MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Od dziecka myślę o zakonie



Sześć Boże... Od dziecka myślę o zakonie... choć wtedy nie myślałam o tym poważnie. W gimnazjum zupełnie nie. W liceum wróciła mi ta myśl. Po rekolekcjach wspólnotowych wręcz mnie "bombardowała" dosłownie... budziłam się z tą myślą... I szłam spać. Po 1- szych reko Ignacjańskich (liceum)... to było jakby dla mnie oczywiste, że wstąpię.. dawało mi to tyle radości... Miałam kierownika duchowego (pojechał do Turcji i nie mam teraz kontaktu) I wspólnie zdecydowaliśmy, że powinnam na razie przestać o tym myśleć (klasa maturalna). Aktualnie studiuje, ale gdy pojawia mi się myśl o zakonie... czuje smutek coś jakby tęsknota. Niedawno dowiedziałam się, że koleżanka wstąpiła do postulatu, cieszyłam się.. a potem pojawił się ból. Nie rozumiem z czego on wynika. Ten ból i smutek. Uważam, że nie powinnam rezygnować ze studiów, ale co po nich zrobić..? Wstąpić do zakonu..? Gdy to pragnienie jednocześnie jest dla mnie takie piękne.... a jednocześnie (teraz) powoduje u mnie ból? Nie rozumiem. Albo przestaje rozumieć. Mam także wątpliwości czy do zakonu się nadaje (myślę o zamkniętym) z powodu zdrowia. Byłam także (w trakcie liceum) zobaczyć jak to życie wygląda za kratami... po wyjściu dziwiłam się czemu wszyscy nie wstępują do zakonu... teraz ta myśl nie daje mi radości. Gdyby mnie ksiądz zapytał czy chce wstąpić... bym odpowiedziała tak, ale czy powinnam? Proszę o wskazówki... proszę o modlitwę... I w modlitwie.



Nie rezygnuj ze studiów. Powinnaś je zakończyć, obronić pracę. Tylko Ty możesz udzielić odpowiedzi na pytanie, czy masz powołanie. Ja mogę jedynie po znakach, które ujawniasz, próbować odczytać zamiar Boga wobec Ciebie. Myśl o życiu zakonnym powraca, więc coś w tym jest na rzeczy.

Powinnaś pobyć w zakonie choćby w czasie wakacji przez tydzień. Mieszkaj z siostrami, bierz udział w ich modlitwach, pracach, milczeniu. Zobacz, czy takie życie jest Twoim najgłębszym pragnieniem serca. Czy tak chcesz już do końca żyć. Pamiętaj: bez męża, bez dzieci, bez własnej rodziny, bez kontaktów z przyjaciółmi i bez tego wszystkiego, co teraz jest niejako w zasięgu ręki.

Człowiek mający powołanie zakonne nie ma problemu, aby to wszystko zostawić. To nie oznacza, że nie będzie pragnień, potrzeb, tęsknot, lecz wszystkie je można przeżyć mądrze, dojrzale, będąc blisko Jezusa. Do zakonu idziemy wyłącznie dla Boga, pełniąc Jego wolę, która staje się naszą, gdy przyjmujemy, odpowiadamy na powołanie zakonne.

Życie zakonne to z jednej strony miłość, radość, pokój, z drugiej, cierpienie w relacjach, osamotnienie, walka duchowa. Gdzie jest prawdziwe powołanie, tam wszystko jest możliwe, co stanowi oczekiwanie Boga. Trzeba chcieć życie stracić dla Jezusa.

Jeśli doświadczasz złego stanu zdrowia może być problem z przyjęciem do zakonu. Zależy to od schorzenia. Jednak w tym wszystkim ważne jest autentyczne, prawdziwe powołanie. Jest to ważniejsze od tego, czy jesteś zdrowa czy chora. Gdybyś po studiach wstąpiła do zakonu odbędziesz postulat, nowicjat, juniorat. To sprawa czasu 7 lat formacji zakonnej. Ty poznajesz życie zakonne, siostry poznają, czy mogą Cię przyjąć do wspólnoty, czy odpowiadasz wymianom jakie w niej obowiązują.

Co zrobić. Warto zaryzykować. Wcześniej jednak skorzystaj z tygodniowego pobytu w jedne, a następnie drugie wakacje, w klasztorze sióstr. Najlepiej zamkniętym, do którego odczuwasz, że Bóg Cię wzywa.

Włączam Cię w moją modlitwę.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10011186 * Liczba gości online: 18 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC