MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

On jest jeszcze niedojrzały



Witam serdecznie, Bardzo proszę o pomoc, jestem w wielkiej rozterce. Zdecydowałam się napisać e-mail, ponieważ czuję strach i wstyd przed rozmową w cztery oczy… Jestem mężatką 4 lata po ślubie i mam ogromny problem uczuciowy, moralny i duchowy. Z mężem poznaliśmy się w 2010 roku- on miał 19 lat, ja 21 lat. Po niecałym roku postanowiliśmy się zaręczyć nie widziałam świata poza nim, byłam zakochana. Rodzina była zaskoczona i nawet trochę się sprzeciwiali, ze jesteśmy za młodzi na ślub, ze za szybko… Wtedy tak nie uważałam, ale teraz wiem że było to za szybko, za pochopnie, nie poznaliśmy się do końca… On od początku znajomości pracował w innym mieście od godzin rannych do późnych godzin wieczornych, czasem nocnych. Widywaliśmy się tylko raz w tygodniu lub rzadziej. Później pracował zagranicą wówczas spotykaliśmy się jeszcze rzadziej. Tak było również po ślubie. Przez ten czas cały czas nalegałam żeby znalazł sobie pracę gdzieś bliżej żebyśmy mogli chociaż po ślubie zamieszkać ze sobą i żyć razem. Często się kłóciliśmy, ponieważ miałam pretensje do niego z powodu braku kontaktu, braku wsparcia, pomocy w trudnych sytuacjach, ponieważ nigdy go nie było. Zawsze te kłótnie zaczynałam ja, ponieważ jemu było najwidoczniej dobrze. A kontakt był tylko przez sms. Bywało tak, że gdy pracował zagranicą nie przyjechał nawet na Święta Wielkanocy. Dodam jeszcze, ze u niego w rodzinie prawie każdy tak żyje osobno tzn. mąż za granicą, a żona w domu. Jego ojciec również całe życie pracuje za granicami. Mimo wszystko wzięliśmy ślub miałam nadzieję, ze coś się zmieni, ale niestety prze 3 lata od ślubu nic się nie zmieniło. Nadal widywaliśmy się w weekendy i to nie całe, bo do pracy miał na 4 rano wiec musiał wyjeżdżać wieczorem lub w nocy dnia poprzedniego. Pomyślałam wtedy, ze muszę wziąć sprawy w swoje ręce i sama zacząć mu szukać pracy bliżej domu. Rok temu się udało nakłoniłam go do zmiany pracy, którą dla niego znalazłam i od roku mieszkamy ze sobą… Wcześniej musiałam go jeszcze nakłonić żeby zrobił dodatkowe prawo jazdy na kat. C oraz skończył liceum (w tym okresie wiele się nacierpiałam, ponieważ z powodu lenistwa nie chciało mu się kończyć ani szkoły ani kursu. Okłamywał mnie więc mówiąc, ze jedzie do szkoły lub na kurs, a później dowiadywałam się że go tam nie było). Teraz widzę, że biorąc ślub nie znałam go wystarczająco. Od roku mieszkamy ze sobą, ale czuję ze przez tyle lat starań coś we mnie pękło. Jego zachowanie jest dla mnie karygodne –jedzie do pracy wraca i potem już nie ma żadnych obowiązków. Mieszkamy z moimi rodzicami. Ja dokładam się do rachunków, jedzenia, kupuję rzeczy potrzebne do domu. Spłacam też sama kredyt, który zaciągnęliśmy na remont poddasza gdzie teraz razem mieszkamy. Natomiast jego jedyne wydatki to ciągłe naprawy samochodów, do których wciąż i wciąż dokłada. Nie bez powodu oczywiście, ponieważ swoją nieodpowiednią, szybką, niszczącą jazdą sam doprowadza do kosztownych awarii tych samochodów (to tzw. „palenie gumy”). Mówi, że to jego pasja, której ja nie podzielam. Nie mogę go również zaciągnąć do kościoła. Zawsze chodzę sama lub z rodzicami. Nie modli się nigdy, nie przystępuje do spowiedzi nawet w okresach świątecznych. Sprzątanie, pomoc rodzicom w gospodarstwie-wszystko jest na mojej głowie… jest uzależniony od gier gdy wraca z pracy kładzie się od razu na łózko i gra do późnych godzin wieczornych. To samo jest w dni wolne od pracy. Wielokrotnie się o to kłóciliśmy mówiłam mu ze czuję się samotna, że nie interesuje się mną nie słucha co mówię… Potrafi spać do południa. Nie interesuje go ani przygotowanie opału na zimę, ani rachunki, ani sprzątanie kompletnie nic. O wszystko dbają moi rodzice i ja. Jedynie zgadza się coś zrobić pod warunkiem, ze zgodzę się na stosunek seksualny. Tylko w zamian za to jest w stanie wstać z łóżka i cokolwiek pomóc moim rodzicom, czy mi. Często robię to z przymusu tylko żeby zgodził się cokolwiek zrobić i żeby się nie kłócić… Od pewnego czasu zaczął też nalegać na dziecko, ale ja po prostu nie czuję że chce mieć z nim dzieci i czy kiedykolwiek będę chciała. A on chce, bo jak argumentuje „wszyscy mają”… Tym bardziej, że on jest jeszcze niedojrzały i pokazuje swoim zachowaniem że nie dorósł do bycia mężem i głową domu. Czuję się przez niego wykorzystywana finansowo i seksualnie… Bardzo proszę o poradę co mogę zrobić w tej sytuacji. Czy skoro wzięłam z nim ślub kościelny, to muszę już trwać w tym związku do końca życia? Czuję, ze brakuje mi już sił… Bóg zapłać za pomoc.



Od początku mąż powinien być z Tobą, a Ty z nim. Nigdy nie należy pozwolić na to, aby młody mężczyzna po ślubie pracował z daleka od żony. Spotykanie się raz w tygodniu jest bardzo niebezpieczne dla małżeństwa. Po ślubie trzeba mieszkać ze sobą, żyć razem. Tego rodzaju sprawy należy uzgodnić przed ślubem. Jeśli się nie zgadza, nie zawierać związku małżeńskiego.

Kiedy nie ma męża w domu tak często, jak w Twojej sytuacji, można kwestionować jego miłość do Ciebie. Niezrozumiałe jest to, że młody mężczyzna nie ma potrzeby być ze swoją młodą, kochającą go żoną.

Wiedząc, że u niego w rodzinie takie praktyki mają miejsce i są wręcz uznane za normalne, nie powinnaś godzić się na małżeństwo z nim. Zakochanie jest ważne, ale trzeba oceniać realnie to, co będzie po ślubie. Nie wolno stawiać tak, iż po ślubie się coś zmieni.. Pewne przyzwyczajenia wynosimy z domu, patrząc na naszych najbliższych. Dla Ciebie jest to sytuacja szokująca, kiedy patrzysz na męża, a dla niego normalna. Przyznam, że dla mnie jest to nienormalne, żeby młodego męża nie było przy żonie. Nie wolno się dziwić, że w takiej sytuacji pojawiają się zdrady małżeńskie i rozwody. Jak przeżywa swój czas młody małżonek, który na święta wielkanocne nie przyjeżdża do żony, a w tym czasie nie pracuje za granicą?

Ogromnie ważne jest poznanie się przed ślubem. Twoi najbliżsi mieli rację twierdząc, że jesteście za młodzi na małżeństwo. On, mając 19 lat, powinien jeszcze się uczyć, zdobywać cokolwiek, co umożliwi zdobycie pracy na miejscu, w Polsce. Twój mąż jest niedojrzałym mężczyzną, który jeszcze usiłuje się bawić: „palenie gumy”, gry komputerowe. To wszystko należało zobaczyć przed ślubem, podobnie to, czy on jest katolikiem praktykującym. Trzeba chodzić ze sobą przynajmniej rok. To jest jakieś minimum. Jest człowiekiem niedojrzałym. Czy po urodzeniu dziecka, będzie się nim zajmował? Nie można tego wykluczać, ale też, nie wolno naiwnie twierdzić, że się zmieni.

Postaw mężowi określone warunki związane z jego zaangażowaniem finansowym w małżeństwo, w funkcjonowanie domu. Postaw, jako rzeczywistość nie podlegającą dyskusji zaangażowanie w prace, które są do wykonania. Ślub kościelny zobowiązuje do życia razem do końca. Jest to związek nierozerwalny. Co możesz zrobić? Jeśli nie będzie chciał przystać na podstawowe wymagania, które mu postawisz, możesz doprowadzić do separacji małżeńskiej na rok. Nie powinniście razem mieszkać. On powinien się wyprowadzić. Jeśli przez rok zmądrzeje i podporządkuje się pewnym zasadom, może wrócić do Ciebie.

Nie pozwól, aby wasza relacja seksualna, mam na uwadze stosunek, łączyła się z jego szantażem. Coś za coś. To nie tak. Współżycie seksualne jest znakiem miłości, a zatem potrzeby bliskości tej najgłębszej, intymnej między małżonkami. Nie może być tak, że on wykona pewne prace, a Ty pozwolisz na stosunek. To jest ubliżające dla kobiety. Rozumiem, że w takiej sytuacji, nie chcesz zgodzić się na dziecko. Mąż powinien dojrzeć. Brak dojrzałości może spowodować, że w jakimś czasie zostawi Cię samą z dzieckiem, a nie pracując, nie będzie w stanie płacić alimentów.. Postaw zdecydowane wymagania. Albo je przyjmuje i stara się osiągnąć dojrzałość, czyli odpowiedzialność, jako mężczyzna, mąż, albo też informujesz go o tym, że decydujesz się na roczną separację małżeńską, która łączy się z jego wyprowadzką z domu.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10645339 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC