MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wciąż mnie to boli



Szczęść Boże,proszę księdza,niech mi ksiądz oświeci co w mojej duszy się dzieje.Czy to jest moje nawrócenie,czy to Wola Boża,a może to kryzys wieku średniego.Mam 40 lat,męża, dzieci- dwóch synów którzy się jeszcze uczą.Od 3 lat jestem jakby bliżej Boga,mam na myśli swoje nawrócenie.Choć zdarzają się upadki,słabości moje ale zawsze staram się nie tkwić w grzechach i nie czekać na spowiedz do ostatniej chwili.Zauważyłam że moje spowiedzi są przeważnie raz w tygodniu.Zawsze modlę się do Boga,do Matki Bożej aby udzielili mi łaski czystości serca i umysłu.Aby te moje serce było pokorne,ciche i cierpliwe.Pełne miłości do Pana Jezusa i do bliznich.Tak jak mówię czasami upadam,bo wiem że jestem słaba i potrzebuję pomocy ze strony Boga.I z stąd moje pytanie:czy te ciągłe upadanie i wyznanie tych samych grzechów nie zanudza Pana Jezusa?Ja czasami mam wrażenie że ci Księża do których chodzę do spowiedzi znają te grzechy moje na pamięć,i to mnie nie raz przeraza,ale idę.Drugie pytanie,czy wcześniej jak grzeszyłam,zanim się nawróciłam a grzeszyłam sporo w tym nieczystość,kłamstwa,oszustwa,obmawianie,oskarżanie,przeklinanie,lenistwa,pycha,chciwość a teraz pragnę oczyszczenie serca to Pan Jezus mi udzieli?Bo chcę się zmienić,być pokorna i cicha.Zawsze mieć w sercu Pana Jezusa.Teraz obecnie jest tak ze mną że chodzę do kościoła niemal codziennie,i powiem szczerze że bardziej lubię przebywać w kościele niz w domu.Czuję się tam że jestem blisko Boga,a ci wszyscy ludzie których tam spotykam są moimi braćmi i siostrami,tak właśnie czuję.Czy to jest normalne że tak postępuję.Czy zaniedbuję przez to moje obowiązki,choć dopełniam wszystkie moje prace, posprzątam, ugotuję obiad,wypiorę,przyprowadzę dziecko ze szkoły-8 lat,dopilnuję aby odrobiło lekcje, bo starszy syn sam sobie radzi-ma 16 lat. I wtedy w wolnych chwilach wolę iść do kościoła niż siedzieć w domu.Ciągle myślę o Panu Jezusie,o Matce Najświętszej,o tym jak by ona postąpiła w danej sytuacji,ciągle mam myśli skierowane o Bogu,o aniołach, o moim aniele stróżu z którym rozmawiam i proszę aby się za mnie modlił.Myślę też o niebie,o Królestwie Bożym-ciągle zerkam na niebo.Czy ze mną jest coś nie tak,wcześniej się tak nie zachowywałam a teraz.Wiem,że długa droga jest jeszcze przede mną,aby całkowicie należeć do Boga,boję się tylko żebym w tej drodze nie ustała.Jest jeszcze inna kwestia która mnie nurtuje a mianowicie-jak stanę przed sądem Bozym i zobaczę wszystkie te grzechy moje,a okaże się że mało zrobiłam dla miłości to przerazę się sama i sama się potępię.Czy może tak być?czy Bóg nie pozwoli na to abym się potępiła sama.Chyba że sam mnie potępi?Boję się tego.Jest jeszcze dla mnie osobista sprawa,bardziej dramatyczna.Otóż to jak się zachowałam względem mojej mamy,to Bóg mnie za to potępi?.Mówię o co chodzi.Moja mama chorowała na astmę oskrzelową,nieraz tata prosił ją aby poszła do szpitala,podleczyła się ale ona uparta nie chciała nawet o tym słyszeć.Zawsze mówiła jak poradzi sobie tata z nami a było nas ja z bratem jestesmy blizniakami mieliśmy wtedy 10 lat,i mój młodszy brat miał wtedy 3 latka.I na tym zawsze się kończyła rozmowa.Aż króregoś dnia nad ranem,mama zaczęła chodzić niespokojna z pokoju do łazienki,strasznie ją wtedy dusiło.Ja spałam w swoim pokoju,nie wiem czy miałam wtedy otwarte drzwi czy nie ale wszystko słyszałam,bo przebudziłam się akurat w tym momencie.Słyszałam jak tata mówił że idzie przedzwonić z biura tam gdzie pracował,a nie mieliśmy w domu tel.po karetkę.I poszedł.W tym czasie mama jeszcze się kręciła po korytarzu do swojego pokoju.Nagle położyła się na łóżku ledwo dysząc i wołając tatę.A ja proszę księdza co zrobiłam.Nie mogę teraz jak to piszę wypowiedzieć,zatkałam sobie uszy byle nie słyszeć tego co się za chwilę stanie,a przeczuwałam najgorsze.Zatkałam uszy dlaczego?dlaczego jej nie pomogłam,wystarczyło podejść ,dać jej szklankę wody a nóż by może żyła.A ja nie zrobiłam tego.W pierwszym momencie jaki poczułam w sobie był strach,ale tak potworny strach,że nie wiedziałam co robic,wolałam nie słyszeć nic niż jej pomóc.Bałam się nie wiem czego do dziś próbuję wytłumaczyć moje zachowanie ale nie potrafię.Nie wiem co mnie kierowało że tak postąpiłam,strach,paraliż.Mówię księdzu jak na spowiedzi,bałam się.Ale co z tego,jak potem,tata przyszedł było juz za póżno.Lekarze tylko przyjechali i stwierdzili zgon.Jak o tym teraz myslę mam żal do siebie,i to wielki.Wciąż mnie to boli,i nieraz płaczę z tego powodu,ale czasu już nie cofniemy.Czy Bóg potępi mnie za takie zimne zachowanie?A potem jakiś czas temu,wprowadziła się do nas babcia,mama taty,i pomagała mu przy nas.I któregoś dnia też nad ranem,zaczęło mnie coś dusić,nie wiem co to było,nie mogłam tchu złapać,zaczęłam się dusić,gdyby nie babcia która usłyszała moje duszenie nie przyszła i nie podała mi wody udusiłabym się.Póżniej wszystko ustało i na tym się skończyło.Czy to coś co mnie dusiło to nie była kara za to co zrobiłam?To było straszne.Jestem teraz mężatką mam dzieci i wspomnienia.Bardzo bolesne.Proszę księdza jak mam z tym żyć dalej,wiadomo życie toczy się dalej,ale to co było nie zapomni się nigdy.Gdy umarła miała tylko 31 lat,a ja mam teraz 40.I żyję z tym w poczuciu bezradności i wyrzutów.Dlaczego tak się stało,dlaczego byłam tak otępiała i obojętna na ludzkie cierpienie.Nie umiem sobie na to odpowiedzieć. Mama nigdy mi się nie przyśniła,raz tylko dała znak pukając w okno jak odchodziła.A jeśli ona nie przebaczyła mi,jeśli ma do mnie żal.?Teraz przechodzę trudny okres,nie wiem czy to tak jak wspomniałam na początku kryzys wieku średniego,czy depresja,nie wiem.Modlę się,chodzę do kościoła,płaczę,jestem smutna,nic mnie nie cieszy,te życie mi zbrzydło całkowicie.Jedno co tak bardzo chcę,to rzucić się w ramiona Pana Jezusa i go mocno przytulic,ucałować jego Św.rany,upaść na kolana przed nim i prosić o przebaczenie.Ale czy Pan Jezus jeszcze będzie mnie chciał po czymś takim? Szczęść Boże.



Twoje częste upadanie i wyznawanie tych samych grzechów nie zanudza Pana Jezusa, lecz jest wyznaniem Twojej wiary w Niego, a także miłości. W taki sposób, spowiadając się, wyznajesz wiarę, iż Jezus odpuszcza Twoje grzechy i tylko On może Ci pomóc, umacniając w łasce tego sakramentu. Każdy człowiek w swoim życiu powraca do tych samych grzechów. Dlaczego? Ponieważ bardzo trudno o przemianę serca. Aby ona mogła się dokonać, potrzeba słuchania tego, co mówi Bóg i odpowiadania na Jego słowa. Powracanie do tych samych grzechów może być znakiem, że człowiek bardzo potrzebuje pokory, czyli życia w prawdzie. Jakiej prawdzie? Tej, pochodzącej od Boga, z nieba. Gdzie ona jest? W Biblii, w nauczaniu Kościoła. Im mniej w nas pokory, czyli prawdy Bożej, myślenia Boga, tym więcej powtarzających się grzechów.

Powtarzanie grzechów może wynikać i z tego, że nie zwracamy uwagi na jeden z elementów dobrej spowiedzi, a mianowicie, na postanowienie poprawy. Potrzeba planu, pewnego scenariusza postępowania co do tego, jak będę postępował po spowiedzi, aby nie powrócić do jednego z grzechów. Dlaczego jednego, a nie wszystkich? Zrób postanowienie adwentowe albo wielkopostne składające się z czterech lub pięciu postanowień. Prawdopodobnie żadnego nie wypełnisz. Nad jedną rzeczą w pracy nad sobą należy się skupić, nie nad wieloma. Jedno musi w tym zestawie grzechów być najważniejsze, stanowić przyczynę albo źródło tego, że zaistniały kolejne grzechy. Z pomocą spowiednika odkryj to i podejmij decyzję pracy nad konkretnym problemem.

Grzeszyłaś, zanim się nawróciłaś. Teraz, kiedy te grzechy na spowiedzi wyznasz, Jezus uwolni Cię od nich, oczyści Twoje serce, sumienie, duszę. Chcesz zawsze być pokorna i cicha. Przejmuj każdego dnia myślenie Jezusa i Jego pragnienia, to, co On chce uczyń swoim. Chcesz zawsze mieć w sercu Jezusa. To nazywamy też stanem łaski uświęcającej. To jest niebo w Twoim sercu.

Czy to normalne, że czujesz się lepiej w kościele niż w domu? Tak, to normalne. A równocześnie szukaj odpowiedzi na pytanie, co musiałoby się stać, abyś mogła poczuć się w domu tak, jak czujesz się w kościele? W domu, w rodzinie, również możemy być blisko Boga, a domowników traktować jak braci w Chrystusie. To jest ważne, że wypełniasz swoje obowiązki zarówno w małżeństwie, jak i w rodzinie, w pracy. Gdy wszystko zrobisz, idziesz do kościoła, ponieważ masz wewnętrzną, silną potrzebę, aby tak przebywać. To jest dobre, piękne i Bogu miłe. Pamiętaj równocześnie, że Twoje dzieci pragną przebywać z Tobą. Choćbyś tylko była obecna. One chcą bliskości mamy, tak jak Ty chcesz bliskości Boga. Czy Twój mąż nie odczuwa potrzeby Twojej bliskości? Ty nie odczuwasz potrzeby przebywania z Nim? Piękne jest Twoje pragnienie Boga. Na nie odpowiadamy także przez bycie z tymi, którzy nam ufają, kochają nas. Czy wiesz czym żyją Twoi synowie, Twój mąż? Jakie mają problemy, z czym sobie nie radzą, co jest ich radością?

Żona, matka, to nie tylko ta, która sprząta, gotuje, robi zakupy, pomaga w odrobieniu lekcji, lecz również ta, która jest i rozmawia, słucha, radzi, podpowiada, pozwala się do siebie przytulić, powie dziecku, mężowi to niezwykłe wyznanie: KOCHAM CIĘ. Zapewne mówisz Bogu, że Go kochasz. Tak samo powinnaś mówić swojemu mężowi i synom. Czy oni mówią, że cię kochają? Czy wiesz, z jakim sprawami duchowymi, moralnymi, religijnymi nie radzą sobie Twoje dzieci, Twój małżonek. Czy prowadzisz swoje dzieci w stronę Boga? Tu nie chodzi o jakiekolwiek narzucanie, lecz takie bycie z nimi, by oni się zainteresowali tym, czym żyje mama. By tak samo płonęli miłością Boga i tęsknotą za Nim, jak Ty. Może się przecież tak stać.

Jak staniesz przed sądem Bożym, zobaczysz przede wszystkim kochającego Boga i Twoje serce zadrży z radości i potrzeby uwielbienia. Piszesz o tym, że może pojawić się wtedy w Tobie przerażenie i potępienie. Nie wiem, jak to będzie. Wiem jedno, że kochasz Boga i swoją rodzinę, a to jest przepustka do nieba. Gdzie miłość, tam nie ma potępienia. Bóg nie chce potępienia żadnego człowieka. Cierpiał i cierpi nadal, aby wszyscy zostali zbawieni i doszli di poznania Prawdy, zobaczyli Go twarzą w twarz i na wieki z Nim żyli. Nie potępisz się ani Ty, ani Twoja rodzina. Dlaczego? Bo Bóg pragnie Waszego zbawienia i Ty chcesz zbawienia Twojej Rodziny. Odpowiadasz na pragnienie Bożego serca. Czy można piękniej? Bóg nie potępia, lecz kocha. Nie lękaj się Boga, tylko Go kochaj i w takie doświadczenie miłości Boga wprowadzaj męża i swoje dzieci.

Bóg nie potępi Cię z powodu postawy wobec mamy. Miałaś 10 lat, byłaś dzieckiem. Pojawiło się przerażenie. Teraz wiesz, co powinnaś zrobić. Mama najlepiej wiedziała, co powinna zrobić. Nie zrobiła tego. Zapewne także była przerażona coraz trudniejszym oddychaniem. Strach, przerażenie paraliżuje. To się stało z Tobą. Twoje zachowanie wówczas nie było zimne, lecz pełne lęku. Nie poradziłaś sobie z tym, że mama coraz ciężej oddycha, dusi się. Byłaś bezradna. To, że dusiłaś się, kiedy wprowadziła się do was babcia, to nie była kara za wydarzenie z mamą, które bardzo przeżywasz.

To, co się stało wówczas z mamą, będzie zawsze w Twojej pamięci. O takich sprawach się nie zapomina. Co możesz i powinnaś zrobić. Prosić Boga o uzdrowienie, o uwolnienie od bólu, żalu do samej siebie z powodu tamtego wydarzenia. Najpierw powiedz Panu Bogu, że masz żal do siebie o to, że wtedy, kiedy mam się dusiła, nie podałaś jej wody, co mogłoby ją uratować. Następnie proś Boga, abyś chciała przebaczyć sobie, aby On sam uwolnił Cię od żalu, jaki odczuwasz do siebie samej. Tak się módl codziennie. Kiedy przestaniesz odczuwać ból, żal, smutek na wspomnienie tamtego wydarzenia, wiedz, że Bóg Cię uzdrowił, uwalniając od bólu powodowanego żalem. Przebaczyć, to nie zapomnieć. Przebaczyć, to przestać odczuwać ból. Nie musisz zapominać o tamtych dramatycznych chwilach. W przebaczeniu sobie chodzi o to, żeby przestać siebie oskarżać, przestać odczuwać ból.

Nie byłaś obojętna na cierpienie mamy. Strach Cię sparaliżował. Bałaś się, dlatego nie chciałaś słuchać dźwięków dochodzących z pokoju mamy. Mama nie ma do Ciebie żalu. Po drugiej stronie ona jest już szczęśliwa, spokojna, nie cierpi. Traktujesz to wydarzenie, jako Twoją winę. Nie ma Twojej winy. Mama chodziła po mieszkaniu. Będąc świadoma swojej choroby, zapewne w pobliżu łóżka miała szklankę z wodą. Skoro to było dla niej ratunkiem, była przygotowana, aby sobie udzielić takiej pierwszej pomocy. Ona nie chce, abyś cierpiała i nieustannie się oskarżała o tamto wydarzenie. Nie jesteś winna. Nie zadręczaj się tym. Twój mąż i dzieci potrzebują Ciebie teraz. Oddaj Bogu smutek, żal, niepokój. Pan Jezus zawsze Ciebie chce. Twoje nawrócenie, częsta Komunia św., spowiedź, adoracja w kościele Najświętszego Sakramentu to bardzo wyraźne znaki, że Jezus wszystko Ci przebaczył i bardzo Cię kocha. Nie musisz lękać się spotkania z Nim w wieczności. Lecz pamiętaj, że do nieba idziesz z mężem i dziećmi.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10642435 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC