MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Dylematy z relacjami



Szczęść Boże. Piszę do księdza w sprawie pewnych dylematów związanych z relacjami międzyludzkimi. Około 10 lat temu poznałem pewną dziewczynę która mi się spodobała i z którą spotykałem się pewien okres czasu. Niestety nasze drogi się rozeszły, ona zawsze traktowała mnie jako kolegę i widząc iż zaczyna mi zależeć na głębszej relacji zerwała ze mną kontakt. Nie pamiętam już jak poradziłem sobie z tym problemem, z czasem to po prostu wszystko minęło. Kiedyś odkryłem w Internecie fakt iż jest już mężatką. Obserwując z perspektywy czasu różne poznane przeze mnie osoby mogę powiedzieć iż właśnie ta dziewczyna posiadała pewne cechy, wartości na których mi wtedy zależało i zależy do dzisiaj. Muszę jednak brać pod uwagę też możliwość iż nie widziałem wszystkiego dokładnie, przeżyłem być może pewien stan zakochania ale też zmagałem się wtedy z problemem nieczystości (upadki związane z masturbacją , jednak w przypadku kontaktu z nią nie miałem grzesznego nastawienia). Życie potoczyło się dalej a ja po różnych doświadczeniach życiowych, poznając kolejne osoby spotkałem w zeszłym roku Martę. Odkryłem w niej wartości które są przeze mnie poszukiwane i które widziałem też w tej dziewczynie sprzed lat. Pewna wyczuwalna skromność i pokora na której mi zależy. Niestety nie potrafiłem zaangażować się w relację, widziałem jej wewnętrzne piękno, ale zabrakło uczuć, zaangażowania emocjonalnego z mojej strony. Ona z kolei była otwarta na budowanie związku. Nawet w modlitwie prosiłem by moje serce zostało otwarte na tą relację jeśli już to teraz bo jeśli uczucia przyjdą później to może być już za późno... Zauważyła mój dystans, brak zaangażowania i otwarła się się na inne osoby jednak nie zbudowała trwałego związku. Wydarzenia dalszych miesięcy pokazały mi iż przestało jej kompletnie na mnie zależeć i nawet gdybym zmienił nastawienie to już jest za późno. Po upływie prawie roku niestety przyszło to czego się obawiałem. Zostałem zalany falą uczuć do niej i to w momencie kiedy już co dopiero zacząłem poznawać inną dziewczynę. Dystansowałem się do tego ale sytuację skomplikował mi fakt iż Marta nagle zaproponowała mi spotkanie. Pomieszało mi się w głowie. Do spotkania ostatecznie doszło na którym to przyznała mi się że spotyka się z kimś ale nie jest przekonana do tej relacji i zastanawia się nad rezygnacją. Zaczęła przepraszać mnie za chłód którym mnie obdarzyła kilka miesięcy prędzej kiedy to miałem z nią kontakt w większej grupie osób. Dla mnie to wszystko było dziwne, sama propozycja spotkania, jej przeprosiny i podejście. Próbowałem mimo wszystko dalej spotykać się z inną dziewczyną ale uczucia które mnie ogarniały w stosunku do Marty utrudniały mi budowanie relacji. W późniejszym okresie Marta ponownie dystansowana się ode mnie mimo że zrezygnowała z relacji w której była. Nie udało mi się namówić ją na spotkanie w cztery oczy, nie chce budować ze mną więzi. Bóg wie z jakich powodów tak to się potoczyło, ja domyślam się różnych scenariuszy... Teraz kiedy od wydarzeń minęło trochę czasu pojawiają się pytania i wątpliwości - Pierwsze to obawa iż w życiu spotkałem tylko dwie osoby na których mi zależało i które reprezentowały te cenne dla mnie wartości. Zastanawiam się czy jest sens czekać na inną taką osobę, a może ja szukam czegoś czego nie ma ? Może jestem zbyt wymagający (lub mam niewłaściwe nastawienie), nie potrafię otworzyć się na inną osobę która też może być wartościowa, ale przynajmniej początkowo nie odnajduję w niej tego co odkryłem w tych dwóch relacjach ? Kolejny temat który mnie nurtuje to fakt iż te uczucia tak nagle pojawiły się w momencie kiedy już otwierałem się na poznawanie innej dziewczyny (drogi nasze się rozeszły). Ile było w tym Bożego działania a ile pokusy. Kolejne pytania/ wątpliwości - na ile tak naprawdę zdolny jestem do budowania relacji. W życiu często nie czuję się dobrze sam ze sobą, zmagam się z lękami, zmęczeniem, brakiem cierpliwości i wytrwałości (a to wg mnie jest niesamowicie istotne w relacjach) , mam także w niektórych sytuacjach pewne problemy emocjonalne (kiedy pojawia się zazdrość, chęć kontroli innej osoby) to wręcz doznaję pewnego paraliżu, odczuwam to w swoim ciele poprzez przyspieszony gwałtowny oddech i inne fizyczne objawy. Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę i podejmuję wysiłek by to zmieniać. Zauważyłem też iż w wydarzeniach ostatnich miesięcy czułem się czasami jak okręt miotany falami w stronę różnych osób, być może i pragnienia widzenia się z kilkoma na raz (w sumie to w jednym momencie spotykałem się z jedna a wciąż myślałem o drugiej z którą też chciałem się spotkać...), źle znoszę momenty jak tracę jakąś relację , kontrolę. Z kolei pewnym odkryciem był dla mnie też fakt iż w momencie kiedy to dana dziewczyna daje mi sygnały iż chce mieć ze mną kontakt mi tak jakby nagle przestaje zależeć... Z kolei kiedy nie dostaję tej szansy to zaczynam cierpieć. Nie jest to dobre i pod kątem budowania więzi jest to problem przez który muszę przebrnąć... Bazując na wiedzy z różnych konferencji / wykładów itp. zacząłem mierzyć się też z nastawieniem iż raczej nie powinienem angażować się w głębsze relacje dopóki sam ze sobą nie będę naprawdę czuł się dobrze i kiedy to będę bardziej integralny emocjonalnie... Z drugiej strony wiem też że relacje potrafią rozwijać człowieka, sztuką jest jednak w takim przypadku nie uczynić "boginią" drugiej osoby a mam pewne wrażenie i odczucia iż Bóg próbował właśnie mnie przed czymś takim uchronić. Pozdrawiam serdecznie.



Wydaje mi się, że musisz coś poczuć do dziewczyny, z którą będziesz chciał tworzyć trwałą relację. Istnieje niebezpieczeństwo, że będziesz każdą spotkaną dziewczynę, która będzie Cię się podobała, porównywał z tymi, które zrobiły na Tobie duże wrażenie. Może być tak, że szukasz kogoś, kogo nie ma, kto jest jedynie w Twojej wyobraźni. Być może zaistniałaby sytuacja, że również wobec pierwszej czy drugiej dziewczyny po jakimś czasie byłbyś rozczarowany, ponieważ to, co wydawało się być u niej wartością, nią nie było. Kochamy wyobrażania o danej kobiecie, zamiast kochać tę kobietę taką, jaka jest.

Czy nie warto uznać i przyjąć, że nie ma kobiet idealnych. Pozytywna wartość w postaci pokory, cichości może się okazać pewnym złudzeniem, iluzją, nieprawdą. Tak odczytałeś, a tego nie było w pespektywie dłuższego doświadczenia. Skoro pojawiła się na nowo druga dziewczyna, dlaczego nie wyszedłeś naprzeciw pragnieniom serca i nie usiłowałeś ją zatrzymać, szczerze rozmawiać, wyrazić swoje uczucia czy swoją miłość? Im bardziej zwlekamy, odkładamy czas, w tym większym stopniu działa on przeciwko nam. Nie wiem, ile było w ty, co odczuwałeś, Bożego działania a ile diabelskiej pokusy. Nie mam wystraczającego obrazu waszej relacji, aby dokonać rozeznania i udzielić odpowiedzi.

Wydaje mi się, że jesteś bardzo powściągliwy w uczuciach. Czekasz, milczysz, zwlekasz, jakbyś spodziewał się przekonania samego siebie, czegoś, co się być może pojawi i co Cię przekona do danej dziewczyny. To, że nie zdecydowałeś się na relację z jedną a potem z drugą dziewczyną, jest obciążone tym, o czym mówisz: lęki, brak wytrwałości, zazdrość idąca w kierunku potrzeby kontrolowania osoby. Może trzeba to leczyć? Tam, gdzie jest próba kontrolowania, tam kończy się miłość. Jeśli dziewczyna pozna, że usiłujesz ją kontrolować, to będąc mądrą i rozsądną, powinna się z takiej relacji z Tobą wycofać.

Jeśli spotykałeś się z jedną, a myślałeś o drugiej, to jest w tym jakaś niezdolność do relacji, ponieważ nie ma tego, co zasadnicze: wierność, lojalność, szczerość. Będąc z jedną, nie byłeś z nią naprawdę, nie myślałeś o niej, nie szukałeś z nią porozumienia. Na obecnym etapie ujawniasz coś, co jakby dyskwalifikuje Cię do stałego związku z dziewczyną. Skoro dziewczyna daje odczuć, że chce mieć z Tobą kontakt, a Tobie przestaje zależeć, to nie można Ciebie traktować poważnie. Pojawia się pytanie, czy Ty sam wiesz, czego chcesz? Twoim problemem jest brak integralności emocjonalnej. To nie Bóg próbował uchronić Cię przed uczynieniem „boginią” daną dziewczynę, lecz Twój lęk, niezdecydowanie, niepewność. Problem jest w Twoich uczuciach, emocjach którym trzeba pomóc dojrzeć. Gdy Twoje emocje i uczucia są w takim stanie, jak je opisujesz, nie ma możliwości rozeznania tego, co jest wolą Pana Boga wobec Ciebie.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10663973 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC