MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Co jest sednem naszej wiary?



Dziękuję bardzo za szybką pouczającą odpowiedź! Myślę, że moja wiara nie opiera się jedynie na emocjach. Przyznaję, łatwiej jest mi się modlić gdy czuję jakieś poruszenie, jednak staram się modlić nawet, gdy mi się nie chce. Wstyd mi trochę, ale często zmuszam się by iść na Mszę Św. w niedzielę, ale i to idę. Martwi mnie jednak to, że jako osoba wierząca powinnam chcieć chodzić na Msze Św, chcieć się dużo modlić i pogłębiać relacje z Bogiem, a jednak po ludzku zwyczajnie mi się nie chce. Czuję pewien niedosyt, gdyż twierdzę, że Bóg mnie zawsze kocha, cały czas i mam przeczucie, że On ciągle by mógł spędzać ze mną czas z wielką radością na twarzy....a ja tak wobec Niego nie zawsze mam. Mam wyrzuty sumienia, że grzeszę i nie zawsze Go pragnę. Wiem, że wiara to nie tylko emocje, ale wiele wyrzeczeń i zaufanie rozumowo a nie emocjonalnie. Tylko mam do siebie pretensje o to, że nie potrafię się radować wiarą. Póki co ona bardziej kojarzy mi się z wieloma wyrzeczeniami. Chcę też poznać Boga po Jego zmartwychwstaniu...tylko myślę, że to ciężej mi przychodzi, gdyż wtedy już nie był człowiekiem.... Już Go nie dotknę realnie.... Nie umiem zmienić w sobie tego podejścia. Bóg zmartwychwstał, a dla mnie bardziej się liczy to, że chciał umrzeć za mnie i faktycznie umarł za nas. Czemu tak ważne jest to że zmartwychwstał? Ważniejsze niż fakt, że chciał w ogóle za nas umrzeć..... Nie wiem czy ksiądz mnie zrozumie. Mam pewien mętlik w tym temacie. Co jest sednem naszej wiary? Dziękuję raz jeszcze.



Wychodzisz z założenia, że powinnaś zawsze chcieć pójść na Mszę św. zawsze pragnąć się modlić, a tymczasem takich pragnień nie odczuwasz. To jest normalne. Dopóki żyjemy w ciele, dopóki mamy wiele spraw, które są dla nas trudne, to wszystko wpływa na nasz stosunek do spraw duchowych. Przyjmij, uznaj, zgódź się z tym, że możesz bardzo rzadko odczuwać pragnienie uczestniczenia we Mszy św. Co jest w tym ważne, że idziesz, podejmujesz decyzję, uczestniczyć, pomimo oporu wewnętrznego. To jest Twoja miłość do Jezusa.

Jeśli się do spraw będących fundamentem naszej wiary nie przymuszamy, to w nich nie uczestniczymy, one się w nas nie rozwijają. Założenie, że powinno być w nas zawsze pragnienie modlitwy jest idealizowaniem. Niektórzy, skoro nie mają pragnienia modlitwy, nie modlą się. To jest nieodpowiedzialność za swoje życie wiary, rozwój życia duchowego. Powiem więcej, to jest skutek kuszenia przez złego ducha. Nie kierujemy się w życiu religijnym pragnieniem, wewnętrzną potrzebą. Jeśli jest, to uczestniczę we Mszy św., a skoro nie ma, to nie biorę w niej swojego pełnego udziału. Tym, co powinno decydować, to moja wola. Wierzę Bogu, kocham Go, w Nim poukładam nadzieję, Jemu ufam ponad wszystkich i wszystko, więc uczestniczę we Mszy św. Nie czekam na zachęcające pragnienia, na uczucia, które będą ułatwieniem dla mojej woli, dla motywacji.

Stawiasz sprawy religijne w sposób nieodpowiedni. Brak w każdej chwili pragnienia Boga, nie jest brakiem wiary, czy też brakiem miłości do Niego. Tak funkcjonuje człowiek, że nie zawsze chce, nie zawsze pragnie, nie zawsze odczuwa potrzebę, lecz czyni to, na co rozum wskazuje, że powinien. Powinienem pójść na Mszę św., więc idę. Powinienem się modlić, więc się modlę. Jeśli nie odczuwam pragnienia modlitwy, gorąco proszę Boga o pragnienie modlitwy.

Twoje pretensje do siebie o to, że nie potrafisz radować się wiarą, mogą mieć uzasadnienie w braku troski o jej rozwój, a równocześnie, może być tak, że im więcej się starasz, tym większą ciemność w sobie nosisz i zniechęcenie. Co czynić, kiedy nie odczuwasz radości z wiary? Dziękuj za nią, za tych, którzy ją przekazali i przekazują. Nie odczuwasz radości z wiary, wejdź w Psalmy wielbiące Boga, wyrażające radość z Jego miłości i miłosierdzia. Posługuj się Psalmami, które wprowadzają w radość, uwielbienie.

Prawidłowo rozumiesz, iż wiara łączy się nierozdzielnie z wieloma wyrzeczeniami. To jest wymiar niezbędnej ascezy, którą każdy wierzący powinien praktykować. Wiara to także konieczność pokuty, wyrzeczenia się tego, co Bogu podobać się nie może. Nie Ty masz zmieniać w sobie podejście, lecz Jezus. Dlaczego chcesz Ty to uczynnić? To jest zakres działania Jezusa. Tobie pozostaje prośba i czynienie tego, co się Jemu podoba, o czym mówi w codziennym słowie Bożym.

Czemu ważne jest to, że zmartwychwstał? Ponieważ to jest znak, że Chrystus, który się narodził, cierpiał, umarł, a następnie powstał z martwych, był Bogiem. Gdyby nie zmartwychwstał, nasza wiara nie miałaby żadnego sensu. Jego zmartwychwstanie otworzyło niebo dla tych, którzy w Niego wierzą, kochają Go, ufają Jemu. Jezus umarł i zmartwychwstał, a potem nic. To znaczy, że i my cierpimy na tej ziemi, umrzemy, a potem nic? Czy tak? Zmartwychwstanie jest sensem wiary. Mówi o życiu po tym życiu, o życiu w wiecznej radości z Bogiem. Nie oddzielamy cierpienia i śmierci Chrystusa od zmartwychwstania. To jest całość. To jest zapowiedź tego, co dokonuje się z każdym człowiekiem, a mianowicie: cierpimy, umieramy i zmartwychwstajemy. Cierpieć i umierać, to zamknąć życie człowieka w materii, w doczesności, w rozpaczy. Jaki zatem sens życia? Sens życia pokazuje Chrystusowe zmartwychwstanie.

Istotą, sednem naszej wary jest prawda o tym, że Chrystus zmartwychwstał. Ona jest mostem, drogą, ta prawda, prowadząca nas w życie wieczne. Ta prawda otwiera niebo. Pokazuje, że Bóg nie chciał, aby człowiek, który zgrzeszył przez grzech pierworodny, został pozostawiony samemu sobie. Bóg otwiera się na człowieka przez to, że posyła na świat swojego Jedynego Syna. Dlaczego? Aby wszystkich ludzi, wygnańców z raju, na nowo przyprowadzić do Ojca, który nas kocha i czeka w niebie na powrót każdego bez wyjątku człowieka.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10663982 * Liczba gości online: 35 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC