MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Jak wychowywać?



Szczęść Boże, księże Józefie. Jestem nauczycielką średniej szkoły muzycznej. Ostatnio przeczytałam list do księdza od młodego chłopaka, który zastanawiał się nad istotą ściągania na sprawdzianie, kartkówce itp. Do tej pory uważałam, że uczeń, który ściąga na pracy klasowej, oszukuje zarówno siebie, jak i nauczyciela i dla mnie było to równoznaczne z okłamywaniem i siebie i nauczyciela. Czy taka postawa ucznia nie jest więc grzechem ciężkim? Przecież to najzwyklejsze kłamstwo... Pisze ksiądz: ''Osoby, które ściągają w szkole, powinny przyłożyć się do nauki, żeby mieć wiedzę z obszaru, z którego ściągały. Powiedzenie nauczycielowi prowadzi do oceny negatywnej.'' Zgadzam się, że uczeń po to uczęszcza do szkoły, by zdobyć wiedzę, ale druga część zdania księdza mnie zadziwia.. Czy uczeń powinien unikać oceny negatywnej w sposób nieuczciwy -jeśli się nie nauczył? Przecież to oczywiste, że miarą wiedzy jest ocena...i oczywiste są też konsekwencje z tym związane. A czy to, że uczeń ściąga, nie jest przypadkiem jego nieuczciwą postawą, dążącą do ''ominięcia''/ uniknięcia oceny negatywnej? -czyli tak na prawdę uczeń, który jest świadomy, że ściąga, nie orientuje się aby, że ''zamiata swe wrażliwe sumienie pod dywan'' i nie widzi nic w tym złego??...Nawet ostatni wyraz mojego poprzedniego zdania ''mówi za siebie''....Zły - jest ojcem KŁAMSTWA. Mnie zawsze uczono, że jeżeli nie wiem, albo nie umiem rozeznać: czy moja postawa, którą chcę wybrać w danej chwili jest dobrą drogą ( np. czy ściągać na sprawdzianie, czy nie i skoro się nie nauczyłam- ponieść konsekwencje), to powinnam się spytać samą siebie: ''A co by na moim miejscu zrobił Jezus?" I od razu wiem, że Jezus nie ściągałby na klasówce. Jezus by nie skłamał. Wiem, że też są różni nauczyciele, i nawet sama od nich słyszę, żeby przymykać oko, stawiać nieuczciwe oceny ( zawyżone, nawet o dwa stopnie!!), i tłumaczą, że ''tak już jest'' , że ''takie mamy czasy'' i że ''wszyscy tak robią''. Tym samym- tacy właśnie nauczyciele mają również postawę nieuczciwych, czyli oszukują.. czyli ''rączka rączkę myje''. Łatwo się więc domyślić, że jestem ''niedzisiejsza'' i że przez moją postawę (uczciwe ocenianie) ''idę pod prąd'' i ląduję średnio 2 - 3 razy w r. szk. u dyrektora ''na rozmowie'', bo rodzice się skarżą. Inni moi koledzy ''radzą mi'' zmienić się'' na ich ''kopyto'', bo jak twierdzą: ''rodzice napiszą kolejną skargę'', '' i po co masz się użerać i denerwować'' i dodają :''będziesz mieć święty spokój, wstaw tróję i niech idzie ten baran do wyższej klasy''. Czy tak na prawdę chodzi w Polsce o nieuczciwy święty spokój? Przecież to postawa Piłata... Są też nauczyciele, którzy wychodzą z założenia: ''jaka płaca - taka praca'' i po sprawdzeniu obecności - podają na lekcji do nauczenia się 5 rozdziałów książki i 60 zadań do domu, a sami siedzą 45 min. nic nie robiąc na lekcji.. Kolejną kwestią są roszczeniowi rodzice, którzy wymuszają na swoich dzieciach postawę kujona, tak jakby od tego zależało życie... wymuszają najwyższe oceny. Po co?? Zabijają w dzieciach marzenia, pasje, bo ma być świadectwo z ''paskiem''....przeładowują na siłę plan tygodniowy swoich pociech najprzeróżniejszymi zajęciami dodatkowymi.. i nie dziwi fakt, że dzieci ''stają na rzęsach'' i nie mają sił ani czasu tego wszystkiego się nauczyć.. Jedna mama ( lekarka) tak wierzyła w ''talent'' swojego dziecka ( grającego na klarnecie), że wyglądało to tak, jakby chciała ''czółkiem'' walić pokłony przed własnym dzieckiem, tworząc sobie z niego ołtarzyk... a dziecko - cóż - przeciętna trója, a mama zaszantażowała mnie, że jeżeli nie podwyższę oceny dziecku, to ona WYPISZE je ze szkoły. Odparłam, że ta szkoła nie jest obowiązkowa i poza tym -mama nie ma prawa pozbawiać dziecka marzeń, a ocena jest konsekwencją całorocznej pracy dziecka. Powiedziałam mamie również, że dla mnie najważniejsza jest uczciwość wobec Boga i że oceny nie zmienię. Mama zdziwiła się moją postawą i wypisała dziecko ze szkoły. Szkoda mi było dziecka stłamszonego przez rodzica...ale nie mam na to wpływu. Mam też wrażenie, że niektórzy rodzice chcą zapełnić cały dzień dziecku po to, by innym pokazać, jakie to jej dziecko ma szerokie zainteresowania, albo może nie chcą/ nie mają czasu się nim nie zajmować i że ''szkoła ma wychowywać''. Ja ja mam wychowywać uczniów, skoro z obu stron - i uczniowie i nauczyciele i dyrektor- oszukują?? A rodzice wymuszają nieuczciwość?? Wiem, ze nie wszyscy, ale spora część.. Ostatnio byłam znów na ''dywaniku'' u dyr., bo rodzic napisał stek kłamliwych oszczerstw na mnie. Ani jedno zdanie nie było prawdą, jednak dyr. uwierzył rodzicowi.. i chciał wymusić na mnie postawę nieuczciwą, by przymknąć oko na postawę ucznia. Ja w desperacji wyciągnęłam różaniec na otwartą dłoń i powiedziałam, że się nie boję tego, co mogą mi uczynić ci rodzice. Oczywiście - dyr. popatrzył się dziwnie na mnie, a sprawa przycichła.. Księże Józefie - czy powinnam ''iść z duchem czasu'' i powinno mi być wszystko jedno czy podwyższam oceny NIEZGODNIE Z FAKTYCZNĄ WIEDZĄ?? Serdecznie pozdrawiam księdza i czytelników. Z Panem Bogiem!



Tak, osoby, które ściągają, popełniają grzech ciężki. Okłamują nauczyciela, który ma prawo domniemywać, że na kartce ze sprawdzianu jest rzeczywista wiedza ucznia. Czy uczeń powinien unikać oceny negatywnej? Trzeba być bardzo dojrzałym, aby nie unikać oceny negatywnej. Uczeń unika takiej oceny za wszelką cenę. Ściągając, nie zamierza się do tego przyznać.

Przyjmijmy, że uczeń przyznaje się. Otrzymuje ocenę niedostateczną, może będzie nawet częściej pytany. Stawia pytanie, czy warto się przyznawać, że ściągałem? Jest problem z dojrzałością, a zatem z uczciwością. Chcemy wychować do dojrzałości, do odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Możemy tak usiłować wychować, że stracimy ucznia, zniechęcimy go do nauki. Możemy i tak prowadzić, że uczeń będzie musiał zdobyć wiedzę, której nie posiadł na czas klasówki.

Uczeń zaciąga winę w postaci grzechu ciężkiego, jednak zadośćuczynieniem nie musi być przyznanie się nauczycielowi. Zadośćuczynieniem może być i powinno stać się przyswojenie wiedzy, której nie posiadał, pisząc klasówkę. Czy to nie jest trudniejsze, bardziej wymagające, od strony konsekwencji?

Czy ktoś z nas chce być źle potraktowany, skoro się przyznaje do winy? Czy odpowiedzialna rozmowa nie może być rozwiązaniem między nauczycielem a uczniem? Kiedy zostanie ukarany, będzie unikał mówienia prawdy nie tylko w szkole, ale i w domu, w przyszłej pracy. Uczeń powinien powiedzieć, a nauczyciel powinien pokazać, że warto mówić prawdę. Czy ocena niedostateczna jest jedynym rozwiązaniem? Czyż większą wartością do osiągnięcia której zmierzamy, nie jest wychowanie człowieka, który bez względu na sytuację, ma odwagę mówić prawdę?

Uczeń widzi zło w ściąganiu. Gdyby tego nie dostrzegł, nie napisałby o tym. Przykład z Jezusem jest słuszny, lecz uczeń powie, a ja nie jestem Jezus. Jezus by nie ściągał, ponieważ ma wiedzę nieograniczoną, której ja nie posiadam. I jeszcze doda, że nigdy Jezus nie będzie na moim miejscu, a ja nigdy nie będę na miejscu Jezusa. Jezus by nie skłamał, ponieważ jest Bogiem, a ja, człowiek, nie będąc Bogiem, kłamię, ponieważ się boję. Nie chcę oblać, mieć nieprzyjemności, a chęci do przygotowania się na klasówkę nie było. Uczeń może powiedzieć prosto: nie jestem Jezusem.

Proszę wychowywać zgodnie ze swoim sumieniem i wyznawaną wiarą. Nie wolno iść z duchem czasu rozumianym jako nie stosowanie się do tych wartości, w których wzrastamy jako chrześcijanie, jako Polacy.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10645329 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC