflikty zbrojne. Chciałbym, aby wiara dała mi nadzieję, że dzięki modlitwie Bóg rozpocznie w człowieku proces przemiany, a w mózgach polityków coraz częściej zwyciężać będą myśli pokoju.

Ten świat kiedyś zniknie. Może zostanie zniszczony na skutek jakiejś katastrofy. Śmierć poprowadzi świat i ludzi w ramiona Boga. Apokaliptyczne obrazy Biblii, opisujące nam czas końca nie są zbyt optymistyczne. A jednak celem dramatu końca świata jest ustanowienie panowania boskiego. Bóg zapanuje ostatecznie nad światem i wszystko będzie Bogu. Tego rodzaju pogląd nie może stanowić pocieszenia dla życia doczesnego.

Stałą pokusą człowieka jest myśl, że Bóg wycofuje się i nie pozwala się już doświadczyć. Wielu ludzi nie znajduje spokoju i nie wie, jaki sens ma życie. Czytamy w Księdze Izajasza: „Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność, jasnych promieni, a kroczymy w mrokach. Jak niewidomi macamy ścianę i jakby bez oczu idziemy po omacku. Potykamy się w samo południe jak w nocy, w pełni sił jesteśmy jakby umarli” (Iż 59,9n). Jest wielu ludzi z problemami, dla których Bóg jest bardzo daleko. Ateizm jest ciągłą pokusą również dla tych, którzy nazywają się katolikami.

Jeżeli przemyślimy nasze życie, z jego niezrozumiałymi doświadczeniami cierpienia i klęski, to nie znajdziemy „płytkich” odpowiedzi. Ciemności naszego serca możemy tylko wtedy przetrzymać i zaakceptować, kiedy rozpoznamy w nich Boga, którego nie rozumiemy. Bóg jest światłem, ale naszemu doświadczeniu bardzo często przedstawia się On jako ciemność. Bóg, w którego wierzymy jest tym, którego w znacznym stopniu nie znamy i bardzo dużo o Nim nie wiemy. Jest największą Tajemnicą. Jedynie mocowanie się z „ciemną stroną Boga” czyni nas dojrzałymi w wierze. Bardzo łatwo jest być wierzącym gdy człowiek doświadcza pomyślności, pokoju, miłości i miłosierdzia Boga.

Zawsze kiedy osądzam coś bardzo emocjonalnie, jestem przyciągany przez to, co potępiam. Gdy bezradnie staję wobec niezamierzonego cierpienia ciężko doświadczonych ludzi, mam kontakt z „ciemnymi stronami Boga”. Rezygnuję z teologicznego wyjaśniania cierpienia. Kiedy to wytrzymuję, mój obraz Boga przechodzi próbę i wydoskonala się. Mimo wszystko nie zostawiam Boga. Mimo wszystko Bóg nie zostawia i mnie.

Wczuwając się w cierpienie człowieka, mogę również buntować się przeciw Bogu. Bunt wobec Boga prowadzi do nowego doświadczenia. Kiedy Hiob przeklina dzień swoich narodzin, wtedy jego przyjaciele zaczynają mu uzmysławiać, że Bóg zesłał na niego cierpienie, ponieważ dopuścił się grzechu. Jest to ich teologiczny sposób wyjaśniania owych wydarzeń. „Nie ma cierpienia niezawinionego, cierpienie jest zawsze karą za nasze grzechy”. Hiob broni się przed takim rozumowaniem, bo wie, że starał się być sprawiedliwym. Samo staranie się żeby być sprawiedliwym jest usprawiedliwieniem człowieka. Nie mamy dobrych czynów, ale mieliśmy dobre intencje, aby one zaistniały. U Hioba w pewnym momencie występuje nadmiar buntu, który bardzo przeraża jego przyjaciół.

Bóg przyznaje rację Hiobowi, a nie jego przyjaciołom. Odpowiedź jakiej Bóg udziela Hiobowi jest dla nas zaskakująca. Nie wdaje się On w dyskusję czy cierpienie jest zawinione, czy też nie, czy to sam Bóg powoduje cierpienie człowieka, czy też tylko na nie zezwala, ani też w jakim stopniu człowiek może dojrzewać w cierpieniu. Odpowiedź Boga polega na przypomnieniu Hiobowi cudów związanych ze stworzeniem. Zostało ono przedstawione nie w sposób sielankowy, lecz z jego okrucieństwem i sprzecznościami.

Hiob nie usiłuje uciec do jakiegoś „lepszego Boga”, ale pozostaje całkowicie odsłonięty na ciosy, na ciosy gniewu Bożego. Hiob, który traktuje Boga jako nieprzyjaciela, wzywa nie jakąś wyższą instancję, nie Boga swoich przyjaciół, ale tego Boga, który go prześladuje. Hiob chroni się u tego, który go oskarża. Powierza się Bogu, który go rozczarował i wprowadził w rozpacz. Hiob wyznaje swoją nadzieję i na obrońcę bierze Boga, którego oskarża. Na wybawcę wzywa Tego, który go więzi. Za swojego przyjaciela uznaje Tego, który jest jego śmiertelnym wrogiem.

Trzeba odróżnić w naszym życiu lamentację od narzekania. Narzekanie to zjawisko dość powszechne. Zagubiono natomiast sens prawdziwej lamentacji, która polega na płaczu przed Bogiem. Dlatego też wewnętrzny opór, zadrażnienia i złość, które gromadzą się w duszy, nie znajdują swego naturalnego i właściwego ujścia, wyładowują się na tym i na tych, co nas otaczają i są źródłem nieszczęść życiowych.

Hiob przeżywał doświadczenie, którego sensu nie widział i nie akceptował, dlatego lamentował.

Co zrobić? Muszę się zgodzić z niemożnością poznania biegu wszechświata, muszę przyjąć, że nie jestem w stanie poznać planów Boga. Znakiem mądrości człowieka jest to, że przyznaje się do faktu, iż nie wie i nie może wiedzieć wszystkiego, że każda wiedza ze swej natury jest cząstkowa i pozwala poznać jedynie tylko jeden aspekt rzeczywistości. Prawdziwa mądrość rodzi się ze zgody na ludzkie ograniczenie.

Cierpienie nigdy nie jest pozbawione przyczyny, nigdy nie jest czystym przypadkiem, pozostaje jednak całkowicie pozbawione racji. Poszukiwanie racji cierpienia zawsze okazuje się daremne. Cierpienie dzieci w dramacie na który patrzymy i boleśnie przeżywamy jest nie do zniesienia. Jest skandalem i zgorszeniem.

Bardzo bliska jest memu sercu postawa Hioba, który czynił Bogu wyrzuty i żądał wyjaśnień na temat zła, które dotyka człowieka. Oskarżał i rzucał inwektywy. Będąc doświadczanym człowiek nie dobiera słowa. Hiob stający przed Bogiem nie prosi i nie modli się. Dramatycznie brzmią jego słowa: „Czemu wybrałeś mnie za cel, czy jestem Tobie ciężarem?” Człowiek jest słaby lecz wolny. I dlatego właśnie, że jest wolny, może stanąć przed Bogiem z wyrzutem. Hiob traci panowanie nad sobą, podobnie jak każdy dotknięty wielkim nieszczęściem. Bierze Boga na świadka i zarzuca Mu, iż to On sam jest sprawcą jego nieszczęścia. Nadal jednak widzi w tym Boga, którego oskarża, Tego, bez którego człowiek cierpiący nie potrafi żyć. „Niech tylko podniosę się, jak lew na mnie polujesz i swoimi dziwami porażasz. Coraz to nowych świadków stawisz przeciwko mnie, wzmagasz swoją zaciekłość na mnie, uderzasz na mnie raz po raz” (Hi 10,16,17).

Inna myśl jaka pojawia się w związku z dramatycznymi wydarzeniami w Azji jest ta, że jeśli Bóg zabiera to co dał, nie znaczy jeszcze, że jest niesprawiedliwy. A jeśli człowiek nie zna planów Boga nie znaczy to, że są mu one wrogie. Postawa Hioba nie daje odpowiedzi na ludzkie dramaty poczynając od początku istnienia człowieka. To jednak co Hiob powiedział upoważnia mnie, udziela odwagi do wyrażania teraz, w tym czasie własnego gniewu, sprzeciwu, złości wobec Boga. Nie boję się tego i nie wstydzę. Gdybym tego nie uczynił, mógłbym utracić nadzieję. Wyrażając moje negatywne odczucia wobec Boga, pozostaję z Nim i przed Nim. Nie boję się Boga. Boję się natomiast być z dala od Niego pozbawionym Jego obecności w czasie udręki.

Czy Hiob mógł zachować się inaczej, niż się zachował? Wydaje mi się że podobnie jak on, nie przebierałbym w słowach oskarżenia pod adresem Najwyższego. Słowa Hioba wywołały przerażenie u jego przyjaciół. Twierdził on, że Bóg jest sprawcą nieszczęść człowieka. Nie tylko zarzucił Bogu że człowieka opuścił, ale uczynił Go odpowiedzialnym za zło, jakie człowieka dotyka, uznał winnym i oskarżył. Według Hioba, Bóg nie tylko opuszcza swoje stworzenia, lecz również pragnie, by cierpiały i zwiększa ich ból. Nieopanowany i gwałtowny Hiob znieważa Boga. Co się tak naprawdę dokonało? Bóg przekroczył próg ludzkiej wytrzymałości. Taką wielką ranę mógł zadać człowiekowi jedynie On. Tylko On może wywołać tak wielkie cierpienie w tym, którego powołał do istnienia.

Przerażają mnie ludzie wierzący, którzy bez żenady w nieszczęściu człowieka widzą dowód na to, że Bóg pragnie uczynić go lepszym. Jakby cierpienie miało samo w sobie moc oczyszczania. Hiob doświadczył gwałtu ze strony Boga. To nie była kara, to nie był środek, sposób na to, aby stał się lepszym człowiekiem. Czyż gwałtem nie było to, co dokonało się w Azji?

Czyż nie mamy bardzo często odczucia, że jesteśmy niewinni, będąc boleśnie doświadczani? Hiob wiedział, że Bóg istnieje. Kiedy jednak przeżywał swój ból, osobisty tragizm, spotkał się jedynie z milczeniem Boga. W taki oto sposób utracił on oparcie, jakie dawała mu dotychczas mądrość. Dlaczego kataklizmy, wojny, gwałty spotykają ludzi? Dlaczego Bóg wówczas milczy i pozostawia wielu ludzi w stanie rozpaczy? Milczenie Boga wielu załamuje i boli. Równocześnie wytrąca z równowagi.

Człowiek powinien pytać Boga, ale musi liczyć się z tym, że większość jego pytań pozostanie bez odpowiedzi. Nie jest wielki przed Bogiem ten człowiek, który milczy, ale ten, który nie rezygnuje przed Nim ze stawiania pytań. Stawianie Bogu pytań nie jest znakiem zarozumiałości lecz zaufania człowieka i oczekiwania, że Ten, któremu wierzy – On odpowie.

Chociaż wiemy, że Bóg troszczy się o nas, nie rozumiemy ani Jego dróg, ani Jego zamiarów. Wierzymy, że Bóg istnieje, lecz nie wiemy na czym polega nieustanna troska Boga o nas. Bóg niekiedy zachowuje się tak, jakby pozostawiał ludzi na łasce losu. Niezrozumiałe jest to, że zapewnia On nas o swojej trosce, a równocześnie wydaje się nieobecny w chwili niebezpieczeństwa. Dlaczego niebo wydaje się puste w chwili największej ludzkiej udręki? Dlaczego człowiek nie otrzymuje żadnego znaku od Boga, który pozwoliłby znieść przerażające chwile, które przychodzą wraz z kataklizmem? Stąd słusznie człowiek stawia pytanie: „Kim jesteś, Boże, skoro opuszczasz mnie w chwili mojej największej udręki?” Nasze największe cierpienie jest związane z poczuciem nieobecności Boga w momencie, w którym Go najbardziej potrzebujemy. Zrozumieć własne cierpienie, to próbować przeniknąć tajemnicę własnego położenia. Milczenie Boga boli człowieka.

Bolesne rozczarowanie jakiego doświadczamy nie jest naszym wyznaniem przez które mówimy, że Bóg nie istnieje. Nasz ból odnosi się do tego, iż Bóg nie był obecny wówczas, gdy człowiek na Niego czekał i potrzebował Go, gdyż bardzo cierpiał i nie był w stanie poradzić sobie z trudem własnego istnienia.

Człowiek jest bezradnym wobec tego, co go w świecie spotyka. Jeśli ma on wpływ na przemianę świata i zmienia bieg pewnych wydarzeń, to jednak nie zapanuje nad światem. Życie człowieka należy do niego, lecz jest krótkie i niczego nie zapewnia. Człowiek żyje w warunkach nad którymi nie panuje. Z dnia na dzień odkrywa swoją bezsilność i wszystkie ograniczenia krępujące go. Żyć na sposób ludzki to, między innymi, spotykać się z ograniczeniami i próbować je przekraczać. Człowiek chce wpływać na kształt własnego życia, próbując z nim walczyć i kształtować według własnych oczekiwań. Taka postawa powiększa jednak jego cierpienie. Nie przekroczy własnych ograniczeń, ponieważ jest człowiekiem, a nie Bogiem.

Żyć, to również odkryć ciężar własnego istnienia i zobaczyć, że życie jest bolesną sprzecznością pomiędzy wolnością a koniecznością. Gdy to odkryjemy odczuwamy swoją wielką bezbronność. Jest jednak ono doświadczeniem przez które musimy przejść. Człowiek jest zmuszony do przejścia przez próbę, a będąc bezsilnym musi odczuć ból. Przechodząc przez ból i cierpienie człowiek musi szukać dróg pojednania się. Bez zgody na życie takie, jakie jest nam dane, nie możemy naprawdę żyć.

To jest ciekawe i tajemnicze zarazem, że Hiob stawia pytania, mówi o swojej niewinności wobec Boga, a On odpowiada inaczej, niż człowiek tego oczekuje. Bóg stanął przy człowieku. Wówczas zmieniła się sytuacja Hioba. Nie jest w tym wszystkim najważniejsze to, że odnalazł on na nowo wszystko, co stracił. Najważniejsze jest pojednanie Hioba z Bogiem. Nadal jednak możemy doświadczać niedosytu. Bóg przerwał milczenie i mówił do człowieka, jednak nie powiedział nic na temat cierpienia ani też nie wyjaśnił niesprawiedliwości, jakiej doświadczył jego wierny sługa. Nic na temat sytuacji człowieka, który bardzo cierpiał, a jego cierpienie niczym nie było uzasadnione.

Człowiek może mówić przed Bogiem. Jednak wtedy, gdy Bóg ukazuje mu swoje oblicze, wywołuje w nim takie wzruszenie, które niszczy wszystkie jego przygotowania zmierzające do stawiania pytań i oskarżenia Boga. Człowiek naprawdę czeka na to, czy na Tego, który może uciszyć jego niepokój. Gdy Hiob poczuł, że Pan jest, jest obecny, uspokoił się. Zniknęły w nim pytania, argumenty okazały się zbyteczne. A dotychczas mówił jasno, że Bóg nie ma prawa tak boleśnie doświadczać człowieka, jak postąpił wobec niego.

Hiob zrozumiał, że doszedł do tajemnicy, która go przerasta i budzi zdziwienie. To, co budzić może w człowieku nadzieję to słowo Pana i Jego obietnica. Możemy żyć, ponieważ ta nadzieja jest z nami. Jesteśmy ludźmi i nie mamy możliwości uwolnienia się od warunków naszego położenia. Nadzieja pomagając żyć, nie uwalnia jednak od trosk, a tym bardziej od trudów i nieszczęść.

Dochodzimy do uświadomienia sobie prawdy, że to śmierć jest prawdziwym panem wszystkiego, co żyje na ziemi i pod niebem. Mądrość człowieka nie sięga daleko. Może ona nauczyć żyć w sposób godny, lecz jest całkowicie bezradna w obliczu pytań ostatecznych. Tam gdzie kres ludzkich doświadczeń, tam mądrość człowieka jest pozbawiona głosu, niezdolną się staje aby powiedzieć choćby jedno słowo. Mądrość pozostaje bez słowa, ale nie nadzieja, która ma tak wiele do powiedzenia w czasie bolesnych doświadczeń. Ponieważ człowiek nosi w sobie nadzieję stawia Bogu pytania. Nadzieja niesie człowieka przenikniętego bólem, który nie zapomniał o Bogu i Jego obietnicy, że pozostanie na zawsze człowiekowi wierny. Tam gdzie jest jedynie ludzka udręka, tam wszystko człowiekowi mówi o tym, że Bóg o nim zapomniał. Jeśli jest w człowieku nadzieja nie poddaje on w wątpliwość tego, że Bóg jest wierny. Nadzieja jest uparta i nie przestaje liczyć na wierność Boga. Ona wie, że Bóg jest. Nie widać Go i to sprawia ból. Ale jest. To właśnie sprawia, że nadzieja w człowieku trwa.

Człowiek chce wiedzieć a nie wierzyć. Nie zakładać. Pragnie, by Bóg wziął go za rękę, odsłonił swoją twarz i mówił do niego. Wiara jest przenikającym człowieka cierpieniem. Wiarę można porównać do sytuacji, w której kogoś kochamy, kto znajduje się na zewnątrz, w ciemnościach, i kto nie pokaże się nigdy, bez względu na to jak usilnie o to prosimy.

Ufam, że powyższe refleksje pomogą w jakimś stopniu, nawet w bólu serca, przy mnóstwie rodzących się pytań, nie tracić nadziei, że Bóg jest z nami.

Serdecznie Pana pozdrawiam –
Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 10664009 * Liczba go¶ci online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC