MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czy gniew Boga nie wyklucza Jego miłości?



Szczęść Boże,

Ksiądz, pisząc o gniewie, cytuje dzienniczek św. Faustyny. Ale w tym dzienniczku jest też inny fragment, mówiący o tym, że Koronka jest na uśmierzenie gniewu Bożego. Dla mnie to brzmi strasznie. Skoro ludzkość powinna zawsze odmawiać tę koronkę, to rozumiem, że Bóg jest ciągle na nas zagniewany, skoro ciągle mamy tę modlitwę odmawiać. Więc, gdzie tu jest miejsce na miłość? Czy gniew nie wyklucza miłości? Jeżeli Bóg nas kocha to nie powinien się gniewać. Gniew wywołuje strach, a strach zabija miłość, zatem jak mamy kochać Boga? Jak się Go nie bać?

Pozdrawiam – Kamil


Uśmierzenie gniewu Bożego należy rozumieć, jako „uśmierzenie Bożej sprawiedliwości”. Gniew Boga jest wyrazem Jego bólu, cierpienia. Koronka do Bożego Miłosierdzia odmawiana przez człowieka, zmienia człowieka, a tym samym człowiek odchodzi od takiego postępowania, które przyczynia się do cierpienia Jezusa.

Gniew Boga jest powodowany grzechami człowieka. Czyż patrząc na osobę, którą bardzo kochamy, nie będziemy odczuwali bólu połączonego z gniewem, iż traci ktoś zdrowie, życie (a w sytuacji człowieka, rzecz dotyczy życia wiecznego!), a my nie możemy mu pomóc, ponieważ on na to nie pozwala? Gniew Boga zmierza do opamiętania się człowieka i zmiany jego życia. Odmawianie Koronki do Miłosierdzia Bożego, zmienia człowieka wewnętrznie i powoduje, iż rezygnuje on z tych namiętności, które doprowadzały go do grzechu. Jako ludzie wierzący doświadczamy siły modlitwy. Modlitwa nie dokonuje przemiany Pana Boga, który jej nie potrzebuje, bo zawsze jest Miłością i Miłosierdziem, lecz przemienia człowieka.

Przed straszną karą za popełnione grzechy osłaniała Polskę Matka Boża, pojawiająca się w wizji S. Faustyny z „obnażoną piersią i zatkniętym mieczem”. Była jednak świadoma, że jej wysiłek byłby niczym bez wstawiennictwa Chrystusa. „Pomnożyłam swoje wysiłki modlitw i ofiar za drogą Ojczyznę, ale widzę, że jestem kroplą wobec fali zła. Jakże kropla może powstrzymać falę? O, tak. Sama z siebie kropla jest niczym, ale z Tobą Jezu, śmiało stawię czoła całej fali zła i nawet piekłu całemu, Twoja wszechmoc wszystko może” (Dz 686).

Czyż ojciec lub matka wyrażający swój gniew wobec dziecka, za jego skandaliczne zachowanie, bezwzględne potraktowanie kolegi nie jest równocześnie znakiem ich miłości. To tak, jakby mówili: bardzo cię kochamy, i nie możemy milczeć, nie jesteśmy w stanie powstrzymać naszego gniewu, złości, a zarazem bezradności. Gniew jest uczuciem, którego misją jest wewnętrzne przebudzenie człowieka, który zobojętniał na własną i innych godność, na kulturę, zasady, uczciwość, moralność, odpowiedzialność. Delikatne przedstawienie własnego punktu widzenia może nie odnieść skutku. Chodzi o mocne uderzenie z równoczesnym wskazaniem: „Jeśli coś się nie zmieni w twoim postępowaniu, nie będę mógł ci pomóc. Możesz trafić do więzienia. Za to grozi nawet dożywocie”. „Bóg stworzył nas, bez naszego udziału, lecz bez naszego zaangażowania nie może nas zbawić”.

Pisze Pan, że „gniew wywołuje strach, a strach zabija miłość, zatem jak mamy kochać Boga?” Jest czas tłumaczenia, perswazji, wyjaśnień i czas na gniew, oburzenie – czyli wyrażenie tych emocji, które, przynajmniej w sytuacji niektórych osób, mogą doprowadzić do zrozumienia, że życie, to nie zabawa w chowanego. Kto się bawi tym życiem, ono go zniszczy. Nie zwrócił Pan uwagi na to, dlaczego Bóg reaguje gniewem? W wychowaniu człowieka niezbędne są przypomnienia, pouczenia, upomnienia, wyjaśnienia. Im bardziej jesteśmy zaangażowani w życie drugiego, z tym większą siłą emocji wypowiadamy swoje racje, ból, niecierpliwość. Proszę zauważyć, że gniew Boga jest powodowany Jego troską o życie wieczne człowieka. Stawka jest niezwykła.

Tam, gdzie jest gniew mający swoje źródło w miłości, tam nie będzie strachu przed Bogiem, lecz przed popełnieniem kolejnego czynu, który nazywamy grzechem. To, czego się lękamy, do tego się dystansujemy. Czy Bogu, w wyrażonym wobec człowieka gniewie, chodzi o wolność czy niewolę; zło czy dobro; sprawiedliwość czy niesprawiedliwość; miłość czy nienawiść? Czy Bóg walczy o mnie, czy też oddaje mnie walkowerem? Z Pańskiej wypowiedzi płynie wniosek następujący: Bóg nie powinien wobec człowieka unosić się gniewem, ponieważ zrazi go do siebie i w ten sposób człowiek przestanie Go kochać. Wychowanie bezstresowe? Człowiek może krzywdzić siebie, niszczyć w sobie życie duchowe, moralne, a Bóg powinien milczeć, czekać, aż człowiek pozwoli Mu zabrać głos? Czy tak zachowuje się ktoś, kto naprawdę kocha? Zwróćmy uwagę, że wszędzie doświadczamy stresów: praca, życie rodzinne, małżeńskie, szkoła, relacje sąsiedzkie, wychowanie dzieci, problemy finansowe rodzin, brak pracy, brak perspektyw na życie godne człowieka.

Proszę posłuchać, jakie słowa zapisała S. Faustyna: „I teraz widzę, że jeśliby Bóg dotknął kraj nasz największymi karami, to byłoby to jeszcze Jego wielkie miłosierdzie, bo by mógł nas ukarać wiecznym zniszczeniem za takie występki. Struchlałam cała, jak mi Pan, choć trochę uchylił zasłony” (Dz 1533). Bóg wyrażając swój gniew, wyraża troskę o narody, o poszczególnych ludzi. Faustyna, wyrażając wielką troskę o naszą Ojczyznę, z większą gorliwością zwracała się do Bożego Miłosierdzia. W innym miejscu napisała: „Polsko... oddawaj chwałę Bogu, Bóg cię wywyższa i wyszczególnia” (Dz 1038). Czyż nie można rozumieć tych słów następująco: Pełne troski upominanie Boga, wyrażone w Jego gniewie, doprowadza do przemiany życia ludzki, których On wywyższa, nobilituje, wyróżnia.

Czyż gniew Boga, nie wychowuje człowieka? Gdy dorastający chłopiec lub dziewczyna dostrzega słuszny gniew rodziców, a zakładam, że młodzi ludzie potrafią być krytycznymi wobec samych siebie, czyż nie będą za czas jakiś wdzięczni za otwarcie im oczu na to, na co one pozostawały zamknięte? Gniew Boga powinien człowieka doprowadzić do zasadnego, zdrowego poczucia winy.

Gniew jest absolutnie konieczny w dojrzałych i zdrowych związkach międzyludzkich. Jest to z gruntu dobra emocja i niekoniecznie grzeszna. Nie tyle niszcząca, ile budująca, stwarzająca nową jakość przeżywania tego, na co gniew wskazuje. Posunę się jeszcze dalej. Być może emocja ta powinna być postrzegana jako cnota, jeśli wyrażamy ją i radzimy sobie z nią w odpowiedni sposób. Istotne jest rozwijanie pozytywnej postawy wobec gniewu, który możemy odczuwać my, inne osoby w naszym otoczeniu, jak również Bóg. Trzeba rozróżniać gniew „logiczny” od „nielogicznego”, uzasadniony od nieuzasadnionego. Przypominam sobie tekst z Księgi Jeremiasza: „Nieustannie palący gniew Pana, dopóki nie dokona On i nie urzeczywistni zamiarów swego serca” (30,24). Czyż rodzic pozwala dziecku na to, co ono chce? Przecież dziecko jeszcze nie wie, co jest dla niego dobre. Bóg wie, co jest dla człowieka dobre i gniew ma swój początek w szlachetnych zamiarach Jego serca.

Czujemy się winni z powodu każdej formy niewłaściwego gniewu. Dopóki nie będziemy kierować własnym życiem, dopóty nie uświadomimy sobie, czym jest nasz gniew. Nie w porządku są nasze zachowania, nie nasze uczucia. Im większa intymność między ludźmi, tym większa konieczność wzajemnej otwartości. Oznacza to, że czasem trzeba okazać sobie nawzajem gniew. Lecz my lękamy się tego. Dlaczego? Ponieważ czujemy, że ranimy się nawzajem. Ale jeśli zamierzamy być ze sobą szczerzy, będziemy się także ranić. Taka jest prawda o zdrowych związkach międzyludzkich, a może i zdrowych związkach, dojrzałych związkach między Bogiem a ludźmi?

Często nie okazujemy gniewu, ponieważ lękamy się, że ktoś „nie będzie nas lubił” lub „nie będzie nas kochał” (napisał Pan o tym). Tak daje o sobie znać brak poczucia bezpieczeństwa. Jeśli nie możemy otwarcie okazać naszemu przyjacielowi gniewu, prawdopodobnie obmawiamy tę osobę za plecami albo jesteśmy dla niej oziębli. Związek, który zniża się do tego, nie jest dobry od początku. Jeśli boimy się czyjegoś gniewu, możemy być zastraszeni i opanowani przez tę osobę. Nie jest to zdrowe. Bóg nie chce, byśmy się go bali, ale byśmy Go kochali. Jeśli Bóg w swoim gniewie nie ma racji, to proszę Mu to powiedzieć; lecz jeśli ma rację, to nadszedł dla nas czas przemiany. Takie będzie uczciwe i odpowiedzialne postawienie sprawy.

Ludzie nie okazują gniewu, ponieważ jego rezultatem mógłby być konflikt, a wiadomo, że konfliktu nie chcemy. A mimo to, konflikt jest koniecznym przejawem każdego zdrowego związku międzyludzkiego. Czy pamięta Pan, jak Jakub walczył z Bogiem nad potokiem Jabbok i powiedział, że „nie puszczę Cię, dopóki mnie nie pobłogosławisz”? Unikamy „konfliktu” z Bogiem, ponieważ sądzimy, że tak nie wypada; co innego człowiek, ale Bóg, to już naprawdę przesada? A jeśli takie wadzenie się, będzie punktem zwrotnym do autentycznego życia wiarą, zaufania swojemu Panu, to czyż nie warto, by człowiek o tym właśnie pomyślał?

Wiele rodzin i małżeństw przestaje dzisiaj istnieć z powodu milczenia, niż przemocy. Stłumiony gniew. Jak człowiek, czy Bóg go wyraża, to wiemy, „na czym stoimy”, o co naprawdę chodzi. Gniew nie jest przemocą, ani też krzywdzeniem drugiego. Przemoc jest gniewem nie opanowanym. Wyrażanie gniewu jest ważne i zdrowe, ale pod warunkiem, że uczymy się pilnie odpowiedniego traktowania tej emocji. Ujawnienie gniewu często prowadzi do rozwiązania problemu czy zażegnania konfliktu.

Gdy Bóg wyraża swój gniew, oznacza to, że jest zraniony w swojej miłości, przez człowieka. Reagując gniewem mówi, że nie chce być lekceważony, lecz kochany. Człowiek, który lekceważy Boga, demoralizuje się. O kogo więc chodzi? Bóg zabiega o to, aby człowiek nie zszedł z drogi miłości, przez lekceważenie swojego Pana. Jeśli Bóg reaguje na mnie gniewem, oznacza to, że nie jestem Mu obojętny. Gniew, bez przesady, nazywając aktem wielkiego zaangażowania Boga, możemy nazwać aktem Jego wielkiej miłości do człowieka. Człowiek powinien przemyśleć gniew Boga, jakie on niesie dla niego, dla jego życia przesłanie, a nie zatrzymywać się jedynie na tym, dlaczego Bóg gniewa się i to, że takim swoim zachowaniem, może mnie, człowieka, zrazić do siebie na zawsze.

Proszę zauważyć, co mówi Św. Paweł w Liście do Efezjan (tłumaczenie dosłowne): „Rozgniewajcie się i nie grzeszcie, słońce niech nie zachodzi przed gniewaniem się waszym” (Ef 4,26). Gniew to sygnał, który powinien ludzi zbliżać do siebie, nie zaś oddalać. Podobnie jest i w relacji z Bogiem. On gniewem swoim chce o czymś istotnym dla zbawienia, poinformować człowieka. Nie chce go do siebie zrazić, zastraszyć, zniechęcić, lecz jest to sposób na mobilizację, opamiętanie się, dokonanie radykalnego zwrotu w swoim myśleniu i odczuwaniu, a co za tym idzie, również postępowaniu. To nie gniew, nigdy się nie kończy, lecz miłość nigdy nie ustaje.

Bardzo serdecznie Pana pozdrawiam, zapewniając o modlitwie –

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9477892 * Liczba go¶ci online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC