MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Uczucia



„Uczucia zakotwiczone w naszym duchu są bardzo cenne, ale na uczuciach, które nie mają kontaktu z głębszą sferą w nas, nie możemy polegać” .

„Stłumione uczucia nie mogą być kontrolowane przez rozum i wolę. Pragnienie przyjemności nie jest kierowane przez rozum, ale przez uczucie tłumiące, a zatem akt represji zawiesza chwilowo działanie rozumu. Uczucie stłumione nadal jednak istnieje w stanie napięcia, ponieważ chce być kierowane przez rozum. Uczucie tłumiące zostaje wklinowane między uczucie tłumione a rozum. Uczucie tłumione pozostaje poza sferą kontroli rozumu i woli” .

Nawrócenie domaga się wejścia w świat nieuporządkowanych uczuć. Poznać świat uczuć człowieka, to poznać człowieka. W naszych uczuciach ujawnia się to, co jest najgłębsze: nasze pragnienia, tęsknoty, nadzieje, oczekiwania, ale też potrzeby, obawy, lęki, niezadowolenia. Jeśli pragniemy poznać siebie, by móc poznawać Boga, to trzeba nam się odwołać nie tyle do naszych myśli o nas samych, ile do naszych uczuć.

Konieczne jest wejście w siebie i czas na wyciszoną refleksję. Potrzebne jest rozeznawanie, porządkowanie i kształtowanie własnych uczuć.

Co pewien czas dobrze jest uświadomić sobie: gdzie jestem, kim jestem, dokąd idę, co chcę, na czym mi naprawdę teraz zależy? W życiu uczuciowym, emocjonalnym nie dokonujmy oceny samych siebie, naszych myśli, uczuć, miłości i tęsknoty. One mają jakiś ukryty sens. Człowiek gani siebie za pewne uczucia okazując złość, popada w rezygnację, traktuje odczucia , szczególnie odnoszące się do ślubu czystości, w kategoriach niebezpieczeństwa, zbliżającego się zagrożenia. Niekiedy próbuje się ich pozbyć za wszelką cenę, np. niszczenia ich uczuciami przeciwnymi: represja uczuciowa.

Godzę się z moimi namiętnościami i z wszystkimi moimi emocjami. One mogą mnie doprowadzić do Boga, pod warunkiem, że zagłębię się w nie i zrozumiem, co Bóg chce mi przez nie przekazać. Niektórzy sądzą, że namiętności są po to, aby je opanowywać i pokonywać. Ideał opanowania, miłości bliźniego i przyjaźni wymaga, bym poskromiła swoją złość i wściekłość, zazdrość, obojętność. Jednak często się zdarza, że przez moje emocje przemawia do mnie Bóg, chcąc zwrócić moją uwagę na skarb, który się we mnie kryje. Opanowanie, zduszenie, może prowadzić tym samym do nie odczytania przesłania, które w tak nietypowy sposób kieruje do mnie Chrystus. Jeśli np. wsłucham się w swoją wściekłość, może powie mi ona, że żyję wbrew sobie, nie dopuszczam do siebie tego, co przeznaczył dla mnie Bóg. Zadziwiające jest to, że z góry wiemy co nam pomoże, a co nie; co jest niedobre dla naszego życia duchowego, a co nam na pewno zaszkodzić może. Wściekłość często wskazuje na to, że pozwoliłam innym przejąć władzę nade mną. Drogą do odkrycia we mnie skarbu, do odkrycia obrazu, na wzór którego stworzył mnie Bóg, byłby dialog z moimi uczuciami, a nie próba opanowania wściekłości.

Celem życia duchowego jest, według mistyki średniowiecznej, czerpanie przyjemności z Boga. Ten, kto odmawia sobie wszelkiej przyjemności, nie doświadczy niczego z istoty Boga. Prawdziwa asceza nie polega na rezygnacji, lecz na ćwiczeniach w stawaniu się człowiekiem, oraz na nauce odczuwania przyjemności. Pobożność, która nakazuje nam wyparcie naszych popędów, tęsknot, uczuć, doprowadzić może do ciągłej obawy, że prędzej czy później zostaniemy opanowani przez obecne w nas pragnienia. To, co wyparte, niekiedy to nazywamy opanowaniem, powraca jako silniejsze.

Błędnym jest mniemanie, że popęd seksualny jest czymś, co należy opanować. Jest on ważnym źródłem naszej duchowości. Jeśli zaprzyjaźnimy się z nim, zaprzyjaźnimy się z naszą miłością do mężczyzny, tęsknotą za nim, zaczniemy z nim przyjaźnie rozmawiać, nasz popęd, nasza miłość, nasza zaślepiająca nas tęsknota wskaże drogę do ukrytego skarbu, do skarbu naszej wewnętrznej żywotności i naszej duchowej tęsknoty. Może doświadczymy wówczas takiej zachęty: próbuj naprawdę żyć i kochać. Sposób w jaki żyjesz teraz powoduje, że mijasz się ze swoim życiem i ze sobą. Nie zadowalaj się jedynie swoim poprawnym na zewnątrz stylem życia. Jest w tobie tęsknota za życiem i miłością. Zaufaj jej. Kochaj ludzi całym sercem. Kochaj Boga całym swoim sercem, kochaj Go swoim ciałem, kochaj Go swymi namiętnościami.

Często zdarza się, że miłość, którą w sobie odkrywamy do drugiego człowieka, siła tęsknoty za nim jest taka, że sobie z nimi nie radzimy. Ta rzeczywistość jest silniejsza od nas. Popęd jest silniejszy od nas, tak że nie potrafimy niekiedy z nim prowadzić dialogu, bo to on nad nami panuje. Trzeba się przyznać do niemożności zapanowania nad swoim popędem, nad zaślepiającą wręcz siłą tęsknoty za człowiekiem. Trzeba pokornie przyznać, że jesteśmy wyłącznie ludźmi z krwi i kości i że nie potrafimy się zamienić o własnych siłach w istotę czysto duchową. Bóg uwolni nas od naszej walki dopiero wówczas, gdy przyznamy się do naszej bezsilności. Potrzeba modlić się tym, co silnie w sobie odczuwam swoją bezsilnością.

Przyjmujemy naszą seksualność, miłość do drugiego człowieka, tęsknotę za nim z wdzięcznością. W naszej duchowej tradycji najczęściej traktowaliśmy popęd seksualny zbyt negatywnie, jako namiętność, która oddziela nas od Boga. Oczywiście może się zdarzyć, że nasz popęd seksualny zamknie nas na Boga. Jest również i takie doświadczenie, które mówi nam, że budzenie się w nas popędu seksualnego, miłości do drugiej osoby, tęsknoty za nim niesie ze sobą energię duchową, oraz przypomina nam nieustannie o naszym pragnieniu zjednoczenia się z Bogiem poprzez całą naszą namiętność i miłość, aby w Nim przeżyć spełnienie naszej tęsknoty.

Im bardziej pragnę, by mnie wszyscy lubili, tym mniej doświadczam tego uczucia. W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak potraktować ten stan jako duchowe wyzwanie. Czasem we wspólnocie pojawiają się problemy tak skomplikowane, że nikt nie jest w stanie ich rozwiązać. Problemy te zmuszają mnie, bym w Bogu szukał oparcia i poczucia bezpieczeństwa. W takich sytuacjach bardzo mocno przemawia we mnie tęsknota za człowiekiem: którego mogę zobaczyć, usłyszeć, a może i dotknąć; do którego mogę mieć uczuciowe odniesienie. Gdy wspólnota nie spełnia moich potrzeb, muszę zadać sobie pytanie o to, na ile prawdziwy jest w moim życiu werset Psalmu 23: "Pan jest moim pasterzem nie braknie mi niczego". Czy Bóg stanowi dla mnie jedynie potwierdzenie mego dobrego samopoczucia, czy też raczej mogę o sobie powiedzieć - wystarczy mi tylko On? Do kogo mam obecnie uczuciowe odniesienie?

Kiedyś zmęczą mnie wszystkie wysiłki mające na celu moją przemianę. Wówczas całkowite poddanie się Bogu, nie będzie moją zasługą, moją dumą, osiągnięciem, lecz wyrazem całkowitego mojego obnażenia, gdyż oddam Mu siebie dopiero wówczas, gdy nie będę miał innego wyjścia. On stawia sytuacje nie możliwe dla człowieka, by upomnieć się o miłość do Niego. Ta miłość do drugiego człowieka, w życiu zakonnym, kapłańskim, nie jest przede wszystkim sygnałem na to, by się zaangażować w kochanie jego, lecz bodźcem prowadzącym ku przebudzeniu do miłowania jedynego Oblubieńca, który być może bardzo jest zapomniany w moich uczuciach, w mojej tęsknocie i miłości.

Mamy świadomość, że jesteśmy ludźmi pełnymi wad i słabości, fantazji erotycznych, potrzeby ludzkiej czułości i miłości. Ponieważ nie potrafimy pogodzić tego, że jesteśmy konsekrowani Bogu, powołani do świętości, do życia w czystości i kochania jedynie Boga, odzywają się w nas potrzeby ciała, podstawowe potrzeby emocjonalne. To co wyparte, domaga się głosu dla siebie, chcąc zwrócić uwagę człowieka na siebie. Opanowywanie się i zaciskanie zębów niewiele pomoże. Jeśli zacznę rozmowę z moimi tęsknotami powodującymi zawrót głowy i niekonsekwencjami w życiu zakonnym, może zwrócą mi one uwagę na istniejące we mnie rozdwojenie. Mogą mnie one nauczyć, w jaki sposób mam zespolić te dwa obrazy siebie; mogą spowodować, że zaakceptuję moją ludzką rzeczywistość, pełną wad i słabości, i oddam się Bogu na służbę taki, jaki jestem.

Niekiedy mamy zbyt wielką ambicję do opanowania miłości do człowieka i tęsknoty za nim. Obwiniamy siebie, że musieliśmy zrobić coś źle, albo zaniedbać, dlatego musimy cierpieć. Może warto zaprzestać poszukiwania przyczyn, które spowodowały zaistnienie miłości i tęsknoty. Zobaczyć, że wyrzuty sumienia z tym doświadczeniem związane mogą być bezpodstawne. To natomiast, co warto uczynić, to ofiarować się Bogu, nawet każdego dnia, własnymi słowami formułując swoje oddanie się: z serca – całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją wolą.

Bóg często prowadzi nas innymi drogami niż te, które sobie wyobrażaliśmy. W sytuacjach dla nas nie możliwych do przejścia, zrozumienia, napotykamy Boga niezrozumiałego, a wtedy należy porzucić wyobrażenia o sobie, o swoim życiu zakonnym i o Chrystusie, by poddać się całkowicie Jego woli. Poddać się temu, który krzyżuje wszystkie nasze plany, wyobrażenia po to, by stworzyć nas całkowicie dla Siebie.

To miejsce w nas, w którym zostaliśmy zranieni przez miłość do drugiego człowieka, oraz przez wielką tęsknotę za nim, otwarte jest na Boga. W tym miejscu zdolni jesteśmy do przyjęcia tej miłości, pogodzenia się z bólem tęsknoty, a tym samym spotkania się z Bogiem i ofiarowania Mu jednego i drugiego. Dzięki miłości do człowieka, która z jednej strony jest radością, lecz z drugiej wielkim cierpieniem - odkrywam, że żyję - ponieważ potrafię kochać i tęsknić i marzyć. Warto przełożyć to wszystko na Osobę Jezusa Chrystusa, ucząc się miłości do Niego. Moje zranienie przez miłość powoduje, że odkrywam to, przed czym uciekałem, broniłem się, uważałem, że nie wypada, nie wolno, albo że jest to grzechem i brakiem wierności Chrystusowi.

Droga ku Bogu wiedzie zawsze przez doświadczenie własnej niemocy, a nawet klęski. Doświadczenie Boga nie jest nigdy nagrodą za nasze własne wysiłki, lecz odpowiedzią na naszą niemoc. Poddanie się jemu jest celem naszej drogi duchowej. Posty i nocne czuwania mają na celu osiągnięcie wewnętrznej skruchy serca, aby się podać i być tym samym doprowadzonym do postawy pokory. Asceza nie prowadzi do odczucia siły, lecz słabości, do doświadczenia, że nie jesteśmy w stanie ulepszyć siebie, że jesteśmy całkowicie zdani na Pana.

Czasem Bóg nie widzi innej możliwości doprowadzenia człowieka do odczucia własnej słabości, jak tylko sprowadzenie na niego grzechu. Jeden z pustelników tak mówił: "Jeśli Bóg nie ma już żadnego innego wybiegu, to dopuszcza grzech. Dopuszcza on grzech, aby wprowadzić człowieka w jego najgłębszą słabość". Odczuwanie łaski Bożej ogarnia nas w konfrontacji z własną słabością. Rozczarowanie, złość, grzech, uczucia czy pragnienia, z którymi sobie nie możemy poradzić, doprowadzą nas w końcu do Boga. Niepowodzenia mogą człowieka prowadzić do miłości Boga. Życie pełne sukcesów, jest największym wrogiem przemiany. Przez klęski, niepowodzenia słabości, Bóg nas otwiera, tworzy, uczy miłości.

Przez przemianę, nasze uczucia, potrzeby, namiętności i marzenia otwierają się na Boga i ostatecznie tylko Jemu pozwalają się kierować. Środkiem uzdrawiającym nasze uczucia i myśli jest obecność Boga.

Nie ma uczuć pozytywnych bez negatywnych. „Najpierw głową, potem sercem, ale nigdy sercem bez głowy”. Uczucia bez logiki prowadzą na manowce irracjonalizmu i wewnętrznego zagubienia. Ale logika bez uczuć to zimne, bezduszne trwanie.

Przekonałeś się w dzieciństwie, że wśród najbliższych niebezpiecznie było mówić o uczuciach. Wykształcony w dzieciństwie nawyk ukrywania uczuć przenosimy w dorosłe życie. Nigdy nie zaznamy poczucia bezpieczeństwa i nie potrafimy nikomu zaufać. Jesteśmy sztywni, zimni, zdystansowani i przyjmujący postawę obronną. Nieumiejętność mówienia o uczuciach sprawia, że trwamy w osamotnieniu i strachu.

Żeby przerwać uczucia strachu, trzeba zacząć mówić o uczuciach. Niektórzy uważają, że ich myśli są głupie, niewarte, by się nimi dzielić, albo mogąc zranić drugą osobę.

„Doświadczenie Boga może dokonywać się na płaszczyźnie ludzkich uczuć”.




Liczba wyświetleń strony: 9479093 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC