MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Boże, nie rozumiem



Proszę księdza,

Mam pewne ważne pytanie, które dotyczy zaufania Bogu. Wiem, że zawsze trzeba Bogu ufać i pełnić jego wolę, tylko że czasem nie jest łatwo taką wolę rozpoznać. Czy jeśli Bóg obiecuje coś człowiekowi, daje mu wyraźny znak a potem każe postępować całkiem inaczej a ta obietnica wydaje się po ludzku zupełnie nierealna i niemożliwa do spełnienia- przynajmniej w tym momencie, to czy mimo wszystko trzeba wierzyć w to co Bóg obiecał i ufać mu bez zastrzeżeń? Nawet jeśli w obecnej chwili trzeba robić coś zupełnie sprzecznego, to czy dalej trzeba w taką obietnicę wierzyć? Pan Bóg obiecał Abrahamowi spadkobierców a potem kazał mu zabić jedynego syna. Abraham się posłuchał bo w danej chwili taka była wola Boża- i to jest zrozumiałe, chociaż trudne- ale czy Abraham kiedy szedł żeby złożyć syna w ofierze to dalej wierzył że Bóg da mu tych wszystkich obiecanych spadkobierców? Czy ufać Bogu, tzn. powiedzieć: Boże nie rozumiem tego co się dzieje teraz i jak to się ma do tego co mi obiecałeś, ale to nie ważne, zrobię to co teraz mi każesz a wiem że i tak dotrzymasz słowa, bo nigdy nie kłamiesz? Czy ufać to znaczy powiedzieć: Boże obiecałeś mi coś a teraz każesz coś innego, więc robie to a w to poprzednie już nie wierze, choć nie wiem czemu mi tak powiedziałeś kiedyś? Czy wiadomo co myślał Abraham i w co wierzył i jak trzeba? I czy niezależnie od tego czy Abraham ufał w to, że Bóg da mu spadkobierców, kiedy miał zabić syna czy też sądził że Bóg zmienił zdanie, to Bóg i tak by dotrzymał słowa? Mam nadzieję, że napisałam to w miarę zrozumiale bo czasem tak trudno coś wyjaśnić...Bardzo proszę o odpowiedź.

Ola



Kiedy Bóg obiecuje, jest dla człowieka, dla jego wsparcia. Jeśli Bóg prosi człowieka o wypełnienie określonego zadania, to jest to dla człowieka możliwe. Sprawy, które jawią się jako nierealne, rzeczywiście takimi są, a my jedynie wyobrażaliśmy sobie, że one są żądaniem Boga, Jego wolą; albo też, są one dla nas teraz trudne, lecz wymagają cierpliwego czekania na moc, wymagają proszenia o zrozumienie, a często, o przyjęcie bez zrozumienia tego, co Bóg chce.

Bóg nie oczekuje od człowieka spełniania czegoś, co byłoby dla niego niemożliwe. Jeśli jawi się jako takie, to ingeruje, aby człowiek mógł dokonać tego, co On zamierzył. Nie jest rzeczą możliwą chodzenie po wodzie. Piotr prosił Jezusa, a Ten wyraził zgodę na taki „wyczyn”. Piotr rzeczywiście szedł po wodzie. Prawa natury na ten moment zostały zawieszone. Dlaczego zaczął tonąć? Uwierzył w to, co się działo pod jego nogami, a nie w słowo Jezusa. Wątpienie, strach, obawa o własne życie sprawiają, że nie wchodzimy w heroiczne myślenie, a tym samym działanie. Gdy matka przychodzi do domu, gdzie śpi jej małe dziecko i widzi ogień, który ogarnia drzwi wejściowe, ona wie, co powinna zrobić. Nie ma miejsca na myślenie o sobie, ratuje dziecko, choćby z narażeniem własnego życia. Tym, co pomaga zrozumieć i wypełnić, czego Bóg ode mnie oczekuje, to miłość. Miłość nie kalkuluje, co z tego może wyniknąć, jakie poniosę straty, co zyskam. Gdy pojawia się obawa, że mogę stracić, nie ma już zaufania, a tym samym mocy ducha do wypełnienia zadania, jakie było mi zlecone.

Trzeba najpierw rozeznać, czy to, co się pojawia w moim życiu pochodzi rzeczywiście od Boga i jest Jego wolą, a może od złego ducha, który przybierając postać anioła światłości, popycha nas w stronę spełniania rzeczy niepotrzebnych, dla nas rzeczywiście niemożliwych, aby następnie wzbudzić w nas rozpacz. Może być i tak, że człowiek wolą Bożą nazwa swoje chore aspiracje, nieprawdziwe wyobrażenia na temat własnej osoby, przejęte od innych. Jeśli rozeznasz sama, lub z pomocą kapłana, że jest to wola Boża, ufaj bez zastrzeżeń. To coś, co trzeba zrobić, może być według Ciebie sprzeczne. Posługujesz się zwrotami ogólnymi i ja również takich używam. One niewiele wyjaśniają. Gdy są konkretne fakty mówić można i należy zupełnie inaczej.

Tak było z Abrahamem, obietnica, że z niego uczyni Bóg wielki naród, była w całkowitej sprzeczności z tym, iż powinien złożyć w ofierze swojego jedynego syna Izaaka. Dla Abrahama wejście na górę, na której miał złożyć w ofierze swojego syna Izaaka, było przejściem pełnym ciemności i zmagań. Towarzyszyło mu nieubłagane polecenie: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę» (Rdz 22,1). Potem było już tylko milczenie. Milczenie Pana Boga, milczenie Abrahama, milczenie syna, który tylko jeden raz, z rozdzierającą niewinnością, nawiązał dialog. Wołanie Pana Boga przerwało w końcu ten łańcuch milczenia. Tylko On mógł w tym momencie powstrzymać ojca w jego desperackim posłuszeństwie. Wiara została tu doprowadzona do swego najczystszego stadium, w którym nie posiada już żadnego ludzkiego wsparcia. Izaak powinien był umrzeć, aby Abraham, nadal wierzący obietnicy, wyrzekł się swego ojcostwa i nie posiadał już żadnego oparcia w ciele i we krwi, lecz całą swą wiarę opierał na słowie Bożym. W tym celu Pan Bóg ukazał mu unicestwienie ojcowsko-synowskich więzi. W taki sposób, po czasie próby, Abraham otrzymał Izaaka już nie jako syna, ale jako Bożą obietnicę, jako czystą i absolutną łaskę. Abraham będąc posłuszny Bogu sam staje się synem wobec Niego.

Izaak, Syn zrodzony z krwi i ciała, w sposób duchowy znika na górze Moria; Abraham musi się go wyrzec, tak jak wyrzekł się Izraela. Ten, który staje przed nim nie jest już zwyczajnym dziedzicem lub synem Sary, ale staje się, synem-darem, synem „obiecanym”. Lecz, aby go otrzymać musiał wcześniej wyjąć nóż i zatopić go we własnym ojcostwie; rezygnując ze wszystkiego w ten burzliwy dzień swojego życia znów otrzymał wszystko. Posłuszeństwo wierze ostatecznie obdarowuje pokojem oraz ukazuje, że za surowym obliczem Pana Boga kryje się obietnica łaski. Tekst ten jest nie tylko pochwałą wiary Abrahama, ale przede wszystkim uwielbieniem Pana Boga, dzięki któremu Abraham odkrył wielki dar, jaki otrzymał w osobie syna, który nie jest jedynie realizacją naturalnego ojcostwa, ale wypełnieniem nadprzyrodzonej obietnicy. Synowi, którego Abraham uważał za swego, musi powiedzieć nie, aby otrzymać go ponownie i w pełni sobie uświadomić, że tak naprawdę jego syn jest w pełnym tego słowa znaczeniu łaską.

Bóg nie jest potworem, lecz Istotą wyrozumiałą wobec człowieka. Daje Abrahamowi o wiele więcej niż tylko syna, „podporę” jego starości, ofiaruje mu kogoś, od kogo weźmie początek cała historia zbawienia oraz przez kogo ukaże się zbawcze objawienie Boga w historii. W chwili doświadczenia Pan Bóg nie jest okrutny i absurdalny. Jego logika, również w takim momencie, jest logiką miłości, a wiara Abrahama polega właśnie na tym, że zgodził się za tą, wydawałoby się okrutną i bezwzględną logiką iść bez buntu tak dalece, aby w końcu odkryć, że jest ona dającą życie, przynoszącą dobro i zbawienie. Można powiedzieć z pełnym przekonaniem, że Abraham idąc, w celu złożenia swojego syna w ofierze, dalej wierzył, że Bóg uczyni jego potomstwo tak liczne, jak gwiazdy na niebie i jak piasek nad brzegiem morza.

Zachęcam do takiej właśnie postawy: „Boże nie rozumiem tego co się dzieje teraz i jak to się ma do tego co mi obiecałeś, ale to nie ważne, zrobię to co teraz mi każesz a wiem że i tak dotrzymasz słowa, bo nigdy nie kłamiesz” (cyt. z Listu). Trudno powiedzieć co myślał Abraham? Wierzył Bogu, skoro zostawił Ur Chaldejskie, znaczącą pozycję społeczną, rodzinę, przyjaciół i wyruszył w drogę do ziemi, którą Bóg wskazał. Skoro wierzył Bogu, traktował polecenie odnoszące się do syna Izaaka, również w obszarze wiary. Czy miał wątpliwości? Wydaje się, że jest to rzeczywistość, od której człowiek wierzący nie jest wolny. Wiara to „chodzenie w ciemności”. O nim mówi Biblia, że wytrwał, jakby widząc Niewidzialnego. Nie wiemy, co myślał w danej chwili, kiedy szedł z synem Izaakiem, aby go złożyć w ofierze. Próbuję wczuć się w tamten klimat przeżyć. Co mógłbym odczuwać, będąc ojcem? Nie złożyłbym syna w ofierze, z taką świadomością i takim doświadczeniem wiary, jakie teraz noszę w sobie. Lecz takie myślenie, które przedstawiam, jest zupełnie bezpodstawne. Abraham, bez szczególnego Bożego wsparcia, nie mógłby zgodzić się na propozycję Boga. Czy poszliby na okrutne męczeństwa ci, których czcimy w Kościele jako męczenników, gdyby nie otrzymali od Boga szczególnej łaski? Czy św. Józef zgodziłby się przyjąć Maryję, za swoją małżonkę, gdyby mu Bóg przez anioła nie wyjaśnił? Nie wierzę w to, iż akt Abrahama był tylko i wyłącznie aktem człowieka. Jest to czyn heroiczny, a tam, gdzie jest heroizm, tam jest potężne działanie mocy Boga.

Bóg zawsze dotrzymuje słowa. Nigdy nie zawodzą Boga ci, których On wybiera. Realizując swoje plany, Bóg idzie do człowieka, który jest słaby. Patrząc na Abrahama i wiele postaci z Biblii, a także błogosławionych i świętych Kościoła można zobaczyć, że w nich ujawnia się niezwykła moc, gdyż zaufali Bogu. Ich wiara była pełna prostoty, kochali Boga, jak małe dziecko kocha ojca. Bóg wszedł w ich szlachetność, pokorę, dobroć, to, co jest naturalnym uposażeniem i przemienił ich. Oni są ci sami, lecz nie tacy sami, jak byli. Gdy człowiek chce pełnić wolę Boga i pragnie podobać się Jemu, otrzyma pomoc w stosownej chwili.


Serdecznie pozdrawiam –
ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 8812573 * Liczba go¶ci online: 34 * Ostatnia aktualizacja: 2017-04-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC