MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Dręczące tematy



Bóg zapłać za odpowiedź .. Postaram się, naprawdę obiecuję starania z całych sił .. Mam jeszcze trzy dręczące mnie tematy, z którymi nie wiem jak sobie poradzić, tak aby było dobrze, aby odbyło się to zgodnie z wolą Boga ..

1) tak jak wspominałam, małżeństwo moje wciąż nie jest idealne, nadal czasem się kłócimy .. Ja staram się tego unikać przy dziecku (córeczce), niestety gdy mąż ma "trudny dzień" zdarza się, że na mnie/na nas odreagowuje; ja to nazywam jego "warczeniem" mimo że ani ja, ani córcia nic ku temu nie zrobiłyśmy. Staram się wtedy po prostu go unikać zająć się córeczką i nie wdawać z nim w dyskusje czy rozmowy. Czekam aż się trochę uspokoi .. Ale czasem niestety sama już nie wytrzymuję "zbierania mi się" za nie wiem nawet jakie jego problemy ewentualne - i na przykład wczoraj wywiązała się dyskusja, po czym mąż zaczął na mnie krzyczeć agresywnie. Wszystko działo się w aucie, w sumie po kościele, z dzieckiem na tylnym siedzeniu. Nie docierają do niego argumenty moje, że jest dziecko, że może być, możemy się kłócić jeśli tego potrzebuje, ale niech robi to chociaż z szacunkiem, wreszcie poddaję się i milknę.. Nie wiem co robić - z jednej strony nie chcę, aby moja córeczka uczyła się schematu, że tatuś tak może i że na nią kiedyś też ktoś (jej przyszły mąż) tak będzie krzyczał - więc staram się postawić mężowi jak już przesadza; z drugiej strony najchętniej zamilkłabym ... słusznie bądź nie, odsłuchała złości męża ... ale nie chcę tego uczyć naszego dziecka. Nie wiem jak zareagować aby dać odpowiedni wzorzec dziecku, i aby mąż "usłyszał" mnie

2) moja teściowa jest - jak twierdzi i stara się wszystkich o tym przekonać - bardzo wierzącą osobą; co niedziele w kościele, każde święto w kościele, spowiedź w każdy pierwszy piątek miesiąca, wyjazdy do Częstochowy co jakiś czas, zaprasza księdza z pobliskiej parafii na kolacje (raz czy dwa razy w roku) ... problem w tym, że potrafi już w drodze powrotnej wracając z kościoła wyzywać od najgorszych i obgadywać każdą napotkaną osobę, włączając w to nawet księdza; jest bardzo wulgarną i dominującą osobą (stąd też pewnie charakter mojego męża) - potrafi wrzeszczeć tak, że kilka domów na tej samej ulicy ją słyszy, nie szczędzi przy tym wulgaryzmów, wyzwisk; sama zaproponowała opiekę w swoim domu, swojej teściowej (babci mojego męża, mamy jej męża) i jest dla niej tak złośliwa, tak gnębiąca - samym zachowaniem, sposobem mówienia, traktowaniem; ile razy tam jestem idę do babci, a babcia wylewa po cichu swoje żale do mnie, bo tak naprawdę nie ma komu tego powiedzieć. Ja niestety nie mam jak zabrać babci do siebie, niestety fizycznie jest bardzo chora, a mnie całymi dniami czasem w domu nie ma, stąd opieka teściowej nad babcią. Jakiś miesiąc temu moja córeczka była świadkiem jednej wielkiej wulgarnej wojny słownej u nich w domu między teściową, teściem i babcią. Nie było tam mnie ani męża w tym czasie. Dowiedzieliśmy się o tym po fakcie od kuzynki która zabrała nasze roztrzęsione dziecko do siebie. Uzgodniliśmy z mężem, że od tej pory możemy razem z dzieckiem odwiedzać jego rodziców, ale nigdy więcej nie zostawię tam dziecka samego pod ich opieką. Po prostu nie chcę. Wiem, że to przykre dla męża - ale ja po prostu przyjeżdżając tam czuję się, jakbym wchodziła w jakieś toksyny. Zgadzam się pojechać tam od czasu do czasu tylko dla babci, która u nich mieszka. Nie mam sposobu na teściową - nie potrafię jej przegadać - nie potrafię zrozumieć. Odpuściłam ... czy to źle o mnie świadczy?

3) mam także problem z tym aby mówić otwarcie o Bogu, o tym jakich zmian we mnie dokonało Jego miłosierdzie ... nie potrafię być wylewna ... mam wrażenie, że to jeszcze kwestia mnie samej i mojego braku pewności siebie kiedykolwiek; moja mama ... kiedyś chodziła do kościoła, śpiewała nawet w scholii, później spotkała jakiegoś księdza, który źle ją potraktował (źle o niej powiedział) i w związku z tym zakończyła jakiekolwiek praktykowanie życia z Bogiem. Mi nigdy nie zabraniała niczego, ale także do niczego nie namawiała. Teraz gdy ja odzyskałam swoja wiarę, swoją drogę ... chcę kroczyć tą drogą ... moja mama wydaje się bardzo zaniepokojona i zniesmaczona, nie potrafi zrozumieć mojego postępowania, mojej chęci co niedzielnego uczestnictwa we mszy świętej. Jutro wybieram się po raz drugi, na mszę świętą o uzdrowienie. Poprosiłam mamę aby zajęła się naszą córeczką na czas naszej nieobecności (z racji tego, że będzie odbywać się to poza naszym miastem i późno wrócimy do domu z mężem). Oczywiście zajmie się, ale jednocześnie bardzo bagatelizuje naszą chęć uczestnictwa w czymś takim. Padły ironiczne pytania typu: "i co? wypędziłaś diabła z siebie? jak nie upadłaś, to może nic z Ciebie nie wylazło? po co w ogóle na to tracisz czas? dzieci Rydzyka się z Was robią" itp. Nie wiem jak mam na to reagować? Gorzej, że moja mama była zawsze bardzo dominująca w domu, i do tej pory, mimo że jestem dorosła, to ona wie wszystko najlepiej, ja się na niczym nie znam (chyba, że akurat pokrywa się to z jej zdaniem akceptującym) - poczynając od wyglądu mojego czy mojego dziecka, po wystrój mieszkania, sposób wychowywania, jedzenia czy po prostu życia. Przepraszam, że tak się rozpisałam ... po prostu ... chyba potrzebuję wsparcia w "utworzeniu siebie" ... Liczę na Księdza zrozumienie ... i pomoc ... Bóg zapłać ..



Ad 1. Poproś męża, abyście o tym porozmawiali, kiedy będziecie sami. Nie odpowiadaj, kiedy on jest agresywny. Natomiast, kiedy będziesz z nim sama, bez córki, powróć do jego wypowiedzi. Widocznie on nie radzi sobie ze sferą emocjonalną. Nazywamy to nieopanowaniem. Kiedy jest agresja, to pewnie w tym jest podłoże we frustracji, w jego osobistych niepowodzeniach, jakiejś przegranej. Gdyby chciał, abyś mu pomogła, rozmawiałby z Tobą. Wydaje mi się, że Twój mąż jest człowiekiem pysznym i chorobliwe dumnym, zarozumiałym. Nie jest zdolny przyznać Ci rację.

Ad 2. Teściowa nie wraża wiary w Boga w swoim postępowaniu. Człowiek jest wierzący wtedy, kiedy w jego postępowaniu jest kierowanie się zasadami chrześcijańskimi, przede wszystkim miłość Boga i bliźniego. Teściowa chce być postrzegana jako osoba bardzo wierząca, tymczasem taką nie jest. Życie mówi o czymś zupełnie odwrotnym. Nie powinnaś zostawiać córki samej u teściów. Nie usiłuj teściowej przegadać. Uznaj, że nie jest zdolna do słuchania Ciebie podczas rozmowy i przyznania Ci racji tam, gdzie ona jest. Odpuszczenie sobie, aby teściową zrozumieć, nie jest grzechem. Spotykasz osobę zacietrzewioną, wulgarną, zarozumiałą. Jeśli nie masz innego wyjścia wysłuchaj i nie komentuj. Nie wchodź w rozwiązywanie jakichkolwiek problemów. Teściowa z góry wie, co ma być.

Ad 3. Życie chrześcijańskie nie polega na mówieniu o Bogu, lecz życiu tym, czego On w nas dokonuje. Niech Twoje życie mówi o Tym, który dokonał i dokonuje w Tobie wielkich rzeczy. Zachęcam Cię do uczestniczenia w każdą niedzielę we Mszy św. Rozumiem Twoją mamę. Nosi w sobie głęboki uraz do księdza, a tym samym do Pana Boga i Kościoła. Nie powinniśmy łączyć Boga z tym, co zrobił jej kapłan. Ksiądz tak nie powinien. W czym Bóg zawinił? Mama powinna zabiegać o swoje zbawienie, a dokonuje się to przede wszystkim przez uczestniczenie w niedzielnej Mszy św., przez przyjęcie Komunii św.

Rozumiem pytania pełne goryczy Twojej mamy. Ona nie przebaczyła księdzu, który sprawił jej wielki ból i nie pogodziła się z tym, że takie wydarzenie miało miejsce w jej życiu. A co do jej pytań skierowanych do Ciebie. Uzdrowienie, to uwolnienie od wpływu demonów na nasze życie. Najbardziej niebezpiecznymi demonami są: demon nienawiści, demon żalu, demon nieprzebaczenia, demon złego pamiętania, demon pielęgnowania urazów. To są demony nieczyste, wskazujące na obecny w nas grzech. Kiedy nie przebaczamy, demony mają wpływ na nasze życie i dlatego jesteśmy cyniczni, uszczypliwi, nieznośni dla innych, wulgarni.

Każdy z nas upada i z każdego z nas powinno coś wyjść. Uczestniczenie w modlitwie o uzdrowienie nie jest stratą czasu lecz troską o to, aby czas, który jest przed Wami, jako małżonków, był czasem dla Boga. Chodząc do kościoła, uczestnicząc we Mszy św. możemy nie być świadomi, że nie służymy Bogu, lecz diabłu. Uzdrowienie, to przywrócenie człowieka Bogu. Nie ma dzieci Rydzyka. Zarówno Rydzyk, jak i ci, którzy uczestniczą w spotkaniach, są dziećmi Jezusa i Maryi. Nie jeździcie do Ojca Rydzyka, lecz na Msze św. o uzdrowienie. Zachęcam Was do tego z całego serca. To jest źródło błogosławieństwa dla Waszego małżeństwa i rodziny.

Nie reaguj na taką uszczypliwość mamy. Uszanuj ją, nie komentuj. Módl się o jej uzdrowienie. Jej pytania wskazują na to, iż sama jest w stanie duchowego i moralnego rozdarcia. Ona potrzebuje Boga, a sytuacja, którą przeszła sprawia, że sukcesywnie się do Niego oddala.

Nie komentuj jej poglądów, gdyż może z tego wyniknąć kłótnia. Twój wygląd, to Twoja sprawa. Jak się ubierasz, co nosisz, jak się prezentujesz, to Twój gust, wyczucie, wybór i styl. Mama niech mówi swoje, a Ty jesteś dorosła, i rób tak, aby dobrze się czuć ze sobą i z tym, co nosisz i jak wyglądasz. Wystrój mieszkania jest sprawą Twoją i męża. Podobnie z wychowaniem, odżywianiem się. Wszędzie widzi braki, głupotę, śmieszność, brak mądrości. To powoduje jej żal, uraz, niezgoda na bycie tak potraktowaną, jak tego doświadczyła. Albo przeżyje nawrócenie, czyli uzdrowienie, albo będzie do końca się męczyła i innych, najbliższych permanentnie wyniszczała.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 9767174 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-07-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC