MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czy kłótnia jest dobra?



Witam. Proszę o radę jeśli chodzi o mój związek z moim chłopakiem. Kompletnie nie rozumiem tego co się między nami dzieje. Pozwolę sobie opisać całą sytuację. Jesteśmy razem trochę ponad pół roku. Oboje mamy poważne podejście do spraw związku i nie chcemy się bawić w przygodne znajomości tylko jak już ma być związek to po to aby po pewnym czasie stać się małżeństwem i żyć razem. A co do teraźniejszości.. ciągle się kłócimy. I najgorsze jest to, że nie kłócimy się o poważne rzeczy, bo z poważnymi problemami radzimy sobie świetnie, wspieramy się, dochodzimy do kompromisu i naprawdę się wtedy rozumiemy. W sprawach poważnych umiemy się zawsze dogadać. Więc jak już pisałam, najgorsze jest to, że mu nieustannie kłócimy się o pierdoły. I potem z takiej drobnostki rodzą się coraz większe kłótnie, żale. Oboje niby nie chcemy rywalizować, chcemy być partnerami i nie chcemy się kłócić a mimo wszystko ciągle nie wychodzi. I to nie jest tak, że Ksiądz mi teraz powie, że w każdym związku są kłótnie często i to nawet o te drobne rzeczy.. nie. Nie o to mi chodzi. My się kłócimy bardzo często. Chciałabym choć jeden miesiąc przeżyć razem z nim bez kłótni.  Boje się tego, że mu przez takie głupoty się rozstaniemy bo któreś z nas już po prostu tego nie wytrzymia. Oboje mamy dość tych kłótni i męczy nas to. Rozmawiamy o tym, że nas to męczy i że chcemy się nie kłócić a mimo tego nie wychodzi nam to. 

Już na milion sposobów próbowałam przemyśleć i rozpracować te nasze kłótnie. Chciałam dociec w czym tkwi problem, że w momencie problemowej sytuacji zamiast rozwiązać ten problem i nasze złości w kilka sekund i żyć dalej, my z takiej małej rzeczy zaczynamy sobie wypominać więcej i więcej i potem oddalamy się właściwie całkiem od źródła tego problemu i przechodzimy do coraz to innych rzeczy, mówiąc sobie przy tym coraz gorsze rzeczy, których tak naprawdę nigdy byśmy nie powiedzieli sobie, gdyby nie złość. Tak naprawdę nie myślimy tak, a jednak to mówimy. A gdy potem się godzimy sami nie umiemy tego ogarnąć, że mogliśmy tak mówić, myśleć, zachowywać się. 

Tak się zastanawiam.. czy problemem nie jest nasze różne podejście do kłótni i sposób radzenia sobie z nią, rozwiązywania tej kłótni.. jakkolwiek to nazywać. Chodzi mi o to, że w momencie gdy ja mam problem do niego, lub on do mnie to ja zawsze chce o tym rozmawiać. Chce porozmawiać po to, żeby zrozumieć ja jego a on moją stronę i żeby potem razem coś ustalić i dojść do jakichś wniosków. I muszę o tym porozmawiać bo musi mi przejść złość na niego. A jak pogadamy i coś ustalimy to złość mi przechodzi i czuje że doszliśmy do jakiegoś polepszenia sytuacji na przyszłość i wtedy mi lepiej i mogę zacząć z nim rozmawiać już normalnie o czymkolwiek innym tak jak przed kłótnią. 

A on znowu wcale nie chce rozmawiać. W momencie takiej kłótni on uważa, że to są rzeczy zbyt błahe żeby o nich myśleć i rozmawiać i on woli jak to mówi "machnąć na to ręką i nie kłócić się". I ciągle mówi, że denerwuje go moje gadanie i że niepotrzebne to według niego. Uważa zawsze wtedy, że ja nie chcę się przestać kłócić bo "dalej o tym gadasz". Ale ja tak nie potrafię. Było kilka sytuacji, że zrobiłam tak jak on chce, w sensie chciałam rozwiązać naszą kłótnie jego sposobem. I okej. Był problem, byłam zła, machnęłam na to ręką i ucięliśmy kłótnie od razu i zaczęliśmy gadać o czymś innym. On uważa, że było super bo nie doszło do wielkiej kłótni, był zadowolony, że nie musiał słuchać mojego długiego, niepotrzebnego gadania i że olaliśmy to i było okej. I tym właśnie potwierdził się jego sposób na kłótnie i uważa że serio tak powinniśmy robić. Ale ja to znowu widzę inaczej. Zrobiłam to dla niego, dla nas. Nie chciałam się naprawdę kłócić dlatego pomyślałam, że przemilczę to tak jak on woli. I fakt, nie doszło do wielkiej kłótni co jest plusem. Ale wcale nie było okej. Mi tym naszym milczeniem złość nie przeszła. Czułam się dalej źle, bo olaliśmy temat zamiast do czegoś dojść, do jakiegoś wspólnego rozwiązania. I potem w takiej sytuacji nawet jak "machniemy na naszą kłótnie ręką na samym początku" to ja dalej nie czuję się tak jakbyśmy uniknęli kłótni tylko czuję, że się męczę i że ta kłótnia wisi w powietrzu.I to mu też mówiłam kiedyś. On to niby rozumie ale zapytał mnie "chcesz się kłócić?" na co ja odpowiedziałam, że nie. Pytał dalej "Jak przemilczeliśmy temat to pokłóciliśmy się tak jak zawsze czy nie i było lepiej?" Odpowiedziałam zgodnie z prawdą "no nie pokłóciliśmy się. Cieszyłam się, że nie było wielkiej kłótni" "No więc proste.". No i w tym momencie znowu dochodzimy do momentu kiedy on twierdzi więc skoro tak jest to chyba to dobre rozwiązanie i powinniśmy tak robić a nie wiecznie gadać i tym gadaniem coraz bardziej rozdrabniać i wałkować tą kłótnie aż dojdzie do mega kłótni a potem do wielkiego godzenia się. "Bo tylko do tego prowadzi te twoje rozmawianie ciągłe o tym aż się nie pogodzimy". Ale on nie rozumie, że ja czuję się z tym źle. Sama nie wiem, czy on patrzy tylko na siebie, że jemu jest dobrze jak tak rozwiążemy kłótnie i nie widzi tego, że mi jest dalej źle czy może on to naprawdę chcę zrobić dla nas i naprawdę uważa, że tylko tym sposobem będzie okej. Ale ja się czuję jakbym tylko ja musiała się starać i się wysilać. Mogę się starać przemilczeć kolejną prierdołę o którą moglibyśmy się kłócić... mimo tego, że źle mi z tym milczeniem. Ale chce się starać dla niego, dla naszego związku. A co on w tym momencie robi? Dobrze mu jest tak, a skoro się nie pokłóciliśmy to zamiast dostrzec te moje staranie to uważa, że po prostu tak jest okej. Skoro się nie pokłóciliśmy to co go obchodzi to, że mi dalej jest źle. Przecież się nie pokłóciliśmy to powinnam się cieszyć i powinno mi być dobrze.

Nie chce z nim ani rywalizować ani się kłócić. Jesteśmy partnerami a nie przeciwnikami. Chce żeby nam było dobrze. Właśnie... nam. A nie tylko jemu. Proszę o obiektywne spojrzenie na całą sytuację i jeśli trzeba to proszę o obiektywną motywującą krytykę. Naprawdę jedyne na czym mi zależy to na tym, żeby żyło nam się dobrze razem z sobą. Przecież on kocha mnie a ja kocham jego. Chcemy razem żyć, być kiedyś w przyszłości małżeństwem. Więc jeśli to we mnie jest błąd i powód naszych kłótni to proszę o podpowiedź, może się ogarnę. 

Czy naprawdę jego sposób na kłótnie jest dobry? Czy tak powinniśmy robić? Czy naprawdę mam te błahe problemy przemilczeć i poczekać aż mi przejdzie? Czy tak będzie nam lepiej i przestaniemy się tak kłócić? Zastanawia mnie fakt, czemu o poważne powody nigdy się nie kłócimy. W ważnych sprawach zawsze i to bardzo szybko znajdujemy rozwiązanie tak żeby obojgu było dobrze. Umiemy się dogadać, chcemy tego i się udaje, oboje się staramy. To dlaczego w tych błahych sprawach tak nie potrafimy? Bo w poważnych widzimy wagę sytuacji i dlatego nam wychodzi? Naprawdę nie rozumiem czemu w tych pierdołach robimy w takim razie całkiem inaczej. Przecież obojga nas męczą te nieustanne kłótnie.. więc pytam Księdza.. jak? Jak my mamy to zrobić? Jeśli tak dalej będzie to nas wkrótce doprowadzi do rozstania. Proszę o pomoc. Chcemy razem żyć, niech nam Ksiądz pomoże! 



Kiedy zaczynacie sobie wypominać coraz więcej może to oznaczać, że nie akceptujecie czegoś w sobie, nie ma zgody na pewne sprawy, choć mówicie, że jest zgoda. Wasze emocje pokazują brak akceptacji rzeczy małych i większych w waszych charakterach. Brak akceptacji, to ewidentna niezgoda, a tym samym nieustępliwość. Nie ma w waszej relacji pójścia na mądry kompromis. Ustąpić tam, gdzie można, gdzie sprawy są małe.

Kiedy jesteście spokojni, nie mówicie sobie wszystkiego. Inspiracją do odsłonięcia obszarów, których na spokojnie nie dotykacie, są emocje. W gwałtownych emocjach ujawniacie to, co nigdy nie ujrzałoby światła dziennego, gdyby nie kłótnia. A może jest tak, że myślicie w taki sposób, jak to wyrażacie podczas kłótni. Na spokojnie pewne sprawy przykrywacie zasłoną milczenia. Nie chcecie ujawniać z lęku, że to może was poróżnić, a tym samym rozdzielić. Czasem ludzie nie chcą pewnych kwestii poruszać z obawy, że będą musieli się rozejść.

Skoro w czasie kłótni mówicie o pewnych sprawach, to może oznaczać, że ich miejscem „zamieszkania” nie tyle jest rozum, lecz wasze emocje, uczucia, przeżycia. Co to może oznaczać? Wasze kłótnie mogą mieć swoje źródło w żalu nie przebaczonym, we frustracji, w jakimś rozczarowaniu. Nie musi ono dotyczyć was, lecz relacji z waszymi rodzinami, bliskimi w przeszłości. Jeśli komuś nie przebaczyliśmy i mamy do tego człowieka żal, to ów żal odbije się na tym, który stanie mi się bliskim w przyszłości. Tak może być w waszym związku. Zarówno Ty, jak i Twój chłopiec, ciągnienie za sobą bagaże doświadczeń przeszłości. Poczucie bezpieczeństwa jakie daje wam związek, miłość, przyjaźń sprawia, że otwierają się w was dotychczas zatrzaśnięte wrota z którego wychodzą demony przeszłości, upiory, zatęchłe namiętności z którymi nic nie zrobiliście do tego czasu. Mogliście nie wiedzieć, że coś z tym trzeba zrobić.

Rozwiązaniem dla kłótni jest rozmowa, wyjaśnianie, nie zamykanie się na siebie. I to jest wasza piękna dojrzałość, cudne dorastanie. Nie możesz Ty rozwiązać problemów swojego chłopaka, ani on Twoich. Zobaczcie namiętności, które zrodziły się w was przez lata, kiedy żyliście, żyjecie w swoich rodzinach. Sprawy przemilczane, nieponazywane, poranione uczucia, lęki, którym obawialiście się spojrzeć w oczy.

Kiedy o tych sprawach rozmawiacie, to się do siebie zbliżacie. Kiedy ludzie ze sobą nie rozmawiają, oddalają się od siebie. Rozmowy tworzą więzi. Do rozmowy i wyjaśnień w większym stopniu skłonne są kobiety, niż mężczyźni. Nie ma spraw błahych. Za nimi kryją się istotne, centralne. To, co błahe jest zwiastunem tego, co kluczowe. Dlaczego on nie chce rozmawiać? Ponieważ dotychczas z nikim nie rozmawiał, jeśli się nawet kłócił. Mężczyzna ma problem z nazywaniem tego, co czuje, z analizą swoich uczuć, emocji, przyczyn gwałtownych namiętności.

Kiedy sprawy nie omówicie, one powrócą w gwałtowniejszym wydaniu. Są takie chwile, kiedy wiele spraw staramy się przemilczeć. Jak długo można? Na jak długo starczy to milczenie? Okazuje się, że milczenie nie zawsze jest złotem. Może być śmiercią dla związku. Kiedy małżonkowie milczą nie rozwiązując problemów, z czasem okazuje się, że nie mają o czym rozmawiać. I to jest prosta droga do rozstania się.

Powiedz swojemu chłopakowi, że z tym przemilczaniem czujesz się źle. Czy chłopcu jest lepiej, kiedy pokrywacie milczeniem zalążki kłótni? Zapewne tak. Większość mężczyzn, to ludzie małomówni. Szukaj odpowiedzi na pytanie, dlaczego Tobie jest źle?

Kochając Ciebie, powinien chcieć wyjaśnić sprawę do końca. Wydaje mi się, że coś odreagowujecie. A może jedynie Ty? Przemilczanie problemów nic nie da dobrego, a jedynie pozostawia w Tobie niekorzystny ślad w postaci trwającego napięcia psychicznego, niepokoju, który ujawni się w najmniej oczekiwanym momencie.

Życie nasze składa się z małych spraw. Nie ma codziennie w małżeństwach spraw wielkich, nadzwyczajnych. Czy kłótnia jest sposobem na wyjaśnienia, dojście do porozumienia? Tak, to jest sposób na pogłębianie więzi małżeńskiej przez mówienie sobie tego, czego na spokojnie nie jesteście w stanie powiedzieć. Nad problemami nie wolno przechodzić w milczeniu, jakby się nic nie stało. Możecie też, kiedy emocje wami targają, niczego sobie nie wyjaśniać, odczekać, aż one opadną i po kilku godzinach powrócić do spraw. Przyjmijcie zasadę, że najpierw mówi kobieta wszystko to, co chce powiedzieć, a mężczyzna milczy. Kiedy ona skończy mówić, mówi mężczyzna. Nie przerywaj jemu. W czasie rozmowy nie atakujcie, nie oskarżajcie, nie wyrażajcie swojego niezadowolenia z powodu czegoś, lecz zechciejcie wyjaśniać i tylko to, co dotyczy sprawy omawianej.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10645339 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC