MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Cud się nie stał



Mam problem. Do 8 grodnia zeszlego roku bylam osoba bardzo wierzaca, moja wiara byla tak silna ze uwierzylam ze nic zlego sie nie stanie ze Tato wyzdrowieje ze wyjde za mąż. Ja wiedzialam ze jak bede sie modlic to stanie sie cud. Cud sie nie stal wprost odwrotnie stala sie katastrofa stracilam tate , chociaz wierzylam tak mocno ze jak zadzwoniono do Mnie ze szpitala to potraktowalam jako zart uwierzylam dopiero jak zobaczylam Go w kostnicy. Od tego czasu juz nie wierze ze co kolwiek bedzie dobrze. Za maz tez nie wyszlam wprost odwrotnie kiedy probuje spotkac sie z ta jedyna osoba bo Ona istnieje wiem ze myslimy o sobie ijestesmy sobie bliscy , ale jest ale kiedy probujemy sie spotkac lub mamy ku temu okazje cos zawsze staje miedzy nami. To takie odczucie jak by sie bylo marionetka w czyis rekach nic nie wolno zrobic. Chociaz chciala bym znow miec tak silna wiare jak kiedys to poprostu nie ufam i posowam sie do stwierdzenia ze moje modlitwy nic nieznacza , albo tak jak w wypadku taty wyszlo na to ze modlitaw zostala zrozumiana na odwrot. Albo bylo tez tak ze modlilam sie i cos Mi podpowiadalo ze mam zrobic tak lub tak zrobilam i nic to nie dalo. Przepraszam ze Ja z takimi sprawami , ale nie mam z kim o tym pogadac pozdrawiam.



Wiara jest darem. Jeśli źle wierzymy, przyczyniamy się do osłabienia naszej wiary. Co to znaczy źle wierzyć? To stawiać Bogu warunki w wierze. Uznawać, że musi się stać tak, jak proszę Boga, ponieważ to jest niezbędne w moim życiu. Co jest niezbędne, Bóg pokazuje z czasem. Niezbędne jest to, co daje, a nie zawsze nam się to podoba. Wtedy ujawnia się to, czy naprawdę wierzymy, czy mamy do Boga zaufanie.

Wierzyć Bogu, to pozwolić Jemu kształtować nasze życie tak, jak On chce, a nie tak, jaki my mamy pomysł na własne istnienie. Jeśli Twoja wiara była silna, to gdzie ona jest? Czy wiara może zniknąć z naszego życia pod wpływem niepomyślnych dla nas doświadczeń? Dobrem nazywasz wyzdrowienie Taty, złem, jego śmierć. Wszyscy tak myślimy. I choroba i śmierć, cierpienie, to zło. Tego uniknąć nie możemy. Boli nas takie rozwiązanie, lecz podchodzimy z wiarą: „Bóg dal, Bóg wziął, niech imię Pańskie będzie pochwalone”.

Wielu, którzy uznają się za wierzących, nie zgadza się z takim podejściem. Co mi daje wiara w takiej sytuacji. Ona wpływa na myślenie, iż Bóg wie, co czyni. Ponieważ jest Dobry, więc to, co On czyni, jest dobre. Czy może czynić zło Ktoś, kto jest samą Miłością? Wszystko, co Bóg czyni, dokonuje z miłości do człowieka. Śmierć Twojego Taty jest Twoim ogromnym bólem i smutkiem. Bardzo Ci współczuję. Ta śmierć odsłoniła prawdę o tym, jak słaba jest Twoja wiara. Masz prawo cierpieć, odczuwać głęboki ból i wielką stratę, lecz Ty mówisz o tym, że byłaś głęboko wierzącą a teraz nią nie jesteś. Uczucia są elementem współtworzącym wiarę. Nie jest jednak tak, że jak uczucia nas dołują, to wiara katastrofalnie spada, a kiedy uczucia idą w górę, pojawia się euforia wiary. Zatem, wiara nie może być uwarunkowana, zależna do uczuć. Życie nas nie oszczędza, lecz smaga w sposób brutalny. Kiedy wierzę naprawdę, dojrzale, odpowiedzialnie? Kiedy to, co trudne, pogłębia moją wiarę, wzmacnia ją. Dlaczego tak? Ponieważ patrzę na Chrystusa ukrzyżowanego i z Nim przeżywam to, co tak bardzo boli. Żeby nie załamać się w wierze, trzeba znać i kontemplować Chrystusa ukrzyżowanego.

Czekałaś na cud, ale on się nie wydarzył, w Twoim rozumieniu. Śmierć Taty pokazała, że wiara, to nie deklaracje, lecz życie. Gdy wszystko dzieje się tak, jak chcemy, chwalimy Boga. Kiedy sprawy układają się inaczej, iż prosiliśmy w modlitwie, zaczynamy wątpić sens proszenia Boga. Podobnie z Twoim pragnieniem wyjścia za mąż. Nie jesteś marionetką w rękach Boga. Możesz wejść w związek małżeński. Trzeba pamiętać, że Bóg nie porusza nami i innymi w tym sensie, że decyduje, zabraniając lub nakazując. Ludzie mają sobie poglądy, uczucia, pragnienia, zamiary, na które Bóg nie ma wpływu. Nie można zapominać o istnieniu złego ducha, który chce, aby wszelkie zło, jakie dzieje się w ludzkim życiu, było przypisane Bogu.

Wiele wolno zrobić, tylko czy dwie strony, kobieta i mężczyzna chcą tego, są zgodni. Czasem ludzie przypisują Bogu to, że nie wyszli za mąż. A jeśli wyszli, to fatalnie, Bóg ich nie ostrzegł. Czy nie po to Bóg dał rozum, wolną wolę, zdolność rozeznawania sygnałów, znaków pojawiających się wcześniej, aby je odczytać i być ustrzeżonym przed nieodpowiednią decyzją?

Nie ufasz, bo się zawiodłaś na Bogu. Nie ufasz, ponieważ jesteś przekonana, że Twoje modlitwy nie mają żadnego wpływu na sprawy, o które Boga prosisz. Obawa Twoja idzie jeszcze dalej, a mianowicie, polega na tym, że Twoja modlitwa może być przyjęta na odwrót przez Boga. Jak prosisz o życie, to On daje śmierć. W wierze jest tak, że prosimy, a równocześnie zgadzamy się z tym, co Bóg zrobi, co On da. Tego zabrakło w Twojej modlitwie: „Proszę o zdrowie i życie Taty. Ale niech się stanie Boże to, co Ty w swojej mądrości i dobroci postanowiłeś”. Dlaczego modlitwa za Tatę była potrzebna? On go prowadziła przed Oblicze Boga. Ona była potrzeba Tobie, abyś mężnie przeszła przez czas wielkiej straty, żałoby po śmierci Taty, aby nie ustała Twoja wiara.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10652800 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC