MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Łączył nas tylko sex



Witam!

Dziękuję bardzo za odpowiedź na mój list. Jestem naprawdę bardzo zobowiązana, często sobie go czytam tak dla dodania otuchy. Cieszę się że Ksiądz nie potraktował mnie jak kolejną nawiedzoną kobietę czy dziewczynę, która z niczego robi tragedię. Mam nadzieję, że Ksiądz również nie poczuje się urażony iż pozwalam sobie znowu napisać. Staram się odmienić swoje życie jednak jest mi bardzo ciężko. Cieszę się natomiast, gdyż znowu zaczęłam się modlić w najcięższych chwilach i dodaje mi to otuchy. U mnie w domu kwestia wiary nigdy nie była poruszana tak dogłębnie, to było raczej płytkie, gdyż od najmłodszych lat wpajane mi były zasady, które niekoniecznie zgadzały się z wiarą. Nigdy nie było mi łatwo zawsze przeżywałam jakieś rozterki, ale zawsze miałam dużo siły w sobie. W pewnym momencie poczułam, że mam tej siły coraz mniej. Człowiek, którego pokochałam pierwszą szczerą miłością, taką prawdziwą zdolną do wszelkich poświęceń, zawsze wydawał mi się kimś zagubionym, potrzebującym opieki. Byłam przekonana, że jego zachowanie nie wynika z perfidii czy też złośliwości ale ze zwykłej niewiedzy. Łączył nas zawsze w sumie tylko sex, gdyż uważałam że tylko w ten sposób mogę mu dać to co mam najlepszego, tylko w ten sposób mogę go utrzymać przy sobie, gdyż nie ma we mnie żadnych zalet. Teraz rozumiem jak bardzo się myliłam. Widzę siebie z przed 3 lat gdy byłam jeszcze nieśmiałą i niewinną dziewczyną nie mającą pojęcia o życiu seksualnym. Potem nagle pojawił się on, dla mnie ktoś niezwykły gdyż zwrócił na mnie uwagę, tak powoli przełamywał wszystkie moje bariery, obalał zasady aż w końcu zostałam z niczym. Pusta, nie posiadająca ambicji, honoru. Teraz spokojnie wysłuchuję jego opinii na mój temat i w sumie przeraża mnie jedno, że nie robią na mnie większego wrażenia, nie boli mnie to już tak jak kiedyś. W sumie z drugiej strony może powinnam być mu teraz wdzięczna że w końcu jest ze mną szczery. Nie chcę z nim utrzymywać kontaktu ale nie mogę się powstrzymać jeszcze się odzywamy na gg. Chciałabym w końcu wyprostować moje życie. Wydaje mi się, że zostałam rzucona na głęboką wodę podczas gdy topiłam się w kałuży. Proszę Księdza ja mam dopiero 20 lat a może aż 20. Wylądowałam w pracy 450 km od domu bez rodziny, bez znajomych, co dwa tygodnie jeżdżę na studia, które też chyba w końcu zawalę. Najgorsze jest to, że stało mi się to zupełnie obojętne. Pamiętam jaka ogromna radość ogarniała mnie podczas pielgrzymki do Częstochowy to było wspaniałe. Teraz już tylko marzę o uldze jaką mogłaby mi przynieść śmierć. Życie mnie zmęczyło. Jestem jednak ogromnie wdzięczna Księdzu za pamięć o mnie i modlitwę.

Niech Bóg Księdza błogosławi. Do widzenia



Dziękuję za list!

Wszystko to, co próbujemy w naszym życiu czynić, ważne by zawierało w sobie pytania: dlaczego robię to, czy wiem, co robię i dokąd mnie to prowadzi? Jako ludzie wierzący chcemy podobać się Bogu. Może to brzmi tak, jak w relacji między chłopcem a dziewczyną: ona robi wszystko, aby podobać się swojemu chłopcu. Mam na uwadze przede wszystkim poglądy, sposób rozumienia życia, ocenę samego siebie, podejście do religii, stosunek do norm moralnych, życie wartościami. Nasze podobanie się Bogu daje nam odczucie sensu i tego, że idę we właściwym kierunku. Jestem kochany przez Niego. Człowiek w moim życiu nie może stanowić stałego oparcia. Ludzie są zawodni. Nie można mówić tu o jakiekolwiek winie. Człowiek jest zmienny, kieruje się nastrojami, rzutują na jego życie doświadczenia przeszłości, żale, pretensje, rozczarowania, gniew, złość, poczucie krzywdy. Nasze życie jest też w takim stanie, w jakim są nasze namiętności,. Niektóre z nich wymieniłem.

Z biegiem lat, z upływem dni, nasze problemy stają się trudniejsze, bardziej złożone, nie można na nie „machnąć ręką”, idą za nami, są obecne w nocy, nie pozwalając spać, obecne w czasie modlitwy, często przyczyniają się do osłabienia wiary, utraty zaufania do siebie, do innych. Odniesienie do problemów powinno dokonywać się zawsze z kimś, kto jest dla mnie oparciem. Jako człowiek, który wierzy Jezusowi i ciągle na nowo tego się uczy, uczę się odnosić moje problemy do Niego, aby one nie pozbawiły mnie nadziei. Z moimi problemami nie powinienem być sam, gdyż mogą stać się one moim koszmarem, a nawet rozpaczą. Potrzebujemy kogoś. Potrzebujemy człowieka, ale przede wszystkim Boga, który nas zna i kocha. Słuchając Go, zaczynamy powoli poznawać samych siebie. Im większa jest świadomość samego siebie, tym większa też zdolność rozumienia, dlaczego pewne problemy się pojawiają, dlaczego z tak dużym nasileniem, oraz dlaczego tak często nas niepokoją? Wiele sytuacji przegranych w życiu człowieka jest stąd, że nie pyta on Pana Boga. Trzeba wejść w ciszę serca i poznawać, jakie siły we mnie działają, jakie namiętności usiłują zdominować. To jedna z możliwych dróg poznania, jakie duchy działają we mnie. Mam na uwadze przede wszystkim oddziaływanie Boga i działanie złego ducha. Rozwiązywanie trudnych spraw powinno być połączone z ocieraniem się o ciszę serca. Gdy będzie w Tobie pokój (dąż do pokoju wewnętrznego), będziesz potrafiła mądrze wybierać. Mądrość pochodzi z serca doświadczającego pokoju.

Piękna jest pierwsza miłość. Jest szczera, otwarta, ufna tak, że wręcz naiwna. Człowieka trzeba się uczyć, odczytywać codziennie. Niekiedy mężczyźni grają wobec kobiet określoną rolę dla uzyskania tego, co one mogą im dać. To jest bolesne stwierdzenie, lecz mające swoje pełne uzasadnienie w dramacie wielu dziewcząt. Nie jest dobrze, gdy dwoje młodych ludzi łącz tylko sex. Będąc blisko drugiej osoby, potrzeba poznawać jego wrażliwość, myślenie, uczucia, sferę ducha, marzenia, potrzeby „z górnej półki”, czyli wyższe, duchowe. Wydaje mi się, że ludzie nigdy nie pozostaną ze sobą dłużej, jeśli będzie ich łączył tylko sex. Potrzeba czegoś więcej. Sex potrzebuje oprawy, klimatu, ciepła, czułości lecz nie tej jedynie, która wynika z potrzeby zaspokojenia ludzkiej pożądliwości, namiętności, lecz tej która jest miłością. Kochać drugiego, to oddać w swoje życie w jego ręce. Ty oddałaś całą siebie w ręce chłopca, lecz on tego nie uczynił. Dałaś chłopcu to, co dziewczyna ma w sobie niezwykłe, co jest jej tajemnicą i tak mocno łączy się ze sferą ducha. Dając mu swoje ciało, pozwoliłaś dotknąć duszy, serca; pięknej, dziewczęcej, niewinnej wrażliwości i tej niepowtarzalności, jak wynika z pierwszego kontaktu seksualnego między dwojgiem osób.

Trzeba być świadomą swojej wartości. Jesteś człowiekiem kochanym przez Boga, otrzymałaś życie, możesz się uczyć, potrafisz kochać, posiadasz marzenia. To jest podstawa, abyś czuła swoją wartość. Niekiedy chłopcy, poznając dziewczynę, doświadczając jej małego poczucia wartości, „zdobywają” je, gdyż to, czego dziewczynie bardzo potrzeba, to odczucia, że jest przez kogoś naprawdę kochana. Trzeba się uczyć kochać siebie, żeby nie pozwolić się oszukać w sprawach, które mogą być rozstrzygające na całe życie dziewczyny. Gdy nie odkryłaś w sobie wówczas żadnych zalet, bardzo łatwo można było Cię zwieść. Szukałaś spełnienia w kimś, kto wydawał się być osobą potrzebującą Twojej opieki, czułości, wprowadzenia w życie. Tymczasem, okazało się, że to była gra.

Wszyscy powoli dorastamy. Człowiek będąc młody, dorastający, nie chce innych słuchać, zamyka się w sobie, aby nikt nie dowiedział się o jego „szczęściu”, jakim jest, między innymi, współżycie z chłopcem. Nie zwierzamy się też innym, by ktoś nie odwiódł nas od tego, co wydaje się być „całym naszym życiem”. Nawet, jeśli przyjaciółka przyjaciółkę przestrzega, to i tak zainteresowana sprawą nie bierze jej ostrzeżeń pod uwagę sądząc, że ona czyni to z zazdrości. Sama rozeszła się z chłopakiem, to chce, żebym i ja „nie miała” chłopca. Uczymy się na własnych błędach. Czy tak być musi? Osobiście uważam, że tak. Niewielu młodych ludzi jest otwartych na tyle, by osobom starszym, doświadczonym powierzyć swoje sekrety, słuchać tego, jakie jest ich stanowisko i ewentualnie przyjąć sugestię, która uwzględnia to, o czym młody człowiek może jeszcze nie wiedzieć.

To, czego nie wolno pozwolić się pozbawić, to zasad, w które wierzę, będących siłą napędową mojego życia. Kiedy przestajesz samodzielnie myśleć, stajesz się niewolnikiem drugiego człowieka. Brak samodzielnego myślenia to i łatwość, aby ktoś Tobą manipulował, a tym samym osiągnął to, co jest ukrytym celem jego dążeń. Nie jesteś na pozycji straconej. Człowiek, choćby chciał, nie może Cię pozbawić tego, do czego jego „ręka” nie sięga. Zasady są w Tobie, wskazuje na to Twoje piękne myślenie. Trzeba do nich sięgnąć głębiej, gdyż zostały zepchnięte, a w to miejsce pojawił się smutek, zniechęcenie i rezygnacja. Nie może drugi człowiek pozbawić Cię tego, czym obdarował Cię Bóg. Jesteś nadal wrażliwa na to, jak być powinno i jest w Tobie pragnienie życia według tych zasad, które odczytujesz w naturze, w sercu, w duszy, na modlitwie. Powrót do życia zasadami danymi przez Boga, jest drogą do odzyskania wewnętrznego pokoju i radości. Z tego co piszesz wynika to, że zawsze miałaś zdrowe ambicje i poczucie honoru, lecz nie mogły się one wcześniej ujawnić, miały małą siłę przebicia w Tobie samej.

To, co przeszłaś było niezwykle trudne. Spójrz jednak na to z tej strony. Oceniasz sytuację prawdziwie. To, co zrobiłaś, godząc się z chłopcem na seks, było błędem. Szybko dorastasz. Twoje doświadczenia czynią Cię osobą rozważną i mądrą. Nie chcę przez to powiedzieć, że „trzeba na pysk upaść, żeby zmądrzeć”, ale coś z tego jest na rzeczy. Twoje doświadczenia, to przyspieszona szkoła życia. On nie jest wobec Ciebie szczery, lecz perfidny. Jego szczerość jest, mówiąc bardzo delikatnie, brakiem jakichkolwiek zasad kultury. Czy określenie despota nie będzie zbyt łagodne? Nie pokazał na początku swojej twarzy. Natomiast od początku był podstępny i wiedzący, jaki jest jego cel w stosunku do Ciebie. On przegrał, Ty wygrałaś. Nie powinnaś pozwolić mu na wyrażanie opinii na swój temat. Nie ma on takiego prawa. Kto go uczynił sędzią w Twoich sprawach? Łatwo jest być szczerym z Tobą, po osiągnięciu tego, co chciał. Szczerość winna być u początku, nie zaś na kończącym się etapie waszej znajomości.

Utrzymywanie z nim kontaktu i wysłuchiwanie jego opinii, może być dla Ciebie bardzo niekorzystne. Skoro nie możesz się powstrzymać przed taką formą spotkania, jaką proponuje „Gadu Gadu”, może to oznaczać, że uczucie, jakie jest w tobie do niego, jest nadal silne. Uzależnił Cię od siebie. Mając 20 lat, rozpoczynasz życie. Te doświadczenia, które, w jakimś sensie masz za sobą, choć one, w taki czy inny sposób będą towarzyszyły do końca, są szansą na rozpoczęcie życia inaczej. Pomyśl o znalezieniu pracy bliżej domu rodzinnego, o ile to w ogóle możliwe, z racji ogromnego bezrobocia w Polsce. Chodzi przede wszystkim o to, abyś była bliżej tych, którzy naprawdę Cię kochają. Jeśli taka wersja nie jest brana pod uwagę, spróbuj wejść w kontakt z jakąkolwiek grupą przyparafialną, może duszpasterstwem akademickim? Wiele takich wspólnot, w każdym dużym czy mniejszym mieście funkcjonuje przy parafii. Potrzebujesz środowiska ludzi, w którym nabierzesz sił psychicznych, duchowych, poczujesz się z kimś dobrze. Może jest konieczne, abyś wzięła udział w ćwiczeniach ignacjańskich? Tak wielu ludziom one pomogły i pomagają. Gdybyś była nimi zainteresowana, chętnie wskażę najbliżej Ciebie będący ośrodek OO. Jezuitów. Jeśli to na razie nie bierzesz pod uwagę, są w takich ośrodkach organizowane sesje tematyczne, od piątku do niedzieli. Potrzebujesz środowiska w którym ludzie żyją wiarą w Boga, dzielą się nią, są zdolni do przyjaźni. Może istniałaby możliwość nawiązania kontaktu z tymi osobami, z którymi byłaś na pielgrzymce do Częstochowy? Szukaj kontaktu z tymi, którzy mają szacunek do samych siebie i poczucie własnej godności. Wydaje mi się, że oni okażą to samo, każdej innej osobie.

Warto żyć. Warto odkryć to, co byłoby pasją Twojego życia. Przypomnij sobie to, co było Twoim hobby, co lubiłaś robić dla innych. Idąc do innych, możesz odnaleźć utraconą samą siebie. Bóg sam wie, kiedy nas wezwać do siebie, Ty zaś myśl o życiu. Może w jakiś sposób mogłabyś pomagać dziewczętom, które bardzo wcześnie wchodzą w relacje z chłopcami. Potrzeba kogoś, kto ukazuje realne niebezpieczeństwo, wynikające z takich związków. Istnieje możliwość zapobieżenia tragedii niejednej z nich. Dlaczego to wszystko przeszłaś? Czy nie ma w tym wszystkim jakiejś wizji życia, propozycji dalszego życia dla Ciebie? Twoje doświadczenie, bardzo bolesne i trudne, jest jednak Twoim „bogactwem”. Nie musi stać się koszmarem. Dobrze byłoby rozstać się z tym chłopcem. Przeżycia przykre, dołujące można „pokonać”, uzdrowić doświadczeniami pozytywnymi, które będą przez Ciebie przeżyte świadomie i dobrowolnie, w oparciu o zasady, które nadal są Ci drogie, według Twojego scenariusza.

Mieć 20 lat, to też posiadać w sobie siłę, którą trzeba wyzwolić. Zechciej rozpocząć naukę życia: ucz się kochać, ucz się żyć klimatem nadziei, odkryj, co dla Ciebie jest niekończącym się źródłem nadziei. Poznaj, że masz dla kogo żyć. Odkryj, że ktoś Ciebie potrzebuje. Nie skupiaj się na tym, co było. Z czasem, a może już teraz, proś Boga, abyś chciała przebaczyć chłopcu, który wziął Twoje ciało, nie dając miłości. Zobacz, czy nie nadszedł ten moment w Twoim życiu, gdy warto prosić Jezusa: „Panie spraw, abym chciała zgodzić się na to, że tak wygląda historia mojego dotychczasowego życia. Pomóż mi patrzeć na siebie samą siebie z szacunkiem. Udziel siły do pogodzenia się ze sobą. Pozwól uwierzyć, że życie, teraz właśnie, dla mnie się rozpoczyna”.

Choćby tylko jeden człowiek wierzył w Ciebie, warto jest żyć. Ja wierzę, że życie jest przed Tobą i dla Ciebie. Cóż ja? Jest Bóg, który wierzy w Ciebie. To, iż tak myślisz teraz, to przekonywuje mnie o tym, że z Ciebie nie zrezygnował. Szukasz wyjścia, bo On Cię znalazł i odczuwasz głód sensu, głód miłości, głód nadziei. Równocześnie jest w Tobie poczucie rezygnacji, myślenie o śmierci, które miałoby stanowić rozwiązanie. Nie jesteś sama w tym, co jest dla Ciebie trudne. Wielu ludzi, Ciebie nie znając, modli się w Twoich sprawach. To jest Kościół. Odkryj Kościół, wspólnotę, która uczy się wierzyć, kochać, żyć nadzieją, modlić i pozwala prowadzić Jezusowi Chrystusowi. Jesteś w tej wspólnocie. Wszyscy w niej jesteśmy grzesznikami. Każdy z nas jest w większym lub mniejszym stopniu zraniony, ale uczymy się trzymać blisko Boga i siebie nawzajem. Nie chcemy się poddać złu, ale zło dobrem zwyciężać. Nie mówimy, że jesteśmy silni, ale siłą naszą jest Jezus. Nie mówimy, że jesteśmy mądrzy i wiemy jak żyć, ale codziennie czytamy Biblię i ją rozważamy. Jezus jest naszym przewodnikiem. Uczyń Go swoim, może w większym niż dotychczas stopniu.


Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i towarzyszę moją modlitwą –
ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9998571 * Liczba go¶ci online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC