MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Bóg wie, że człowiek pójdzie do piekła(?)



Szczęść Boże,

Ciekawy jestem, co ksiądz sądzi o takiej sytuacji: rodzi się ktoś, o kim Bóg jako Wszechmogący wie, że pójdzie kiedyś do piekła. No i Bóg się nad nim nie lituje, nie pomaga mu, bo gdyby tak, to ten człowiek by się w ogóle nie urodził.
Pozdrawiam - Rafał



Radością i chwałą Boga jest człowiek ocalony. Bóg nie strzeże zazdrośnie swojego szczęścia, swojej radości i chwały jedynie dla samego siebie. Dzieli się swoim życie i swoją radością ze swoimi stworzeniami. Los całego stworzenia jest sprawą samego Stwórcy. Gdy zatraca się człowiek jest to również jakaś utrata dla Boga, niepowodzenie Jego Boskiego dzieła stworzenia i odkupienia, Jego własny dramat. Jeżeli na końcu dziejów Bóg ma być, jak głosi chrześcijańska nadzieja, „wszystkim we wszystkich” lub „wszystkim we wszystkim”, oznacza to jakiś trudno wyrażalny sukces samego Boga, Jego „zysk” i Jego ostateczne zwycięstwo w całym stworzeniu. Zatrata pewnej części ludzkości byłaby największą tragedią dla samego Boga, wiecznym piekłem dla Niego samego i dla Jego miłości nigdy niekończącej się wobec wszystkich bez wyjątku ludzi. Los stworzeń jest złączony z losem Stwórcy. Jeżeli cel stworzenia wiąże się nierozerwalnie z życiem Boga, to czy możliwe jest szczęście Boga bez dojścia do celu wszystkich Jego stworzeń?

Bóg, który nie może cierpieć, nie może też być blisko cierpiących stworzeń, a tym samym nie może prawdziwie miłować. Miłość to uczestnictwo w losie tych, których się kocha. Bóg początków jest także Bogiem końca. Prawdą jest, że powodzenie posłannictwa Jezusa Chrystusa jest uzależnione od człowieka, istoty wolnej. Obdarzając go wolnością, Bóg Ojciec ma nadzieję, iż dzięki posłannictwu Syna i Ducha Świętego będzie mógł przeobrazić tę wolność od wewnątrz, wyzwolić ją i pociągnąć ku sobie nie zadając jej gwałtu. Dramat stworzenia i zbawienia człowieka łączy się nierozerwalnie z nadzieją. Nie jest to tylko nadzieja ludzi, lecz także nadzieja Boga na powrót świata do pełnej jedności z Nim samym.

Człowiek urodził się na tym świecie, ponieważ Bóg chciał podzielić się z nim swoim własnym życiem. Wolność ludzka jest wolnością darowaną, udziałem w wolności Boga. Jednak człowiek błądzi i podejmuje grzeszne decyzje. Dlatego w nim dokonuje się nieustannie cud miłości i miłosierdzia Pana Boga. Stwarzając człowieka i powołując go do udziału w swoim życiu, Bóg nie chciał mieć niewolnika, lecz istotę wolną i twórczą. Człowiek jest zdolny tworzyć swój własny los. Wolność jest zdolnością do tego, co wieczne. Wolność, to zdolność osiągnięcia wieczności, którą jest Bóg.

Kolejna sprawa, Bóg nie jest twórcą piekła! O piekle mówi się najczęściej, jako o karze ostatecznej, „karze boskiej” za grzechy. To sugeruje, jakby sam Bóg wymierzał karę grzesznikowi. A przecież kara ma związek ze złą decyzją ludzkiej wolności. Jest stanem spowodowanym przez samego winowajcę. Nie wolno mówić, że Bóg zadaje cierpienie i wymierza karę. Kara jest cierpieniem wynikającym z samego buntu człowieka, konsekwencją odwrócenia się od Boga. Każdy tworzy piekło dla samego siebie. To, co nazywamy potocznie karą piekła, nie jest cierpieniem nałożonym człowiekowi przez Boga. Jest stanem cierpienia spowodowanego grzesznym uporem wolności zbuntowanej i chorej.

Czy człowiek może całkowicie i na zawsze zagubić cel swojego istnienia? Doświadczając na ziemi okrucieństwa i nieszczęść, jakie ludzie sobie wzajemnie czynią, można przypuszczać, że istnieje możliwość zamknięcia się człowieka we własnym złu, które wyklucza wszelką zmianę jego decyzji. Czy takie myślenie jest słuszne? Piekło nie polega na wspólnocie z szatanem, demonami i potępionymi. Jest stanem całkowitej samotności i wyobcowania, stanem mającym w sobie coś demonicznego, nieludzkiego i antyspołecznego. Nie trzeba wyobrażać sobie piekła, jako uprzednio już istniejącego miejsca kaźni i cierpienia. Piekło może wyrosnąć we mnie samym na skutek moich złych decyzji i uporu mojej wolności.

Karę piekła wymierza sobie sam człowiek, gdyż jest ona konsekwencją jego wyboru. Bóg dopuszcza tę karę nieodłączną od cierpienia. Kara ta ma po śmierci charakter leczniczy. Nie jest karą dla samej kary. Jej celem jest oczyszczenie i nawrócenie. Biblijne wypowiedzi dające nadzieję na zbawienie wszystkich umacniają to przeświadczenie. Św. Grzegorz z Nazjanzu mówi o tej karze, jako o przejawie miłości Boga do człowieka. Karę tę dopuszcza Bóg w swoim miłosierdziu, aby dzięki niej człowiek mógł odnaleźć samego siebie i przezwyciężyć swój upór. Taki jest Boży sposób karania, godny tego, który karze.

Bóg nikogo nie potępia i nikogo nie zatraca. Szanuje wolność człowieka również wtedy, gdy jest to wolność zbuntowana i chora, wolność odwrócona od Boga. Kto odrzuca Boga, sam sobie tworzy piekło. Wtrąca samego siebie w ten stan sprzeczności: nie chce żyć z Bogiem, a z drugiej strony nie może pogrążyć się w nicości i przestać istnieć. Pismo św. mówi o realnej możliwości zatracenia i potępienia. O nikim nie mówi, iż ostatecznie zatracił się w piekle, nawet o Judaszu. Chrystus mówiąc o piekle uczył o możliwości dokonania takiego wyboru wolności, który wprowadza człowieka w stan piekła. Wypowiedzi o piekle są wypowiedziami o konsekwencjach wolności i jej złych decyzji.

Brat Roger Schütz z Taizé napisał do ludzi młodych w liście (1994) takie słowa: „Nadejdzie dzień, kiedy zrozumiemy: Bóg nigdy nie wywołuje nieszczęścia, ani strachu. Bóg jest niewinny. Bóg jest niewinnością”. Nikt tak jako On nie pragnie wyprowadzić człowieka ze stanu zatracenia. Warto też nad tym się zastanowić, czy istnieje człowiek tak zły, w którym nie byłoby żadnego śladu dobra czy odruchu miłości? Powołując swoje stworzenia do życia, Bóg pozostaje im wierny. Jego miłość jest niezmienna, nawet w stosunku do człowieka najbardziej upadłego.

Stan piekła, w który człowiek wtrąca sam siebie może stać się stanem nawiedzonym przez Chrystusa, zwycięzcę piekła i śmierci. Bóg nigdy nie kapituluje. Nawet gdyby człowiek dokonał na ziemi decyzji o odwróceniu się od Boga, taka decyzja może zostać przez niego zmieniona w spotkaniu z Chrystusem „twarzą w twarz”. Bóg może tylko błogosławić, nikogo nie przeklina.

On odsyła wszystkich, na których ciąży przekleństwo ludzkiej krzywdy, aby najpierw przeszli przez „ogień wieczny” i „karę (mękę) wieczną”. Ogień jest symbolem oczyszczenia. Określenie „ogień wieczny” symbolikę tę rozszerza na trwanie w stanie intensywnej męki. Nie zostało powiedziane w Biblii, iż na tym skończą się dzieje człowieka z Bogiem. Nastąpiło tylko odesłanie winowajców w stan kary ku poprawie. „Na wieki” nie musi oznaczać, iż chodzi o stan ostateczny i nieodwracalny. „Przeklęci” mają oczyścić się w ogniu skruchy i wyrzutów sumienia. „Król” każe im odstąpić od siebie, gdyż ich stan jest nie do pogodzenia z Jego królestwem. Muszą odstąpić do czasu nawrócenia.

W nauczaniu Jezusa wielokrotnie pojawia się zwrot mówiący o wtrąceniu tam, gdzie będzie „płacz i zgrzytanie zębów”. Płacz jest oznaką żalu i bólu. „Zgrzytanie” zębami sugeruje postawę złości i oburzenia. Jednak może to być i zaciskanie zębów. W tym znaczeniu nie nasuwa się już skojarzenie o złości. Jest to bardziej wyraz uczucia przykrego, jakiego doznaje się na skutek bólu, zimna czy gorąca. Zatem, Jezus mówi o „płaczu i zaciskaniu zębów” w odniesieniu do wyrzucenia z Królestwa Bożego. Chodzi o „wyrzucenie w ciemność zewnętrzną”, a więc o wyrzucenie na zewnątrz Królestwa, w otaczające je ciemności. Ogień zdaje się wskazywać na oczyszczenie i przeobrażenie. Warto w tym miejscu przypomnieć przypowieść, mówiącą o bogaczu i Łazarzu. Gdy bogacz znalazł się w otchłani, pogrążony w mękach, „cierpiący w płomieniu”, prosi Abrahama o odrobinę współczucia i ochłody. Co więcej, u cierpiącego bogacza nastąpiła przemiana w sposobie myślenia. Zjawiła się troska o los najbliższych mu pięciu braci żyjących na ziemi. Chce, aby ich ostrzeżono przed straszliwą ewentualnością zatracenia w „miejscu męki”. Najważniejsze jest to, że egoizm został przełamany. Czy troska o innych nie jest początkiem nawrócenia?

Według św. Izaaka Syryjczyka, miłość Boga gromadzi w jedno zarówno grzeszników, jak i sprawiedliwych. To Jezus, według niego, zrealizuje swój plan w ten sposób, że zgromadzi w jedno wszystkich rozproszonych. Miłość Boga jest jednocząca i przeobrażająca. Obecny świat określa ona mianem „szkoły o trudnym trwaniu”, trudnej szkoły, w której trzeba cierpliwie uczyć się drogi do Boga. Czas życia jest czasem wolnego wyboru, zmagania, cierpliwości, oczyszczania się, łez, trudu, zmęczenia i wytrwałości. Człowiek jest istotą wolną, zaś wolność rodzi złość i grzech w człowieku. Bóg kazał nam żyć w obecnym świecie, z pewnością nie po to, aby zbadać czy będziemy dobrzy lub źli. On wiedział wszystko od samego początku. Dokładna przyczyna Jego postępowania z ludźmi pozostaje zakryta. Uczymy się w życiu miłości i pokory, a potem odchodzimy z tego życia. Kto nie nauczył się tego za życia, uczyć się będzie po śmierci.

Bóg wiedział od początku, że ludzie jako istoty wolne będą grzeszyć. Grzech i błądzenie są tajemniczym składnikiem procesu zbawiania człowieka. Dlatego trzeba przyjąć z pokorą również swój grzech jako cząstkę własnej drogi do Boga. Człowiek upokorzony swoim upadkiem może tym bardziej chwalić Boga za Jego miłosierdzie. Wspomniany święty wierzył, że winy człowieka nie są w stanie udaremnić miłosierdzia Boga.

Mam taką nadzieję, że choć w małym stopniu, treść tego listu jest odpowiedzią na Pańskie poszukiwanie prawdy. Bardzo serdecznie pozdrawiam – z Bogiem.
Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9498022 * Liczba go¶ci online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-28
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC