MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Myśli bluźniercze i profanacyjne



Szczęść Boże, piszę do Księdza ponieważ mam ze sobą bardzo duże problemy. Nawet nie wiem od czego zacząć... Może zacznę od tego, że od kilkunastu lat cierpię z powodu nerwicy natręctw. Kiedyś polegało to tylko na wykonywaniu pewnych powtarzalnych czynności, ale to nie stanowiło dla mnie jakiegoś ogromnego problemu, natomiast z czasem zaczęły się natręctwa myślowe i do tego doszły lęki. Wychowywałam się w rodzinie wierzącej, praktykującej, moi rodzice należą do Odnowy w Duchu Świętym i od dziecka kładło się u mnie w domu nacisk na sprawy wiary, byłam na Oazie, na Kanie, rodzice kupowali gazety religijne. I prawdopodobnie w jednej z tych gazet przeczytałam o siostrze zakonnej, która miała bluźniercze myśl przeciwko Panu Bogu, Matce Bożej. Wywarło to na mnie takie wrażenie, że i u mnie zaczęły się takie myśli pojawiać. Bardzo się tego przestraszyłam, ale niestety nie udało mi się pozbyć tych myśli aż do dzisiaj. Z czasem po prostu nauczyłam się żyć z tymi myślami, choć bardzo ich nie chciałam. Prawdziwe problemy natomiast zaczęły się kilka lat temu. 7 lat temu wyszłam za mąż za człowieka, który choć ma wszystkie Sakramenty, jest człowiekiem niewierzącym. Wtedy myślałam, że to nie będzie dla mnie problemem, a może nawet jakoś go przekonam do wiary, będę się za niego modlić itp. Niestety póki co, nie udało się... Ja też nie byłam wierna w modlitwie... Wyjechaliśmy też z naszego rodzinnego miasta, ze względu na jego pracę. Bardzo to przeżyłam, ponieważ wychowałam się w rodzinie wielodzietnej i wydaje mi się, że straciłam poczucie bezpieczeństwa oraz poczułam się samotna. W nowym miejscu nie miałam też żadnych znajomych. W pierwszym roku małżeństwa kończyłam studia, a zaraz po studiach zaszłam w ciążę i zaczęłam zajmować się dzieckiem, domem. Dwa lata później urodziło się kolejne dziecko. Z jednej strony znalazłam pociechę w dzieciach, a z drugiej było mi ciężko. Rodzina rzadko nas odwiedzała, ze względu na odległość. Moje problemy psychiczne zaczęły narastać. Zaczęły się lęki, najczęściej na tle religijnym. Bałam się np. zatajenia grzechów, więc ciągle męczyły mnie skrupuły, bez przerwy wracałam do grzechów z przeszłości, żeby przypadkiem czegoś nie zataić. Bardzo bałam się i boje piekła. Po dłuższym czasie mi to przeszło, ale pojawiły się inne, bałam się że zachoruję ciężko, umrę i zostawię swoje dzieci. Każdy lęk ustępował następnemu, ale i te wcześniejsze wracały. Czasami mam lepsze momenty i wtedy odpoczywam psychicznie. Niedawno zrobiłam sobie postanowienie, że będę żyć lepiej, że będę się lepiej modlić, z prawdziwą wiarą, poczułam w sobie tę wiarę i radość z niej, chciałam żeby tak już było, ale wtedy zaczęło dziać się gorzej, nie lepiej. Powrócił lęk, bluźniercze myśli nasiliły się, do tego doszły myśli profanacyjne. Im bardziej się bałam, że mogę Pana Boga czy Maryję czymś strasznym obrazić, tym bardziej to przychodziło. To są myśli straszne, ohydne i nie znoszę tych myśli, tych obrazów. Ciągle z tym walczę, ale im bardziej walczę, tym jest tego więcej. Z tego strachu zaczęłam wręcz sama tworzyć w głowie takie myśli, obrazy. Choć brzmi to może nielogicznie, ale tak było, jest. Chciałam pomyśleć, jakąś myśl szybciej, żeby móc ją odrzucić i skierować w inną stronę, stało się to dla mnie prawdziwą męczarnią i obsesją. Do tego przyczyniała się też moja nerwica natręctw. Czułam jakby taki przymus psychiczny, żeby coś wymyślić. Kiedy próbowałam z tym walczyć, miałam silne bóle głowy, migreny. Bez przerwy przepraszałam Pana Boga, Matkę Bożą za te wszystkie zniewagi. Doszło do tego, że dosłownie co parę minut klęczałam i modliłam się przepraszając za te myśli. Zaczęłam czytać w Internecie odpowiedzi księży na podobne pytania i trafiłam na podobny problem jakiegoś człowieka, niestety miał on także inny problem, którego ja nie miałam. To były myśli, że Panem nie jest Pan Bóg, tylko szatan. I wtedy znów się przeraziłam, że ja bym mogła tak pomyśleć i oczywiście zaczęło się.... Czy to w domu, czy w kościele... Pomyślałam też o ludziach, którzy zaprzedali swoją duszę diabłu i ta myśl to już po prostu mnie przygniotła, bo zaczęłam panicznie bać się, czy ja bym mogła coś takiego zrobić, zaprzedać duszę swoją lub swoich dzieci. Starałam się odrzucać te myśli i mówić, że nigdy za żadne skarby świata nie jest to możliwe, że chcę Zbawienia dla siebie i swojej rodziny, ale ten lęk mnie paraliżuję wręcz, do tego chyba z tej nerwicy nie wiem czy nie pomyślałam w ten sposób, że właśnie to robię. I teraz jest mi aż niedobrze, jak pomyślę że mogłam coś takiego zrobić myślą. Staram się codziennie zawierzać siebie i swoją rodzinę Panu Bogu i Matce Najświętszej, ale te myśli krążą wokół mnie i wykańczają mnie psychicznie. Jestem ciągle przerażona, w nastroju depresyjnym, przez co odbija się to także na mojej rodzinie... Od kilku dni te myśli o zaprzedaniu duszy są bardzo natrętne, pojawiają się przy różnych moich emocjach, pragnieniach, czy złości, np. kiedy skradziono nam samochód, naszła mnie myśl o zaprzedaniu duszy, żeby go odnaleźć, albo żeby znaleźć nowy. To jest dla mnie straszne tak bardzo, że nie mogę normalnie funkcjonować. Teraz boję się nawet szukać nowego samochodu, bo boję się, że przez te myśli coś się stanie. Spowiedź niestety niewiele mi pomaga, a czasem wcale. Zaraz po odejściu od konfesjonału muszę walczyć sama ze sobą, żeby czegoś strasznego nie pomyśleć. Coraz rzadziej chodzę do Komunii Świętej, bo boję się popełnić świętokradztwo, a poza tym po prostu nie da się tak dalej żyć... Boję się potwornie, że przez to wszystko mogę naprawdę trafić do piekła i jeszcze zaszkodzić swojej rodzinie. Bardzo proszę o jakąś radę, pomoc, bo inaczej nie wiem jak to się skończy... Z Panem Bogiem.



Nerwica natręctw jest w Tobie źródłem tych problemów, które odnoszą się doi życia religijnego. Piekło jest dla tych, którzy odrzucają Boga i Jego miłość. W Twoim życiu jest przyjęcie Boga i Jego miłości. U Ciebie nie ma problemu o charakterze religijnym, lecz jest problem zdrowotny. Nie łącz tych dwóch spraw.

Nie podejmuj postanowień, że będziesz żyła lepiej, że będziesz się lepiej modlić. Proś o pragnienie dobrego, szlachetnego życia, o dobrą modlitwę. To, co postanawiasz, nie zależy w pełni od Ciebie. Nie postanawiaj tego, co nie jest w zakresie Twoich możliwości. Proś Boga o te łaski, o takie pragnienia, nie zaś postanawiasz. Kiedy postanowienie staje się trudne do wypełnienia, osłabiasz zarówno swoje życie duchowe, jak i wiarę w to, że można się zmieniać na lepsze.

Myśli bluźniercze mogą się łączyć z nerwicą natręctw, ale też ich przyczyna może być w kuszeniu przez złego ducha. Lęk bardzo często jest instrumentem wykorzystywanym przez diabła. Twoja walka z tymi myślami nie powinna polegać na ich tłumieniu, lecz na oddawaniu Bogu i Maryi z ufnością. Myśli bluźniercze i profanacyjne używaj jako treść Twojej modlitwy i uwielbienia Boga i matki Najświętszej. Nie wypowiadaj tych myśli w słowach, lecz powiedz Bogu, że to wszystko, co się pojawia teraz w Twoim umyśle, dajesz Jemu. „Panie Jezu, Ty się tym zajmij”.

Zaczęłaś Tworzyć takie myśli i obrazy. Nie popełniłaś grzechu, ponieważ będąc w stanie lęku, nie byłaś zdolna do opanowania go, więc on zaczął prowadzić Ciebie. Odpowiadasz moralnie przed Bogiem wyłącznie za to, nad czym jesteś w stanie panować. Ten stan, w którym się znalazłaś, był poza Twoim zasięgiem wyboru, możliwości powstrzymania myśli. Twoja walka, to składanie wszystkiego, co się w Tobie pojawia, a co budzi lęk, przerażenie, przymus psychiczny. Zachowania kompulsywne w Tobie nie są grzechem. To jest przymus, nie zaś Twój dobrowolny wybór. W takich sytuacjach możesz i powinnaś szczególnie wielbić Boże Miłosierdzie. Znasz te wezwania: „Jezu, ufam, Tobie”. „Dla Jego bolesnej Męki, miej Miłosierdzie dla nas i świata całego”. „O Krwi i wodo, któraś wypłynęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako zdrój Miłosierdzia, ufamy Tobie”. Staraj się zachować spokój. Możesz się w taki sposób modlić idąc, siedząc, leżąc, klęcząc. Te myśli przychodzą zapewne w różnym czasie. Przede wszystkim nie lękaj się. Bądź świadoma tego, że Bóg jest z Tobą, w Tobie i jest dla Ciebie wsparciem. Ważne jest to, aby wzywać Boże Miłosierdzie. Pamiętaj o uczczeniu Męki Pańskiej: „Któryś za nas cierpiał rany, Jezus Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami”.

Skontaktuj się z egzorcystą. Porozmawiaj z nim. Powiedz o tym wszystkim, o czym napisałaś do mnie. Jest kapłanem doświadczonym w walce z szatanem. Poproś, aby pomodlił się nad Tobą. Nigdy nie powinnaś rezygnować z przyjęcia Komunii św. Zły duch w ten sposób działa, że nas zniechęca do uwielbienia Boga w Komunii św., a równocześnie umocnienia się Panem. Nie popełniasz w tych sprawach grzechu ciężkiego. Nie popełniłaś świętokradztwa. Nie trafisz do piekła, gdyż bardzo kochasz Pana Boga i swoją rodzinę. Nie jesteś w stanie zaszkodzić najbliższym. W takich chwilach, gdy będziesz mogła, zachęcam Cię, abyś w swoim pokoju kładła się krzyżem na podłodze z rozłożonymi ramionami, odmawiając w taki sposób Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Szatan jest bezsilny wobec Męki Pańskiej, znaku Krzyża Świętego i postawy pokory, polegającej na uniżeniu przez leżenie krzyżem.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10645321 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC