MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Kapłan powinien dać przykład



hej!

Ja obecnie jestem na etapie buntu.. bo nic mi się nie zgadza. Jestem katoliczką.. a jeśli chodzi o spowiedź.. to jest to fizycznie i praktycznie niemożliwe.. bo popatrz tylko.. w tym konfesjonale ten ksiądz i tak sam z siebie nie daje rozgrzeszenia tylko Bóg to czyni.. no więc po co mam się tam produkować skoro i tak codziennie w domu w swoim kąciku opowiadam Bogu.. co było złe w tym dniu.. a za co mu dziękuje.. wiem, że kapłan jest tylko narzędziem w ręku Boga.. ale wkurza mnie takie niedoskonałe narzędzie (oczywiście ten bunt ma podstawy osobistych doświadczeń i jest subiektywne).

Napewno są dobrzy kapłani.. którzy nie przywiązują uwagi do dóbr materialnych tylko owieczki ich obchodzą, ale jest takich niewielu.. no i niestety daleko.. wiem, że trzeba patrzeć na siebie ,a nie na innych.. zgoda.. ale to kapłan powinien dać przecież przykład jak żyć, tym bardziej, że jest przecież tym narzędziem, no więc wkurza mnie to niesamowicie, że te narzędzia zapominają o tym ! a w ogóle to tak obiektywnie patrząc w Kościele ostatnio niezbyt dobrze się dzieje..za wiele afer..za dużo niedomówień.. wszytko to.. bez względu jaka jest prawda co do tych wszystkich zamętów bardzo mnie boli.. i Pana Boga zapewne też.. a w ogóle to nie rozumiem dlaczego takie bogate domy Boże się buduje, przecież Jezus był bardzo skromnym człowiekiem i na ziemi żył bardzo skromnie, czy więc ważne jest przepych i bogactwo w na tym po co przychodzi do kościoła, zamiast modlitwy, najczęściej człowiek rozgląda się jak po muzeum (Licheń), a przecież to moc modlitwy jest tym co ten Kościół ma trzymać na fundamentach! (….) Iga


Kapłan podczas spowiedzi sakramentalnej jest „narzędziem” w ręku Boga. Dlaczego spowiadamy się przed kapłanem? Jezus powiedział do Apostołów: „Komu grzechy odpuścicie, będą odpuszczone, a komu zatrzymacie, będą zatrzymane”. Spowiedź, to pojednanie człowieka z Bogiem. Kto jedna? Kapłan. Czym jest pojednanie? To pogodzenie, naprawienie, uciszenie, ukojenie, uśmierzenie. Pojednanie jest też „ponownym włączeniem” człowieka w rytm życia Bożego, a w ten sposób w życie Kościoła.

Wydaje mi się, że nie kwestionujesz tego, iż Jezus przekazał władzę odpuszczania grzechów apostołom, ci zaś przekazali ją biskupom. Twoje dylematy są przede wszystkim natury emocjonalnej nie zaś doktrynalnej. Na mocy święceń kapłani, jako pomocnicy biskupów, otrzymują władzę odpuszczania grzechów od swoich pasterzy. Kapłan udziela rozgrzeszenia mocą władzy, jaką otrzymał od Jezusa Chrystusa, przez nałożenie rąk biskupa w chwili święceń kapłańskich.

Słuchamy tego co mówił Jezus o odpuszczaniu grzechów, czego naucza Kościół. Zgadzam się z Tobą, że niektórzy, włącznie z Tobą, obawiają się spotkania nie z Chrystusem, ale z kapłanem w konfesjonale. Przedziwny paradoks. Oczekujemy tam na lekarza, brata, przyjaciela. Niekiedy się zawodzimy, gdy spotykamy kapłana poirytowanego, tego który przerywa wyznanie naszych win, uznając, że dalej wie co powiesz; tego, który nie wczuwa się w naszą złożoną sytuację jaka panuje w domu itd.

Niektórzy ludzie mają nieprzyjemne wspomnienia, kiedy akt spowiedzi stawał się miejscem nadużyć: niepotrzebnego w pewnych sytuacjach wypytywania penitenta, potępiania, podnoszenia głosu, straszenia. Miały i mają miejsce sytuacje, w których rani się godność osoby spowiadającej się. Niektórzy ludzie spotykają się z ewidentnym poniżeniem. Brak doświadczenia zrozumienia i miłosierdzia, a zamiast tego spotkanie się z surowością i bezwzględnością sprawiał i sprawia, że niektóre osoby odchodzą od konfesjonału z postanowieniem nie przystępowania do spowiedzi. Stąd lęk u wielu katolików przed spowiedzią. Nie ma doskonałych „narzędzi”, którymi Bóg posługuje się w zbliżaniu człowieka do siebie. A wystarczyło by odrobinę kultury, szacunku, delikatności, łagodności, dostrzeżenia człowieka dla którego samo przyjście do kratek konfesjonału jest znacznym wysiłkiem i wielkim stresem.

Nie można jednak nie zauważyć, że są to przykłady sporadyczne. Większość kapłanów pełni swoją posługę z oddaniem i zrozumieniem znaczenia tego sakramentu dla człowieka. Zło jakiego doświadczymy przy kratkach konfesjonału jest jednak głośne, przekazywane wielu ludziom, nagłaśniane. Wnioski, które się nasuwają, są następujące. O ile jest to możliwe należy zwrócić się z prośbą do przełożonego, któremu podlega ów kapłan: proboszcz parafii lub rektor domu zakonnego, naświetlając sytuację jaka miała miejsce. Dlaczego tak? W celu uniknięcia eskalacji problemu. Wielu ludzi może odejść od konfesjonału z postanowieniem nie spowiadania się w ogóle. Inne wyjście jest takie: spowiadanie się u kapłana, który Ciebie zna, rozumie, zna Twoją sytuację domową, trud zmagań z problemami jakie przeżywasz.

Rozumiem Twój ból, gdy piszesz o przywiązaniu niektórych kapłanów do dóbr materialnych. Nie mogą oni na ten wymiar życia nie zwracać uwagi. To jednak co jest nadmiarem, przepychem i wystawnością, może rodzić i rodzi słuszny gniew, oburzenie i sprzeciw. Kapłan powinien być świadkiem życia ubogiego Jezusa Chrystusa. Zgoda. To nie podlega dyskusji. Jeśli kapłan „przesadza” w zakresie posiadanych dóbr materialnych, być może rekompensuje sobie określone straty, z którymi nie umie, lub nie chce się pogodzić.

Czy bierzesz pod uwagę to, że kapłan jest człowiekiem grzesznym i tak jak każdy człowiek świecki, katolik, zmaga się każdego dnia z grzechem? Czy uwzględniasz fakt, że on ma swoje większe i mniejsze kryzysy, problemy, niekiedy załamania, trudności z wiarą i realizacją powołania kapłańskiego? Jakim chcesz widzieć kapłana? Człowiekiem, który jest bez zastrzeżeń w sferze życia dotyczącego ślubu czystości, ubóstwa, posłuszeństwa. Człowiekiem który zawsze wie co i jak powiedzieć, by innych nie urazić? Kogoś kto jest opanowany, wobec wszystkich którzy tego potrzebują dysponuje czasem? A może sobie wyobrażasz, że kapłan nie powinien się denerwować, nie powinien być w wielu sprawach stanowczy i konsekwentny?

Można rozszerzać listę oczekiwań pod adresem kapłana. To „człowiek z ludzi wzięty i dla ludzi postawiony”. Kapłan jest taki, jakie jest społeczeństwo, rodzina. Jest taki jakie jest jego przyjmowanie wartości na etapie formacji seminaryjnej, zakonnej. Kapłan jest taki, jaka jest jego otwartość na Jezusa i ludzi, a przede wszystkim jaka jest jego pokora i prostota, kultura osobista, zdolność nie stawiania spraw osobistych na miejscu pierwszym, umiejętność dzielenia się swoim czasem, pamiętanie, że nie przyszedł po to, aby jemu służono, lecz aby służył. Z jakich rodzin wywodzą się kapłani? Czy bierzesz pod uwagę to, co oni przeżyli w swoich rodzinach? Czy uwzględniasz zranienia z jakimi przychodzą do Seminariów Duchownych? Chciałabyś takich kapłanów, którzy są świadkami? Czy wiesz, że oni również tego pragną, i to bardzo? Czy czasem modlisz się za nich, szczególnie myśląc o tych, którzy Cię oburzają, od których oczekujesz świadectwa a otrzymujesz coś, co zniechęca Cię do życia religijnego?

To jest piękne, pobożne życzenie: „kapłan powinien przecież dać przykład jak żyć, tym bardziej, że jest przecież tym narzędziem. No więc wkurza mnie to niesamowicie, że te narzędzia zapominają o tym”. Choć przez chwile pomyśl, że owe „narzędzia” są ludźmi, z określoną wrażliwością. Mają swoje marzenia, ideały, trudności, ale i namiętności z którymi się zmagają, gniewem, żalem, niezaradnością, beztroską, brakiem rozwagi, pychą, zarozumiałością, egoizmem… Doświadczają osamotnienia i samotności. Jedne sprawy układają się w ich życiu pomyślnie, inne zaś z dużymi trudnościami. Zarówno oni jak i wszyscy inni ludzie do czegoś się zobowiązują. Spójrz na rodziców. Są niezwykli, ale i tacy, którzy szokują brakiem odpowiedzialności, brakiem świadectwa życia wobec dzieci. Potrzebujemy zatem świadków wśród duchownych, rodziców, polityków, dziennikarzy, ludzi prowadzących interesy, nauczycieli, również młodzieży wzrastającej w świadomości i ocenie tego, co dobre a co złe. Masz ideały i to jest dobre. Spójrz jednak, że między ideałami człowieka a rzeczywistością w jakiej on żyje i kim on jest, znajduje się ogromna przestrzeń do zagospodarowania.

Człowiek jest zmienny. Jednego dnia odnajduje w sobie siłę do realizacji tego, co powinien, innego zaś, zniechęcony małą porażką wycofuje się, rezygnując z tego, co nadal pozostaje dla niego wartością, lecz niedowierza, że dzisiaj jest ona możliwa przez niego do podjęcia. Mówiąc, że w Kościele jest za wiele afer, mówisz zapewne nie tylko o niektórych księżach, lecz i o politykach, którzy są cząstką Kościoła, o tych, którzy zatrudniają pracowników, a nie dają im odpowiedniego wynagrodzenia zgodnie z ich uczciwą pracą. Mówiąc o Kościele, zapewne masz na uwadze skandaliczne zachowanie uczniów wobec nauczyciela języka angielskiego, a także o uczennicy, której chłopak uderzył jej nauczyciela. To jest jedna strona Kościoła. W nim dzieją się rzeczy dobre i złe; budujące i gorszące; mówiące o współpracy człowieka z Bogiem i wskazujące na to, jak często w życiu codziennym krzyżujemy Chrystusa po raz kolejny i kolejny. Duchowni mają grzechy na sumieniu. Ubolewamy nad tym wszyscy, jako członkowie Kościoła katolickiego, iż pewne sprawy miały miejsce. To bardzo dobrze, że dziennikarze, świat mediów o tych sprawach mówi. To wyjdzie duchownym i całemu Kościołowi na dobro. Nie jest to prześladowanie Kościoła, lecz jego nieustanne oczyszczanie.

Dobrze, że boli Cię to wszystko, co widzisz w Kościele. To jest nasz dom, nasza MATKA. Jeśli boli Ciebie grzech własny, ale i innych, z którymi tworzysz wspólnotę Kościoła, to oznacza między innymi, że nie jesteś człowiekiem zdemoralizowanym. Tobie na Kościele zależy, skoro boli Cię to, co w nim dostrzegasz. Zauważ jednak, proszę, również to, co w nim jest dobre. Niech Twój obraz Kościoła będzie prawdziwy, a tym samym pełny. Pokazywanie i mówienie jedynie o wątku aferalnym w Kościele jest rzeczą nieprawdziwą, a tym samym krzywdzącą i bolesną dla wszystkich, którzy go kochają czują się za niego odpowiedzialni.

Dlaczego takie bogate domy Boże się buduje? Odpowiem tak. Osobiście nie odpowiadają mi bogato zdobione kościoły, źle się w nich czuję, nie nastrajają do skupienia i modlitwy. Bogate kościoły to wypadkowa wizji jaką posiada budowniczy, poczucia „smaku” w odniesieniu do tego, co piękne i środków finansowych jakie zebrał na ten cel. Kto buduje, ten decyduje. Kto zgadza się w Kurii na przesadnie bogaty, złocony wystrój świątyni, ten bierze też na siebie odpowiedzialność za to, jak bogate zdobienia będą odbierane przez innych, szczególnie ludzi żyjących na zasiłkach, wiążących „koniec z końcem”. Panu Bogu to bogactwo kościołów do niczego nie jest potrzebne. Wątpliwy to również prestiż dla tych, którzy go takimi czynią.

Jedni mówią, że Panu Bogu nie należy niczego żałować, inni zaś podkreślają, że jakaś znacząca grupa ludzi mogłaby przez czas jakiś z takich środków utrzymać swoje rodziny. Czy złocenie rzeźbionych w drewnie postaci złotem dukatowym rzeczywiście nadaje im większą wartość estetyczną, rzecz dyskusyjna. Należy troszczyć się o to co jest sztuką, co przejęliśmy od naszych przodków, również w kościołach, wskazujące na ludzki geniusz, wrażliwość artystyczną i religijną. Bóg patrzy na ludzkie serce i pragnie w nim zobaczyć wiarę, nadzieję, miłość, życie człowieka w stanie łaski uświęcającej, praktykującego miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość cierpliwość.

Patrz na ludzi świeckich i na duchownych, czyli na Kościół, jako rzeczywistość złożoną. Nie spiesz się z oceną, wydawaniem wyroków. Nie gorsz się tym, o czym słyszysz w mediach. Myśl, módl się, szukaj rozwiązań w zakresie właściwym Tobie. Odpowiedz sobie i na takie pytanie, co ja w obecnej sytuacji mogę zrobić dla Kościoła, w czym będę teraz dla Niego bardzo pomocna? Matka kocha swoje dziecko również wtedy, gdy ono jest alkoholikiem, narkomanem, osobą o innej orientacji seksualnej, złodziejem, kimś, kto czyni innym krzywdę. Kochamy Kościół bez względu na to, co się w Nim dzieje. To nasza MATKA. Głową Kościoła jest Jezus Chrystus. On w Nim cierpi. Trzeba przyłączyć się do Jezusa i cierpieć za Kościół, bo taki przyszedł czas.

Tak to już jest, że ci, którzy tworzą Kościół w największym stopniu przyczyniają się do jego ranienia, burzenia, poniewierania. Nie czas na to, aby szukać winnych. Jesteśmy jednym Ciałem w Chrystusie. Poszukiwanie winnych, dyskutowanie o wymiarach zła jakie ktoś wyrządził, jest jego eskalacją, powiększaniem i transmisją do innych. Nie chodzi o to żeby milczeć, lecz nieustanne mówienie o bolesnych kartach współczesnego Kościoła nie prowadzi do jego uzdrowienia. Nic w obecnym czasie nie jest tak potrzebne wszystkim kochającym Kościół jak: modlitwa, pokuta, wyrzeczenia, umiłowanie Kościoła, zaufanie Chrystusowi; miłość do innych bez względu na światopogląd; szacunek dla osób myślących inaczej; zrozumienie i szacunek dla tych, którzy pokazują ciemną stronę Kościoła; ekspiacja; życie według Ewangelii, a tym samym ŚWIADKOWIE, MĘCZENNICY.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9497941 * Liczba go¶ci online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-28
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC