MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Trudno mi się modlić



Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus ! Nie wiem czy Ksiądz będzie w stanie mi pomóc. Czy Ksiądz mógłby zrobić wstępne rozeznanie jaki jest stan mojej duszy? Otóż Pan Bóg dopuścił do mnie jakiś czas temu wielkie cierpienie ale dziś jestem Mu bardzo wdzięczna za to, ponieważ to spowodowało moje nawrócenie. Być może to cierpienie - było też konsekwencją moich grzechów, z których się wyspowiadałam. Nie wiem. Na początku po nawróceniu chodziłam jak w śnie, myśląc nieustannie o Bogu. Nie było ze mną kontaktu. Modlitwa wypływała mi z myśli, z ust. Ciągle chodziłam i się modliłam. Podjęłam też modlitwy stałe jak np. różaniec, koronka i inne, które cały czas codziennie systematycznie odmawiam. Podczas modlitw wyobrażałam sobie Niebo, Boga a także w wyobraźni miałam obrazy zdarzeń, które są opisane w Biblii, moje życie, to co przeszłam i co mi się aktualnie przydarza Zaczęłam częściej - w tygodniu też uczęszczać na Mszę Świętą. Kiedyś chodziłam tylko w niedzielę. Oddałam całe swoje życie Panu Jezusowi, Matce Bożej i Duchowi Świętemu - łącznie z moją wolą. Pan Jezus uzdrowił moją bezsenność, moje relacje z mężem. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Wiele osób mi mówi, że się zmieniłam. Na początku czułam jak Matka Boża mnie prowadziła do Pana Jezusa. Trafiłam do wspólnoty Kościoła - Szkoła Nowej Ewangelizacji a potem na rekolekcje gdzie przed Najświętszym Sakramentem wyznałam, ze Jezus jest moim Panem. Dwa dni po tych rekolekcjach poczułam jakby mnie coś opuściło. Jeszcze nie zdążyłam nagrzeszyć - tak myślę. Zresztą cały czas nieustannie, jak popełnię jakiś grzech a jestem dosyć skrupulatna - notuje go i mniej więcej co tydzień chodzę do spowiedzi. Nie mam stałego spowiednika ani kierownika duchowego. Po tym zdarzeniu były momenty pocieszenia, radości, pokoju - generalnie to mam pokój w sobie. Zdarza mi się, że tracę cierpliwość do dzieci - są małe i nie zawsze się słuchają i trochę na nie krzyknę. Od jakiegoś czasu trudno mi się modlić, czuję oschłość a w zasadzie nic nie czuję, nie mogę tak jak wcześniej w myślach, w wyobraźni tak skupiać się na Bogu, mam wrażenie czasem, że klepie modlitwy, boje się że pójdę złą drogą, że przestanę się modlić. Trudno mi się skupić na modlitwie, pojawiają się rozproszenia a nawet takie myśli - "a co jeśli ta cała wiara to jest jakiś wymysł" - staram się je odsuwać - mówię Panie Jezu zabierz mi te myśli. W ciągu dnia - jak jestem w pracy to czasem powtarzam sobie w myślach Panie Jezu zmiłuj się nade mną, Matko Boża módl się za nami, za mną i powiem szczerze, że przychodzi mi to z wielkim trudem. Tęsknie za tym co miałam kiedyś. Jedyne co teraz mam to wielką tęsknotę za Bogiem, aż mnie to do łez doprowadza - takie jest to silne uczucie. Przychodzi to uczucie dosłownie na chwilę w ciągu dnia i potem odchodzi. Mam wtedy wielkie pragnienie zastania świętą i proszę Pana Jezusa aby On uczynił mnie swoją świętą bo ja sama z siebie nic nie mogę uczynić. A z drugiej strony ta oschłość. Zastanawiam się co zrobiłam źle i nie wiem. I o co w tym wszystkim chodzi. Pozdrawiam, Z Panem Bogiem.



Nie stawiaj w życiu duchowym na znaki, którymi są uczucia. Doświadczenie oschłości jest dobrym znakiem. Nie jest najważniejsze to, żebyś zawsze mogła się skupić w myślach i poradzić sobie z uporządkowaniem wyobraźni. To nie jest takie istotne. Ważne jest to, że się modlisz bez względu na to, jakie uczucia się w Tobie pojawiają, czy radzisz sobie z emocjami, zmysłami, myślami czy też nie.

W modlitwie najważniejszy jest Jezus, nie człowiek. Upominasz się o swoje uczucia, a nie o to chodzi. Być może, w tym czasie, kiedy tęsknisz za tym, co było, Jezus daje Ci odczucia tego, co teraz jest w Jego sercu, tym samym zapraszając Ciebie, abyś dzieliła z Nim te doświadczenia bólu, samotności, oschłości i opuszczenia.

Nie pójdziesz złą drogą, jeśli będziesz starała się być uważną na modlitwie i wierną Bogu przez trwanie w niej. Bez względu na trudności nie rezygnuj z modlitwy osobistej. Kiedy skupiasz się na słowie Bożym, skupiasz się na Bogu. Kiedy patrzysz na krzyż, na Najświętszy Sakrament, skupiasz się na Bogu. Kiedy zauważasz, że Twoja modlitwa jest automatyczna, bez namysłu, odmawiaj wolniej. Myśl o tym, co mówisz do Boga. Czyń przerwy w mówieniu i nasłuchuj tego, co mówi, co odpowiada Bóg.

Takie myśli, jak choćby ta: „a co jeśli ta cała wiara, to jakiś wymysł”, muszą się pojawiać. W każdym człowieku jest wiara i niewiara; zaufanie Bogu i jego brak. Oddawaj Bogu myśli, będące niewiarą, wątpieniem. Wszystko Bogu dawaj na ofiarę, cokolwiek się w Tobie pojawia dobrego lub złego.

Tęsknisz za pocieszeniem na modlitwie, za lekkością, radością tego doświadczenia. Spójrz od tej strony. Kiedy było bezpiecznie, to uczniowie chodzili z Jezusem. Cieszyli się tym, że jest On kochany przez tłumy, podziwiany i potrzebny innym, gdy czynił cuda. A potem przyszedł czas, gdy rozpoczęła się Jego męka. Nawet uczniowie Go zostawili. Nie czuli się z nim bezpieczni. Poznali, że bardzo wiele mogą stracić, włącznie ze swoim życiem. Nie jesteśmy z Jezusem tylko wtedy, kiedy jest miło, bezpiecznie, radośnie, a pokój wewnętrzny nas rozpiera. Jesteśmy z Nim także wtedy, kiedy odczuwa samotność, kiedy płacze, cierpi, jest poniżany. To są te chwile, w których Ty nie doświadczasz radości i pocieszenia w modlitwie.

Jesteśmy z naszym Panem na dobre i na złe. Nie jest najważniejsze to, czy modlitwa daje radość, czy uczucia, które się pojawiają sprawiają, że chętnie do niej powracamy. Najtrudniejszą próbą naszej wiary jest oschłość, oziębłość, brak pocieszenia w modlitwie. Niech do Twojej modlitwy tym, co Cię mobilizuje będzie zarówno radość, jak i smutek, odczucie łagodni, jak i ból, poczucie bezsensu. Doświadczasz uczuć negatywnych i przez nie Jezus może chcieć podzielić się z Tobą swoim bólem spowodowanym niewiernością i grzechami tych, którym pragnie okazać pomoc, Miłosierdzie.

Pragnij świętości ze względu na Boga, a nie na siebie. Bądź przygotowana, że kiedy wołasz o świętość, przyjdzie udręka, kielich goryczy. Oschłość nie oznacza, że cokolwiek źle zrobiłaś, lecz to, że Serce Boże cierpi i potrzebuje Twojego pocieszenia. Cierpi dlatego, że wielu ludzi, którzy mówią, że są wierzącymi, rezygnuje z modlitwy. Odejście od modlitwy jest równoznaczne z niemożnością udzielania im łask. Kiedy człowiek się modli, otwiera serce na Boga, ufa Jemu, jest pokorny, odczuwa swoją nędzę, własną niemoc. Kiedy rezygnuje z modlitwy, jego serce zamyka się na Jezusa, na Jego wolę. Stan oschłości może być dla Ciebie sygnałem, jak wielu ludzi w tej chwili zamknęło swoje serce na Bożą Miłość.

Tęsknisz za tym, co miałaś kiedyś. W modlitwie, w życiu duchowym, niezbędny jest rozwój. Wzrastanie jest znaczone cierpieniem, nierozumieniem Boga, głębszym odczuwaniem samotności, poczuciem, że wiele z tego, co czynisz w swojej wierze, nie ma sensu, żadnego znaczenia. Im bliżej Golgoty, tym trudniej. Jeśli pragniesz świętości, to ona przychodzi wyłącznie z krzyżem.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 9444980 * Liczba gości online: 22 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC