MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Pragnienie powrotu do wiary



Witam. Piszę do księdza z prośbą o pomoc w mojej sytuacji. Mam 24 lata. Rok temu zrodziło się we mnie pragnie powrotu do wiary po ok.10 latach nie praktykowania jej. Stało się to przeczytaniu kilku książek w tym "Przebudzenie" de Mello która zrobiła na mnie największe wrażenie. Pomogła mi znaleźć radość w byciu na tym świecie i obserwowaniu tego co mam i kim jestem. Skończyłem z nałogami i grzechem nieczystości. I wtedy chciałem wrócić do Boga. Poszedłem do spowiedzi opierając się na wiedzy jaka jeszcze we mnie została na temat mojej wiary. Zacząłem uczęszczać na msze niedzielne i próbować żyć tą wiarą i sakramentami. Od początku męczą mnie wątpliwości do tego czy żyje zgodnie z własnym sumieniem i wiarą. W KKK przeczytałem że należy się kierować rozumem i że to jest moje sumienie. Wydaje mi się że się usprawiedliwiam przed samym sobą. Zdarzało się że znajdywałem się w sytuacjach nie jasnych i nie wiedziałem czy dany grzech był ciężki szczególnie w 6 przykazaniu. Dużo czytam artykułów na stronach katolickich i zauważyłem że sąd rozumu na temat grzechów jest zależny od tego co przeczytam, co usłyszę lub jak się czuje. Nie wiem jak się odnosić do sytuacji kiedy dwóch księży ma różne zdanie o jednym? Np: kiedy słyszę że egzorcyści zbyt demonizują rzeczywistość. Czy grzechem ciężkim można nazwać grzech który popełniło się bez pełnej wiedzy o wadze materii czynu pomimo iż było się trzeźwym itd.? Kiedy grzech cudzy obarcza nas poważną wina moralną? Jeżeli ktoś przy mnie ciężko zgrzeszy a ja jestem na to obojętny to ponoszę taką samą winę jak on nawet wtedy kiedy wiem że ten ktoś nie wierzy lub bardzo słabo? Czym dokładnie jest zgorszenie i kiedy ciężko nim grzeszę? Kiedy nie widzę w sobie świadectwa wiary to czy dalej mogę przystępować do komunii? Bo przecież brak świadectwa jest anty świadectwem. Czy Bóg prowadzi mnie nawet w grzechu śmiertelnym? Bóg zapłać.



Jeżeli nie wiesz, jak ocenić daną sytuację od strony moralnej, zapytaj spowiednika w konfesjonale. Ojcowie Dominikanie udzielają odpowiedzi na swoich stronach, podobnie Ojcowie Jezuici. Nie należy się kierować do końca w sprawach wiary tym, jak myślisz, ponieważ Twoje myślenie jest zależne od posiadanej wiedzy na dany temat, a także od dotychczasowych doświadczeń w danej kwestii.

Jeśli dwóch księży ma różne zdanie o tej samej sprawie, należy postawić pytanie, czy to jest sprawa fundamentalna w naszej wierze, czyli łącząca się z przykazaniami Bożymi lub kościelnymi. Jeśli nie przekonuje Cię żadne z tych stanowisk, pytaj dalej, innych kapłanów. Zechciej zapytać o literaturę, przez którą pogłębisz swoją wiedzę religijną, moralną.

Egzorcyści nie demonizują rzeczywistości. Diabeł działa i nie wolno go lekceważyć. Wydaje się, że nikt nie jest bardziej osadzony w rzeczywistości świata duchowego, jak właśnie egzorcyści.

Grzech ciężki jest wtedy, kiedy człowiek jest świadomy zła, które czyni, dokonuje tego dobrowolnie i w materii ciężkiej.

Grzech cudzy obciąża nas moralnie wtedy, kiedy nie powstrzymujemy innych mając realny wpływ na ich decyzje, a także wtedy, kiedy jesteśmy współuczestnikami grzechu (grzeszymy z kimś drugim). Kiedy widzisz człowieka, i on grzeszy; jesteście w dobrej relacji przyjacielskiej lub rodzinnej, a Ty milczysz, nie chcąc się jemu narazić, ponosisz taką samą winę za czyn, jaką ponosi sprawca. Rozumiem to, że on nie wierzy i dlatego nie idzie na niedzielną Mszę św. Twoje perswazje nic tu nie wniosą. Chodzi o takie postawy, kiedy ktoś jest nieuczciwy, okrada drugiego, kłamie, nie chcąc narazić się na trudne konsekwencje powiedzenia prawdy, wtedy należy zwrócić uwagę.

Kiedy jesteś obojętny na zło, które w Twojej obecności czyni człowiek, popełniasz grzech. Tak prawdę, to nie wiesz, czy człowiek wierzy albo, że jego wiara jest słaba. Niektórzy ludzie deklarują niewiarę, choć są wierzącymi. Tak moda na bycie niewierzącym w niektórych środowiskach. Utożsamianie się z Kościołem katolickim jest przez niektórych traktowane z politowaniem.

Czym jest zgorszenie? Jest pozbawieniem drugiego człowieka zaufania do mnie, od którego oczekiwał postawy uczciwej, prawdziwej, jednoznacznej. Jest pozbawieniem człowieka wiary w to, że są ludzie porządni, na których można liczyć, do których autorytetu można się odwołać, na których można zawsze polegać. Zgorszyć, to wywrzeć zły, demoralizujący wpływ na drugiego, a często obciążyć go skazą na całe życie. Zgorszyć, to pozbawić kogoś pewności, iż można być moralnym, że zasady, normy są możliwe do zachowania. Zgorszyć, to pozbawić człowieka wiary w dobro, szlachetność, szacunek do innych. To także pozbawić człowieka nadziei, bez której człowiek nie ma perspektywy życia wiecznego. Grzeszymy ciężko w sytuacji, które wymieniłem powyżej.

Do bycia świadkiem wiary dojrzewamy powoli. Tym, co uniemożliwia przyjęcie Komunii świętej, jest grzech ciężki. Jeśli brak świadectwa wiary rozumiemy jako atakowanie norm moralnych głoszonych w Kościele, a tym samym osłabianie wiary w słuchających; kpienie z nauczania Kościoła; deklarowanie tego, że pewne przykazania nie przyjmujesz, ponieważ one Cię nie obowiązują, masz swój rozum, wówczas w takiej sytuacji Twój brak świadectwa wiary jest ewidentny. W takiej sytuacji nie możesz przystępować do Komunii św., bez wcześniejszej spowiedzi.

Brak świadectwa jest w pewnych sytuacjach antyświadectwem. Niektórzy odczuwają lęk, strach przed przyznaniem się do tego, że są katolikami, że mają inne poglądy niż te, wypowiadane w ich środowisku pracy, na uczelni. Milczą, nie wypowiadają się, nie bronią wiary. Taka sytuacja nie jest grzechem ciężkim. Dla nich wielkim obciążeniem psychicznym jest tchórzostwo. Dominuje w nich lęk, obawa o utratę życzliwości innych. Człowiek wierzący powinien wiarę swoją „mężnie wyznawać, bronić jej i według niej żyć”. Do tego dochodzimy przez modlitwę, życie sakramentalne, rozwój życia duchowego.

W grzechu śmiertelnym człowiek nie pozwala się prowadzić Bogu. On świadomie i dobrowolnie odrzuca Boga i Jego prowadzenie. Pozwolić się prowadzić, to posłuchać Boga i pojednać się z Nim, a następnie uczestniczyć w życiu sakramentalnym Kościoła, zachować przykazania. Człowiek w każdej chwili ma otwartą drogę do Boga, przystęp do Niego. Bóg nigdy nie zamyka się na człowieka.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 9445018 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC