MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Jak kochać Boga który karze?



Szczęść Boże,

Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale chyba zadawałem jeszcze inne pytania, w tym ostatnim mailu. Więc np. jak kochać Boga, który o ile się orientuję dopuścił 2-gą wojnę jako karę za grzechy i jak się Go nie bać? Oczywiście można odpowiedzieć ,,Boga nie trzeba się bać", ale to nic nie zmieni, wiadomo, że nie trzeba, chociaż z drugiej  strony, kiedy się czyta ST to odnosi (ja odnoszę) się wrażenie, że się powinno czy coś w tym rodzaju. Od mówienia, że nie trzeba się bać nikt jeszcze się bać nie przestał...

Pozdrawiam – Kamil



W Apokalipsie (6,10) czytamy: „Dokądże Władco święty i prawdziwy, nie będziesz sądził i wymierzał za krew naszą kary tym, co mieszkają na ziemi”. W karze Boga, możemy dostrzec przejaw Jego miłości. Tak jesteśmy stworzeni, że czynienie zła i trwanie w złu niszczy człowieka i sprowadza na niego nieszczęście. W takiej sytuacji nie jest potrzebna żadna dodatkowa kara. Szukając korzyści czy szczęścia, nie licząc się równocześnie z Bożymi przykazaniami, człowiek w którymś momencie życia doświadczy, że jego działanie było przeciw samemu sobie. „Zło trawi samo siebie”, mówi przysłowie. Syn marnotrawny sam doprowadził się do degradacji, przez własny wybór.

Kara Boża zawarta jest w grzechu człowieka, której ten nie dostrzega od razu. U Jeremiasza czytamy: „Twoja niegodziwość cię karze, a twoje niewierności cię osądzają. Wiedz zatem i przekonaj się, jak przewrotne i pełne goryczy jest to, że opuściłaś Pana, Boga swego, a nie odczuwałaś lęku przede Mną- wyrocznia Pana Zastępów” (2,19). Skąd wziął się lęk. Pojawia się on w Biblii zaraz po upadku Adama, kiedy ten odpowiedział Bogu: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,10). Bojaźń Boża jest wyrazem szacunku. Biblia wspomina również Boże działania, które są przyczyną lęku ludzi, szczególnie, chociaż nie wyłącznie tych, którzy nie ufają Bogu. Według Biblii ludzie, którzy ufają Bogu, mogą wyzbyć się każdego lęku.

Czyż nie byłoby to straszne, gdyby grzech nie sprowadzał na nas nieszczęścia? To byłoby gorsze od sytuacji, kiedy żonie mąż nie jest potrzebny do szczęścia. Człowiek nie może być szczęśliwy bez Boga. Lęk ma informować, jest sygnałem ostrzegawczym – człowieku, tracisz swoje szczęście. Skoro grzech jest odejściem od Boga, to jest to droga do samozniszczenia się człowieka. Grzech sam w sobie jest karą. Obiektywnie rzecz biorąc, każdy grzech zmienia sytuację człowieka na gorsze. Karą za grzech jest to, że otwiera on człowieka na dokonywanie kolejnych grzechów. Św. Paweł mówi, że tych, którzy nie liczą się z Bogiem, „wydał Bóg na pastwę ich bezużytecznego rozumu, tak, że czynią to, co się nie godzi” (Rz 1,28).

Wielu ludzi uznaje, że problemy, jakie ich spotykają, są karą za grzechy. W szerokim znaczeniu tego słowa, może to być prawdą. Ale trzeba pamiętać, że na miejscu pierwszym, utrapienia są miłosiernym upomnieniem Boga, który przynagla do porzucenia grzechu (nawrócenia się), gdyż on niszczy samą duszę. Człowiek, żyjący w grzechu, któremu wiele spraw bardzo korzystnie się układa, powinien być takim stanem rzeczy bardzo zaniepokojony. Warto wczytać się, zamyśleć nad słowami z Drugiej Księgi Machabejskiej: "Znakiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara. Nie uważał bowiem Pan, że z nami trzeba postępować tak samo, jak z innymi narodami, co do których pozostaje cierpliwy i nie karze ich tak długo, aż wypełnią miarę grzechów. Nie chciał bowiem karać nas na końcu, dopiero wtedy, gdyby nasze grzechy przebrały miarę. A więc nigdy nie cofa On od nas swojego miłosierdzia; choć wychowuje przez prześladowania, to jednak nie opuszcza swojego ludu" (6,13-16).

Miłosierdzie Boga bywa dla człowieka sprawą uciążliwą. Wyraża się ono w dopuszczaniu na niego utrapień, lecz jest to jedyna skuteczna droga Chrystusowego postępowania. Wielu ludzi doświadczając trudnych spraw, opamiętało się. "Wszystko, co na nas sprowadziłeś i wszystko, co nam uczyniłeś, uczyniłeś według sprawiedliwego sądu. (...) Niech jednak dusza strapiona i duch uniżony znajdą u Ciebie upodobanie. (...) Nie zawstydzaj nas, lecz postępuj z nami według swojej łagodności i według wielkiego swego miłosierdzia!" (Dn 3,31.39.42).

W sensie ścisłym, karą za grzech są ciemności przebywania poza Bożą obecnością, wystawianie siebie samego na pustkę i bezsens. Karą za grzech jest sam grzech, przebywanie w świecie bez Boga. Ale też, karą za grzech są różne utrapienia, będące konsekwencją naszych grzechów. Odczytujemy je, jako ingerencję Bożej Opatrzności w nasze życie, w tym celu, byśmy nie szli dalej drogą własnej zguby. Bóg chce nam przywrócić duchową przytomność, byśmy nie stoczyli się w przepaść. To jest wyraz Jego miłosierdzia. Wszystkie utrapienia, jakie człowieka spotykają, wydaje się, że mają taki właśnie sens. Są one dla nas próbą i oczyszczeniem: „Bo kogo Bóg miłuje, tego karze. Chłoszcze zaś każdego, kogo za syna uznaje” (Prz 3,12).

Boga lęka się ten, który Mu nie ufa, albo nie idzie drogą wskazaną przez Niego. Co do tego, iż Bóg dopuścił II-gą wojnę światową, jako karę za grzechy ludzi, czytamy słowa Maryi będące orędziem z Fatimy: „Jeśli ludzie uczynią co wam powiem, zbawi się wiele dusz i nastanie pokój. Skończy się wojna, Jeśli jednak nie przestaną obrażać Boga... rozpocznie się nowa i straszniejsza wojna. (...) Bóg ukarze świat za jego zbrodnie poprzez wojnę, głód i prześladowania, skierowane przeciw Kościołowi o Ojcu Świętemu. (...) Jeśli zostaną wysłuchane moje prośby, Rosja nawróci się i nastanie pokój; jeśli nie, rozsieje ona swoje błędy po całym świecie podżegając do wojen i prześladowań Kościoła. Dobrzy zostaną umęczeni, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, liczne narody zostaną unicestwione. Na koniec moje Niepokalane Serce zwycięży. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się następnie nawróci, a światu udzielony zostanie pewien okres pokoju” (W. Sapalski, Fatima ratunek dla świata, Kraków 2003, s. 74). Bardzo jasne przesłanie.

Boją się Boga, w znaczeniu lęku, ci, którzy nie chcą zmienić swojego życia, przeżyć nawrócenia, albo nie wierzą w przebaczenie. Są też i tacy ludzie, którzy zostali zranieni w swoich uczuciach. Wydaje się, że żadne argumenty racjonalne, również pochodzące z Biblii, nie są w stanie ich przekonać, że Boga nie należy się bać. Może jest to problem związany z tym, że sami nie potrafią sobie pewnych spraw przebaczyć, pogodzić się z błędami, jakie w życiu popełnili. Może należałoby zacząć pytania, dlaczego w tych osobach jest wiele lęku? Skąd on pochodzi? Czy dana osoba nie boi się przede wszystkim życia, tego, co będzie jutro? „Jak kochać Boga, który dopuścił...?” Wspomniałem, że odpowiedź nie leży w tym, iż podam mnóstwo argumentów logicznych, racjonalnych, a przede wszystkim biblijnych. Dla mnie mogą być one przekonywujące, lecz nie dla drugiego człowieka, który wysuwa ciągle nowe zastrzeżenia. Problem, o którym Pan napisał, zdaje się być obecny przede wszystkim na płaszczyźnie egzystencjalnej, emocjonalnej. Konkretnie można ująć go w ten sposób – brak zgody na własne życie. Na życie osobiste nie można zgodzić się tylko raz. To jest proces, który należy nieustannie podejmować. Stając wobec nowych sytuacji, należy na nie dawać odpowiedź. Co jest w tym wszystkim pierwsze? Pan pyta, „Jak kochać Boga?” Przyjąć miłość Boga. Obawiamy się kogoś, komu nie ufamy. Mamy lęk przed kimś, kogo naprawdę nie znamy, nie wiemy, co nas może z jego strony spotkać.

Gdy Jan Paweł II mówi, „Nie lękajcie się”, wielu nie przestanie się lękać? Jest to jednak zachęta, dobry impuls, ukazana możliwość wyjścia. Słyszymy dalej słowa, będące również zachętą „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Być może niektórzy będą te słowa nosili i rozważali w sercu, aż staną się dla nich uzdrowieniem, otwarciem, napełnieniem miłością Jezusa. Są też takie słowa naszego Pana: „Wierzcie w Ewangelię”; słowa Maryi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”. Słuszne jest Pańskie stwierdzenie, że „ od mówienia, że nie trzeba się bać, nikt nie przestał się bać”. Na ile pamiętam, napisałem, „Bóg nie chce, byśmy się Go bali, lecz byśmy Go kochali”. Wierzę, że słowa mają wpływ na treść, klimat naszego myślenia, zarówno słowo Boże, jak i słowo człowieka. Nosząc i rozważając w sercu słowa, nie lękajcie się, mogę doświadczać rozdrażnienia, ale też jestem w stanie dojść do konieczności sformułowania pytania: dlaczego się lękam? Czy rzeczywiście nie można tego zmienić?

Serdecznie pozdrawiam,
Szczęść Boże.

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 10645122 * Liczba go¶ci online: 30 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC