MENU






Modl± się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czy to możliwe, żeby każde cierpienie prowadziło do przemiany?



Szczęść Boże,

Czy to możliwe, żeby każde cierpienie prowadziło do przemiany? Co w takiej sytuacji zrobić różnymi depresjami, które ludzie przezywają, a na skutek których np. popełniają samobójstwa? Ja teraz przezywam straszne rzeczy, a nie sądzę żeby to było coś nieodzownego dla mnie, możnaby się bez tego obyć myślę.

To, co ksiądz pisze na początku tej strony,  byłoby piękne, gdyby tak było w rzeczywistości. Ja znam wiele przypadków, gdzie kryzysy wcale nie doprowadziły do przemiany. Np. weźmy biografie wielu artystów, poetów np. Stachury albo Wojaczka. Zaczęcam do zainteresowania się biografią Stachury. Jeśli był on taką  zagubioną owcą, to, dlaczego Bóg go nie odszukał?
Pozdrawiam - Marcin



Panie Marcinie!

Przemiana dokonuje się przy udziale człowieka. Sprawcą jej jest Bóg, lecz człowiek powinien jej chcieć. Ma ona miejsce wtedy, gdy zbliżymy się do Boga, przez medytację słowa Bożego, Eucharystię, Spowiedź świętą, czy kontemplację ikony Jezusa. Bóg emanuje przemieniającą siłą. Przeobrażamy się pod wpływem tego, w co się wpatrujemy i kogo słuchamy. Człowiek może tak bardzo zdystansować się do Boga, że wręcz „uniezależnić” od niego, nie pozwalając Mu na to, aby kształtował jego życie. Wielu z nas rozumie przemianę, jako zmianę w sprawach trudnych, bolesnych, które są udziałem naszym, czy naszych bliskich. Przemiany człowieka nie należy łączyć przede wszystkim z uzdrowieniem fizycznym czy psychicznym. Mówiąc o przemianie, mamy zasadniczo na uwadze ludzkiego ducha, zrozumienie siebie, własnego życia, bolesnych doświadczeń, które nie wprowadzi człowieka na drogę buntu, żalu, permanentnego gniewu, lecz otworzy go na przebaczenie, które jest podstawą życia chrześcijańskiego. Przemiana zmierza do zwrócenia człowieka w stronę Boga. Najważniejsze dla osób wierzących jest zbawienie wieczne. Do tego, przygotowujemy się przez życie zgodne z nauką Jezusa Chrystusa, zawartą w Ewangelii. W przemianie chodzi o taką zmianę myślenia i odczuwania, aby człowiek usłyszał to, co mówi do Niego Bóg i pozwolił się prowadzić tam, gdzie On zamierzył.

Nie znam biografii Stachury, lecz niewątpliwie zapoznam się z nią. Czy bierze Pan pod uwagę to, że Jezus zostawia 99 owiec, a idzie za jedną zagubioną, aż ją znajdzie i sprowadza do „owczarni”? Problem nie jest po stronie Boga, lecz dotyczy człowieka. Czy człowiek chce, by Bóg mu pomógł? Czy człowiek zgadza się na to, aby Bóg go odszukał? Jeśli potrzebuję pomocy Boga, żyje On w swoim Kościele: w Nim uczy, uzdrawia, pociesza, karmi swoim Ciałem i Krwią, idzie przez życie z tymi, którzy chcą Go mieć za towarzysza drogi. We wspólnocie wiary, uczymy się wiary. Otrzymujemy, we wspólnocie osób wierzących, myślę szczególnie o wspólnotach w Kościele, realne oparcie i pomoc w stawaniu się człowiekiem wierzącym, ufającym, kochającym, przemieniającym się. Na drodze wiary otrzymujemy tak wiele środków będących skuteczną pomocą dla tych, którzy wierzą Bogu: Msza święta, Sakrament Pokuty, codzienna modlitwa, życie według przykazań Bożych i kościelnych, przykazanie miłości Boga i człowieka.

”Co w takiej sytuacji zrobić z różnymi depresjami, które ludzie przeżywają, a na skutek których np. popełniają samobójstwa?” Przyczyny depresji są przeróżne, wymieńmy niektóre: doświadczenie straty, nieradzenie sobie w pracy lub w szkole, odrzucenie, śmierć ukochanej osoby, kalectwo fizyczne, konflikty małżeńskie, problemy finansowe, kurczowe trzymanie się nierealnych marzeń, złość i nienawiść skierowana do wewnątrz, surowość sumienia i perfekcjonizm, tłumione w sobie poczucie winy. Jakie są drogi wyjścia? Pomoc psychiatryczna i psychoterapeutyczna. Jest ona stanem, w którym uchodzi z człowieka normalna energia życia. Każdy człowiek mniej lub bardziej doświadcza depresji. Może człowieka męczyć poczucie winy, oskarżanie siebie o różne grzechy, trwanie w niepewności i zwątpieniu. Jedyny stan, jaki odczuwają niektórzy, to ból. Człowiek nisko siebie ocenia, jest wyczulony nadmiernie na krytykę, którą odbiera jako atak na własną osobę. Poczucie ogromnej bezradności i beznadziei, brak zainteresowania życiem, trudności w zasypianiu, problemy z koncentracją i wykonywaniem prostych zajęć, utrata apetytu lub przejadanie się, nieokreślony lęk.

Depresja może wystąpić, gdy nie spełniają się marzenia, tęsknoty i nadzieje. Co robimy z naszymi tęsknotami, marzeniami i nadziejami? Dlaczego się nie spełniają? Ponieważ okoliczności na to nie pozwalają, albo dana osoba nie posiada ku temu danych. Przez taką sytuację powstaje, między tym, czego pragnę, czego oczekuję, a tym, co naprawdę otrzymuję, przerażająca przepaść. W takiej sytuacji, człowiek kurczowo trzyma się pewnej rzeczy, osoby czy idei i nie umie uwolnić się od tego. Osoby depresyjne nie ujawniają w sposób otwarty swego dystansu wobec innych; o wiele częściej kierują zarzuty i nienawiść do siebie. Są to osoby ciągle podenerwowane.

Co prowadzi do depresji? Zbyt surowe sumienie, które nieustanni stawia wymagania i „dąży do osiągnięcia podjętego celu idealnego”. Nieosiąganie wyznaczonego przez siebie celu, lub określenie nierealnego celu przez innych, powoduje rozdrażnienie i ciągłe niezadowolenie z samego siebie. Człowiek nie ma „odwagi bycia niedoskonałym”. Inną przyczyną depresji może być stłumione poczucie winy. Ktoś, zamiast uznać swą winę, odpycha ją od siebie, usuwając tym samym w podświadomość wywołane nią uczucia. Warto sprowokować osobę w depresji, do otwarcia się i wyrzucenia skrywanych uczuć zazdrości, opuszczenia, złości, rozczarowania. Dlaczego? W ten sposób osłabiają się więzy depresji, tj. siły, które odbierają chęć życia. Ukrytemu, nieuświadomowionemu smutkowi, powinno się delikatnie, lecz stanowczo wskazać drogę na zewnątrz. Złość, której nie daje się wyrazu zewnętrznego, kieruje się przeciwko temu, kto ją w sobie tłumi, i może się ujawnić w postaci depresji.

Do depresji może prowadzić samotność i izolacja od innych osób, zaprzeczanie pewnym uczuciom lub ich tłumienie, zwłaszcza gniewu, żalu, niechęci i strachu. Ponieważ pewne mocje trudno nam zaakceptować, mamy skłonność do udawania przed sobą i osobami najbliższymi, że wcale ich nie odczuwamy. Niektóre osoby nie mogą znieść tego, że od innych coś chcą, albo, że są krytykowane. Osoby, które nie doświadczyły czułej opieki i miłości, zmuszone są do budowania w późniejszym okresie życia, pozytywnego obrazu siebie. Jeżeli człowiek jest przyzwyczajony do tego, że zawsze robił coś bardzo dobrze, trudno mu się przyzwyczaić do ponownego uciążliwego uczenia się czegoś od nowa. Kiedy okoliczności zmuszają nas do zmiany postawy i trzeba dokonać weryfikacji opinii na temat własnej osoby, możemy odczuć, że straciliśmy władzę, siłę i moc. Czujemy, że nie cieszymy się, jak dawniej, szacunkiem, autorytetem w oczach innych. Dobrze czuliśmy się wówczas, gdy mieliśmy przewagę nad innymi. Gdy jej zabraknie, wówczas możemy zacząć odczuwać swoją niepotrzebność we wspólnocie zakonnej.

Niektóre osoby przeżywają uniesienie, egzaltację. Nie tolerując depresji wpadają w stan podniecenia. Jeżeli potrafimy odczuwać wściekłość i strach, a takie odczucia wzbudza bezradność, to możemy uniknąć depresji.


Myślenie u osób będących w stanie depresji

  1. Cechuje się skłonnością do negatywnej interpretacji wydarzeń życiowych
  2. Odznacza się tym, że zawsze negatywnie ocenia własną osobę w odróżnieniu od reszty otoczenia (nigdy mi nie wychodzi) W porównaniu do innych czuje się mniej inteligentny, nie posiadający sukcesów życiowych.
  3. Czarne widzenie przyszłości. Negatywne nastawienie jest źródłem depresji, a nie depresja jest źródłem bierności. Gdy człowiek zmieni swoje myślenie, swoje wewnętrzne dialogi, wówczas zmieni się również jego nastrój.


Jak odnaleźć znaczenie w depresji? Pomimo bólu i cierpień, można, dzięki depresji, doświadczać pogłębienia w życiu. Depresja jest szansą na dorośnięcie. Należy zrezygnować z bycia dzieckiem, które ciągle ktoś musi pouczać, które niczego nie rozumie, nie wie, dlatego powinno pytać. Trzeba też zrezygnować z chorej zależności od innych: ich poglądów, humorów, od ich narzekania, nawet towarzystwa. Niezbędna jest zgoda na to, że nie muszę być osobą doskonałą, bez zarzutu, bez winy, bez grzechu. Nikt nie może mnie skrytykować, zwrócić uwagę, wyrazić swój pogląd, gdy mój tymczasem, jest zupełnie odmienny.

Konieczne jest nauczenie się wyrażania swojego gniewu. Trzeba powiedzieć: „jestem wściekły”, „mam wszystkiego dość”. Świat, środowisko, w którym żyjemy, nie jest doskonałe i nie musi takim być, ale można w nim żyć, rozwijać się, realizować zamiary Boga, żyć w jedności takiej, jaką ona jest możliwa, bez zbędnego idealizowania. Nie muszę wszystkiego we kontrolować, wiedzieć, komentować. Ze mną, mają prawo żyć osoby, które więcej lub mniej, z wieloma sprawami sobie nie radzą, podobnie jak ja. Nawet, jeżeli tracę nad sobą czy nad czymś kontrolę, to nie rozpadnie się moje życie, nie oznacza to, że do niczego się nadaję, albo w czymś zawiniłem, lub też, że Bóg jest na mnie zgniewany. Trzeba uczyć się żyć życiem własnym, nie zaś innych osób. Nie należy postrzegać siebie, jako tego, który stał się ofiarą: „nikogo nie obchodzi to, co robię, nikt mnie nie pyta, jak się czuję”.

Depresja i poczucie nieszczęścia są ze sobą bardzo ściśle powiązane. Tam gdzie poczucie nieszczęścia i depresja, zbliżamy się do odczuwania nadziei. Można być człowiekiem przygnębionym, ale nie zdeprawowanym i nieszczęśliwym. Depresję należy tolerować, a równocześnie uczyć się w czasie jej trwania. Budzić w sobie nadzieję. Depresja przychodzi wówczas, gdy czujemy się nieszczęśliwi z powodu niespełnienia tego, czego bardzo potrzebowaliśmy, oczekiwaliśmy. Jej istotą jest nauczyć się, jak przetrwać i jak poddać się zmianom. Aby się zmienić, trzeba pozwolić sobie na przejście przez stan depresji i nieszczęścia. Gdy umrze we mnie coś starego, może narodzić się nowe. Pogodzenie się z depresją i akceptacja tego, czego ona nas uczy, prowadzi w konsekwencji do ukształtowania zdolności cieszenia się życiem. Depresja czegoś nas pozbawia, lecz równocześnie w coś istotnego wzbogaca. Prowadzi mianowicie do tego, że stajemy się ludźmi silnymi wewnętrznie, wartościowymi.

Trzeba umożliwić sobie dzielenie się bardzo osobistymi problemami, w atmosferze otwartości, szczerości i akceptacji, która prowadzi do wzajemnego wspierania się. Brak tych zachowań, ujawnia stany depresyjne. Nie należy bagatelizować, ani starać się „wybijać z głowy”, które rodzą się w Panu. Odczuwanie braku chęci do czegokolwiek, czy też cierpienie z powodu złego samopoczucia lub bezsenności, jest objawem, do którego mam prawo. Gdy dostrzegamy w sobie poczucie beznadziejności, należy to potraktować jako znak depresji. Nie należy słuchać tych, którzy używają takiej formy zachęty, jak: „weź się w garść”, „chcieć to móc”. Nie ponosi Pan winy za swój aktualny stan. Mogą wystąpić problemy z wiarą i odpowiedzialnością. Proszę nie wprowadzać zmian w dotychczasowym trybie życia. Należy, pomimo złego samopoczucia, zobaczyć dobro, jakie udaje się Panu teraz wykonać. Starać się dopilnować regularnego rytmu dnia (wstawanie, posiłki, praca, sen). Nie należy pozostawać rano dłużej w łóżku, a także wieczorem nie chodzić zbyt wcześnie spać, jak również, w ciągu dnia nie izolować się od najbliższych osób. W tym okresie, jest Pan szczególnie wrażliwy i podatny na zranienia. Poczucie humoru w depresji często znika, dlatego mogą drażnić wypowiedzi osób, które będą usiłowały Pana rozweselić. Nie rozważać o przeszłości. Nie analizować powodów i przyczyn obecnego stanu. Zajmować się tym, co jest teraz. Jeśli potrafi Pan płakać, namawiam żeby to czynić. Nie zwracać uwagę na tych, którzy będą usiłowali temu przeszkodzić. Opanowanie w takiej sytuacji, nie jest wskazane.

Dziedzina religii i wiary bywa dla człowieka wierzącego czymś zewnętrznym i nosi charakter przymusu. W sprawach moralności niektórzy kierują się bardziej normami zewnętrznymi niż sumieniem. Jeśli była praktykowana modlitwa, to, być może, sprowadzała się ona do gotowych formuł i próśb. Cisza w ciągu dnia, świadomie i dobrowolnie wybrana, posiada wartość nie tylko terapeutyczną, ale przede wszystkim umożliwiającą słuchanie tego, który żyje i mówi we mnie – Pana Boga. Do depresji prowadzi nieakceptacja samego siebie. Czasem przecenianie własnych możliwości, w konsekwencji doprowadza do rozczarowania sobą i niskiej oceny siebie i swojego życia. Nieumiejętność przeżywania życia w jego różnorodności i bogactwie (dziwienie się, gorszenie, oburzanie, wydawanie surowych ocen o tych, którzy niemoralnie postępują), może być szkodliwe dla naszego życia psychicznego i duchowego. Nieumiejętność radzenia sobie z kryzysami. Ogromna wrażliwość dotycząca wielu dziedzin życia. Mała dojrzałość i doświadczenie życiowe, sztywność w codziennych kontaktach z innymi, brak odporności na rozczarowania i frustracje, pozostawanie w relacjach neurotycznych (z osobami podobnie myślącymi, odczuwającymi, rozczarowanymi, niezadowolonymi).

Chciałbym Panu zaproponować poznanie biografii Marty Robin, kobiety, która całe życie cierpiała, a równocześnie swoim słowem, cierpliwym znoszeniem bólu prowadziła wielu ludzi, nie tylko na terenie Francji, do przemiany wewnętrznej. „Czy to możliwe, żeby każde cierpienie prowadziło do przemiany?” Nie każde cierpienie prowadzi do przemiany, lecz to, w którym człowiek pragnie spotkać Boga, dąży do tego. Owa przemiana nie musi, (choć może) odnosić się do uzdrowienia zewnętrznego, lecz często obejmuje wewnętrzną przemianę: ducha, odczuwania, myślenia, wrażliwości wewnętrznej. Rzecz nie polega na tym, aby w każdej sytuacji nie było cierpienia, lecz na tym, aby nauczyć się je przeżywać i z nim żyć, jeśli nie można w jakikolwiek sposób temu zapobiec.

Proces przemiany trwa przez całe życie. Głęboka przemiana zachodzi zawsze wtedy, gdy sam staję się bezsilny, gdy już nic nie mogę zrobić, gdy zwyczajnie muszę wytrzymać to, co mnie spotyka. Łaska przychodzi wówczas, gdy odkrywam, gdy już nie mam więcej sił, gdy leżę bezradny na ziemi i muszę przyznać, że nigdy się nie zmienię ani nie poprawię, że sam z siebie nigdy nie skieruję swojego życia ku Bogu. Doświadczenie bezsilności jej warunkiem mojej głębokiej przemiany. Potrzeba stać przed Bogiem. Tam, gdzie moje działanie osiąga swoje granice, Bóg może mnie przemienić.

W cierpieniu jest szansa przemiany, z której człowiek skorzysta lub nie. Cierpienie nie przemienia automatycznie Może spowodować zgorzknienie i zamknięcie się w sobie. Niezbędne jest stanięcie ze swoim cierpieniem przed Bogiem i przetrwanie go. O co naprawdę chodzi w przemianie, o której mówię? O przemianę człowieka w niektórych relacjach z innymi; człowiek staje się delikatny, wyrozumiały dla innych, potrafi wczuć się w problemy innych. Cierpienie uwalnia od kajdan. Człowiek staje się bardziej wolny i odważny. Choroba nie musi od razu zostać zwalczona. W niej trzeba zadać to pytanie, co chce mi powiedzieć i dokąd zaprowadzić? Konieczne jest pojednanie się ze swoją chorobą, a wówczas może rozpocząć się we mnie proces przemiany. Co z niej może wyniknąć? Do jakich postaw przez przemianę dojść można? Stanę się lepszym i wolnym człowiekiem, uzdrowionym wewnętrznie, rozumiejącym siebie i więcej odczuwającym, o co chodziło Panu Bogu w mojej chorobie; być może zwrócę moją uwagę na te wartości w życiu, które zostały zmarginalizowane przez inne, odnoszące się przede wszystkim do nadmiernej troski o życie doczesne.

Teilhard de Chardin pisał o przemieniającej mocy choroby. Jego siostra była przykuta do łóżka chorobą. Przytoczę jedno zdanie: „Powiedz mi, kto z nas dwojga w oczach Stworzyciela otrzyma lepszą część?” Teilhard traktuje cierpienie jako kredyt niepowodzeń z wysokim oprocentowaniem, którym opłacany jest każdy postęp. Pisał: „Nie ma postępu w bycie, bez tajemniczej daniny złożonej z łez, krwi i grzechu. Zatem nie dziwi fakt, że gdy pewne cienie wokół nas stają się ciemniejsze, równocześnie nastaje światłość”. Był on zdania, że wraz z chrześcijaństwem pojawiło się nim rozumienie cierpienia jako wyrazu miłości i zasady pojednania: „Cierpienie, które początkowo traktowane jak przeciwnik, którego należy zniszczyć; cierpienie silne, ale ostatecznie pokonane; i cierpienie jednocześnie w całości przyjęte przez ducha i serce, jakże jest zdolne, gdy wydziera nas z naszego egoizmu i zmazuje nasze grzechy, skupić nas na Bogu. Tak, ciemne i odrażające cierpienie (...) na jego szczycie ukazuje się wspaniała duchowa energetyka, która narodziła się z krzyża”.

Aby cierpienie człowieka miało moc przemieniającą, potrzebuje wspólnoty w cierpieniu, potrzebuje bycia razem. Inni ludzie muszą współprzeżywać przemianę cierpiącego człowieka. Wierzę, że Bóg jest przy człowieku w czasie choroby i śmierci. Cierpienie powinno być uwolnione z osamotnienia i tłumienia. Potrzebuje ono jawności, towarzyszenia, umiejętności mówienia o nim. Doświadczeniem przemiany są wszystkie kryzysy, przydzielone nam, wprowadzające zamęt do naszej wizji życia. One są punktem zwrotnym w życiu człowieka. Bóg chce, aby zaszła w nas przemiana, również w czasie trwania kryzysu. Jednak niektórzy ludzie tego nie chcą. Pozostają tacy, jacy byli. Wtedy życie staje się jałowe, płytkie, nudne, bezowocne. Każda przemiana oznacza umieranie w czymś, dla czegoś, a równocześnie może być ono rozumiane, jako uwalnianie się. To, co w przemianie występuje równocześnie, to narodziny i śmierć.

Panie Marcinie! W każdej przemianie spotykamy się z tajemnicą, to znaczy z tym, czego nie rozumiemy w ogóle, lub też niewiele z tego, co dokonuje się w nas lub w najbliższych. Problem mamy wówczas, gdy nie ma przemiany, a człowiek na naszych oczach, nie radząc sobie z depresją, popełnia samobójstwo. C.G. Jung mówił, że kiedy pojawi się depresja, nie można jej wyprosić, lecz trzeba ją przyjąć w swym domu jak gościa i posłuchać, co ma nam do powiedzenia. Przecież ciemna strona życia jest w nie mniejszym stopniu naszym udziałem, jak strona jasna. „Ja teraz przeżywam straszne rzeczy, a nie sadzę żeby to było coś nieodzownego dla mnie, można by się bez tego obyć myślę”. Panie Marcinie! Szanuję Pana odczucia, intuicję, sposób rozumienia siebie. Czy Pańska ocena sytuacji i jej diagnoza uwzględnia wszystkie elementy służące Panu do oceny tego, co dzieje się teraz w Pańskim życiu? Na jakiej podstawie mogę powiedzieć, że to, co się wydarza teraz, nie będzie mi potrzebne później? A może przeżycia te przypominają o czymś, co jest problemem lekceważonym i spychanym przez lata na dalszy plan? Tam, gdzie pojawiają się depresje, niezbędna jest terapia.

Panie Marcinie! Proszę czytać Psalm 69, z Księgi Psalmów Starego Testamentu. Zachęcam do modlitwy słowami, jakie Pan w nim spotka. Dobrze jest poddać się jego treści. Warto dopuścić do siebie wszystkie myśli i uczucia, które obudzą się w Panu, podczas tej lektury. Jeśli będzie taka okazja, proszę podzielić się spostrzeżeniami na ten temat z bliską osobą, albo przedstawić Bogu w modlitwie wszystko, co psalm ten w Panu wyzwolił. Serdecznie pozdrawiam i zapewniam o modlitwie w Pańskiej intencji –

Ks. Józef Pierzchalski SAC

Liczba wy¶wietleń strony: 9998556 * Liczba go¶ci online: 21 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC