MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Życie duchowe



Rozkoszowanie się Bogiem jest celem życia duchowego. Biblia nazywa Boga słodkim, słodszym niż miód. Kto wierzy w Boga, ten wie, że można się Nim rozkoszować. Życie duchowe polega na nieustannym „odczytywaniu” siebie na nowo. Usiłuje ono zobaczyć dzianie się w czasie mojej egzystencji w jej całości, a w ten sposób uchwycić ją w jej jedności. Życie duchowe rozpoczyna się od wyrzeczenia się stworzonych przywiązań i nawet właściwych stworzeniu pojęć Boga.

Życie duchowe nie będzie mogło być zdrowe, jeśli nie stanie się nieustannym ćwiczeniem czujności. Znaczna jego część będzie polegać na strzeżeniu czystości serca, smaku Słowa Bożego, smaku przebaczenia, smaku działania Ducha Świętego.

Złudzeniem w świecie ducha jest przekonanie, że trzeba najpierw uporządkować się pod względem psychicznym, by móc żyć w świecie duchowym. Możemy osiągnąć pewien poziom spokoju psychicznego, ale wskutek tego nie wzrośnie nasza wiara w Chrystusa, miłość do Niego i gorliwość.

Logika Ducha widzi jako proste te sprawy, które my postrzegamy jako skomplikowane; jako jasne to, co dla nas jest ciemne, i potrafi wykorzystać nawet cierpienie psychiczne, przemieniając je w wartości duchowe. Nigdy nie można zapominać o tym, że życiową zasadą ciała jest dusza, zasadą duszy jest duch, a ducha – Duch Święty.

Szatan nie może pokonać tego, kto jest mocno zaangażowany w życiu duchowym.

Winniśmy poszukiwać Boga we wszystkim, co się przydarza w naszym życiu, między innymi w naszych namiętnościach, chorobach, zranieniach, niemocy oraz w błądzeniu. Doświadczanie własnej niemocy, może w nas wzbudzić pragnienie i zryw ku łasce Boga. W chwili, gdy wyczerpują się wszelkie moje pomysły, co robić ze swoim życiem, a w szczególności z życiem duchowym, jest jedno wyjście - zdać się całkowicie na Boga, na prowadzenie Ducha Świętego.

W życiu duchowym nie powinniśmy próbować opanowywać naszych popędów, lecz starać się je przemienić. Należy dążyć do odkrycia, jaka tęsknota ukrywa się za np. moim obżarstwem. U podstaw tego nałogu leży pragnienie odczuwania uczucia radości. Proces uzdrawiania polegałby na nauce cieszenia się i na udzielaniu sobie przyzwolenia na dobre jedzenie.

Celem życia duchowego jest według mistyki średniowiecznej czerpanie przyjemności z Boga. Ten, kto odmawia sobie wszelkiej przyjemności, nie doświadczy niczego z istoty Boga. Prawdziwa asceza nie polega na rezygnacji, lecz na ćwiczeniach w stawaniu się człowiekiem oraz na uczeniu się odczuwania przyjemności. Błędnym jest mniemanie, że popęd seksualny jest czymś, co należy opanować, ponieważ jest on ważnym źródłem naszej duchowości. Z naszym popędem należy przyjaźnie rozmawiać, a wówczas może on wskazać drogę do tego, co w nas rzeczywiście jest skarbem. Może wskazać drogę do naszej duchowej tęsknoty. Sposób w jaki niekiedy żyjemy powoduje, że mijamy się ze swoim życiem. Nie chodzi o to, by wieść poprawny styl życia. Jest w nas tęsknota za życiem i miłością. Należy poddać się tej tęsknocie. Potrzeba kochać Boga całym swoim sercem, całym swoim ciałem, wszystkimi swoimi namiętnościami, by kochanie człowieka, pełne szacunku i odpowiedzialności za niego, było rzeczywistością również tworzącą moją więź z Jezusem.

Życie duchowe polega, między innymi, na zniżaniu się do tego, co w nas naprawdę tkwi, na poważnym traktowaniu pojawiających się uczuć, na nie osądzaniu się za swoje emocje i namiętności. W jakimś okresie życia konsekrowanego, zaczynają męczyć człowieka wysiłki mające na celu przemianę. Całkowite poddanie się Bogu nie jest zasługą człowieka. Człowiek jedynie w prawdzie powinien się przed swoim Panem obnażyć, a dokona się to wówczas, gdy nie będzie miał innego wyjścia. I wówczas też możliwe jest uwolnienie się od wszelkich dążeń do takiego rodzaju duchowości, która obliczona jest jedynie na wydajność. Tyle jest w nas urazów, ran, okręcenia, podejrzliwości, złości. Poprzez takie rany wewnętrzne mogę odkryć, jakim jestem człowiekiem. „W Jego ranach jest nasze zdrowie” - tak mówi Biblia o Jezusie. O nas można powiedzieć: w naszych ranach jest prawda o nas. Te urazy ściągają z naszych twarzy maskę, którą sobie zakładamy, by próbować być innymi, niż jesteśmy. Po co? Niekiedy w stanach wewnętrznego rozdarcia uciekamy przed cierpieniem, bólem w modlitwę. To często nie pomaga. Jest to bowiem ucieczka a nie konfrontacyjne podejście do swojej sytuacji, do problemu. Swój ból należy uczynić punktem wyjścia do modlitwy.

Życie duchowe, to poszukiwanie Boga, w moich namiętnościach, chorobach, ranach, niemocy w moim błądzeniu. W chwili, w której wyczerpały się wszelkie moje możliwości, zaczynam, zdawać się całkowicie na Boga. Kapitulując przed Nim, przyznając się do tego, że nie jestem w stanie o własnych siłach wyjść z bagna, w które wpadłem, nie jestem w stanie o własnych siłach stać się lepszym, mam szansę nawiązania osobistego kontaktu z Nim. Bardzo często można spotkać kapłanów, z uczuciem rozczarowania, ponieważ nie potrafią zrealizować swego duchowego programu, ponieważ, mimo największych wysiłków, spotykają ich same niepowodzenia. Nie usiłuję dodawać im odwagi, twierdząc, że dzięki zwiększonemu wysiłkowi woli pokonają wszystkie swoje błędy. Natomiast usiłuję powiedzieć że to, czego doświadczają, to rozstrzygające dla ich powołania - przeżycia duchowe.

W życiu duchowym chodzi nie tylko o to, bym analizując moje myśli i uczucia, moje życiowe rany i moje choroby stawał się coraz bardziej ludzki i bym odkrył mój skarb. Chodzi także o doświadczanie wiary wtedy, kiedy wyczerpują się moje możliwości, oraz o rozwój mego związku z Bogiem wtedy, gdy czuję się całkowicie opuszczony. Życie duchowe, oznacza wsłuchiwanie, się w brzmiący w naszych myślach, w naszych uczuciach, w naszych namiętnościach oraz w potrzebach - głos Boga, który w ten sposób mówi do nas. Wtedy, gdy się w ten głos wsłuchamy, odkryjemy obraz, na podobieństwo którego zostaliśmy stworzeni przez Boga. Nie powinniśmy oceniać naszych emocji i namiętności. Wszystkie one mają jakiś swój sens. Chodzi tylko o to, by rozpoznać to, na co Bóg za ich pomocą chce zwrócić naszą uwagę. Wielu gani się za swe negatywne uczucia, takie jak złość i wściekłość, zazdrość i obojętność. Często ci ludzie próbują "z Bożą pomocą" walczyć z tymi uczuciami, by się ich pozbyć. Duchowość oznacza, iż godzę się z moimi namiętnościami i z moimi wszystkimi emocjami. Bo one mogą doprowadzić mnie do Boga, pod warunkiem, że zagłębię się w nie i zrozumiem to, co chcą mi przekazać.

Według duchowości, namiętności są po to, by je opanowywać i pokonywać. Ideał opanowania, miłości bliźniego i przyjaźni wymaga, bym poskromił swoją złość i wściekłość. Jednak często się zdarza, że poprzez moje emocje przemawia do mnie Bóg, chcąc zwrócić moją uwagę na skarb, który się we mnie kryje. Jeśli wsłucham się w swoją wściekłość, powie mi ona być może, iż żyję wbrew swojemu "ja", iż nie dopuszczam do siebie postaci, którą przeznaczył dla mnie Bóg. Wściekłość często wskazuje na to, iż pozwoliłem innym przejąć władzę nade mną. Spełniałem zawsze ich oczekiwania, nie respektując swych własnych potrzeb; zbyt się ze mną spoufalili, przekroczyli moje granice, zranili mnie. Drogą do odkrycia ukrytego we mnie skarbu, do odkrycia obrazu, na wzór którego stworzył mnie Bóg, byłby dialog z moimi uczuciami, a nie próba opanowania wściekłości. Wściekłość jest siłą, dzięki której mogę pozbyć się tych, którzy mnie zranili, i w ten sposób osiągnąć zdrowy dystans w stosunku do nich. Dopiero wtedy, gdy uniezależnię się od nich, potrafię im wybaczyć i uwolnić się naprawdę od ich władzy nade mną.

Sposobem na bycie w tym świecie jest skupienie się na życiu duchowym – zarówno własnym, jak również każdego człowieka, którego spotkamy.

„Próżne będą wszystkie duchowe wysiłki, dopóki za pomocą ciągłej i wytrwałej pracy nie pozbędziemy się wszelkich trosk i kłopotów życia doczesnego” .




Liczba wyświetleń strony: 9479090 * Liczba gości online: 34 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC