MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Jestem niewierząca



Witam serdecznie. Sama nie wiem, czy jest sens w ogóle prosić o pomoc. Jestem niewierząca. Nie jestem w stanie określić jednego konkretnego powodu, dlaczego tak się stało. Wydaje mi się, że przez wiele przykrych wydarzeń, które mnie spotkały powoli oddalałam się od Boga. Kiedyś modliłam się w  trudnych chwilach. Taka rozmowa z Jezusem pomagała mi chociaż na chwilę oderwać się od tego wszystkiego. Wówczas traktowałam Go jak przyjaciela. Jakoś dwa lata temu wszystko się zepsuło. Przytłoczyły mnie problemy rodzinne, szkolne, było mi tak ciężko. U nikogo nie mogłam znaleźć wsparcia, nawet u rodziny, bo "moje zmartwienia są niczym w porównaniu z ich problemami". Zaczęłam obwiniać Boga za swoje nieszczęścia, za moją rodzinę, która tyle razy mnie zraniła, za smutne dzieciństwo, za Jego obojętność, zabieranie mi wszystkiego, co kochałam. Przestałam się modlić, chodzić do kościoła. Stworzyłam swój własny świat bez okrutnego Boga. Przez jakiś czas było mi lepiej. Później zaczęłam grzeszyć. Mimo tego, że odrzuciłam wiarę, przeklinałam, obrażałam Boga, nienawidziłam Go. To przynosiło mi dziwną ulgę. Nagle wszystko zaczęło się sypać. Już nie czułam radości z "nowego" życia. Czegoś mi brakowało. Zaczęłam zastanawiać się, czy nie pomyliłam się twierdząc, że Boga nie ma. Jednak nie potrafiłam wrócić do Niego, nie po tym, co Mu zrobiłam. Z czasem tęsknota zniknęła. Jeszcze kilka razy pragnęłam powrotu do wiary, ale na następny dzień wszystko mijało, wracałam do codzienności. Teraz chciałabym spróbować od nowa, znów poczuć tę iskierkę w sercu, lecz nie potrafię. Próbowałam się modlić, ale czuję, że Bóg mnie opuścił. Co robię źle? Nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć. Piszę ten list a jutro będę tego żałować. Dlaczego tak trudno jest mi się nawrócić?



Jesteś wierząca. Zależy Ci na powrocie do Boga. Bez Niego, bez relacji z Nim nie potrafisz odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dlaczego tak się stało, że odeszłaś od Boga? Nie zgodziłaś się na swoje cierpienie, na straty, które boleśnie cię dotknęły. Oskarżyłaś Boga, uczyniłaś Go winnym. Start, cierpienie czasem powodują, że odchodzimy od Boga, ale też sprawiają, że po jakimś czasie do Niego powracamy. Cierpienie i straty dają odpowiedź w Bogu, nigdy poza Nim. Poza Nim jest pustka, nicość, rozpacz.

Co było, co mogło być przyczyną Twojego odejścia? To, że modliłaś się w trudnych chwilach. Poza trudnymi chwilami jest czas piękny, dobry, radosny. Bez względu na chwile, na ich klimat, modlimy się. Nie dlatego, żeby chwile straszne odeszły, lecz dlatego, żeby przez te chwile przejść z godnością, z szacunkiem do siebie oraz innych, mocno trzymając się ręki Pana Boga. Przyjacielem Boga nie jest się na chwilę. Życie składa się również z niepowodzeń. Czy one są potrzebne? Jak najbardziej. Rozwija człowieka to, co dobre, szlachetne, mądre, ale i uczy go to, co jest złe, prymitywne, bolesne.

Prawdą jest to, że kiedy przytłaczają nas problemy, szukamy wsparcia. Kiedy nie znajdujemy go w najbliższych, szukamy w Bogu pomocy. Szukanie pomocy nie może łączyć się z oskarżaniem. Kiedy kogoś oskarżamy, to go od siebie odrzucamy, nie darzymy zaufaniem. A równocześnie stało się to, czego zarówno wówczas, jak i teraz, nie dostrzegałaś. Rozmawiałaś z Bogiem prawdziwie. To była, tak rozumiem, jedna z najważniejszych dotychczas modlitw Twojego życia, polegająca na oskarżaniu Boga. To wskazuje na fakt, że miałaś w Nim nadzieję, że darzyłaś Go zaufaniem, że był dla Ciebie ważny.

Skoro obwiniałaś Boga, to znaczy, że był Tobie bliski. Był bliższy niż Twoja rodzina, znajomi, koleżanki. Bóg uczynił ludzi wolnymi. Kiedy człowiek wybiera to, co sprzeciwia się Bogu, sam staje się niewolnikiem zła i innym czyni zło. Rodzina wiele razy Cię zraniła, ponieważ miała problemy ze sobą. Tam, gdzie zło, tam smutek. Twoje dzieciństwo było smutne, ponieważ nie odczuwałaś miłości rodziny, a tym samym, nie dawali Ci tego, co jest niezbędne, aby czuć, że człowiek żyje. Czy Bóg ranił Cię, czy ludzie? Czy Bóg był na Ciebie obojętny, czy ludzie?

Bóg nie może być na Ciebie obojętny, ponieważ Cię kocha. Ty rozumiesz miłość Boga w taki sposób, żeby poustawiał w głowie i sercu tym, którzy Ciebie krzywdzili. To jest ingerencja w ludzką wolność. A miłość, szanuje wolność. Kiedy Bóg dał słowo, nie wycofuje się z niego. Kiedy ludzie nas krzywdzą, idziemy do Boga, prosimy, aby nas wziął pod swoją opiekę, chronił i bronił i prowadził. On nie jest obojętny. Jest niezwykle głęboko wrażliwy na ludzką biedę zarówno materialną, duchową, moralną, jak i psychiczną.

Ludzie Cię skrzywdzili, a ukarałaś Pana Boga. Czy wiesz, że Bóg mówił do Twoich rodziców, rodziny, lecz oni mieli na Jego słowo zamknięte serca? Bóg zachęca, a nie wymusza. Bóg prosi, a nie żąda. Możemy to nazwać słabością Boga, to, że nie jest mocny wobec człowieka. Jest cichy i pokornego serca. Bóg nie zabrał Ci wszystkiego, co kochałaś. Nie zabrał siebie. Jego kochałaś szorstką miłością. Nie miałaś z Bogiem miłości czułej, relacji, w której czułabyś się dobrze. Gdybyś dobrze się czuła z Bogiem, nigdy byś od Niego nie odeszła. Tak naprawdę, to nigdy nie odeszłaś. Ty idziesz do Boga okrężną drogą.

To jest ta, że kiedy człowiek odrzuci świat, w którym Bóg proponuje mu życie, to zaczyna tworzyć sobie świat, w którym nie da się żyć. Nie poznałaś Boga naprawdę, jakim jest, Boga z Ewangelii. Twój Bóg miał twarz ludzi, którzy Cię ranili. Gdzie On był, kiedy cierpiałaś, odczuwałaś ból smutku? On był w Tobie i cierpiał z Tobą i był z Tobą smutny. On też był wtedy raniony. Nie odczułaś Jego obecności, gdyż byłaś bardzo skupiona na swoim bólu. To jest zrozumiałe. Kiedy oddalamy się od Boga, głupio żyjemy, czyli grzeszymy. Jego bliskość chroni przed grzechem. Każde oddalenie skutkuje tym, że posiłki jemy ze świnkami. To w odniesieniu do przypowieści o synu marnotrawnym.

Twoje przeklinanie, obrażanie Boga, nienawidzenie Go było odchodzeniem od Boga nieprawdziwego, w którego wtedy wierzyłaś. Nie ma takiego Boga, którego oskarżałaś. Jaki obraz Boga sobie wytworzymy, taka jest nasza wiara i jakość życia. Wielu katolików ma obraz boga wynikający z kuszenia przez złego ducha, a nie obraz Boga wynikający z czytania i rozważania Ewangelii. To, co jest nieprawdziwe, złe, prędzej czy później musi się sypać, gdyż nie jest trwałe. Jedynie to, co dobre, szlachetne i czyste nie przemija.

Czasem trzeba się pomylić, żeby trafić. Bóg się nie obraża. Warto o tym pamiętać. On ma w naturze przebaczanie. Jest samą MIŁOŚCIĄ. Nigdy nie utraciłaś wiary i tęsknoty za Bogiem. On Cię nie opuścił, gdyż żyje w Tobie. Nasze ciała są Jego świątynią. Gdyby w Tobie nie było Boga, nie istniałabyś. Nawet wtedy, kiedy popełniałaś grzechy ciężkie, Bóg był w Tobie: smutny, płaczący, cierpiący nad Tobą i czekający na Twój powrót. Mów do Boga swoimi słowami. Nie spiesz się, kiedy się mdlisz. Wypłacz się przed Nim. Powiedz o tym, jak bardzo Ci było ciężko w Twoim dzieciństwie, w tym okresie życia. Powiedz, że chcesz powrócić i prosisz, aby On sam Ci pomógł przez Ducha Świętego. Powiedz: „Panie, naucz mnie modlić się”. Przygotuj się i pójdź do spowiedzi. Zachęcam, abyś w każdą niedzielę, a może również w niektóre dni tygodnia, uczestniczyła we Mszy św., przyjmując zawsze Komunię świętą. On jest w chlebie, który będziesz przyjmowała. On Ci będzie przebaczał w Sakramencie Pokuty. Skup się na dwóch sakramentach: na spowiedzi i na Mszy św. Przeżywaj je sercem.

Dlaczego tak trudno jest mi się nawrócić? Żeby się nawrócić, to trzeba zaufać Bogu, uwierzyć, że jest Dobry, Miłosierny, przebaczający. Że jest inny niż Go sobie wyobrażałaś. Trudno powrócić do kogoś, kto, według Ciebie, jest okrutny. Zatęskniłaś za Nim, zapragnęłaś Go. Tam, gdzie pragnienie Boga, tam jest dotknięcie łaską. On umożliwił Ci pomyślenie o Nim. Dlaczego chcesz zmiany? Ponieważ Bóg z tym do Ciebie wyszedł. Jak przekonasz swoje serce, to nawrócenie jest możliwe. Jeśli potrafisz płakać, to płacz i wracaj. Pamiętasz, co powiedział syn marnotrawny wracając do Ojca: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie. Już nie jestem godzien nazywać się Twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym z niewolników”. Ojciec kazał ubrać go w piękną szatę, sandały i pierścień na palec. Ciebie to również spotka, szczególne wyróżnienie w Sakramencie Pokuty i we Mszy św. Zacznij się znów modlić, jak potrafisz, tak z serca.

Jeśli będziesz odczuwała potrzebę, napisz do mnie. Chętnie porozmawiam z Tobą w taki sposób.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10008347 * Liczba gości online: 19 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC